Kropka nie miała wyjścia

Kropka nie miała zbytnio wyjścia w kwestii zamiłowania do literatury. W domu, w którym starszy brat non stop przegląda obrazkowe książki, lub męczy rodziców by „cytali” te poważniejsze – o Kubusiu Puchatku, Basi, Kocie Filemonie i innych herosach masowej wyobraźni. W domu, w którym matka nocami pochłania* najnowsze perełki publicystyczne, by nad ranem nadludzkim wysiłkiem doczytać ciekawą powieść, a tata w nielicznych wolnych chwilach  podczytuje opracowania naukowe o kulturze Chin, ta mała dziewczynka po prostu musiała zaakceptować fakt, że książki są ważne.

IMGP6565 IMGP6572 IMGP6573 IMGP6574 IMGP6582 IMGP6583
Ale nie myślcie, że była to prosta i bezbolesna nauka: po etapie żucia, który skończył się nader tragicznie dla jednego z dzieł Herve Tullet’a (1:0 dla Kropki), nadszedł etap wywalania wszystkich kartonowych lektur z półki, przy czym mówiąc „wszystkich” dokładnie to mam na myśli. Na szczęście wkrótce potem Kropka zainteresowała się książkami samymi w sobie – nie jako materiałem do budowania/rozwalania/rzucania, nie jako posiłkiem, czy zabawką – po prostu zaczęła chętnie przeglądać książki i zadawać pytania odnośnie ich treści (a konkretnie jedno pytanie: „co to?”). Przymknę oko na fakt, że dość często upiera się w trzymaniu książki do góry nogami, a gdy delikatnie chcę położyć lekturę jak należy, ona stanowczo odwraca ją z powrotem. Nieważne jak – ważne, że Kropka „czyta”.
Pewnego dnia byłam zajęta w kuchni i nie mogłam podejść od razu do córeczki, która obudziła się z drzemki. Przez chwilę słyszałam jak głośno narzeka i nawołuje mamę, potem ze zdziwieniem stwierdziłam, że z pokoiku dochodzą jakieś radosne odgłosy. Piski, śmiechy, szczęśliwe okrzyki. „Co się tam dzieje?” – pomyślałam podejrzliwie i, spodziewając się najgorszych dziecięcych przestępstw, natychmiast ruszyłam w stronę jaskini moich młodych.
Kropka siedziała w swoim łóżeczku uszczęśliwiona. Młody latał dookoła, mówiąc sam do siebie: „psyniesiem ksiązki, psyniesiem wsystkie ksiązki”.. i faktycznie nosił po kolei, jedna za drugą, trzecia za czwartą. Dosłownie „wsystkie ksiązki”, jakie miał na swojej półeczce wrzucał do niemowlęcego łóżka. Kropka zawalona lekturami wyglądała na zachwyconą, chociaż ja osobiście obawiałam się trochę o jej bezpieczeństwo i wygodę, zwłaszcza w chwili, gdy mała straciła równowagę i pacnęła prosto w górę literatury. Ale Kropka nic sobie z tego nie robiła – z zapałem przeglądała piętrzące się pozycje literackie, ciesząc się za każdym razem, gdy w łóżeczku lądowały kolejne książki. A ja stałam w drzwiach z uśmiechem nie wiedząc sama z czego cieszyć się bardziej – czy z tego, że Kropka tak fajnie reaguje na książki, czy z tego, że Młody znalazł niezwykle uroczy sposób na pocieszenie uwięzionej siostry. Jedno jest pewne: Kropka naprawdę nie miała wyjścia w kwestii książek – one ją dosłownie OSACZYŁY.
IMGP6691 IMGP6694 IMGP6699 IMGP6702 IMGP6715
 * „pochłaniać książki” w wersji rodzicielskiej dość często oznacza przeczytanie dwóch – trzech kartek wieczorem i uśnięcie z książką w roli poduszki. Ale liczą się chęci.

11 comments

  1. Bo to właśnie w domu rodzinnym budzi się miłość do książek :-). Ja właśnie za tę miłość jestem rodzicom szczególnie wdzięczna. Wasze szkraby są wspaniałe i mają wspaniały wzór do naśladowania.

  2. tynka says:

    Starszaki mają coś w sobie, że potrafią pocieszyć młodsze rodzeństwo :) ZAWSZE wiedzą czym :)
    Kropka tonąca w literaturze SUPER!!!
    U nas „smakowanie” książek do tej pory…
    ale się dwójka zabiera do porannego przeglądu albo wieczornego pochłaniania ;) ho ho ho :)
    Pozdrawiam ciepło!

  3. radoSHE says:

    Chciałam zauważyć, że Młody podpatrzył moją metodę „uciszania”. Nic nie działa, ale osaczenie dziecka z książeczkami, zawsze daje pozytywne rezultaty! :)

  4. Świetna scena. Marzenie filologa :) Moje dziecko/dzieci pewnie pójdą w stronę koparek i innych nieliterackich gadżetów. Książkę Pola obejrzy, ale bez szału, natomiast godzinami bawi się traktorem robiąc „buuuuuuuu” (symulacja odgłosu maszyny pojawia się w naszym domu na widok: auta, odkurzacza, blendera, suszarki, pralki, jeździka, maszynki elektrycznej, ekspresu do kawy i mikrofalówki – słowem: ENERGIA) ;)

    • Ruby Soho says:

      u nas też jest BUUUU – pojawia się w odpowiedzi na pytanie ‚jak robi młynek?’. Poza tym wierz mi, scena z marzeń filologa dość często przeplata się z różnymi innymi scenami, których opisów Ci oszczędzę. Powiem tylko że nie należą z pewnością do marzeń.. kogokolwiek. Kończę, bo słyszę głośne naparzanie młotkiem o parkiet. A parkietu szkoda, a naparzanie też jakoś mało literackie :)

  5. Kaps Love says:

    U nas też w rodzinie panuje skrzywienie literaturą:) Zarywam noce żeby doczytać jeszcze kilka stron chociaż i tak wiadomo, że to walka z wiatrakami i powieki same opadają. A takie czytające maluszki to miód na serce jakie to mądre społeczeństwo Nam rośnie:P Pozdrawiam ciepło :)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.