Czytelnia – Raz, dwa, trzy… i trochę o nałogach matczynych :))

Książek  w pokoju dziecięcym nie brakuje: stosy lektur czytanych codziennie piętrzą się na półeczce. Książki wymagające nadzoru dorosłego (nie kartonowe) mają swoje miejsce na komodzie, Młody musi o nie poprosić i czyta wraz z nami. Dodatkowo na szafie wielki stos książek, do których synek jeszcze nie dorósł. I jeszcze szuflada, a w niej.. wiadomo: książki!

Takie, które już prawie się nadają dla malucha, które dostanie niedługo, być może na urodziny. Sporo tego mamy, więc gdy na blogach pojawiają się jakieś nowe objawienia czytelnicze to staram się głęboko odetchnąć i pomyśleć o tym, że Młody ma WYSTARCZAJĄCĄ ilość książek. Sama w to nie wierzę, więc czasem muszę kilka razy powtórzyć niczym mantrę.

Jakiś czas temu zakochałam się w pięknej serii książeczek „Akademia Mądrego Dziecka”, pokazanych na blogu Kaps Love. Zdusiłam w sobie chęć kupienia choćby jednej z nich, jako że jestem na etapie leczenia uzależnienia książkoholicznego (tutaj możecie mnie sobie zwizualizować siedzącą w kręgu podczas terapii, mówiącą: „Mam na imię X. Potrafię kupić 10 książek dla dziecka za jednym zamachem, bo wydaje mi się, że w ten sposób oszczędzam. Na dostawie”.) Nie kupiłam żadnej pozycji z tej serii właśnie ze względu na moją walkę z uzależnieniem. Ale i tak wrzuciłam książkowy post z bloga Kaps Love do ulubionych, do zakładki pod tytułem „Zajawki dla Kropków”, tak na wszelki wypadek. Więc wyobraźcie sobie jaka była radość gdy właśnie tą książeczkę dostałam.. ee.. znaczy Młody dostał w prezencie od cioci M. Pomyślcie tylko – mogła kupić wielką nieporęczną maskotkę z głupawym wyrazem pyska, mogła kupić bladobłękitną bluzę z idiotyczną naszywką z małym zwierzątkiem i napisem w stylu „sweet/cuddle/hug”, mogła do nas wpaść z wielkim plastikowym grającym badziewiem zajmującym miejsce.. Ale nie. Kupiła książkę i to właśnie tą.

IMGP3930 IMGP3884 IMGP3887 IMGP3909 IMGP3898 IMGP3897 IMGP3918 IMGP3907 IMGP3900 IMGP3904 IMGP3927

Słowa Zbigniewa Dmitrocy są okej, takie sobie wierszyki, nie wybitne, nie tragiczne, ale nie one grają tutaj rolę główną. Główną rolę gra bowiem ogólny design książeczki. Bo „ilustracje” to nie do końca to słowo, które tutaj pasuje. Książka jest podziurawiona jak się patrzy – pojedyncze kółka-dziury na pierwszych stronach, przechodzą w cały system dziur na stronach kolejnych, a przy okazji wpychania paluszków do poszczególnych dziur uczymy się liczyć.

Ten włoski design, co w nim jest? Stylowe samochody, meble, architektura, ciuchy. Ferrari, Lamborghini, Gio Ponti, Fendi, Gucci..  oni wiedzą jak to robić i robią to dobrze. I nawet książkę potrafią stworzyć taką.. Intrygującą po prostu. Inną. Bo książeczka, którą otrzymał Młody jest na włoskiej licencji. Ludzie z Mediolanu odpowiadają za tą piękną oprawę graficzną. Ciekawe, czy ciocia M., filolog włoski, kupiła ją z rozmysłem, czy był to przypadek?

24 comments

  1. Zuzi Clowes says:

    Pięęękna ta książka!

    Przypomina mi bardzo pierwszą dotaną przez M. książkę od mojej pryjaciółki M. i jej angielskiego męża, jako że oakzała się ulubioną lekturą ich dwuletniego synka – The Very Hungry Caterpillar. Wyguglaj sobie, tak w ramach folgowania uzależnieniu:)

    Ps. Oszczędzanie na dostawie, skąd ja to znam:ppp

  2. radoSHE says:

    Ja też cierpię na książkoholizm książek, póki co dla dorosłych. Kupuję, nabywam, wymieniam, wypożyczam i bladego pojęcia nie mam kiedy znajdę czas na ich skonsumowanie. Matyldowych książek mamy trzy, czytamy, chociaż dziecię średnio zainteresowane na razie. Ale zakładka w ulubionych jest i chyba zacznę już kupować coby nie pójść z torbami, a męża nie przyprawić o palpitację serca.

  3. Cieszę się że trafiłam na tego bloga :) Też jestem uzależniona od zakupów jak każda kobieta :) Właśnie zamówiłam kilka z tej serii dodatkowo też zauważyłam Książka z dziurą – Tullet Herve ;-) Pozdrawiam :)

    • Ruby Soho says:

      czytelnia Kropki na razie niewielka – jedna materiałowa lektura i ostatnio dwie kartonowe czarno-białe. ale wprowadzamy powolutku, po jednej, by brat nie był zazdrosny. Bo póki co to szok dla niego, ze siostra posiada w ogóle jakąś książkę! wkrótce o nich napiszę :)

  4. s_i says:

    Mam na imię Karolina. Też jestem książkoholiczką. Mimo że mamy ich z synem pełno (również na zapas), dodałam ten post do ulubionych :)

  5. tynka says:

    dołączę do Waszej grupy to będzie terapia grupowa :)
    książeczki z tej serii oczywiście są i u nas i cieszą się zainteresowaniem dwulatki jak i roczniaka! :)
    a niedawno u innej naszej blogowej znajomej przeczytałam, że między innymi ta „raz, dwa, trzy” to reprint sprzed jakiś 10-15 lat ;) wtedy były nieco inne teksty…ale ilustracje te same!
    :)

  6. KapsLove says:

    Ależ to jedyne uzależnienie, z którego nie powinnyśmy się nigdy leczyć:) Dziękuję, że o mnie wspomniałaś, aż się zaczerwieniłam jak to w bajkach po same czubki uszu:P
    Po głowie ostatnio mi chodził post o najgorszych prezentach dla dziecka,a tym bardziej rodzica bo nie mamy już gdzie upychać tych wstrętnych pluszaków, lichej jakości puzzli i piłek. Ja wiem, że skoro prezent ma być dla chłopca to trzeba myśleć schematycznie chłopcy nie czytają:P Dlatego brawa na stojąco dla Cioci! Oby zawsze miała takie dobre pomysły! Chociaż z książkami też różnie bywa ostatnio dostaliśmy kota w butach w takim masakrycznym wydaniu, że aż mną trzęsie na samo wspomnienie bo oczywiście książka wylądowała na dnie samego dna szafy:)

  7. Kinga says:

    Nie mogę czytać tych postów o książeczkach! :-) Właśnie zrobiłam dwa zamówienia, a teraz jeszcze mam ochotę na całą serię Akademii…

    Mam na imię Kinga…

    PS. Post napisany w przededniu urodzin mojego synka :-) Wtedy jeszcze nie miałam pojęcia o mieszkającej we mnie książko-manii :-)

    • Agata / Ruby Times says:

      Uuuups! Wybacz :)
      A ja mój nałóg trzymam w ryzach od jakiegoś czasu. Bardziej koncentruję się na tym, by znaleźć czas na czytanie tego, co już leży na półeczkach!

  8. Nina says:

    :) wlasnie siedzę i przeglądam książkę z mojego dzieciństwa- wydana w 92roku. Nosi tytuł była sobie żaba… i? I jest identyczna!
    Tzn jest na sprężynie ale jest tekturowa, wierszyki sie różnią ale ilustracje sa te same.
    Co ciekawe nie mogłam jej znalezc po tym jej „starym” tytule- „była sobie żaba” ale znam ja na wylot (w końcu jest dziurawa). Jutro sprezentuje ja synkowi.

    Ciekawe ze przetrwała tyle lat, jest wg mnie doskonała, a ktos zmienił jej tytuł … po co?
    Pozdrawiam!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.