Dzieci są fajne

Czy wiedzieliście, że dzieci są fajne? Bo ja, mówiąc szczerze, nie miałam o tym pojęcia. W epoce przed pojawieniem się Młodego prowadziłam hulaszcze i hedonistyczne życie, które mi bardzo odpowiadało. Życie miejskie – nocne – zakupoholiczne – korporacyjno – biurowe. Zasadniczo życie stresujące i intensywne, na wysokich obcasach i z pomalowanym pazurem.

Czy wówczas myślałam o dzieciach? Przede wszystkim myślałam o nich niewiele – wraz z mężem byliśmy zgodni, że kiedyś chcemy je mieć, lecz póki co niespecjalnie dążyliśmy do tego. Nie znałam osobiście żadnych maluchów, więc kojarzyły mi się stereotypowo: z płaczem, marudzeniem i ograniczeniem wolności, z zaniedbaniem i brakiem rozrywek. Pamiętam jak z politowaniem patrzyłam na słit focie niemowlaków moich znajomych na portalach społecznościowych. Myślałam sobie „nie mają życia, nie mają sie czym chwalić, więc wrzucają zdjęcie dziecka na fejsa”. Co innego uśmiechnięte zdjęcia zadbanych ludzi podczas clubbingu lub fotografie z wakacji osadzone w atrakcyjnych krajobrazach. Takie klimaty pociągały mnie dużo bardziej niż nudne foty malutkich stworzeń zawiniętych w beciki.

Tak wówczas myślałam, dlatego obecnie mam masę empatii wobec ludzi, którzy dzieci nie chcą, nie są na nie gotowi lub których dzieci po prostu nie interesują. Bo posiadanie potomstwa naprawdę zmienia nasz świat i przewraca nasze życie do góry nogami – lepiej być na to przygotowanym, by nie przeżyć szoku, lepiej się zdecydować z właściwych powodów, a nie bo tak wypada. Jestem wdzięczna że miałam te szalone imprezowe lata życia, cieszę się, że zwlekałam z potomstwem do trzydziestki. Dzięki temu mogę być teraz zrównoważoną i spokojną matką, która nie ma poczucia, że coś ją ominęło.

Corel-Photo-Paint-Pics

Wiadomo, że część stereotypów o dzieciach to prawda – brak czasu, ograniczenie wolności, zmęczenie, syzyfowe wysiłki by zadbać o siebie. Nagle egoizm własny i wygodnictwo musisz schować do szuflady i zacząć myśleć o kimś innym. Tęskniąc oczywiście za chwilą spokoju i relaksu, ale mimo wszystko wiedząc, że warto. A warto bo.. bo dzieci są fajne. Są słodkie. Nie wiedziałam o tym, serio:) Wiedziałam, że małe szczeniaczki są kochane i że małe kotki są rozkoszne. Ale nie miałam pojęcia, że to małe różowe w beciku bije wszystkie miniaturowe stwory na głowę. Nie wiedziałam, że od pierwszych chwil życia dziecko jest istotą społeczną – zaczepia, szuka kontaktu, chce nas zauroczyć. Najpierw ma niewielki asortyment środków, lecz z każdym miesiącem środków przybywa, a zauroczenie jest coraz większe. Nie wiedziałam też, że małe dzieci mają taką determinację do nauki i że są takie mądre, że rodzic może odczuwać tak wielką dumę z postępów swej latorośli.

Gdy dziecko mówi po raz pierwszy „mama” i „tata” nie posiadamy się z radości, rozczula, gdy uczy się okazywać nam uczucia: zarzuca rączki na szyję, całuje w usta, przytula lub gładzi po twarzy. Uśmiechamy się pod nosem, gdy z pokoiku dobiega głośny śmiech malucha w czasie zabawy i nagle dalibyśmy się pokroić, by zawsze był taki szczęśliwy. A potem zaczyna się komunikować, przekazywać nam coraz więcej – najpierw gestami, a potem słowami. Dziecko na tym etapie potrafi nieźle rozczulić i rozbawić, jak na przykład wtedy gdy Młody puścił głośnego bąka, zaczął się śmiać, a chwilę później mistrzowsko zmienił temat wskazując na Van Gogha na ścianie i pytając o szczegóły obrazu :))) Do tej pory śmiejemy się z tej subtelności.

Przede wszystkim dziecko przeobraża się. Z małego intruza w beciku, który trafia do naszego domu, a my zupełnie nie wiemy kim jest i co zamierza, maluch staje się pełnoprawnym członkiem rodziny. Dopasowuje się do nas, a my do niego – uczymy się siebie wzajemnie i faktycznie zaczynamy tworzyć rodzinę. I to jest fajne. Okej – może nie ma imprez i szaleństw, może jesteśmy wciąż osadzeni w tym samym nudnym domowym krajobrazie, ale codzienna obserwacja jak mały człowiek poznaje świat, jak rozwija się i uczy, i ta świadomość, że jestesmy dla niego najważniejsi na świecie to coś absolutnie wyjątkowego.

17 comments

  1. anluna says:

    To prawda, dzieci przewracają cały nasz świat do góry nogami.
    Ja zawsze chciałam i lubiłam dzieci. Ale też może dlatego, że już jako nastolatka opiekowałam się niemowlakami. Nie mogłam się doczekać, kiedy będę miała własne. Choć teraz zdarza się się, że chciałabym uciec jak najdalej…. :)

    • Ruby Soho says:

      No widzisz, u mnie w rodzinie akurat nie było maluchów, gdy byłam dzieckiem/nastolatką, więc nigdy nie miałam z nimi do czynienia. Pierwszy raz, gdy trzymałam na rękach niemowlę.. to było moje własne niemowlę :) Więc serio – nie miałam pojęcia o dzieciach, a instrukcja obsługi nie była dołączona, ale jakoś.. dajemy radę:) A to, że czasami chciałoby się uciec to zupełnie normalne :))

  2. Nina says:

    Hmm…Ja przed Linką nie miałam prawie styczności z małymi dziećmi, więc wszystko było dla mnie nowe i zaskakujące. Czasem tak niespodziewane, że nie do końca wiedziałam co mam robić – wiele rzeczy robiłam intuicyjnie. Życie bardzo się zmieniło i to tylko na lepsze!:) Choć czasami mam ochotę wyjść i nie wracać ;) A gdybym tak zrobiła to bym wiele straciła!

  3. KLUSCKA says:

    A ja byłam nanią Córki Koleżanki – jak mnie obecny Mąż wtedy rzucił to tuliłam moją podopieeczną i myślałam – jak ja bym kochała jego Córeczki. Teraz na jedną czasem zdarza mi się krzyknąć, a Mąż mówi, że wyrzuci mnie z domu jak jeszcze raz na Nią podniosę głos, bo dzieci mają się czuć przy nas bezpiecznie /no i racja…/. Odpowiadam, że nie musi mnie wyrzucać, bo SAMA ODEJDĘ i jestem już spakowana! Ale to takie nasze żarty. Osobiście bycie nanią bardzo mi zaszkodziło, bo było różowo – tylko się bawiłam, chodziłam na długie spacery, w nocy spałam i dostawałam do bawienia ubrane i najedzone dziecko i jeszcze z tego kasa była. Pamiętam jednak, że 8h bycia nianią było fajne, ale przy dziewiątej to już wypatrywałam powrotu pracodawców;) Teraz doszło pranie, prasowanie, gotowanie i takie poczucie uwiezięnia – ta fota na blogu z kłódkami baaaardzo do mnie przemawia. Też czekam na Męża z utęsknieniem, ale kiedy po 8h pracy plus 2h dojazdu czyli 10h poza domem Mąż dotyka poduszki to czasem nie zdąże wydać Mu obiadu i w zasadzie po jego powrocie też jestem nadal z dziećmi sama, a w nocy kiedy dzieci się budzą to mi Mąż przypomina, że to ja chciałam mieć dzieci -gruby żart, który zawsze mnie doprowadza do furii o trzeciej nad ranem, więc Cię doskonale rozumiem. Oczywiście słyszę od mojej trzyletniej Córki „Mamo jesteś idealna” (ostatnio za nadmuchanie basenowej piłki), a druga 9miesiączna potrafi przepełznąć już cały salon żeby przytulić się do mojego buta, więc zdecydowanie warto mieć dzieci, bo praca to tylko praca. Jednego dnia Cię  w pracy pochwalą, drugiego wycisną jak cytrynę potem wyleją w ramach reorganizacji firmy. Będąc Rodzicem ty jesteś szefem i nikt Cię ze stołka nie zrzuci – w tym jest cały sekret – jesteś dla dzieci niezastąpiony, a w firmie – może kogoś to zaboli, ale jest się zawsze do zastąpienia.

    • Ruby Soho says:

      :)
      Tamten nie miał za sobą żadnej historii :) Nawet wyjątkowo to nie było zdjęcie zrobione przeze mnie. A to i owszem.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.