Codzienność

Idę do pracy, czyli jak się wyrwać ze szponów slow motion.

Spoglądasz na zdjęcia porannych sałatek na Instagramie, na ładnie ułożone śniadaniowe składniki, na kubki z aromatyczną herbatą. Spoglądasz z poczuciem winy, że u Ciebie nie jest tak pięknie,  znad telefonu patrzysz wilkiem na własną poranną strawę, dopijając zimną kawę, przegryzając suchą kromką z plastrem żółtego sera. Kanapka nie jest dobra, ale trzeba szybko coś przeżuć, a czas goni. Spoglądasz na telefon, czas już iść.

Przystanek autobusowy, albo tramwajowy. Może pociąg, albo metro, albo własny samochód i przeklinanie w korkach na trasie. Rush hour, wszyscy się spieszą. Normalni, spokojni na co dzień ludzie pędzą we wszystkich kierunkach, flegmatyczne zazwyczaj charaktery wygrażają pięściami innym kierowcom na światłach.

IMGP2304 IMGP2305

Każdy ma jakiś swój stres, jakiś napięty plan dnia, w którym zawalenie jednej prostej może grozić awarią całości grafiku. No i jest ta walka o miejce na parkingu, nerwowe oczekiwanie przy automacie z kawą, jest niepokój, czy będziesz dziś na czas, czy szef nie spojrzy z ukosa, gdy wpadniesz dziesięć po. Aż wreszcie usiądziesz przed swoim biurkiem, komputerem, ladą, taśmą, albo na swoim wózku widłowym, czy innej koparce. Oddychając z ulgą, rozglądając się po miejscu pracy z sympatią, albo zaciskając pięści i odgrażając się w duchu, że jeszcze tydzień, dwa i złożysz w końcu to wymówienie.

Jestem poza tym. Od kilku lat jestem tak bardzo poza tym, że.. zwyczajnie przeraża mnie myśl o powrocie na pracowniczą drogę.

Codziennie rano obserwuję sznur aut za oknem, ale sama jestem po tej drugiej stronie – statyczna, niezbyt mobilna, szykująca piękne śniadania i aromatyczne herbaty. Codziennie widzę ten sznur aut pędzących do skrzyżowania, a potem pędzących do szkół i przedszkoli, by rozwieźć przyszłość narodu, a potem pędzących dalej ku firmom, sklepom, fabrykom, korporacjom. Czasem z kubkiem gorącej herbaty w dłoni, w szlafroku zerkam przez okno na przystanek autobusowy. Ludzie szukają cienia latem, nerwowo przestępują z nogi na nogę zimą, czekając aż pan i władca kierowca podjedzie i otworzy lśniące wrota. Wzdrygam się na samą myśl. Też kiedyś wyczekiwałam na tym przystanku, w każdy ranek, czy słota, czy mróz. I też, jak to na wsi, zastanawiałam się, czy dzisiaj ten cholerny autobus będzie na czas, czy nie. A może wcale nie raczy przyjechać? W mieście masz wiele alternatyw, na wsi od tego kierowcy i jego machiny zależał mój cały napięty plan, włączający przesiadkę w bardziej cywilizowany transport w mieścinie nieopodal.

IMGP2306 IMGP2307

Oni pędzą, ja tkwię w moim slow motion. Niby nie mam lekko – z dwójką dzieci i domem na głowie to raczej nie jest luz, blues i leżenie na kanapie. Ale mimo wszystko mało jest zewnętrznych czynników, które mogłyby zakłócić funkcjonowanie naszego małego świata.

Zegarek mogę wyrzucić i nic się nie stanie. Korek na trasie? Nie mój problem. Tour de Pologne powoduje zmiany rozkładów jazdy? Cóż, sorry Gregory. Nawałnice, dwudziestostopniowe mrozy, czy inne susze opanowały południe Polski? No żal, wiadomo, ale to nie ja muszę w tej spiekocie lub deszczu przedzierać się przez miasto. Nie ja muszę oskrobywać auto z lodu i pożyczać akumulator, by w ogóle ruszyć z miejsca.

Muszę to przyznać. Życie matki domowej nie jest lekkie, ale w sumie jest w nim jakaś prostota.

Dzieci wstaną, kiedy wstaną, zjedzą śniadanie, gdy je zrobisz. Ubierzesz się w cokolwiek, bo kogo to obchodzi. Żadnych niewygodnych szpilek, kopertowych spódnic, makijażu – po prostu wygoda i au naturel. Potem dzień się jakoś toczy wokół garnków, obierków, wokół prania, zamiatania, czytania książeczek i zbierania zabawek, o które non stop się potykam. Wszystko to brzmi niezbyt ciekawie.. i zazwyczaj jest niezbyt ciekawe. Może nawet trochę deprymujące, bo nie przynosi przecież dochodu.

Teraz rozkminiam jak się przestawić na nowe tory matki aktywnej zawodowo.

Dobre planowanie to podstawa, rozpisanie sobie każdego dnia, włącznie z grafikiem męża, chwilowym zaangażowaniem dziadków i całą strategią przetrwania. Zawsze miałam problem z porannym wstawaniem i wypindrzeniem się do pracy na czas. A teraz? Korpo dniówka, zawierająca poranną higienę, przy jednoczesnym szykowaniu Młodego do przedszkola (jak matki to robią? ) to już naprawdę level hard. Czas na śniadanie? Pewnie powitam zimną kawę i suche kromki z serem. Kolejne wyzwanie to parkowanie w centrum po godzinie dziewiątej – a przecież wiadomo, że prędzej znajdę tam śnieżnobiałego jednorożca, niż wolne miejsce parkingowe! No i nie zapominajmy o najważniejszym – o samej pracy, o obowiązkach jakichś, o tym, by robić pozory cywilizowanego człowieka, gdy już zdążyłaś totalnie zdziczeć w domowym zaciszu.

Póki co to wszystko mnie przerasta. Ale dam radę, nie? Już od poniedziałku.

IMGP2308

P.S. Kropka jak widać bardziej ogarnia kwestie szpilek niż ja. Wcześnie się dziewczyna przyzwyczaja, ale co zrobić, nie reaguje na żadne zakazy. Przy okazji trafiły się bardziej naturalistyczne foty – tak, u nas też czasem odkurzacz leży na środku mieszkania i błaga, by ktoś z niego wreszcie skorzystał.

1

poprzedni wpis następny wpis

Przeczytaj koniecznie

14 komentarzy

  • Reply Esencja 15/10/2015 at 21:00

    Agata, dasz radę. Wiem co czujesz, bo powroty do pracy ćwiczyłam i bywa (ale nie musi) to proces bolesny, choć prawda jest taka, że boli nas to co siedzi w naszej głowie. Nasza wyobraźnia z początku nie obejmuje całości obrazu, nie jesteśmy obiektywne, za to jesteśmy przerażone, z poczuciem winy, wyrzutami sumienia, obawiamy się jak to będzie, jak zareagują dzieci, czy dom ustanie na miejscu. Wszystko będzie tak samo, tylko inaczej rozłożone w czasie. Uda Ci się, zobaczysz. Czekam na posta z pierwszymi refleksjami po powrocie do pracy, a potem na kolejnego z perspektywy czasu siegającego myślami do tego posta :-) Trzymaj się, nie daj się, zakładaj te szpile i maszeruj pewnym krokiem z głową do góry.

    • Reply Agata / Ruby Times 17/10/2015 at 22:21

      Na szczęście w mojej korpo szpile nie są konieczne :) Jakoś to ogarnę, dzięki za słowa otuchy!

  • Reply radoSHE 15/10/2015 at 23:59

    Haha, ale z nas matki wariatki. Twój post przypomniał mi, gdy kilka lat temu zaczynałam nową bardzo poważną i ambitną pracę. Tylko, że sen z powiek nie spędzała mi myśl jak to będzie i czy dam radę, tylko jak dojadę i gdzie zaparkuję. Prawie nerwicy się przez tot nabawiłam, chociaż zanim zaczęłam pracować trasy nauczyłam się na pamięć robiąc tam i z powrotem te same kursy. (Nie wierzę, że to piszę, ale byłam wtedy naprawdę motoryzacyjnym żółtodziobem;)). Oczywiście w praktyce okazało się, ze grubo przesadziłam, chociaż kilka zabawnych (zabawnych z perspektywy czasu) wydarzeń na drodze miało miejsce. Trzymam za Ciebie bardzo mono kciuki, chociaż jestem pewna, że wejdziesz w nowy tryb bez żadnych problemów :)

    • Reply Agata / Ruby Times 17/10/2015 at 22:25

      Ja już obczajam parkingi pod miastem, by się przesiadać w autobus :)
      Wiem że jestem totalnie hopeless, ale nic nie poradzę!

  • Reply Zuzi Clowes 16/10/2015 at 00:16

    Odkurzacz na środku mieszkania ukradł post!

    A poważnie – pindrzenie się do pracy i rozmawianie z delikwentami starszymi od naszych dzieci (choć w moim przypadku czasem tylko NIECO) starszymi – też ma swoje plusy. Zresztą sama je zauważysz jestem pewna. Ujmę to tak – kiedyś wracałam z pracy wykończona, zalegałam przed serialem i szłam spać. Teraz wracam z pracy jak ze spa, gotowa do wieczornego tulenia i karmienia, a – jeśli trzeba – i wieczornych zabaw, a kiedy Milly zaśnie odpalam jeszcze Chodakowską czy inną Mel B. i zasuwam. Z przyjemnością, w dodatku! Zmiana perspektywy – chociaż na chwilę – zawsze otwiera nowe okna i pozwala nam dostrzegać nowe rzeczy. Jestem pewna że i Ty je dostrzeżesz. I że sobie dasz radę nie piszę – bo jestem tego zupełnie pewna. Trzymam kciuki, ściskam i lowam! xxx PS Kropka w szpilkach totalnie mnie zauroczyła! Lepsza jest ode mnie, skubana!

    • Reply Agata / Ruby Times 17/10/2015 at 22:24

      Nie wiem, czy z mojej pracy da się wracać jak ze spa. Tam jest ciągły zapiernicz, z drugiej strony jak sobie pomyślę o całym dniu z dzieciakami.. może faktycznie taka higiena psychiczna dobrze mi zrobi :)

  • Reply kluscka 17/10/2015 at 09:23

    Ja jestem w pracy po prawie dwuletniej przerwie od tygodnia.. Drugi tydzień pracy spędzam na opiece – 40 stopni temperatury u Córy. W pracy odpoczywam tak naprawdę na 100% i szczerze, bardzo mi pracy brakowało. Chyba nie chodzi o to ganianie za dziećmi, ale odpoczynek w sensie 100% chwilowego detoksu od odpowiedzialności jaka ciąży na nas mamach – za to żeby dziecko nie umarło z głodu, z brudu i tęsknoty. Pierwszego dnia strasznie bolała mnie głowa – może od tej ciszy albo od pracy umysłowej, bo mózg pewnie zaczął pracować inną półkulą. W pracy się śmieją, bo mam na biurku kubek-termos – to już z przyzwyczajenia żeby kawa była ciepła:) Powodzenia!

  • Reply kluscka 17/10/2015 at 10:06

    A podsumowanie mojego urlopu macierzyńskiego najlepiej ujęto tu: http://www.flowmummy.pl/2015/09/urlop-macierzynski/

    • Reply Agata / Ruby Times 17/10/2015 at 22:26

      Ooo, to lecę czytać. Ciekawe, czy mnie też będzie bolała głowa. Może to „pregnancy brain” walczy, by urosnąć do przedciążowych rozmiarów :)

  • Reply kejt 18/10/2015 at 13:01

    U nas było różowo pierwsze 2 tygodnie. Potem mnie zawalili robotą, a Stary dostał mega budowę 2 h drogi samochodem od Łodzi i dojeżdżał codziennie. Opiekunkę zwalniała jedna babcia albo druga, ja przychodziłam, dawałam kolację i padałam razem z dzieckiem przy usypianiu. Nie wiedziałam, kiedy małżon wracał, czasem nie widzieliśmy się 3 dni po rząd, bo jak wracał to my już spałyśmy, a jak wychodził, to jeszcze spałyśmy. Musiałam zdać się na pomoc innych w zakresie takim, który naruszył moje granice, bo nie miałam już nad niczym kontroli. Ale projekty się skończyły, wszystko wróciło jak-tako do normy i żyjemy. Da się, ale mam nauczkę, że warto popuścić granice i zaufać osobom, które nam pomagają, prosić o tą pomoc jasno i wyraźnie.

    • Reply Agata / Ruby Times 18/10/2015 at 21:17

      Nooo, to miałaś hardcore! Ale tak już jest, że jak człowiek musi spiąć poślady i zacząć działać, to po prostu to robi :)

  • Reply Monia 18/10/2015 at 13:05

    Zycze miejsc do parkowania, do reszty sie przyzwyczaisz chociaz teraz to normalne, ze jestes przerazona. Pozdrawiam cieplo ! Dasz rade!

    • Reply Agata / Ruby Times 18/10/2015 at 21:16

      Dziękuję <3

  • Reply Pola - Odpoczywalnia 19/10/2015 at 23:22

    Powodzenia! Dasz radę, na pewno, w końcu kto, jak nie Ty:)
    Moja córka też mierzy wszystkie buty, łącznie z moimi szpilkami i kaloszami Dziadzia;)

  • Napisz, co o tym sądzisz

    This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.