Kilka słów o prawidłowym rozwoju niemowląt

Nie jestem ekspertem w dziedzinie rozwoju ruchowego niemowląt, ale odkąd zostałam mamą staram się rozszerzać swoją wiedzę na ten temat, by wiedzieć co jest dobre dla mojego dziecka, a co nie. Zewsząd atakują nas sprzeczne informacje, wielkie koncerny dla których jesteśmy grupą docelową przekonują nas, byśmy zakupili ich produkt – fotelik, chodzik, krzesełko, zabawkę.

Firmy te rozpisują się o zaletach swoich wyrobów i ich cudownym wpływie na rozwój naszych maluchów. Brakuje obiektywnych i jednoznacznych artykułów o tym, co faktycznie pobudzi nasze dzieci do prawidłowych aktywności fizycznych. W związku z powyższym chciałam się z Wami podzielić moim niedawnym odkryciem – stroną internetową pani Elżbiety Szeligi, która jest fizjoterapeutą oraz rehabilitantem niemowląt. Jako specjalista zajmujący się dziećmi, których rodzice popełnili już jakieś błędy w „obsłudze” pani Szeliga dobrze wie czego my powinniśmy się wystrzegać, by tych problemów nie mieć. Poniżej najważniejsze informacje, które wyniosłam z lektury artykułów.
1. Istotne jest byśmy umożliwili naszym dzieciom ćwiczenie i rozpracowywanie możliwości swojego ciała od samego początku życia – a nie od 4 – 5 miesiąca. Każda czynność, jaką niemowlę wykonuje stwarza mu możliwość nauki – ograniczając możliwości ruchowe naszego dziecka, np. wsadzając w popularne ostatnio leżaczki – bujaczki blokujemy jego rozwój fizyczny.
2. Foteliki samochodowe powinny być używane jedynie do przewożenia niemowląt, nie jest wskazane używanie ich w domu jako bujaczka (tak, ludzie to robią!) lub zamiast gondoli wózka podczas spacerów, właśnie ze względu na to, że dziecko w foteliku znajduje się w pozycji niewygodnej, wymuszonej względami bezpieczeństwa. To również uniemożliwia dziecku ćwiczenie.
3. Od 2 miesiąca życia maluch powinien intensywnie „pracować” na brzuszku, na twardym podłożu – najlepiej karimacie, lub macie edukacyjnej, która nie będzie się odsuwać, gdy dziecko będzie się chciało zaprzeć. Na początku dziecko będzie tylko leżeć, jednak dzięki swobodzie jaką daje takie miejsce z czasem zacznie się pilnie uczyć i ćwiczyć całymi dniami.
4. Niewskazane jest sadzanie dziecka i obkładanie go poduchami, jeśli dopiero uczy się siadania. Jego kręgosłup i miednica nie są gotowe na takie obciążenie.
5. Gdy nasz maluch zaczyna ‚czworakować’, powinniśmy zadbać, by robił to jak najdłużej, gdyż jest to jeden z najważniejszych etapów rozwoju. Wiadomo, że my, rodzice nie możemy się doczekać, aż wreszcie maluch zacznie chodzić, ale nie jesteśmy w stanie nic przyspieszyć. On musi dokładnie przećwiczyć wszystkie sekwencje ruchu, raczkując, czworakując, potem chodząc wzdłuż mebli. I musi to zrobić samodzielnie. Z tego samego powodu niewskazane jest wsadzanie dziecka do chodzika lub prowadzanie za ręce.
Całe podejście do zagadnienia rozwoju ruchowego niemowląt najlepiej streszcza ten fragment:
Mozolna nauka ruchu musi być jak film – każda stop-klatka musi być odczuta i przećwiczona. Przez wielokrotne powtarzanie zautomatyzowana , jeśli nie jest, ruch nie będzie płynny lecz szarpany, wysiłkowy niepewny. Jeśli w jakiejś fazie ruchu ciało nagle wymyka się spod kontroli nie można mu ufać, co w rezultacie będzie wpływało na rozwój emocjonalny dziecka . Dlatego więc dziecko, któremu damy możliwość spontanicznego trenowania każdą poszczególną fazę ruchu ćwiczy godzinami, potem urozmaica go wieloma wariantami i przechodzi od najniższych pozycji do najwyższych przygotowując całe sekwencje ruchu na przyszłość – często na wiele miesięcy do przodu.” Elżbieta Szeliga *
Podoba mi się ta filozofia, oparta na naturalnym harmonijnym rozwoju dziecka, na nieprzeszkadzaniu mu w nauce. Rolą rodziców jest tutaj jedynie (i aż) czuwanie nad tym, by dziecko zajmowało się odpowiednimi aktywnościami fizycznymi, by opracowywało prawidłową dynamikę swojego ciała. Podoba mi się, że najważniejsze jest stopniowe rozpracowywanie umiejętności, bez bez presji, bo rodzicom marzy się, że dziecko „przetupta” roczek, albo że dziecko sąsiada w tym wieku już potrafiło to czy tamto. W ogólnym rozrachunku to naprawdę nieistotne, co potrafiło dziecko sąsiada. Ważne, by nasz maluch powolutku, mozolnie opanowywał wszystkie potrzebne umiejętności i by zrobił to w swoim własnym tempie.
Zapraszam do przeczytania pełnej treści artykułów. Wszystkim mamom polecam zwłaszcza pierwszy, w którym są dokładnie opisane i zilustrowane zdjęciami poszczególne etapy rozwoju fizycznego dziecka.
* Fragment zamieszczony za zgodą Autorki, którą serdecznie pozdrawiam.

11 comments

  1. Mamiczka says:

    Mój Maluch był rehabilitowany przez pierwszy rok życia i nasza rehabilitantka, która do nas przychodziła mówiła dokładnie to samo, co ta pani. Rodzice często nie zdają sobie sprawy, że np. chodzikiem mogą zrobić dziecku krzywdę, która nie będzie widoczna od razu.

    • Ruby Soho says:

      No właśnie, to jest taka krzywda, której na pierwszy rzut oka nie widać. Rodzice często mówią „my używaliśmy np. chodzika i dziecku nic nie jest” – a to, że potem są problemy z chodzeniem, wady postawy, płaskostopie, etc. to wszystko są pośrednie skutki takiego podejścia rodziców.

  2. sajdi says:

    Jeśli już jesteśmy w temacie rehabilitacji… zauważyłam, że obecnie mnóstwo dzieci jest kierowanych na rehabilitacje z naprawdę błahych powodów. A szkoda, bo kolejki są długie, nie każdego stać na prywatnego fizjoterapeutę. Tak było z moim Jaśkiem. W zasadzie odniosłam wrażenie, że został skierowanie tylko dlatego, że jest wcześniakiem! Przy badaniu, pani doktor stwierdziła, ze dziecko odwraca główkę tylko na jedną stronę (spojrzała na niego, chyba z dwa razy, mały akurat patrzył na nas, na nią, bo niby dlaczego miał patrzeć w ścianę?), więc dostał skierowanie ‚na wszelki wypadek’. Poszliśmy do innego neurologa (prywatnie, badanie było wyczerpujące, pani doktor cały czas obserwowała małego, nawet robiąc notatki) i tu diagnoza: dziecko rozwija się świetnie, żadnych odchyleń, zdrowe i wesołe.
    Nie jestem lekarzem, może nie mam racji, ale nie macie wrażenia, że co drugie dziecko jest teraz rehabilitowane? Owszem, ja straciłam dużo nerwów, przez ową panią doktor, ale to nic, najbardziej cierpią te dzieci, które czekają w kolejkach a naprawdę tego potrzebują.
    Fajny post, każdy rodzić powinien wiedzieć przede wszystkim nie szkodzić i tu znów zacytuję mojego męża ‚daj mu czas… każdy rozwija się inaczej’. Niczego nie przyśpieszymy, a jeśli już, czy na pewno będzie to miało dobry skutek?

    pozdrawiam ciepło :)
    sajdi

    • Ruby Soho says:

      Dziękuję za komentarz. Właśnie o to mi chodzi, że każde dziecko się rozwija po swojemu i nie możemy ulegać jakiejś dziwnej presji znajomych pytających: czy już siada? czy już chodzi? Tak jakby to były jakieś punkty do odhaczenia w grafiku. Mój synek póki co rozwija się świetnie, jest bardzo silny i aktywny fizycznie, więc zostaje nam obserwowanie go, sprawdzanie czy ćwiczy prawidłowo, czy dobrze ustawia stópki wstając, itp.
      Z tą rehabilitacją masz zupełną rację, najbardziej na tym tracą dzieci wymagające pomocy, które muszą potem czekać w poradniach w tym sztucznym tłoku.
      Pozdrawiam!

  3. anluna says:

    Zgadzam się ze wszystkim o czym napisałaś. Moje dzieci nie posiadały żadnych chodzików, leżaczków, bujaczków itp.Jeszcze pamiętam te pytania rodziny
    A Majka to nie ma chodzika? Miałabyś miej roboty przy niej?
    Teściowa nawet któregoś razu zaproponowała, że nam go kupi, skoro nas na niego widocznie nie stać, bo u niej sąsiedzi używają i mają spokój z dzieckiem. Ile to ja się natłumaczyłam, że nie chcę i nie uznaję takich rzeczy.
    Nie ma co nic przyśpieszać na siłę, bo i tak dzieci rosną nam za szybko ;)

    • Ruby Soho says:

      Tak, sąsiedzi mają spokój z dzieckiem, ale potem zaczynają się problemy, bo Maluch śmiga w chodziku, ale nie daje rady sam chodzić. I zaczyna się żmudna rehabilitacja. Myślę, że nasza własna matczyna intuicja i trochę mądrej literatury jest dla nas najlepszym doradcą.

  4. Mamajaga says:

    Dokładnie, skoro chodziki są, ogólnie rzecz biorąc, szkodliwe, to powiny być wycofane ze sprzedaży.
    Bardzo sensowna ta strona p. Szeligi. Przeczytałam kilka tematów.
    Dzięki:)

    • Ruby Soho says:

      Też mi się wydaje, że jeśli coś jest jednoznacznie szkodliwe dla małych dzieci,to nie powinno być w sprzedaży. Myślę, że wielu rodziców nie zdaje sobie sprawy z zagrożenia, ponieważ brakuje informacji na ten temat.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.