Farba Sanotint Light dla kobiet w ciąży i alergików

Jakiś czas temu rozpisałam się o farbowaniu włosów w czasie ciąży – cóż, jest to dla mnie temat bardzo aktualny. Wspominałam również o farbie Sanotint Light, która jest bezpieczną alternatywą do koloryzacji włosów w tym wyjątkowym czasie. Dziś chciałabym zamieścić trochę praktycznych uwag w związku z farbą, a także zaprezentować jak wygląda proces farbowania przy użyciu tego produktu.

Od dłuższego czasu stosuję kolor numer 74, czyli jasny brąz, który ma bardzo fajny naturalny odcień. Tuż po farbowaniu moje włosy stają się  dość ciemne, jest to średnio-ciemny brąz (zdjęcia po koloryzacji znajdują się na końcu artykułu), chociaż nasz naturalny odcień włosów na pewno też ma wpływ na ostateczny efekt. Po około dwóch tygodniach kolor robi się nieco jaśniejszy.

IMGP6242 IMGP6243 IMGP6245Zazwyczaj składam większe zamówienie w sklepie „Naturalne Farby”, lub umawiam się z moją mamą i robimy wspólne zakupy (ona również nie stosuje już nic innego do koloryzacji włosów:). Dzięki temu rzadko płacę za przesyłkę, a czasem jakiś fajny gratis dostanę. Raz był to szampon Colourcare, a innym razem mascara na odrosty, która przydaje się między farbowaniami, gdy chcemy zamaskować np. siwe pasemka (niestety mam). Naprawdę warto śledzić newslettera sklepu, dzięki czemu będziemy na bieżąco z informacjami o dniach darmowej dostawy i ewentualnych gratisach od sklepu. Przy zakupie 4 farb przesyłka kurierska jest obecnie za darmo, więc można się umówić np. ze znajomą i wypróbować te farby razem.

Przeraża Was cena? Całe opakowanie zużywa się tylko za pierwszym razem, potem wystarczy połowa – moje włosy są dłuższe niż do ramion i spokojnie nakładam połowę zawartości – część na odrosty, a resztę na całość głowy celem odświeżenia koloru. Osoby z krótkimi włosami mogą użyć np. tylko 1/3 produktu, wtedy to już zupełna taniocha – 20 zł za rewelacyjną odżywczą i naturalną farbę do włosów.

IMGP6338Przy pierwszym farbowaniu (ok. 2 lata temu) zużyłam całe opakowanie. Efekt nie był oszałamiający, bo akurat byłam na etapie pozbywania się czarnego koloru, który nosiłam przez kilka lat. Ze względu na słabe włosy nie chciałam robić dekoloryzacji, tylko zacząć farbować na jaśniejszy odcień brązu i czekać aż czerń odrośnie na tyle, by ją obciąć. Długotrwały proces, ale akurat w ciąży mogłam sobie na to pozwolić. Miałam już dość kruczej czerni, postanowiłam iść w stronę naturalnych odcieni, przypominających mój prawdziwy kolor włosów. Wiadomo, człowiek nie robi się młodszy, a czarny ponoć postarza :)

Z każdym kolejnym użyciem moje włosy były w lepszym stanie, aż w końcu – mniej więcej przed porodem – udało mi się pozbyć większości czarnych końcówek. Od tej pory nie kombinuję za bardzo z odcieniami, bo podoba mi się naturalny efekt, jaki daje Sanotint. Dodam jeszcze, że w ciągu tych wakacji byłam dwa razy u fryzjera i każda z fryzjerek (zupełnie inne miasta i inne salony) zupełnie niezależnie od siebie stwierdziła, że moje włosy są bardzo zdrowe. Ta, u której byłam ostatnio wyjaśniła mi, że lekkie farby mają tą przewagę nad innymi, że przy długotrwałym używaniu nie obciążają tak bardzo włosów i powodują, że są one w lepszej kondycji. I chyba coś w tym jest!

Na opakowaniu produktu jest informacja w języku polskim jak postępować w trakcie koloryzacji. W pudełku znajduje się również ulotka, informująca jakie odcienie powinny „dać radę” na naszym obecnym odcieniu włosów. Są dwa rodzaje farb Sanotint – poza farbą Sanotint Light, której używam jest też Sanotint Classic. Ta druga farba ma większy wybór kolorów i prawdopodobnie ma większe możliwości działania, chociaż zawiera śladowe ilości barwnika PPD (ok. 0,5% w odróżnieniu od farb z drogerii, które mają aż 5-6% tego składnika). Mi osobiście wystarcza wersja light (która wcale nie zawiera PPD), ale ja farbuję na kolor zbliżony do mojego naturalnego, więc jeśli nie jesteście w ciąży, nie macie alergii, a chcecie zmienić swój kolor na zupełnie inny, to spokojnie możecie popróbować z wersją classic.

Zarówno tubka z farbą, jak i butelka z emulsją mają praktyczną skalę, pozwalającą na podzielenie zawartości na kilka części i użycie wedle uznania. Podobnie jak farby w salonie fryzjerskim, odcieni Sanotint używamy w takiej ilości, jaka aktualnie jest nam potrzebna. Jest to bardzo praktyczne i ekonomiczne rozwiązanie.

IMGP6261 IMGP6265 IMGP6268 IMGP6270 IMGP6280Zapach farby jest łagodny, nie ma drażniążych woni amoniaku i innych chemikaliów. W ciąży jestem wyczulona na różne zapachy, a dzięki delikatnej farbie mój nos nie cierpi podczas koloryzacji. A potem to już tylko cieszymy się ładnym i zdrowym wyglądem naszych włosów!

Current wordpress post4Farby Sanotint możecie zakupić na stronie Naturalne Farby, gdzie znajdziecie również wiele innych ciekawych produktów – zarówno Sanotint, jak i innych firm. Polecam Wam tę stronkę, a zwłaszcza moją ulubioną farbę, którą stosuję od tak dawna, że mogę robić za maskotkę producenta.

8 comments

    • Ruby Soho says:

      właśnie dlatego nawet gdy nie byłam w ciąży nie przestałam tej używać. Nigdy mi się wcześniej nie zdarzyło, by fryzjerki w salonach mi komplementowały stan włosów. Bo w sumie to nigdy jakichś szałowych włosów nie miałam:( A tu proszę :)

  1. Pierwszy raz slyszę a raczej czytam o takiej zdrowej farbie do włosów i mimo, że już nie jestem w ciąży to chętnie spróbuję tego specyfiku bo Twoje włosy wyglądają bajecznie, takie zdrowe i lśniące. Ehhh troszkę zazdroszczę;) Pozdrawiam jesiennie:)

    • Ruby Soho says:

      No właśnie są bardzo zdrowe, a nigdy wcześniej nie były – kiedyś chodziłam po fryzjerach, robiłam sobie różne kolory i fryzury, efekty były ale chwilowe. A teraz ograniczam się do podcięcia i farbowania w domu – i tak od dwóch lat. Dużo taniej, mniej czasu się marnuje, a efekt jest super – no i fryzjerki od razu to zauważają podczas wizyt w salonach, co jest dla mnie nowością (bo nigdy mi nikt wcześniej nie mówił, że mam zdrowe włosy:)). Dziękuję za miłe słowa. Pozdrawiam:)

  2. Violianka says:

    Nie wiedziałam, że są farby dla kobiet w ciązy- a czy glinka albo henna może być używana kiedy karmię piersią??

    Zapraszam na konkurs pieluszkowy – nagrody można sobie wybrać!

    • Ruby Soho says:

      Szczerze mówiąc nie jestem pewna – ja podczas karmienia piersią używałam.. tej samej farby o której jest artykuł powyżej (wiem, nudna jestem :)) . Nigdy nie byłam fanem henny, więc też moja wiedza na jej temat nie jest na tyle duża by się wypowiadać jako ekspert. Pozdrawiam i dzięki za zaproszenie

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.