Dlaczego kupuję tanie ciuchy dla dzieci?

Na zdjęciu była sukienka. Ładna, beżowa, wykończona koronką. Pod zdjęciem była rozmowa. Mama-blogerka wyprzedawała właśnie zawartość szafy swej pociechy, ową używaną kieckę wyceniła na równe 100 złotych. To nie mogło nie wywołać dyskusji, bo przecież uwielbiamy zaglądać innym w portfele.

„100 złotych za używaną sukienkę dla trzyletniego dziecka?? Pogięło Was?” – skomentowała jedna z mam dosadnie.

„Chyba żartujesz!” – odpowiedziała jakaś znawczyni – „100 złotych za tę firmę to prawdziwa okazja!”

A ja, mimo że średnio mnie obchodzi kto się w co ubiera i ile za to płaci parsknęłam śmiechem w swoim fotelu, przed swym komputerem.

Bo choćby sami Christian Dior z Coco Chanel zstąpili z niebios do szwalni i złotymi nićmi haratali drogocenny materiał, nie ma bata bym uznała, że 100 złotych za sukienkę dla trzylatki to „okazja”.

IMGP2270 IMGP2276

Ubieram dzieci w niedrogie ciuchy. Z premedytacją decyduję się na tańsze sieciówki i markety, nie mam nic przeciwko ubrankom z lumpeksów i używanym po dzieciakach znajomych.

Zaznaczam, że nie chodzi o to, że nie kupię małoletnim droższego ciucha, gdy się w nim absolutnie zakocham, a kieszeń jakimś cudem nie świeci pustkami.. ale „okazja”? No błagam! Moje wybory odzieżowe determinuje nieodłączny, wrodzony i nieuleczalny estetyzm. Musi być ładnie, tkaniny muszą być naturalne, a całość nie-tandetna. A poza tym nie mam żadnej spiny, by przywlec koszulki i spodnie z Lidlów, Pepco i innych niedrogich miejsc. Dość często kupuję też w H&M, a już największym szaleństwem są pojedyncze sztuki ubrań z TK Maxx lub angielskiego Next’a. Ale to rzadko.

Przy dwójce, a teraz już trójce dzieci zakupy idą w ilościach hurtowych. Niekończąca się opowieść letnich sukienek, szortów, koszulek, sandałów. Gdy już masz wszystko na obecny sezon i oddychasz z ulgą, że nikt nie chodzi w zbyt grubej odzieży w czasie letnich upałów, ni z tego ni z owego nadchodzi jesień. W szafie znajdujesz niespodzianki w postaci za ciasnej kurtki i zgubionej rękawiczki. Oczywiście stopy urosły, więc nowe traperki są niezbędne. Oczywiście swetry są za małe, a koszulki z długim rękawem zdążyły się zmechacić.

IMGP2279

Moje sukienki, choćby były kosztowne, służą mi wiele sezonów.

Wybieram coraz bardziej świadomie, porządne materiały, ponadczasowe kroje. Dzięki temu z szafy z zadowoleniem wyciagam rzeczy kupione w poprzedniej dekadzie, które dalej wymiatają i zbierają komplementy. Kupuję rzadziej, niż kiedyś, za to rozważniej. Dzięki temu powolutku buduję całkiem fajną szafę, złożoną z rzeczy w moim stylu, który za rok tak samo będzie mi się podobać. Nie mam potrzeby wymieniać garderoby co sezon, bo ktoś tam z gazetki, czy portalu modowego krzyczy wielkimi nagłówkami, że nie będę modna tego lata.

Tak jest z moimi ciuchami, a dzieci?

Ubrania dla dzieci służą krótko, dlatego nawet te tanie są właściwie drogie, zwłaszcza, gdy kupujesz kilka sztuk dla każdego z nich. To, czy jakość jest wspaniała nie ma aż takiego znaczenia, jak w dorosłych ubraniach, które – gdy są wykonane z porządnych tkanin i dobrze uszyte – będą cieszyć właściciela przez długi czas.

Mam szczęście, że moje dzieci są szczupłe, więc noszą czasem jedne szorty po dwa lata z rzędu. Bywa, że zeszłoroczne sukienki Kropki robią dziś za tuniki, a kto wie – może za rok będą koszulkami, które można będzie doszczętnie dociorać w ogródku. Dzieciaki noszą też ciuchy po starszym rodzeństwie. Ale to wszystko – życie ubranka dla dziecka kończy się dość szybko, dlatego nie widzę sensu wydawać fortuny na zjawiskowe kreacje. Aspekt finansowy to jednak nie wszystko – jest też inny powód.

Zabawa. Bitwy. Brudzenie się. Bieganie. Wspinanie.

To jest „praca” dzieci. To jest właśnie to, co wypełnia cały ich dzień, i – wbrew pozorom i rodzicielskim teoriom spiskowym – one wcale nie robią tego ze złośliwości, z chęci wkurzenia nas. One ciągle się czegoś uczą, badają struktury ziemi, piachu, błota i kurzu, wcierają w siebie kredę, dżem, zupę, badają okruchy po cieście, biegają wdeptując w kałuże z rozbryzgiem, cały dzień spędzają na pełnym spidzie. Co oczywiście łączy się z równomiernym zdruzgotaniem i doszczętnym poniżeniem noszonej odzieży.

W miarę możliwości pozwalam im na to. Strofuję oczywiście, by starali się nie ufajdać tak od razu z rana przy śniadaniu, i chociaż trochę szanowali ciuchy, bo rodzice wydają na nie pieniążki, ale robię to bardziej pro forma, niż z prawdziwego wnerwu.

Zresztą.. mam przecież pralkę, co nie?

A dzieci nie rozpoznają kalibru ubrań. Tak samo zmasakrują designerską koszulkę za milion monet, co tańszą wersję z sieciówki. Dla nich naprawdę nie ma różnicy w czym wchodzą w błoto, a ja nie chcę ograniczać ich zabawy z takiego głupiego powodu jak „kosztowne ubranie”. A tak mogę siedzieć obok i nawet mi powieka nie drgnie, gdy w nowej sukience, czy nowych spodniach obleją się sokami, upaprzą ciastem z owocami i dosmarują czekoladą. Wiadomo, że czasem zaklnę sobie, gdy sukienka wymaga prania już po śniadaniu, ale czym późniejsza pora dnia, tym jestem łaskawsza. Kiecka ubabrana pomidorem w czasie kolacji absolutnie mnie nie rusza. I to jest właśnie piękne. Oni szaleją, pralka się kręci, wszyscy zadowoleni.

A Kropka na zdjęciach, czyż nie wygląda zjawiskowo?

W tej sukience.. z koszyka w Biedronce za równe 6, słownie sześć, złotych?

IMGP2230 IMGP2231 IMGP2236 IMGP2237 IMGP2240 IMGP2241 IMGP2249 IMGP2252 IMGP2262 IMGP2282 IMGP2283

1

29 comments

  1. mamunia says:

    Sukienka boska! Mam takie samo podejście do ubrań.O ile buty kupuję droższe to ubrania dzieci zarzynają w takim tempie, że nie wyobrażam sobie kupowania drogich. Dodatkowo rosną równie szybko więc było by stratą kasy kupić sukienkę za 100zł na 2mc noszenia. Zaraz i tak jest jesień, nie ponosi letniej sukienki za długo. Myślę, że kreowanie „modnego” drogiego dziecka bierze się ze współprac. Dziewczyny nie odczuwają aż takiej ilości wydanych pieniędzy z resztą większe blogi zarabiają na dizajnerskie ciuchy a matki łykają bez przemyślenia i kupują bo jak dziecko na zdjęciu śliczne to i na co dzień będzie piękne przez 12h się nie pobrudzi i nie zniszczy ubrań. Tak przynajmniej mi się wydaje ;)

    • Agata / Ruby Times says:

      Dokładnie tak, buty też staram się kupować porządne, skórzane, odpowiednio wyprofilowane (zwykle znajduję coś takiego w TK Maxx poniżej stówy). Chociaż przyznam, że japonki z hm-u też się zdarzą (jedna matka napisała mi kiedyś, że to skandal, że coś takiego kupiłam dziecku :D) Ciuchami aż tak się nie przejmuję :)

  2. Karolina says:

    Dokładnie, bardzo mądre podejście. Sama dzieci nie mam, ale zdaję sobie sprawę jak to wygląda – szkraby wyrastają w tępię zawrotny i brudzą się z podobną częstotliwością, więc kupowanie drogich ubrań to marnowanie pieniędzy, lepiej postawić na zabawkę – będzie z dzieckiem dłużej. Grunt żeby ubranko było ładne, a na pewno nie jest to synonim słowa drogi ;)

  3. Żeby nie było, ja też kupuję tanie ubranka. Głównie w H&M na wyprzedażach (zazwyczaj na posezonowych wyprzedażach z myślą o kolejnym roku; piękne i nieziemsko tanie), w Pepco, czasem w supermarketach. Ale zupełnie się nie zgodzę, że ubrania dziecięce mają krótki żywot. Moje starsze dziecko też baaardzo szczupłe, niektóre ubranka (rozmiar 68-74) nosi trzeci (!!) rok z rzędu; słowem: nosi je od samego początku, a mamy kilka takich sweterków, które jeszcze za rok będą dobre. Jak teraz kupuję jej coś nowego, to kupuję trochę za duże 92 i wiem, że będzie w tym chodzić przez przynajmniej kolejne trzy lata. Druga sprawa to młodszy brat, który nosi teraz wszystkie ubranka po siostrze. Jest większy, więc nie wiem jak będzie potem, ale przez kilka pierwszych lat raczej nie będzie mógł liczyć na nic nowego. :) Wszystkie ubrania są całe i w dobrym stanie, choć większość bodziaków pochodzi z kosza w Carrefourze. Gdyby miała trzecie dziecko, to i ono by w nich chodziło, co w sumie daje nam wiele lat użytkowania.
    Jedynie te buty, faktycznie, kupujemy droższe, zawsze Emelki, bo ładne, ale też bez szaleństw: jedna para na wiosnę i jesień, jedne sandały i jedne buty na zimę.

    • Agata / Ruby Times says:

      Moje dzieci też raczej szczupłe, więc – tak jak napisałam – są ciuchy, które noszą np. dwa letnie sezony z rzędu, a i trzy się zdarzy, podobnie jak u Ciebie. I też jedne noszą po drugich, chociaż część tych chłopięcych ubranek zostawiam dla Lolka, bo Kropkę wolę jednak czasem ubrac w coś dziewczyńskiego. W dalszym ciągu uważam jednak, że żywot tych ubranek jest krótki w porównaniu do części moich ubrań, torebek, płaszczy,szpilek które – gdy kupisz świetną jakość i ponadczasowy krój – masz naprawdę na lata.

  4. brulinska says:

    Też się zgadzam. Synek rośnie tak szybko ze co 3 miesiące , przebieram ubranka i większość okazuje się za mała.

  5. poolkaw says:

    Jestem tego samego zdania, choć ja już w 100% procentach przerzuciłam się na używki (poza bielizną), ale kupuję już tylko nexta, bo wiem, że choćbym prała 100 razy, to ubranka nie stracą kolorów ani fasonu, materiały się nie mechacą ;-)

    • Agata / Ruby Times says:

      Też mi się zdarza mały shopping w Next, zwłaszcza piżamy i inne rzeczy, które wiem, że jedne dzieci odziedziczą po drugich i ta jakość jeszcze im posłuży.

  6. Helen says:

    My kupujemy głównie w sieciówkach i to na przecenach, a i tak, jak się zliczy cały asortyment na daną porę roku, to człowiek się za głowę łapie. Dzieci potrzebują wymiany znacznej części garderoby prawie co sezon – spodnie (dresowe, jeansy, tzw. wyjściowe), koszulki, bluzy, swetry, bielizna, czapki, buty, kurtki…Nie trzeba kupować designerskich ubranek, żeby pozbyć się pokaźnej sumy pieniędzy. Dzieci przy tym jeszcze się rozwijają i potrzebują nowych książeczek i zabawek. Kasa, kasa, kasa… Kiedyś zastanawiałam się, jak niektóre blogerki to robią, że kupują spodenki dresowe po np. 150 zl. Może dostają je w gratisie w ramach promocji danej marki? Piękne, szyte w Polsce przez polskiego manufakturzystę, ale no jw. – dziecko potrzebuje dużo ubranek, brudzi się w piaskownicy, oblewa się zupą lub wypadnie mu kanapka z konfiturą – trzeba być człowiekiem i dać temu dziecku ubranie, które można potraktować po ludzku ;) no i mieć coś na zmianę.

    P.S. Sukienka Kropki przecudna. Już miałam kiedyś o nią pytać, ale nie mam dziewczynki, więc w sumie to nie było sensu.

    Pozdrawiam!

    • Agata / Ruby Times says:

      Taaak – gacie po 150 zeta dla każdego dziecka po 4 pary. Nawet wiedząc, że świetna jakość i jedno odziedziczy po drugim..to wciąż dużo.
      Ale oczywiście wszystko zależy od perspektywy, są rodzice dla których to grosze, więc wybierają po prostu taką jakość na jaką ich stać. Jeśli przy tym nie spinają się, że dziecię włazi w błoto w tych cudownościach szytych w Polsce, to fajnie. Czemu nie.

  7. Krystyna W says:

    Święta racja! Czasem się dziwię oglądając zdjęcia z instagrama ile muszą zarabiać rodzice żeby ubierać dzieci codziennie w najlepsze i drogie marki. Zawsze się zastanawiam czy takie odpicowane maleństwo na spacerze i niemniej odpicowana mama to nie jest celowa stylizacja do zdjęcia. Czasem widok instagramowego malucha w piaskownicy lśniącego czystością i bogactwem marek mnie po prostu śmieszy . Jestem mamą dwóch chłopców i wiem jak szybko dzieci niszczą ubrania ( spodnie przedszkolne mają dziury na kolanach już po tygodniu czy dwóch). Zresztą ja sama odpicowana do pracy jak wracam do domu z dwulatkiem i przedszkolakiem mam odbite łapki na całym ciele, moje białe conversy były białe przez tydzień bo poszłam w nich z dziećmi na plac zabaw ( baaaardzo zakurzony), a bluzka ma zawsze odbite stópki smyka, którego wnoszę po schodach na rękach. Nie jestem wcale oszczędna, nawet powiem że lubię luksus, ale mam też rozsądek i wiem że wydawanie milionów monet na drogie ubranka dla małych dzieci to po prostu zbędna rozrzutność.
    Ps. Ale fajna normalna z ciebie babka.

    • Agata / Ruby Times says:

      Te sesje z odpicowanymi dziećmi jakoś mnie nie przekonują. I matki też odwalone w wieczorowe makijaże na placach zabaw. Nie mój klimat, nie obserwuję takich profili na insta, parskam śmiechem w telefon, gdy coś takiego widzę.. co nie znaczy, że o siebie nie dbam, itp. – po prostu są jakieś granice spiny i myślenia tylko o wyglądzie. Zdecydowanie wolę luźny, nie-nadęty styl, zarówno dla siebie jak i dla dzieci :)

  8. Kasia says:

    Moje dzieci też strasznie się brudzą, ale kupując niedrogie ubranka przynajmniej bez żalu wyrzucam do kosza lub przeznaczam „na scierke” gdy plamy juz się nie spierają. Córka ma na tym polu niekwestionowane mistrzostwo świata :) brudzi się zawsze, wszędzie i nie wiadomo czym :)

  9. Sylwia says:

    Świetna kiecka :) Pod tekstem mogłabym się podpisać. Nie kupuję dzieciom drogich ubrań, choć młodsza córka nosi po starszej (jak dotrwają). Kupuję za to w lumpeksie internetowym, dzięki czemu moje córki noszą kiecki z Nexta czy od Mark&Spencer za 6 zeta :D A ile komplementów zbierają :) Dzięki temu naprawdę bez różnicy mi, jak szybko uwalą te rzeczy niespieralnym sokiem z pomidorów czy innymi malinami. Niech się brudzą, jak będą dorosłe, to nie będą mogły. Pralka i tak rzadko ma przerwy w pracy ;)

      • Sylwia says:

        Niumnium.pl. Sprawdzam zawsze na Facebooku, kiedy mają nowe rzeczy w interesujących mnie rozmiarach, bo te najfajniejsze szybko znikają. Kupuję tam 2 lata, jeszcze się nigdy nie zawiodłam. Rzeczy są czyste, pachnące, ładnie zapakowane i do tego zawsze dają coś gratis. Także bardzo polecam.

  10. Doris says:

    Ja kupuję synkowi ubranka w rożnych sklepach. Ale bardzo lubię wprzedaże :) Ostatnio skompletowałam mu lenią wyprawkę właśnie na wyprzedażach w 5 10 15 i Smyku – śliczne ubranka w naprawdę niskich cenach. Choć czasem jak coś mi się mega spodoba to udaję, że nie widzę ceny :P Ale tak jak pisałaś – wszystko w granicach rozsądku. Na butki i ubranka idzie sporo pieniędzy, a jak Ty masz 3 maluchów to już tym bardziej !
    P.S. Powtórzę się, ale niebieski domek – łóżko jest cudowny ! ;)

  11. Ola says:

    Zgadzam się :) Można kupować ładne i przy okazji tanie ubrania. Chociażby teraz kiedy wszędzie szaleją wyprzedaże. Jeżeli kupię coś droższego (bo to czasem też ma miejsce) nie wymagam od dziecka, że akurat to będzie miało inne traktowanie. (córka ma 20 miesięcy) robię to na własne ryzyko, uplamienia bądź podziurawienia. Zdecydowanie wolę tańsze ciuszki wtedy nie ma stresu :P

  12. Mama Alutki says:

    Święta racja! Dodałabym jeszcze argument o przestylizowaniu. Mamom zdarza się grubo przesadzić i zamiast małej modnisi kroczy ulicą dziewczynka nie-ubrana a przebrana! Czy warto uczyć dziecko nadmiernego przywiazywania uwagi do stroju? Wrażliwość estetyczna jest bardzo ważna, ale musi być w maluchach kształtowana umiejętnie.
    Uwielbiam ten głos rozsądku płynący z Twojego bloga! Pozdrawiam

    • Agata / Ruby Times says:

      Dziękuję :)
      Widać też na blogach przestylizowanie, mnie również to razi, zdecydowanie wolę lekką nonszalancję w noszeniu ubrań.
      A nadmierne przywiązywanie uwagi do stroju/wyglądu faktycznie nie jest niczym dobrym dla małych dzieci i nie wiadomo w jaką stronę się dalej rozwinie.
      Pozdrawiam!

  13. Indicativusitd. says:

    Lumpeksy, pepco, lidl, tesco i hm, królują w garderobie mojej córki-chmurki. Bardziej lubiane i mniej zniszczone rzeczy mam odłożone dla brzuszkowej. Piękne są niektóre wylansowane ciuszki, ale ceny zwalają z nóg, a ja jednak lubię stać pewnie. Nawet nie to, że mnie nie stać, ale jakoś tak… nie wiem. Wstyd? Szkoda mi kasy na sukienusię za miliony monet, kiedy na szmatkach za równowartość mogę mieć innych ze dwadzieścia.
    W pepco trzeba bardzo zwracać uwagę na skład. Niestety mają sporo rzeczy uszytych z materiałów, które mają zbyt duże domieszki i są aż nieprzyjemne i szorstkie w dotyku. Mam różowstręt i to trochę utrudnia mi zakupy, ale da się. :)

    • Agata / Ruby Times says:

      To prawda, w Pepco nie zawsze te ciuchy są z naturalnych tkanin, czasem za grube, zbyt sztywne, ale to już w sklepie można wykminić co warto kupić, co nie.
      Tak na serio to najczęściej kupuję w HM i Lidlu. Bo przy okazji, blisko mam :) Różowstrętu może nie mam, ale nie lubię w nadmiarze, więc rozumiem absolutnie:)

      • Indicativusitd. says:

        Przy okazji sprawdź tesco f&f. Całkiem fajne i dobre jakościowo rzeczy można trafić, a ceny, zwłaszcza na wyprzedażach, też przyjemne. Wielopaki bodziaków i pajacy u nas rządziły :)

        • Agata / Ruby Times says:

          Znam, wiem że są super, wzory też mają fajne, ale do większego Tesco mam kawałek, tylko dlatego tam nie bywam zbyt czesto!

  14. Anka says:

    U nas to zależy. Zawsze staram się mieć ciepły i dobry jakościowo kombinezon na zimę (polecam np. Kaola-Kid), ze 2 porządne komplety wizytowe i dobrej jakości buty. Po domu moje dzieci chodzą w tanich ubraniach, których nie jest mi żal wyrzucić po 2-3 miesiącach ;)

  15. Ada says:

    Samo istnienie drogich rzeczy dla dzieci jest juz dziwne:) bo one je tak szybko zuzywaja i wyrastaja. I maja tyle potrzeb, ze jest duzo innych rzeczy ktore mozna kupic za te pieniadze:) Ja najczesciej na escallante na wyprzedazach :) i jakosciowo tez jestem zadowolona.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.