Kulinaria Ruby, Wytrawnie

Jedzenie niskobudżetowe 2. Pyszne strączki.

W poprzednim odcinku: wstęp o ostatniej dyszce w kieszeni i heroicznych próbach wyżywienia rodziny bez udziału dużej gotówki. Słowo o burakach, kilka słów o pieczonych warzywach, pastach do kanapek i prostych zupkach. Jeśliście ciekawi, to czytajcie tutaj. Dziś zapraszam na część drugą, a w niej pożywne, pyszne strączki!

Fasola.

W dawnych czasach wydawało mi się, że przygotowanie suchej fasoli jest strrrrasznie kłopotliwe. A potem odkryłam, że jest prosta w obsłudze i wymaga minimalnej uwagi.. w porównaniu do obrania ziemniaków chociażby. Sęk w tym, że jej spożycie należy zaplanować z dziennym wyprzedzeniem.

Wystarczy moczyć ją w wodzie przez dwanaście godzin w dużym garnku (bo gdy się powiększy może nam z mniejszego garnka wyjść i się przywitać!). A potem gotować w świeżej wodzie przez około godzinę – i już, mamy wspaniałą porcję zdrowego, pożywnego białka. My najbardziej lubimy fasolę „Jaś tyczny” – ziarna są duże i płaskie, mają taki maślany posmak. Dzieci wyławiają je z każdego dania.

Poza klasyką, czyli fasolką po bretońsku oraz zupą fasolową z ziemniakami możemy zrobić różne pasztety i smalce. Możemy tworzyć sałatki na bazie fasoli. Albo zjeść gorącą z wymieszaną z masłem, posypaną solą, pieprzem, z wyciśniętym ząbkiem czosnku, a do tego obficie natka pietruszki. Taka fasola po żydowsku jest przepyszna, chociaż nie polecam wieczorem, bo czosnek potem smali pół nocy :).

Rewelacyjnym jedzeniem jest pasztet z fasoli. Na pierwszy rzut oka wydaje się bardzo czasochłonny, ale wystarczy, że rozplanujemy czynności – zawsze możemy ugotować kaszę i fasolę dzień przed zabraniem się do produkcji pasztetu. Możemy to zrobić przy okazji innych czynności w kuchni, a wtedy na następny dzień pozostanie nam zmieszanie składników, podsmażenie i wrzucenie do piekarnika.

Przepis na pasztet fasolowy*.

Składniki:

2 szklanki ugotowanej białej fasoli, 1 szklanka ugotowanej kaszy jaglanej, 3-4 ogórki kiszone pokrojone w bardzo drobną kostkę, 1 cebula pokrojona w kostkę, 2 ząbki czosnku posiekane, 100 ml oleju, 3 łyżki sosu sojowego, 2 ziarna ziela angielskiego, 2 liście laurowe, mieszanka przypraw: po 1 łyżeczce suszonego koperku i suszonej natki pietruszki, 1/2 łyżeczki majeranku, po 1/4 łyżeczki suszonego lubczyku, cząbru i mielonej kolendry. Sól, pieprz, olej do smażenia.

Przepis:

Piekarnik nastawiamy na 180 stopni. Na dużej patelni rozgrzewamy olej, następnie podsmażamy cebulę wraz z liśćmi laurowymi i zielem angielskim, dusimy na małym ogniu aż cebula się zeszkli. Wtedy dodajemy czosnek i dusimy przez chwilę razem, po czym wyławiamy liście laurowe i ziele angielskie.

Łączymy cebulę i czosnek z fasolą i kaszą jaglaną, olejem, sosem sojowym i wszystkimi przyprawami. Całość miksujemy blenderem ręcznym, dodajemy ogórki i mieszamy wszystko razem. Możemy teraz spróbować masy i doprawić po swojemu. Ja zwykle dodaję sporo pieprzu, soli i jeszcze więcej koperku suszonego.

Przekładamy pasztet do keksówki wyłożonej papierem do pieczenia, uklepujemy górę i wkładamy do piekarnika na około 45 minut bez termoobiegu. Pod koniec pieczenia możemy włączyć termoobieg lub opcję grilla, by podpiec trochę pasztet z wierzchu.

Po wyciągnięciu z piekarnika studzimy w keksówce przez noc, a rano możemy podać do śniadania. My serwujemy ze świeżym chlebem (który wypieka mąż) z jeszcze większą porcją ogórków kiszonych, cebulką i świeżym koperkiem. Jest moc! 

Przepis na smalec fasolowy*.

Składniki:

2 szklanki ugotowanej białej fasoli, 2 cebule pokrojone w kostkę, 1 jabłko pokrojone w kostkę, kilka suszonych śliwek pokrojonych na małe kawałki, 2 liście laurowe, ziele angielskie, ziarno jałowca, 1 goździk, 1/2 łyżeczki majeranku, 1/2 łyżeczki lubczyku, 1/4 szklanki zimnej wody, 1 łyżka sosu sojowego, olej słonecznikowy, sól, pieprz.

Wykonanie:

Rozgrzewamy olej na patelni, wrzucamy cebulę oraz jabłko, dodajemy liście laurowe, ziarna ziela angielskiego, jałowca i goździk na niewielkim ogniu mieszając od czasu do czasu. Dusimy aż cebula zrobi się złota, a jabłko miękkie. Usuwamy przyprawy. 

Fasolę doprawiamy majerankiem, lubczykiem, dużą szczyptą soli i pieprzu, zalewamy wodą i sosem sojowym, po czym miksujemy blenderem ręcznym. Dodajemy cebulę wraz z jabłkiem i miksujemy przez chwilę na niskich obrotach. Składniki mają się połączyć, ale fragmenty cebuli, jabłek i śliwek mają pozostać w kawałkach. Doprawiamy solą i pieprzem. Schładzamy w lodówce.

Gotowy smalec przekładam zwykle do niskiego, szerokiego słoika, który opisuję datą. W lodówce może stać kilka dni, świetnie smakuje z ogórkiem kiszonym.

Fasola stwarza naprawdę olbrzymie możliwości kulinarne. Może właśnie dlatego, gdy nasze portfele robią się przesadnie szczupłe, to mąż piecze chleb, a ja namaczam fasolę. I wkrótce mamy przepyszną wyżerkę.

Inne strąki.

Groch, cieciorka, różne rodzaje soczewicy również są smaczne w wersjach pasztetowych, sałatkowych i zmiksowanych. I oczywiście można z nich zrobić pożywne zupy. Na przykład taką zupę z soczewicy (tutaj), lub klasyczną grochówkę.

Pasztet z zielonej soczewicy z ogórkami kiszonymi* – przepis w poprzednim podpunkcie, po prostu zamiast fasoli dorzucamy 2 szklanki ugotowanej soczewicy. Smakuje równie wspaniale i jest jeszcze prostszy w przygotowaniu, bo soczewicę wystarczy namaczać pół godzinki.

Mąż od niedawna pracuje w branży spożywczej, dzięki czemu cyklicznie ma dostęp do wypasionych promocji na jedzonko – kiedyś staliśmy się szczęśliwymi posiadaczami dwudziestu słoików tahini, niemal za darmo i w pełni legalnie. Teraz wystarczy, że mamy w spiżarce cieciorkę (należy namoczyć dzień wcześniej), czosnek i sok z cytryny. I w ten właśnie sposób hummus stał się naszym bieda-żarciem, na pohybel  modnym knajpom dla hipsterów. Gotowy hummus chrupiemy z marchewką i ogórkiem pokrojonym w słupki, z dodatkiem cebulki, czasem jajek na twardo. Nie podaję przepisu, bo jest ich dużo w sieci, ja najbardziej lubię z Jadłonomii – jest taki faktycznie bliskowschodni, podawany na płaskim talerzu, i ma konsystencję śmietany. W żadnym wypadku nie jest twardy i grudkowaty!

Smażona soczewica w pomidorach na śniadanie*.

O ten przepis pytacie rekordowo często na Instagramie. Jest to wyjątkowo smaczne i pożywne danie, które rozgrzewa nas w chłodne poranki.

Składniki:

1 szklanka suchej czerwonej soczewicy, 2 puszki krojonych pomidorów, 2 czerwone cebule pokrojone w piórka, 2 ząbki czosnku posiekane, 1 łyżeczka słodkiej papryki i wędzonej papryki, 1 łyżeczka cynamonu, opcjonalnie chilli, 2 szklanki wody. Oliwa, sól, czarny pieprz.

Wykonanie:

W średniej wielkości garnku (lub na głębokiej patelni) rozgrzewamy oliwę, wrzucamy czosnek, a po chwili dodajemy cebulę. Dusimy razem kilka minut aż cebula się zeszkli. Dodajemy papryki, cynamon, ewentualnie chili, mieszamy, dodajemy czerwoną soczewicę i dusimy przez kilka minut, następnie zalewamy wodą i pomidorami. Dusimy pod przykryciem około 15 minut, a następnie bez przykrycia około 5-10 minut, aż soczewica będzie miękka. Doprawiamy solą i pieprzem, ja lubię dodać więcej cynamonu. Zjadamy z pieczywem i zieleniną.

Ponieważ ta soczewica schodzi u nas z olbrzymich ilościach podany przepis ma podwojone proporcje, dzięki czemu zostaje trochę na drugi dzień. Jest to zarówno ekonomiczne, jak i bardzo wygodne, bo taką soczewicę wystarczy wówczas podgrzać i podać. Możemy też z niej zrobić wypasioną wersję szakszuki. Do pomidorowej soczewicy na dużej patelni wbijamy jajka i na sporym ogniu smażymy, a potem przykrywamy pokrywką by białko się ścięło. Pyszka.

Przepisy z tego wpisu pochodzą/ lub są mocno inspirowane książką „Jadłonomia” Marty Dymek i już jakiś czas temu na stałe weszły do naszego kanonu. Mają one niewielkie przeróbki w proporcjach, bo podaję tak, jak przyzwyczaiłam się je robić. Na przykład pasztet fasolowy w oryginale był z soczewicy, tyle że nam o wiele bardziej pasuje dokładnie taki, jak u Marty ale z fasolą.

Rozpisałam się poważnie, ale to jeszcze nie koniec! Podczas tworzenia tego wpisu przyszło mi do głowy tyle rozmaitych inspiracji, że nie mieszczę się z standardowym rozmiarze blogowego tekstu. Dlatego też w kolejnym poście będzie o ekonomicznych inspiracjach rodem z kuchni polskiej i międzynarodowej.

Stay tuned!

poprzedni wpis następny wpis

Przeczytaj koniecznie

6 komentarzy

  • Reply Misia 07/04/2018 at 00:04

    Mam ogromny problem z zaplanowaniem tego namaczania, przez co fasola u nas gości rzadko (ale ostatnio przywitały się drożdże). Za to soczewica w pomidorach z Twojego przepisu jest u mnie szybkim awaryjnym ciepłym posiłkiem.

    • Reply Agata / Ruby Times 07/04/2018 at 00:09

      Dla mnie to również był zawsze problem, obecnie po prostu co jakiś czas (raz na około 2 tygodnie) namaczam fasolę, a później pozostaje zdecydować który z przepisów wykorzystać. To takie proste, gdy się już człowiek przyzwyczai.

      • Reply Marta 16/04/2018 at 12:51

        ja gotuję zawsze większą ilość i mrożę ;)

  • Reply e-milka 07/04/2018 at 15:44

    Tahina jest super , bo nigdy nie jelczeje. Jesli podeschnie mozna dolac cieplej wody (przepraszam, jesli pisze cos, co jest powszechnie znane).
    Jesli lubisz humus, poecam tez foul (nie, nic zgnilego, wbrew pozorom :)) – rodzaj bobu.
    https://en.wikipedia.org/wiki/Ful_medames
    W sklepach z zywnoscia z krajow Bliskiego Wschodu mozna kupic puszki (ale uwaga – odmiana libanska jest lagodna, a palestynska ostra), my zawartosc takiej puszki podgrzewamy w rondelku z dodatkiem czosnku, dodajemy potem tez cytryne i blendujemy. Przy foulu nie trzeba miksowac do kremowej konsystencji, mozna zostawic nieco fasolek w calosci. Bsahha!

  • Reply Monika 09/04/2018 at 10:08

    Super pomysły, aż chce się je robić! Zastanawia mnie jednak, czy Twoje dzieci jedzą takie „wymyślności” jak wyżej i z poprzedniego wpisu? Co im najbardziej z tego smakuje? Pytam, w kontekście moich smyków – ich wyrafinowane podniebienia czasem przyjmują bułkę muśniętą masłem ze szczyptą tartego parmezanu i cząstką ogórka kiszonego (tzn.. najczęściej suchą bułę).

    • Reply Agata / Ruby Times 09/04/2018 at 22:17

      W poprzednim tekście pisałam, że nie mamy wielkiej spiny z namawianiem dzieci do jedzenia wymyślnego i nietypowego żarcia. Po prostu sami z niego nie rezygnujemy, więc siłą rzeczy obserwują, czasem są ciekawi.
      Moje dzieci uwielbiają pasztet z fasoli i soczewicy. Najstarszy wprost uwielbia, Średnia niedawno się przekonała. Tylko Najmłodszy na razie gardzi :)
      Wszyscy zjadają smażoną soczewicę w pomidorach, to akurat przysmak całej rodziny, chłopcy chętnie jedzą pesto (tak – nawet ten dwuletni, on wręcz uwielbia),więc często robię :) córka pesto nie tknie.
      Smalec z fasoli wszyscy solidarnie uważają za obrzydliwy, więc ich absolutnie do jedzenia nie zmuszamy, robimy tylko dla siebie. Pamiętamy, że jako dzieci sami mieliśmy różne smaki, i różne rzeczy wydawały nam się obleśne i nie do przełknięcia (na przykład pieczarki, które teraz uwielbiam).
      Generalnie dużo rozmawiamy o jedzeniu, o smakach, o tym, że jeden produkt może być podany na wiele sposobów i czasem smakować bardziej, czasem mniej. O subiektywnych odczuciach smakowych. Każdy posiłek może być pretekstem do takiej rozmowy, i wtedy nawet jeśli dziecko nie zje, to przyzwyczaja się do różnorodności. A czasem samo chce spróbować :) I potem słyszę „mamo, wiesz, to wygląda obrzydliwie, ale jest pyszne!” :D

    Napisz, co o tym sądzisz