Dziecko poza domem. Survival.

Gdy mieliśmy ‚tylko’ jedno dziecko wydawało nam się czasem, że trudno jest cokolwiek zorganizować, gdzieś pojechać, coś załatwić. Bo przecież z dzieckiem bardzo ciężko się zebrać, ta logistyka taka skomplikowana! Odkąd mamy dwójkę stanowczo jestem zdania, że trochę przesadzaliśmy..
Możecie mnie oczywiście posądzić o dziwne wahania nastrojów i brak konsekwencji, bo mój niedawny wpis opowiadał o byciu na krawędzi i rodzicielskiej niemocy, a dziś jak gdyby nigdy nic stwierdzam, że to wcale nie takie trudne gdzieś się wybrać z maluchami. I to nie tak ,że nagle zmieniłam zdanie.

Po prostu – co innego być zmizerowaną matką siedzącą z dwójką dzieci w domu, a co innego mieć pod ręką zacnego i pomocnego męża, który zdejmie z matki część obowiązków i jeszcze zawiezie całą rodzinę na przykład w estetyczne miejsce o walorach wypoczynkowych. Wówczas muszę uważać na ‚tylko’ jedno dziecko. Łatwizna!

To prawda, że podczas wyjazdów z maluchami trzeba być bardziej zorganizowanym, trzeba przewidzieć zmiany pogody, ciuszki na zmianę, coś do jedzenia, picia i przewinięcia, by było gdzie usnąć, jak przyjdzie co do czego. I w zasadzie tyle. Poza tym dzieci są przecież łatwe w obsłudze. Odkąd mamy dwójkę jesteśmy chyba faktycznie coraz lepsi w tej rodzinnej logistyce, jakaś dyscyplina powoli w nas kiełkuje, przyzwyczajamy się, że każde z nas jest za coś odpowiedzialne – za zabranie rozmaitych niezbędników.

Bo gdy już zadbamy o podstawy, to bywanie w różnych miejscach z dziećmi okazuje się tak samo proste (albo tak samo skomplikowane) jak przebywanie z dziećmi w swoim własnym domu.

I tutaj dochodzimy do sedna: maluchy są tak samo ciekawskie i zainteresowane wszystkim i tak samo niesłuchające rodziców bez względu na to, gdzie się znajdują. A zabieranie ich w nowe miejsca ma przynamniej fajne skutki uboczne – takie jak długie drzemki zmęczonych maluchów, po sporej porcji wyjazdowych wrażeń:). Oczywiście mowa tutaj o wyjazdach 2+2. Sama z dzieciakami to się póki co wybieram najdalej do własnego ogrodu.. a i tam czasem zdarza mi się nie panować nad sytuacją :).

Wyjazdy nad jezioro to już dla nas łatwizna. Młody jest już na tyle duży, że spokojnie siada na krześle i zjada posiłek.. my nawet dajemy czasem radę wypić kawkę..
Od pewnego czasu pamiętamy, że gatki kąpielowe to podstawa. Pierwsze co Młody czyni włażąc do jeziora to przykucnięcie. Outfit of the day od razu jest wówczas do wymiany.
Kropka przysypia w nowym wózku
Szuwary, szuwary..
Moje chłopaki. Ten duży z podwiniętymi spodeneczkami i przedszkolnym plecaczkiem to mąż:)
Jezioro jeziorem.Niedawno byliśmy z naszymi dziećmi (przypominam: 2 letni Młody i 5 miesięczna Kropka) w centrum handlowym i obeszliśmy cały budynek bez większych przeszkód, załatwiając zakupy budowlane oraz sklep z modą męską w którym mąż mierzył sporo ciuchów, ja karmiłam w sąsiedniej przymierzalni, a Młody skubał wafla ryżowego siedząc w wózku. Potem nasz syn dostał łapówkę w postaci słodkiej bułki z budyniem, a Kropka usnęła w nosidle, co dało nam czas na spokojne obejrzenie przecen w TK Maxxie.

Brakowało mi trochę leniwego popijania latte i jakiejś szarlotki w kawiarni.. a tak mogłabym uznać, że podczas wypadu z dziećmi można zrobić (prawie!!) to samo, co podczas wypadu bez nich.

Kropka jest o wiele prostsza w obsłudze niż Młody w jej wieku. A może po prostu jej fotelik jest taki wygodny? Albo może.. my jesteśmy mniej znerwicowani podczas jazdy z dziećmi niż na początku naszej rodzicielskiej drogi, więc i ona mniej się stresuje wyjazdami? Jako ciekawostkę dodam, że popularna w rodzinie (choć oprotestowana przez moją mamę) ksywka małej – „Pulpet” – pochodzi właśnie od wizerunku podczas jazdy. Normalnie dość szczupła Kropka w foteliku zyskuje niezliczoną ilość podbródków i wygląda taaaak rozczulająco!
Ostatnio musieliśmy ją zabrać w długą trasę. Miałam wyrzuty, że męczę w ten sposób dziecko, ale nie miałam wielkiego wyboru. Około 200 kilometrów z rana. Większość Kropka przespała, marudzenia może z 10 minut. Cały dzień w obcym miejscu, a raczej miejscach, w upale, wsadzana do auta, wyciągana z auta co chwilę. Okoliczności były niewesołe, lecz staraliśmy się zapewnić jej maksimum komfortu i cienia, kłaść ją na bezpiecznych powierzchniach, by mogła rozprostować kości, poturlać się, pozjadać stopę.. no wiecie: zająć się którymś z bieżących hobby:). Poza tym kojące mleczko mamy zawsze było w pobliżu. Zrobiła furorę wśród rodziny, taka słodka i uśmiechnięta, dzielna dziewczynka! Wieczorem czekała nas droga powrotna.. wprawdzie przez jedno miasto przejechaliśmy na syrenie, ale potem utulona i nakarmiona Kropka siedziała sobie w miarę grzecznie, aż w końcu usnęła przy dźwiękach maminej, na prędce skleconej kołysanki.

Wniosek? Dzieci to takie trochę papierki lakmusowe – gdy my panujemy nad sytuacją są jakby spokojniejsze i bardziej wyluzowane.. więc chyba warto czasem trochę dać na luz :).

20 comments

  1. eve label says:

    Super, że Wam się udało wybrać, może im częściej takie wypady sobie zaplanujecie, tym łatwiej będzie Wam wszystko zorganizować? Powodzenia!

  2. Zuzi Clowes says:

    No bo da się z dzieciakami, da się. Zwłaszcza jak takie kochane jak Wasze! Ja też jak dobrze wiesz Mill wszędzie targam i jakoś ogarniam… Z tym że to model 1+1, nie wiem jak udźwignęłabym Wasz 2+2, a co dopiero 1+2 :)

    • Ruby Soho says:

      No to wiedz, że model 2+2 jest tak samo łatwy do ogarnięcia jak model 1+1. Więc spoko, dasz radę, byleby TM nie oddalał się zbytnio.. bo model 1+2 bywa hardkorem. A nasze dzieciaki, taaaak, kochane fest. i takie fajne uczucie jak wyciągasz ich z auta, takich ścioranych po całym dniu pełnym wrażeń. I każdy rodzic niesie jednego malucha, rączki i nóżki wiszą bezładnie, nawet się nie obudzą:) Słodziaki małe :)

  3. Pola says:

    Oj zgadzam się zdecydowanie. Teraz jak zostaję tylko z jednym to normalnie luz i wakacje prawie;)
    Ale z dwójką maleństw też się da. Udowadniamy to codziennie, że i rower i książka i jezioro i wakacje pod namiotem. A ostatnio 2tys km… Ale warto było, bo jesteśmy w Polsce, u stęsknionych dziadkow:D

    pozdrawiam!
    A Kropka przeurocza, zwłaszcza n tym zdjęciu w foteliku

  4. Ruby Soho says:

    EDIT: uczciwie będzie dodać koment do tego optymistycznego tekstu. No bo czasem jednak wcale nie jest tak różowo.. w piątek wyjeżdżaliśmy na weekend w góry. Mieliśmy wyjechać w miarę wcześnie (trochę po południu?). Pakowaliśmy się od rana do .. jakiejś 16. W międzyczasie dzieciaki ryczały na zmianę, albo robiły dwugłos, a my byliśmy coraz bardziej znerwicowani. Gdy już wsiedliśmy do auta chciało mi się ryczeć. Więc na koniec postanowienie: NIGDY WIĘCEJ pakowania w dniu wyjazdu.

  5. Domi Z says:

    Mąż z plecaczkiem i Pulpecik moje ulubione :)))
    Co do Edita , ja w wersji 1+1 potrafię się pakować jedno przedpołudnie więc totalnie rozumiem i chęć ryku również. Na szczęście daliśćie radę, a więc… teraz pozostaje mi tylko życzyć udanego wyjazdu :))!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.