Dziecko

Droga młoda mamo. Przeczytaj!

Droga Świeżo-Upieczona-Mamo! Piszę do Ciebie, bo dowiedziałam się, że potrzebujesz moralnego wsparcia. Naiwnie myślałam, że o trudach i znojach Twojej nowej roli napisano już tyle, że nic nie zostało do dodania. Że każdy taki tekst ocieka banałem i oczywistościami, bo przecież wszyscy wiedzą jak to jest.

Jednak lektura prasy codziennej zaskakuje mnie czasem jakimś artykułem opisującym naturalizm pierwszych miesięcy z dzieckiem, a zwłaszcza komentarzami, sławiącymi odkrywczość tekstu. Wygląda na to, że powszechne jest zagubienie w nowej roli i istnieje duża potrzeba utożsamienia się z czyimiś doświadczeniami, potwierdzenia że to, co przeżywasz jest zupełnie normalne.

Codziennie w bólach rodzą się nie tylko nowe dzieci – rodzą się również nowe matki. Również w bólach. W konwulsjach wręcz.

Kobiety z rozmaitych środowisk, o odmiennych poglądach, stylach życia i zwyczajach zostają nagle brutalnie wyrwane ze swojego „ja” i przeobrażają się w jednostki do wyłącznej dyspozycji Nowych Ludzi. I bynajmniej nie jest to bezbolesne przepoczwarzenie.

Zajmuje trochę czasu i wiele łez, by pozbyć się swojego naturalnego egoizmu. By zrozumieć czym różni się – w teorii – „duże zmęczenie” od – w praktyce – padania na twarz w sekundę. Co to naprawdę oznacza nie spać przez wiele dni. Czym jest prawdziwy ból, który musisz przezwyciężyć i znieść jak gdyby nigdy nic, bo przecież masz obowiązki. Czym jest samotność i bezradność w czterech ścianach, gdy nie możesz nikogo prosić o pomoc.  Gdy uczysz się kontrolować swoje fizjologiczne potrzeby i nie masz czasu na posiadówkę na tronie, bo tulisz ząbkujące niemowlę, dla którego pięć minut bez Ciebie to koniec świata. Nie mówiąc o higienie osobistej, na którą mają czas te szczęściary u których jest ktoś do pomocy. Gdy przestajesz jeść regularnie, bo zwyczajnie nie masz kiedy odgrzać sobie zupy. Gdy boisz się zaszeleścić kołdrą, bo usnęło. Gdy odliczasz minuty do powrotu z pracy drugiego rodzica, by chociaż na chwilę mieć tę odpowiedzialność podzieloną na dwa. By poczuć ulgę, że ktoś jeszcze czuwa.

Oczywiście można tu napisać, że dramatyzuję i że wcale nie jest tak źle, tymczasem sprawa jest bardzo subiektywna.

Po pierwsze każda z nas ma różne doświadczenia – o wiele lepiej z rolą mamy radzą sobie dziewczyny, które miały w przeszłości do czynienia z niemowlętami (np. w rodzinie) i wiedzą, że takie dzieci to nie tylko słodziaki niczym z reklamy pieluszek, ale również wydzierające się, utytłane w wydzielinach stworzenia, które jak nikt potrafią wytwarzać decybele. Współczesny świat średnio pomaga niedoinformowanym, bo chociażby z takiego Instagrama można wywnioskować, że niemowlęta całymi dniami leżą wśród świeżych tulipanów ustrojone w modne ciuszki z nowych kolekcji. A nawet jeśli są ruchliwe, to i tak wszystko dookoła nich jest tak piękne i pastelowe – żółtej, rozpaćkanej, niemowlęcej kupy raczej tam nie uświadczycie.

Po drugie każda z nas ma inny próg bólu, wrażliwości, wytrzymałości fizycznej i psychicznej. Tu się nie da po prostu porównać. Trzeba uszanować różnice.

Po trzecie wreszcie – każde dziecko jest inne. Ale na serio, to nie tylko wyświechtany slogan, naprawdę: KAŻDE. DZIECKO. JEST. INNE.

Mam w domu trójkę takich stworzeń, zrodzonych z tych samych rodziców, wychowywanych w ten sam sposób – każde inne.

Nie ma więc co uprawiać – jak to się teraz mówi – „mother-shaming’u” i sobie wzajemnie dosrywać, która zaradniejsza, która lepiej zorganizowana, a która totalnie nie daje sobie rady i niepotrzebnie się wyżala w internetach. Są dzieci pogodne i samoobsługowe, są też takie, które wymagają ciągłej bliskości. Nie ma się co dziwić – dorośli są różni, dzieci również nie odbija się od jednej matrycy. I to nie zawsze zasługa matek, że świetnie sobie radzą. Czasem po prostu jedna ma więcej szczęścia i trafił jej się bobas o bezproblemowym charakterze, a drugiej trafiły się kolki. No cóż, życie!

Dlatego fajnie mieć wokół siebie mądre kobiety, które dają Wam wsparcie psychiczne i nie oceniają rodzicielskich błędów. A jeszcze lepiej, gdy z tych błędów możecie się wspólnie pośmiać.

Ale dobra/lub zła/wiadomość jest taka, że dzieci się zmieniają! Na przykład mój uroczy dwuletni obecnie Lolek był najcudowniejszym niemowlakiem na świecie. Gdyby tylko miał dłuższe rączki, to zapewne sam zmieniałby swoje pieluchy żeby nam nie robić kłopotu. Toż to było najszczęśliwsze niemowlę, pogodne, wdzięczne, spokojnie bawiące się w swojej bezpiecznej strefie. Diobeł wylazł z niego dopiero gdy skończył rok, i do tej pory zastanawiamy się kto i gdzie go podmienił (poniżej – link do teorii o „podciepach”).

Podciepy.

Droga młoda mamo, wiedziałaś czego się spodziewać w teorii. Dziewięć miesięcy ciąży. Kwas foliowy, wyprawka, lista do szpitala. Poród wydawał się najcięższym wyzwaniem życia, a potem już z górki. Tylko dlaczego nikt nie wspomniał słowem o połogu? Połóg nie jest sexy, nie ma potencjału dla reklamodawców, wszyscy wstydliwie zapominają o tym, że jest. Wiele mam dowiaduje się o jego „urokach” dopiero z autopsji. Wszystko boli, człowiek się poci jak budowlaniec w lipcowym słońcu, a na dodatek ocieka mlekiem i krwią. Może koleżanki nie chcą się dzielić się takimi historiami, wolą czym prędzej wyrzucić ten okropny czas ze wspomnień? Poniżej – obszernie na temat.

O połogu słów kilka.

O połogu, część 2. Słowniczek pojęć.

Wreszcie! Poród przeszedł do historii i masz już przy sobie swoje piękne, różowiutkie niemowlę. I nagle proste rzeczy wydają się być fizyką kwantową.

Wyjście z domu. Ubieranie małego delikwenta w zimowe lub letnie odzienie, czy nie za ciepło, nie za zimno, czy jeszcze jedna warstwa, czy może przesada? Dlaczego on płacze? Jak często zmieniać pieluchę, dlaczego tak krótko śpi? Dlaczego tak długo śpi? Czy na pewno oddycha? Albo to siedzenie jak na bombie, gdy już z domowego świata wyrwiesz się w miejsce pełne cywilizowanych ludzi i próbujesz się wmieszać w tłum, chociaż może Twój włos i paznokieć trochę mniej zadbany, a odzienie pogniecione od karmienia chyłkiem w aucie i lekko obrzygane, bo młody sobie hepnął z rozbryzgiem. Próbujesz się wmieszać, ale ze stresem wielkim, czy uda Ci się dojeść lub dopić to, co zamówiłaś. Bo, gdy się obudzi, wszyscy ludzie obrzucą Cię spojrzeniem pełnym dezaprobaty. Kto to widział, przeszkadzasz im w konsumpcji, być może w interesującej konwersacji lub randce, ogólnie psujesz atmosferę.

I inne sytuacje, których nie doświadczyłam wprawdzie osobiście, ale zdarzają się przecież matkom każdego dnia. Gdy Twój maluch wydziera się w środkach komunikacji publicznej, a Ty z wiadomych względów nie możesz wysiąść gdzieś na zadupiu, więc kontynuujesz podróż pod obstrzałem nienawistnych spojrzeń tłumu, który nie rozumie, że Ty też wolałabyś podróżować w spokoju. I zarzuty obcych ludzi, że nie kontrolujesz swojego dziecka! No jasne, można próbować.. można próbować kontrolować uzbrojoną bombę, bo właśnie taki sens ma próba ujarzmienia dziecka w wieku do 36 miesięcy. Później jakaś perswazja zaczyna być możliwa. Wcześniej.. różnie to bywa i to nie zawsze dlatego, że rodzic ma kiepskie umiejętności obsługi dziecka. Czasem chodzi o to, że dziecko ma jeszcze niewykształcone umiejętności społeczne. To przecież oczywiste.

To, o czym piszę jest może trochę przekoloryzowane, zdaję sobie z tego sprawę. Ale myślę, że wiele z Was wie o czym piszę.

W moim otoczeniu właśnie nastąpił trzeci wysyp niemowlaków. Pierwszy to były fallstarty na studiach, potem był drugi – w tym nasze dzieci. Teraz dużo moich bliskich dziewczyn w wieku 35+ zdecydowało się właśnie na pierwsze dziecko. Po życiorysach wypełnionych podróżami, imprezami, koncertami i sukcesami zawodowymi. A niektóre z nich – muszę to napisać – po latach patrzenia z góry na „roszczeniowe” matki taszczące wózki i wrzeszczące „bachory”, wywracania oczami w pociągach, gdy trafi im się nadpobudliwy dwulatek na siedzeniu obok (co rozumiem absolutnie). I teraz nagle one są w szoku!

Bo zawsze koncentrowały się na swoim „ja”, na swojej strefie komfortu, która została narażona na szwank, i nagle widzą jaki olbrzymi stres jest po drugiej stronie!

Gdy same są matkami, które muszą nauczyć się wchodzić w sytuacje społeczne wraz ze swoją tykającą bombą przy boku. I to olbrzymie zdziwienie, że życie może się aż tak zmienić. Niektóre z nich piszą teraz do mnie, zadają pytania. Zastanawiają się jak ja to przetrwałam! I to z trójką! Czy te wszystkie skrajne uczucia – nie zawsze piękne – które codziennie w nie uderzają z wielką mocą.. czy to jakieś odchylenie od normy?

Chciałam więc Was wszystkie uspokoić, że to zupełnie normalne.

Okresowe zniechęcenie, bezsilność, oraz wielkie poczucie winy, bo przecież „masz zdrowe dziecko”, więc jesteś niewdzięczną suką, skoro nie rzygasz tęczą cały czas. Szalona sinusoida wzruszeń, radości, dumy, wkurwienia, smutku, zniecierpliwienia. Chęci ucieczki na koniec świata i jednoczesnej tęsknoty i wielkiej troski o dziecko.

Nic Wam nie jest dziewczyny, wszystko jest okej.

Przypuszczam, że jesteście dobrymi mamami.

Jeśli tylko zdarza się Wam mieć w cholerę wyrzutów sumienia i regularnie zamartwiać tym, że nimi nie jesteście, to na 99% znaczy, że robicie świetną robotę.

P.S. Najlepsze życzenia z okazji Dnia Mamy! Tekst wprawdzie miał pojawić się początkiem kwietnia, więc wcale nie jadę pod publiczkę. Tak jakoś wyszło, że pisanie wieczorami stało się ostatnio niemal nadludzkim wysiłkiem – i tak zeszło do końca maja.

Oczywiście będzie mi bardzo miło jeśli udostępnicie ten tekst znajomym młodym mamom. Może znajdą w nim kawałek swojego życia :). Dzięki!

poprzedni wpis następny wpis

Przeczytaj koniecznie

12 komentarzy

  • Reply Mamamagda 26/05/2018 at 10:20

    Wszystko.prawda w 100% !!! Ja sie czesto pocieszam ze jesli.sie.martwie czy jestem.dobra mama, to jeszcze nie jest ze mna najgorzej. Kurcze ten szok i niedowierzanie przy pierwszym sa straszne. Ale z kazdym kolejnym czlowiek.sie bardziej hartuje 😀😂

    • Reply Agata / Ruby Times 27/05/2018 at 02:05

      To prawda – przy pierwszym każda pierdoła urasta do rangi problemu. Później człowiekowi twardnieje tyłek :)

  • Reply e-milka 26/05/2018 at 16:11

    Duzo, duzo zycia mojego w tym. Te jazdy z rozwrzeszczanym niemowlakiem (i te odkrywcze komentarze „zyczliwych” – „a moze ono glodne jest?”), a czlowiek kalkuje przez cala jazde, czy spelnic oczekiwania wspolpasazerow i wysiasc na najblizszej stacji, ale przeciez nie ma tam mozliwosci by przysiasc z dzieckiem na karmienie, czy jednak dotrwac bohatersko do zamierzonego celu (te ostatnie kilkaset metrow na syrenie jakos sie przetrwa, jak przemknie w miare szybko i ruch uliczny ja jako tako zagluszy). Raz w rozpaczy obnazylam sie w parczku, w zimie, na jakies w miare oslonietej laweczce, by dowiedziec sie, ze jednak memu dziecko o to nie chodzilo (o co chodzilo, tego nie wiem do tej pory). I te komentarze-sztylety, czasem nawet od Mam, Ktore Zapomnialy (juz, jak to u nich kilkanascie lat temu bylo): „Nie, no chyba dziecko roczne juz przesypia noce!”, „Biedne dziecko!” (kiedy Ty jestes biedna mama szalejacego w miejscu publicznym dwulatka, ktora bardzo sie stara, by nie wybuchnac, albo nie poplakac sie rozpaczliwie, stara sie po prostu zachowac twarz i resztki godnosci), czy ze sie „pchasz do autobusu z wozkiem”, jakby, bedac mama, nie moglabys miec zadnych terminow, wizyt u lekarzy,czy wreszcie nie moglabys po prostu pracowac i to dziecko, tak, wlasnie, w godzinach szczytu, jak kazdy inny pracujacy czlowiek, odstawiac do placowki. Tez az sie czasem boje o te „pozne pierwiastki”, choc sama tez nie bylam najmlodsza (31), bo wiem, ze cokolwiek im teraz powiem, zanim urodza i tak ich nie przygotuje. Ze nadal beda snuc mrzonki, ze ciagle jeszcze mysla w kategoriach „A ja pokaze calemu swiatu, ze z moim dzieckiem / ze mna / z nami wlasnie tak nie bedzie” i ze uplynie kilka miesiecy, zanim sie zorientuja, ze sile trzeba uzyc na przezycie, a nie na udowadnianie komukolwiek czegokolwiek.

    • Reply Agata / Ruby Times 27/05/2018 at 02:06

      Właśnie tak jest – ostatnie zdanie jest kluczowe – trzeba użyć tej siły na przeżycie :)
      Buziaki!

  • Reply Marzena 29/05/2018 at 11:15

    Hej Ruby,
    kolejny świetny tekst. Mam dwójkę dzieci, 8latkę i niespełna dwuletnią tykającą bombę -Stasia. Dopiero teraz widzę, że z pierworodną to były wczasy na wypasie, natomiast z synkiem to często krew, pot i łzy. Życie niezle utarło mi nosa bo przy sielance z pierwszym dzieckiem często patrzyłam na mamy zbuntowanych dwu, trzylatkow ze współczuciem, ze takie nieporadne. Dzis to ja wychodzę ze sklepu z rozdartym , kopiącym smykiem pod pachą i dostaję gorączki jak mam go wyginającego się wsadzic do auta. Pisz dalej ku pokrzepieniu serc😊

    • Reply Agata / Ruby Times 29/05/2018 at 22:18

      No właśnie, to ta słynna pokora, której się uczymy – i to nie zawsze za pierwszym razem. Biję się w pierś, sama też czasem patrzyłam z czymś w rodzaju wyższości na matki, które nie potrafiły ujarzmić dziecka, teraz wiem, że to bywa zwyczajny fuks, nie ma w tym naszej magicznej mocy, że dziecko akurat jest „grzeczne”. Zresztą to całkiem podobnie jak z rodzajem porodu – wywyższanie się naturalnym nad cesarką – jakby to była moja zasługa, że natura jest dla mnie łaskawsza, i że trochę szczęście dopomogło urodzić akurat tak.
      Zdecydowanie lepiej się wspierać, niż licytować która lepsza :)
      Dzięki za miły komentarz, pozdrawiam!

      • Reply Pola - Odpoczywalnia 30/05/2018 at 08:59

        Jejku dziewczyny, ja też tak miałam! Jako mama pierwszego dziecka, w wieku niemowlęcym byłam totalnym ekspertem od wychowania… Lekcje pokory przyszły potem😉
        Pisałam zresztą kiedyś u siebie, że najlepszym rodzicem świata byłam zanim przyszły na świat moje dzieci😀
        Teraz w ramach nauki wyciągniętej z tych lekcji nie wywyższam się nad mlode matki, którym się wydaje że o macierzyństwie wiedzą już WSZYSTKO. Aż korci żeby powiedzieć że wszystko to dopiero przed nimi… ale tego nie robię, mam luz, zresztą do wszystkich wniosków trzeba dojść samemu.
        Trzeba się wspierać, a kobiety z macierzyństwa zrobiły sobie kolejne zawody

  • Reply Pola - Odpoczywalnia 30/05/2018 at 08:45

    Och jej, widzę że klimaty u nas bardzo podobne! Super tekst Agata!
    Cóż mogę dodać, wspierajmy się!

  • Reply Klaudia Jaroszewska 31/05/2018 at 17:50

    Dobrze, że napisałaś taki post. Na pewno przyda się wielu młodym matkom, które zobaczą, że ktoś je rozumie :)

    • Reply Agata / Ruby Times 01/06/2018 at 17:00

      Dzięki :)

  • Reply Ola 03/06/2018 at 17:18

    Ten tekst powinien być wydrukowany i rozdawany na porodówkach przy wypisie ze szpitala w komplecie z tekstem o połogu. Boże, jak ja żałuję, że żadna kobieta z mojego otoczenia mnie o tym nie poinformowała przed moim pierwszym porodem.
    Macierzyństwo to nie różowe pachnące stupcie noworodka. Wszystko o czym piszesz jest prawdą i to wcale nie przekoloryzowaną.
    Będę podsyłać twój tekst wszystkim przyszłym młodym mamom jakie znam.
    Amen.

    • Reply Agata / Ruby Times 03/06/2018 at 17:31

      Dzięki <3

    Napisz, co o tym sądzisz

    This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.