Dzikość serca

„Gdzie szczęście i zgoda panuje, tam miłość swe gniazdko buduje” głosiły haftowane makatki, wiszące dawniej nad kuchennymi stołami, bądź wyeksponowane w kredensach przez porządne gospodynie. Gdybym – czysto hipotetycznie – miała powiesić makatkę, ozdobioną jakąś myślą przewodnią w pokoiku moich pociech, to.. do głowy przychodzi mi tylko jeden cytat odpowiedni do sytuacji:

„Życie to dżungla. Wygrywa silniejszy”


Dzieci są specyficzne i robią wspaniałe pozory – każde z osobna jest małym słodziakiem, uśmiechniętym kochanym pączusiem. „Szkrabem”, „maluszkiem” i tak dalej. Ale zestawcie je razem, w parze, a otrzymacie stwory świeżo wyciągnięte ze wspomnianej wyżej dżungli. DZIKIE, walczące, doświadczone przez los, znające sens życiowych przysłów w stylu „nie oglądaj się za siebie, bo ci z przodu  ktoś przy..ekhm – walnie„. Każde z moich dzieci przeżywa niepowtarzalne, wartościowe, ale też bardzo trudne doświadczenie, jakim jest posiadanie rodzeństwa. Niewiele w tym doświadczeniu harmonii i dobrych obyczajów. Na zdjęciach tego nie widać – są urocze maluchy, wzruszające dzieciaczki, zajęte zabawą.. więc chyba nienajlepszy ze mnie fotograf, bo nie udaje mi się oddać na zdjęciach tego dramatyzmu, emocji, walki. Bo życie w naszym domu jest walką! Zdjęcia natomiast są statyczne, zdjęcia nie krzyczą i nie biją, nie przepychają się, nie drą na cały głos.

To prawda, interakcje między maluchami bywają bardzo dramatyczne i dość brutalne. Wprawdzie jest między nimi jakaś więź, serce me raduje się, gdy obserwuję ich wspólne wędrówki na czworakach lub momenty gdy on podaje jej zabawkę, by nie płakała, ale to są chwilowe przebłyski. Dużo częściej obserwuję jego zwężone oczy, uważne, niczym oczy urzędnika skarbówki podczas kontroli – DLACZEGO ONA MOŻE? Posiadanie rodzeństwa zawsze jest związane z rywalizacją o względy rodziców, a dzieci, nawet bardzo małe, są niezwykle mądre i wyczulone na wszelkie subtelności, związane z tym które z nich jest potraktowane bardziej priorytetowo, które ma lepsze „chody”.

Mam tylko dwie ręce, i ograniczone możliwości, gdy nagle każdy chce się przytulić do mamy. Teraz, natychmiast! Przytulić bardziej, mocniej, wtulić pod pachę, wdrapać na kolana, objąć za szyję. Niby niechcący odepchnąć konkurencję wspinającą się po drugim kolanie, niby niechcący złapać mamę całościowo (by nie rzec „holistycznie”). Przygarnąć ją do siebie, ignorując wysiłki rodzeństwa, które też potrzebuje bliskości, oraz wysiłki mamy, która próbuje pogodzić sytuację i przytulać dwa kręcące się i walczące stwory jednocześnie. Tak – posiadanie rodzeństwa to ciągła walka o wpływy, o uwagę, o drobiazgi

Do historii naszej rodziny przeszły walki moje z siostrą podczas wakacji u Babci na wsi. Te regularne bitwy odbywały się przy górze piachu, specjalnie dla nas usypanej pod jabłonką. Dookoła walały się plastikowe łopatki i grabki, foremki i wiaderka. A my zawsze uczepione tej samej foremki, czy łopatki darłyśmy się na całe gardło, że „to ja pierwsza ją wzięłam!!”. Moja mama zawsze wspomina jak bardzo byłyśmy wyczulone na domniemane faworyzowanie tej drugiej, jak łatwo spiskowe teorie dziejów kiełkowały nam w głowach, gdy podejrzliwie lustrowałyśmy talerzyki z ciastem. Mimo wysiłków matczynych, by porcje były idealnie równe i tak zawsze trafił się zarzut. Bo ona ma więcej. A na jej kawałku jest wisienka!

Kropka ma dopiero 9 miesięcy. Młody ma niespełna 2 i pół roku, a ja już widzę to deja vu. Gdy oboje chwytają za ten sam klocek, a chwilkę potem następuje totalny ‚wyścig zbrojeń’. Kropka walcząca – gdyby mogła nastroszyć pióra lub zjeżyć grzbiet to z pewnością by to zrobiła. Gdy brat postanawia coś wyrwać z jej małych rączek, to z pulchnego, beztroskiego niemowlaka Kropka przeistacza się w lwicę – czujną, broniącą swego terytorium, a jednocześnie rozpaczliwie atakującą przeciwnika. Zmianę przede wszystkim słychać – gardłowe bojowe okrzyki Kropki są naprawdę niezrównane. Efekt wzmacnia obfita gestykulacja: dziewczynka cała się trzęsie ze złości, macha rączkami, napina. Walczy! Nie puszcza zabawki, jednocześnie próbuje trzymać równowagę, bo wie z doświadczenia, że przeciwnik lubi wykorzystać swoją przewagę na tym polu. Walczy jak równy z równym dopóki Młody nie użyje siły, nie odepchnie, nie przewróci, nie uderzy. Serce mi się kraje, gdy ją czasem zbieram z podłogi. Ale ona też szybko wyciąga wnioski, czasem.. sama staje się agresorem i zaczyna zdzielać brata rączką po głowie lub kopać nogą (wcale nie przypadkiem!:). Zdarza się, że Młody spokojnie czyta książkę, a Kropka podchodzi i zaczyna zaczepnie szarpać go za koszulkę, bo.. akurat ta sama ksiażeczka jej wpadła w oko. Może myśli, że tak się robi w społeczeństwie? Wszak uczy się od starszego. Podejrzewam, że jeszcze rok, a ona da mu popalić! I wszystkim dzieciom ze żłobka też. Taką szkołę życia ma, taką surową socjalizację że żaden maluch jej nie podskoczy.

15 comments

    • Ruby Soho says:

      Najlepszy patent na takie książki czy albumy, to upchać je tak ściśle, po bokach poupychać jakieś wąskie zeszyciki, że małe rączki nie będą w stanie nic wyciągnąć. A potem się dzieci przyzwyczają i .. już wyciągać nie będą :)
      U nas działa, pełno książek na wysokości oczu dzieci, i póki co zero strat (poza zjedzoną okładką katalogu z Ikei, ale jakoś to przeboleję ;)

  1. Pola says:

    haha… no mimo wszystko się ubawiłam, zwłaszcza ta makatką:D
    Ja ciągle jeszcze wierzę w wizję rodzeństwa bawiącego się zgodnie, przyjaźniącego się i dzielącego zabawkami;)
    Póki co, nie ma tragedii, zdarzają się te sielankowe momenty, gdy straszak „czyta” siostrze książeczkę i przynosi „zijafke” , bo „niunię bolą zęby”. A także zabawy pt „nie ma niuni” i przykrywanie jej głowy kocem, wyrywanie zabawek i szczypanie…

    • Ruby Soho says:

      Fajnie, że tak dba o niunię :) U nas zabawy też są i miłość.. ale zazdrości również dużo. A książka o rywalizacji między dziećmi czeka na półce. Czas ją chyba wrzucić na listę priorytetów ;)

  2. radoSHE says:

    Ach, rozbawiła mnie ta wizji walczącej Kropki. Ja też z moją siostrą walczyłam (a młodsza o 7 lat, więc zasady nie wiem). Z perspektywy czasu widzę, że chyba jednak trochę wykorzystywałam swoją przewagę (to Ci dopiero!), także ten niech Młoda ćwiczy zachowania asekuracyjne, na pewno nie zaszkodzi:)

  3. Zuzi Clowes says:

    Temat nie mógłby być dalszy od moich doświadczeń… U mnie same jedynaki, pięć pokoleń wstecz, to co ja wiem o rodzeństwie? No nic nie wiem, no! Ale podobno dobry brat lub siostra nie są źli. Kiedy etap chcenia mamy i upatrywania tej samej zabawki mają za sobą, to jest. Ale to wiesz, tylko podobno, z doświadczenia nie wiem więc pewnie nie powinnam się wypowiadać.

    Ale fotografem rzeczywiście jesteś fatalnym, bo na zdjęciach idylla że ho ho :))))

    • Ruby Soho says:

      Gdy minie etap zabierania zabawki pojawi się etap zabierania ciuchów (przynajmniej między siostrami – z doświadczenia wiem ;), albo kablowania że młodsze rodzeństwo (czyli ja) poszło na wagary i piło wino. Niechęć i irytacja w moim wypadku zamieniły się w olbrzymią miłość do siostry dopiero po dwudziestce. A i tak dalej mnie potrafi wkurzyć. Nawet na odległość 2 tys. kilometrów :)

    • radoSHE says:

      Tak, dokładnie. tak jak u nas. Kablowanie, ciuchy, kosmetyki, torebki, na szczęście/niestety rozm. buta inny. Kochamy się bardzo, ale po 3 dniach pod jednym dachem zawsze zaczyna iskrzyć:)

    • Ja drżę na myśl o świętach. Siostra przyjeżdża :) Im rzadziej się widujemy tym bardziej się kochamy. Bo w domu to było, oj było. Walki do krwi, prawie że (no dobra, bez prawie). Wygrywała ja – młodsza o 7 lat. Frustracje starszej siostry – level master. Eh, good old days!

  4. tynka says:

    kto się czubi ten się lubi :) to co? kolejne motto na makatkę?
    A na poważnie ;) w rodzeństwie tak jest, tak powinno być i musi być :) miłość i więź ponad wszystko :)
    a wkurzają i ranią TYLKO Ci najbliżsi :)
    Kropka i Młody to indywidualności :) u nas?…hmm starsza jest siostra, wykazuje się opiekuńczością…ale ma zadziorny charakterek też ;) to w połączeniu z młodszym braciszkiem doprowadza do różnych sytuacji…począwszy od wtulenia się w brata i tekstu „mama zjób zdjęcie Zosi i Antosiowi”…po „cicho!kładź się, bo nie słyszę” w odpowiedzi na ryk Antka…a czego nie słyszy? chyba ciszy ;) i oczywiście w danym momencie TYLKO jedna zabawka czy książka jest TĄ jedyną!
    znasz to wszystko, nie? :)
    A do wygłupów i wariactw PIERWSI na ochotnika…RAZEM, nie? :)
    Pozdrawiam!!

  5. Kaps Love says:

    Mój syn jak na razie zachowuje się jak typowy jedynak więc przeraża mnie wizja wrzucenia go w grupę dzieciaków w przedszkolu. Twoje maluchy już zaprawione w boju będą wchodząc w świat przedszkolny zwłaszcza Kropka bo w dzisiejszych czasach kobiety rządzą światem:)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.