Gdy dziecko nie chce mówić

Za niecałe 2 miesiące nasz synek skończy dwa latka. Rozwija się wspaniale, wypytuje o wszystko dookoła, jest ciekawski, dociekliwy, uwielbia kreatywne zabawy i czytanie książeczek, których – jak pewnie wiecie – ma pokaźną kolekcję. Ale jest jeden problem: Młody niewiele mówi.

„Mama”, „tata”, „baba” (na babcię), „dach”, „patyk”, „tak”, pa-pa”, „mniam-mniam”.. , od niedawna również „but”. Do tego pokaźny asortyment wyrazów dźwiękonaśladowczych w stylu „bach” (gdy upadnie), „uuułuuuu” (dźwięk miksera, młynka do kawy, odkurzacza i tym podobnych) lub „buch-buch” oznaczające młotek, „gili-gili” (łaskotki), czy „tu-tu” (auto). Sporo dźwięków „zwierzęcych” w stylu: „kwa kwa”, miau miau” i „grrrr!” (dinozaur tak robi:). Co poza tym? Trochę własnych autorskich wyrażeń w stylu „babum” (nie ma), „ha!” (jest) „tadn” (puść mi jakąś muzę), „pebm” (kapelusz, czapka), „pa” (lampa), „och-och” (tryb rozkazujący – różne znaczenia) oraz codziennie wielokrotnie pojawiające się pytanie „co to?”.  Tyle mówi Młody. Trochę chyba mało.

No i tu pojawia się pytanie. Przejmować się, czy nie? Bo przecież chłopcy później zaczynają mówić. Bo pojawienie się siostry mogło mieć na niego taki wpływ. Bo wkrótce się pewnie przełamie, nie ma co dzieciaka naciskać.

Niepokój usypia również to, że Młody potrafi się po mistrzowsku komunikować, używa do tego celu wielu gestów (w tym głównie rozkazujących), jest przy tym tak wymowny, że do niedawna nie dostrzegaliśmy problemu. Lecz gdy prosimy, by powiedział o co mu chodzi robi zawstydzoną minkę i kiwa przecząco głową. Jasno dał nam do zrozumienia, że nie chce mówić.. chyba nie ma motywacji, bo po co, skoro tak dobrze sobie radzi bez tego!

Może i jesteśmy przewrażliwieni, ale postanowiliśmy jednak wybrać się do logopedy, choćby dla świętego spokoju.. Pani doktor obejrzała sobie dokładnie Młodego, wysłuchała naszej historii.. i orzekła, że wszystko z nim w porządku, że „etap mowy” już u niego trwa.. ale biernie. Drążyliśmy temat – zwłaszcza, że to była prywatna wizyta, więc podpierając się (ha-ha) wiedzą zaczerpniętą z sieci wypytywaliśmy o niedostymulowanie lewej półkuli, o ewentualne ćwiczenia jakimi możemy pomóc dziecku i inne takie. A potem wróciliśmy do domu i wprowadziliśmy niewielkie zmiany w naszym życiu, a zwłaszcza w życiu malucha.

1. Wyciągnęliśmy baterie z grająco-świecących zabawek (których mamy zaledwie kilka).
2. Wyeliminowaliśmy codzienne seanse kreskówek (które i tak trwały najwyżej godzinę).
3. Ograniczyliśmy słuchanie obcojęzycznej muzyki, obecnie w naszym domu króluje polska muza zwłaszcza taka z wyraźną warstwą tekstową. Ale też bez przesady, czasem włączamy radio i leci sobie to, co prezenterzy Trójki lub Dwójki postanowią.
4. Zaczęliśmy puszczać Młodemu bajki z płyt audio.
5. Rżniemy głupa, gdy o coś nas prosi, udajemy, że nie wiemy o co mu chodzi.
6. Wprowadziliśmy trochę zabaw z alfabetem w roli głównej (co jest fajne, bo Młody uwielbia alfabet).

Żal mi było zwłaszcza rezygnować z bajeczek, dzięki którym miałam trochę czasu, by ogarnąć poranny chaos, gdy mąż odsypiał nocną zmianę. Wiadomo, że teraz czasu mam jeszcze mniej, ale podjęliśmy tę heroiczną decyzję w trosce o prawidłowy rozwój dziecka.

Wiem, że nasze decyzje wiele osób uzna za skrajne i przesadzone. Wiadomo, dzieci są różne, niektóre wychowują się przy telewizorze grającym 24 godziny na dobę i górze grająco-świecących plastików, po mistrzowsku obsługują ajfony rodziców zanim zaczną chodzić i gadają jak najęte, a inne być może potrzebują więcej spokoju by się odważyć. Najchętniej poszłabym na łatwiznę i zostawiła kreskówki w codziennym grafiku, ale wiem, że tak jest dla niego lepiej. Oczywiście nie zamierzamy zostać amiszami, zrezygnować z elektryczności i tak dalej, zapewniam, że gdy Młody zacznie sklecać prawdziwe zdania, edukacyjne programy telewizyjne dla dzieci wrócą do naszej codziennej rutyny.

Najprawdopodobniej brak motywacji do mówienia bierze się z wspomnianego wyżej niedostumulowania lewej półkuli mózgu. Prawa jest atakowana ze wszystkich stron, zwłaszcza w dzisiejszym świecie: muzyka, wszechobecny obraz, i to nie statyczny, prosty obrazek jak dawniej: obraz ruchomy, migający, bardzo kolorowy, nęcący, agresywny. Telewizor, tablet, komputer, smartfon. I to wszystko zazwyczaj w zasięgu dziecięcych łapek! Lewa półkula nie dostaje aż tylu bodźców i być może dlatego dzieciaki zaczynają dziś mówić później niż kiedyś.

Na własną obronę podkreślę, że nasze dziecko nigdy nie mogło używać żadnych urządzeń elektronicznych.. przymykamy jedynie oko na uruchamianie magnetofonu, które Młody opanował w dość młodym wieku. Natomiast od laptopów, komórek i TV (telewizji nie mamy, tylko sam ekran do filmów) zawsze trzymaliśmy go z daleka, z prostej przyczyny: nie chcemy, by uległy szybkiemu zniszczeniu, więc po prostu nie pozwalamy maluchowi ich dotykać. Czasem to respektuje, czasem nie, ale zasadniczo wie, że nie wolno. W każdym razie wie, że to nie są zabawki, a jak czasem znajdzie gdzieś mój telefon rzucony byle jak, to zaraz mi go przynosi i grzecznie oddaje :).

Na szczęście maluch szybko się przyzwyczaił  do nowej sytuacji. Teraz chętnie słucha bajek dźwiękowych z płyty – znaleźliśmy naprawdę fajne wersje popularnych baśni pt. „Bajki Grajki” w staromodnym wykonaniu, gdzie większość aktorów prezentuje piękne kresowe „ł” („lapy, lapy cztery lapy..”:). Cała śmietanka powojennego aktorstwa użycza swych głosów, a teksty i piosenki nie są tak żenujące jak niektóre współczesne wersje, z którymi miałam do czynienia. Młody bardzo je lubi,  z uwagą słucha tekstów, śmiesznie tańczy przy piosenkach i klaszcze w dłonie. Po szale na „Czerwonego Kapturka” ostatnio pałeczkę przejął „Tadek Niejadek”, który towarzyszy nam codziennie. Wiele. Razy. Dziennie.

Młody o poranku, jeszcze w piżamce słucha sobie bajek.

Od kilku dni obserwujemy, że dotychczasowa komunikacja przestaje Młodemu wystarczać, pokazuje nam coś na migi, kiwa znacząco głową, a my nawet nie musimy udawać, że nie wiemy o co chodzi.. bo faktycznie nie wiemy. Wygląda na to, że chciałby przekazać nam jakieś bardziej skomplikowane niż do tej pory przemyślenia, ale niestety formuła bezsłownego kontaktu się wyczerpała i być może będzie to dla niego motywacją, by odważyć się na aktywniejszą komunikację werbalną.

W tą sobotę (26.04) odbędą Ogólnopolskie Konsultacje Logopedyczne Dla Dzieci, wielu specjalistów przyjmuje w tym dniu za darmo – szczegóły akcji możecie znaleźć na stronie 272 słowa. Przy okazji tego wydarzenia warto zastanowić się nad tym, czy rozwój mowy Waszych dzieciaków przebiega prawidłowo.

19 comments

  1. Retromoderna says:

    Różnie z tym mówieniem jest. W rodzinie mieliśmy taki przypadek, że chłopiec nie mówił, a raczej mówił bardzo niewiele do 3 roku życia. Oczywiście jego rodzice jeździli z nim i do logopedy i do lekarzy i niby wszystko ok. Są tez różne ćwiczenia jakie można z dzieckiem wykonywać, jednak nie jestem w temacie więc dokładnie nie wiem jakie. I powoli chłopak zaczął mówić. Obecnie ma już 7 lat i jest wszystko w porządku. W drugim przypadku dziewczynka znajomej zaczęła mówić po zapisaniu jej do przedszkola, kiedy zaczęła przebywać wśród dzieci.

    • Ruby Soho says:

      Naszym problemem jest właśnie rzadki kontakt Młodego z rówieśnikami, mieszkamy w takim miejscu, że nawet na plac zabaw jeździmy autem.. Słyszałam, że często dzieci zaczynają mówić właśnie w przedszkolu, bo nagle rodzi się w nich motywacja, by lepiej komunikować się z otoczeniem. U nas chyba właśnie ta motywacja jest problemem.

  2. bunio says:

    Córka mojego kuzyna nie mówiła zbyt dużo mając już 3 latka. Jak zaczęłam mówić to od razu od pełnych, wyraźnych zdań. Także z doświadczenia wiem, że zbytnie przejmowanie niepotrzebnie będzie Was niepokoić. Zważywszy na wprowadzenie tych fantastycznych elementów do dniówki myślę, że przyśpieszycie sprawę:)

  3. Artur w jak kończył 2 lata to nie mówił praktycznie nic… może połowę tego, co Twój maluch. Ale już po miesiącu od drugich urodzin, kiedy odstawiliśmy smoczka, mowa ruszyła jak szalona. Wystarczyło go po prostu „odetkać” :) Teraz ma 2 lata i prawie 8 miesięcy i mówi już zdaniami. I czasem, muszę szczerze przyznać, mam ochotę, żeby choć na chwilę zamilkł :)

    • Ruby Soho says:

      podobno tak właśnie jest, że najpierw z upragnieniem czekamy aż zaczną mówić, a potem marzymy o chwili ciszy. U nas w ogóle nie było smoczka.. więc Młody chyba się musi psychicznie „odetkać” :)

  4. tynka says:

    nowe elementy dnia SUPER :) Młody wiele na nich skorzysta :)
    u nas kreskówki na laptopie nie zdają egzaminu…nigdy nie zdawały :( czasami Zosia woła „bajki” ale to trik żeby ją zabrać na strych, gdzie komp stoi ;) taki mały cwaniak ;p
    a wieczorne czytanie teraz już jest elementem interakcyjnym…bo to nie tylko czytanie ale już i próba „odgrywania” ról…
    fajna też płytka o której Ci kiedyś wspominałam np „Tuwimki”…wiersze Tuwima recytowane śpiewem przez dzieciaki ;)…mamy tez fajną kolekcję od przyjaciółki, takie piosenki i wierszyki znane wszystkim (w 4 grupach tematycznych, bodajże: Rosnę z muzyka, Bawię się z muzyką, Usypiam z muzyką i coś jeszcze ale na teraz mi z głowy wypadło ;p)…i klasyka czyli „co babcia i dziadek śpiewali gdy byli mali” :)
    Uważam, że nie przesadzacie :) zasięgnąć opinii specjalisty, gdy Ciebie jako matkę coś niepokoi to tylko dowód jak bacznie obserwujesz dziecko :) i jaką troskliwą matką jesteś :)
    buziaki dla Kropki i Młodego :)

  5. Świetne działania podjęliście! Ja również zrobiłabym tak jak Wy i trzymam kciuki za Młodego, cobyś niebawem mogła nazywać go Gadułą:)
    Mój siostrzeniec też niewiele mówi. Siostra martwi się o to, więc pozwalam sobie przesłać post do niej:)

  6. Agnieszka St says:

    Bardzo dobrze że zdecydowaliście zacząć działać, lepiej dmuchać na zimne.
    My na szczęście problemów rozmówkowych nie mieliśmy, nasza gadułka nawijała już po pierwszych urodzinach, na dwa lata mówiła już ładnie wyraźnie i złożonym zdaniami, można z nią było normalnie o wszystkim porozmawiać ;))

  7. Meg says:

    Kochana, mojej znajomej córka zaczęła tak na dobre mówić przed 3 urodzinami, rozwinęła się bardzo jak poszła do przedszkola. Rozumiała wszystko co się do niej mówiło, ale sama nie bardzo chciała cokolwiek wydusić. W domu mama wiedziała o co jej chodzi i szybko podawała/robiła o co chodziło. W przedszkolu musiała z dzieciakami gadać i pewnie dlatego się rozwinęła. Drugiej znajomej córka w wieku 3 lat mówiła już pełnymi zdaniami, ale za to jest samolubna, niegrzeczna i wiecznie naburmuszona. Ja wolałabym, żeby moje dziecko rozwijało nie tylko mowę, ale także umiało ją dobrze wykorzystać, a nie mówić do babci jak ma 2 lata: jesteś głupia, jedź do domu.
    Będzie dobrze, zobaczysz! Najważniejsze, że dociekacie o co chodzi, nie zamiatacie pod dywan. Młody potrzebuje więcej czasu i zachęty, a Wy się staracie pomóc. Spokojnie, dajcie sobie jeszcze trochę czasu :)

    • Ruby Soho says:

      Zgadzam się w 100%. U nas jest bardzo podobnie jak w opisanym przez Ciebie pierwszym przypadku. Maluch rozumie zaskakująco dużo, świetnie się „dogadujemy”, ale słów w tym wszystkim nie za wiele i występują jakoby pomocniczo do gestów. Myślę, że większy kontakt z rówieśnikami pomógłby rozwiązać problem, bo wtedy musiałby się zacząć komunikować. Staramy się na spokojnie podejmować kroki, nie stresować malucha i czekać na rozwój sytuacji.

    • Meg says:

      Najważniejsze, że rozumie i coś tam po swojemu mówi. Potrzeba czasu. Jesteście świadomymi rodzicami, a to ostatnio zdarza się niezwykle rzadko. Teraz dzieci są „genialne” i nigdy nic z nimi się nie dzieje, najmniejsza wątpliwość ze strony „obcych” staje się iskrą zapalną. Moja siostra jest logopedą i jak zwróciła kiedyś uwagę koleżance to dostała pojazd, a chciała tylko pomóc.

  8. Różnie dzieci mówią. Koleżanki córa wystartowała w okolicy 3 latek, córka mojej siostry na dniach skończyła 2 latka i mówi mniej niż Twoja latorośl. Mimo to bardzo dobrze robicie, że mimo wszystko zaczynacie ćwiczenia już teraz. Lepiej dmuchać na zimne (jak piszą wyżej). A co do muzyki to… o kurcze, przecież ja Poli gram ciągle amerykanskie country! Wymówi mi się z tego mała cowboyka! W weekend zrobię dla niej składankę „the best of” mojego dzieciństwa i będę puszczać. Mam jeszcze na winylu „Puszek okruszek” Natalii Kukulskiej i sprawny, podrasowany adapter, odpalę sprzęt.

    • Ruby Soho says:

      My słuchaliśmy sporo zagranicznej muzy, Młody uwielbiał zwłaszcza Boba Marleya też z adaptera :).. no cóż. Teraz uwielbia Tadka Niejadka :)

  9. Marysia says:

    chciałabym, żeby każdy rodzic moich pacjentów miał tak mądre podejście, jak Wy :) zmiany, które wprowadziliście są bardzo mądre i zdecydowanie nie przesadzacie, choć wiadomo, ja jako logopeda inaczej nie mogę powiedzieć :) trzymam kciuki za rozwój mowy Młodego! :)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.