kidz in da hause

Trzecia w nocy. „Mamoooo, mamooo!” – słyszę słabe nawoływania z jaskini młodych lwów. Akurat korzystam z obecności męża w domu i zupełnie nieromantycznie wciąż siedzę przed kompem mimo późnej pory. Po chwilce jestem przy maluchu. „Co się stało kochanie?” – pytam. Młody bełkocze coś niezrozumiale. Tak niezrozumiale, że przez chwilę zastanawiam się czy nie gada przez sen.

„Chcesz się napić wody?” – pytam cicho. „Nieeeee!” – odpowiada on. „KOTYYY DWAAA!” – mówi lekko zachrypniętym, zaspanym głosikiem. „KOTYYY DWAAAA!” – powtarza z naciskiem wskazując na półkę z książkami, gdzie leży seria „Poczytaj mi mamo”, a w niej opowiadanie o Bonifacym i Filemonie.. które już znam na pamięć, bo czytane jest co wieczór. „Jest noc, skarbie, wszyscy śpią, nie będziemy już czytać” – mówię coś w tym stylu, a uspokojony Młody bez protestów układa się na boczek i po pięciu minutach znów śpi.

Poranek, jest koło siódmej. Otwieram oko podrapane chwilę wcześniej przez Kropkę, cała rodzina jest już w naszym małżeńskim łożu. Cieszę się, że nie mamy zwierząt domowych, bo potrafię sobie zwizualizować jak one również spychają nas – prawowitych użytkowników tego łóżka – na margines, do najmniej wygodnego kąta, bez dostępu do poduszki. Kropka ćwiczy wstawanie opierając się na moim tułowiu, szarpie nieprzytomną matką, która z kolei stara się choć trochę asekurować niemowlę, by nie spadło z wysokości. Młody w tym czasie pastwi się nad ojcem, aż w końcu jęczy: „Mleeeczkooo!”. Mąż miłosiernie zabiera dzieci i pozwala mi dospać. Zamykam oczy.

Otwieram oczy. Jest dziesiąta – nie pamiętam, kiedy ostatni raz spałam do tak późnej godziny! Wychodzę z pokoju w celu skorzystania z łazienki. Tuż za drzwiami dopada mnie moje stadko – „Mamo, mamusiuuu! Chooodź!! Czytaj!” – krzyczy Młody wskazując rączką na dziecięcy pokój i stosy książek. W tym samym momencie dostrzega mnie Kropka brykająca po podłodze. Na mój widok uśmiecha się najpiękniej na świecie, więcej: głośno się śmieje i z wielkim entuzjazmem rusza w moją stronę. Nagle dostaje niesamowitego przyspieszenia i z tym wielkim uśmiechem i piskami radości pędzi prosto na mnie! Już jest, wspina się na moją nogę. W drugą nogę wtula się Młody, wciąż prosząc: „Mamusiu, mamusiu, chodź tu, po-ko-juuuu! Czyytamyyy!”. Kropka w tym czasie wdrapuje się na mnie, przykleja się tak mocno, kurczowo obejmuje rączkami, by być bliżej, jak najbliżej.. Takie powitanie z rana.. Rety, jak ja ich kocham!

10 comments

  1. Powinnaś być bardzo dumna z siebie :-). Zaszczepiłaś w Młodym miłość do książek. Jego życie już nigdy nic będzie ubogie i puste, bo będą w nim książki.

    • Natalia K says:

      Tak, Asia ma rację. Super, że Młody tak pokochał książki. Ja też robię wszystko by zaszczepić w Krzyśku miłość do czytania. Zresztą… Właśnie zostałam obrzucona lekturami w łóżku, więc chyba nie mam wyboru i zabieram się za czytanie, bo Krzyś mnie zamęczy ;)

    • Ruby Soho says:

      Książki to naprawdę wielka miłość mojego malucha. Niesamowicie dużo się z nich uczy.. zdziwiłam się kiedyś gdy zażądał by zrobić mu kakao – bo nigdy nie pił. Ale skoro ulubiona bohaterka z książeczek pije z rana kakao, to on też musi :)

  2. radoSHE says:

    No tak to można zaczynać dzień:):):) Spałaś do dziesiątej!? Dzisiaj to Ci wybitnie zazdroszczę, bo wstałam cztery i pół godziny wcześniej;)

  3. Karolina says:

    Wątek dotyczący książek jakby zaczerpnięty z mojego życia. Chyba po prostu tak juz jest, że jak sie czyta dziecku, przywiązuje wagę co do wyboru książek, jak juz sie zaszczepi w dziecku miłość do książek to dziecko tak własnie reaguje, .Budząc się w nocy wspomina bohaterów albo tak jak mój syn prosi w nocy o przeczytanie jeszcze jednej książki. W ciągu dnia sam prosi by mu poczytac, a jak się robi w domu nadzwyczaj cicho to wtedy syn przegląda ilustracje :-)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.