Czy z dziećmi można wszystko?

Myśl, by opublikować ten wpis wpadła mi kiedyś do głowy, gdy o czwartej w nocy zmywałam makijaż i oddawałam się wyjątkowo długiej sesji kąpielowej w bąbelkach. Tak, o czwartej w nocy! Piętnaście minut wcześniej obudziłam się w ciuchach i obijając się nieprzytomnie o meble i drzwi udałam się do łazienki.

Zauważcie, że tego typu pobudki to leitmotiv mojego bloga, pojawiają się regularnie zarówno we wpisach, jak i w życiu.

Niestety! Bo wyjątkowo nie lubię budzić się zawinięta w narzutę łóżka, w niewygodnych ciuchach, z zakurzonymi stopami (cały dzień w sandałach) i wtartym w poduszkę makijażem. Poczucie utraconego wieczoru miesza się tutaj z uciskającymi dżinsami i twarzą, która błaga o oczyszczenie i krem nawilżający. Tak – „niechęć” to naprawdę eufemistyczne określenie w tej niekomfortowej sytuacji, która spotyka mnie regularnie, gdy tylko wieczorem na „pięć minut” przyłożę głowę do poduszki. Ale wróćmy do czwartej w nocy, przez poetę (śpiewanego:) zwanej również „czwartą nad ranem”.

IMGP4435 IMGP4439

W łazience przywitało mnie spojrzenie misia pandy z tuszem obklejającym worki pod oczami, a nie rzęsy. Spojrzenie bardzo zamglone, bardzo żałosne. Jako że lubię przekuwać porażki w sukces uznałam, że wreszcie mam czas na długą samotną kąpiel, a w czasie kąpieli przypomniały się wszelkie wydarzenia tamtego dnia. Zwyczajne, jak to u nas. Prozaiczne. Bez wielkich fajerwerków i innych ozdobników.

Otóż postanowiliśmy spędzić czas rodzinnie poza domem. Troje małych dzieci to nie bułka z masłem, to nie rurki z kremem, ale my jesteśmy uparci, chcemy sobie udowodnić, że da się. A przy okazji przypałętała się ta refleksja sprzedawana czasem przez nieco bardziej ogarniętych rodziców, że z dziećmi można wszystko. Można brylować po galeriach, zwiedzać zabytki i muzea, wspinać się po górach, podróżować po tropikach, chodzić po lokalach.

Tak, z dziećmi z pewnością można wszystko – uśmiechnęłam się cierpko do lustra – pod warunkiem, że są w dobrym humorze.

Pod warunkiem, że masz wystarczającą liczbę dorosłych w podorędziu.. By w razie czego każdy dorosły mógł nieść jednego małoletniego, wrzeszczącego delikwenta. W przeciwnym razie z dziećmi wcale nie można wszystkiego.

IMGP4440

Znam przykłady wielce inspirujących rodziców, chociaż w tym wypadku, to raczej powinnam napisać, że wpędzających w kompleksy. Albothowie, znani jako „Rodzina bez granic”, podróżujący z małymi dziewczynkami po dzikich zakamarkach świata, śpiący w namiotach, uczący dzieci od małego elastyczności i tego, że świat jest różnorodny. Albo bardziej swojsko i lokalnie – rodzina Poli z „Odpoczywalni”, jeszcze niedawno wspinająca się po Alpach we Francji, a obecnie przemierzająca Bieszczady z malutkimi dziećmi – takimi w wieku Młodego i Kropki – w plecakach. Albo jeżdżąca z tymi maluchami na długie rowerowe wycieczki. Potrafią to robić!

Wiele razy pisałam o tym, że dzieci nasiąkają stylem życia swoich rodzicieli, przyjmują go za coś naturalnego, przynajmniej te zupełnie małe dzieci.

Ale na przykład u Poli między wierszami, aczkolwiek całkiem szczerze i wyraźnie jest napisane, że z czegoś trzeba zrezygnować. Że da się, ale trzeba dużo analizy sytuacji. Zastanowienia ile te nasze dzieci jeszcze wytrzymają. Czy temperatura jest okej, czy poziom zmęczenia, znudzenia potomstwa pozwoli na dłuższe rozkoszowanie się aurą zwiedzanego miejsca. Czy nie głodni? Dorosły da sobie radę w różnych warunkach, a dzieci są jednak delikatne. Męczą się, marudzą, zasypiają gdzie popadnie. Nic sobie nie robią z naszych napiętych grafików i genialnych pomysłów na wspólne spędzenie czasu.

IMGP4446 IMGP4449

Tego dnia byliśmy w parku, Lolek wierzgał swymi chudymi nogami w gondolce, a starsze dzieci szalały na placu zabaw. Kolejny plan to szybka wizyta w markecie, kupno jedzenia na piknik. Wpadłam do sklepu po hummus, pesto pomidorowe, kilka bagietek z masłem czosnkowym, dwa malinowe pomidory, paczkę kabanosów, butelkę wody i dwa soki pomarańczowe. Z braku laku, to miała być nasza piknikowa kolacja nad jeziorem. Gdy ja z obłędem w oczach ładowałam pospiesznie jedzenie do koszyka, mąż użerał się z dziećmi na parkingu. Trójka dzieci czekająca w aucie na matkę robiącą zakupy to nic wesołego. Płacze jedno, płacze drugie.. a gdy któreś przestaje, wtedy jak na zawołanie zaczyna kolejne. Ale wierzcie mi, wyciąganie ich wszystkich i męża z pojazdu, by kupić kilka składników w Biedrze to naprawdę zły pomysł i godzina straty. W markecie przy kasie były płyty, chwyciłam Janis Joplin, wszak byłam tuż po wypłacie.

Wreszcie wróciłam do auta. Mąż też miał obłęd w oczach. Włączyłam Janis, a tu jak na ironię „Cry baby”. W tle ryczy Kropka, ale nie mamy się jak zatrzymać, więc jedziemy dalej, na piknik. Czy ktoś jeszcze ma ochotę na piknik? Kropka ryczy. Mąż z morderczym wyrazem twarzy wyłącza mi piosenkę. Jedziemy w ciszy. To znaczy prawie. Kropka dalej ryczy.

IMGP4452 IMGP4454 IMGP4457

Jedziemy w nowe miejsce, o którym dowiedzieliśmy się niedawno od moich rodziców. Spokojne, z dala od zgiełku i tłumów plażowiczów. Wreszcie jesteśmy nad jeziorem. Pięknie, szumiące trawy, wielkie przestrzenie, ogromne niebo nad nami. Wychodzę nieśmiało z auta. Jak tu ładnie! Kropka cała zasmarkana. Zmęczona i wyjąca, to ostatnie stadium przed zaśnięciem. Objawia się niemal codziennie półgodzinną histerią, płaczem i negacją wszystkiego. Młody usnął w foteliku i nie da się go dobudzić. Każde z dzieci spocone niemiłosiernie od fotelika, a na zewnątrz jednak wiatr.

Piknik? Jak! Kropka histeryzuje, Młody nie okazuje żadnej reakcji, wiotki, nieprzytomny zupełnie. Lolo jako jedyny z całej trójki trzyma poziom. Rozgląda się po prostu.

Jedziemy do domu. Oznajmia mąż. Wiatr wieje straszny, oni spoceni, nie do końca zdrowi. Nie możemy tu zostać. Jedziemy! Spoglądam tęsknie na jezioro, na łąkę, na przestrzeń i niebo. Posłusznie wsiadam do auta, ale drzwi nie zamykam. Spoglądam ponownie na łąkę. Milczę wymownie. Robię jedno zdjęcie, o właśnie to:

IMGP4462

Piknik zjedliśmy w ogrodzie, wówczas udało się obudzić dzieci śpiące i uspokoić histeryzujące. Było miło, ale żal tej łąki przy pięknej pogodzie, skąpanej w wieczornym złotym świetle. Czasem jednak, gdy ma się małe dzieci trzeba coś odpuścić. A kilka godzin później obudziłam się na łóżku w ciuchach. I poszłam do tej łazienki o 4 rano przeklinając jeszcze paskudniej niż zazwyczaj, myśląc właśnie o nieszczęsnym popołudniu.

Można z nimi wszystko, mówili. Szlag by to trafił!! Nieprawdę mówili!

1

28 comments

  1. Martyna says:

    No właśnie nie można wszystkiego jednak :( ale jeszcze kilka lat i będzie lepiej. Ja pocieszam się często tą wizją;D

    • Agata / Ruby Times says:

      Nie wiem, czy będzie lepiej, będzie inaczej! Z drugiej strony nie chcę za daleko wybiegać myślami do przodu, bo żal trochę że te dzieci rosną.
      Z takich małych pulchnych robią się całkiem spore! Dlatego coraz rzadziej pocieszam się przyszłością i staram żyć tu i teraz :D

  2. kasia od Blizniakow says:

    Mozna mozna wszystko. Pewnie :) Tez pełna zazdrosci ogladam na fejsie foty znajomych chodzących ze maluszkami po górach jeżdżących na dalekie wyprawy itd. A ja… ja z moimi dwuletnimi bliźniakami może się odważę w tym roku pojechać nad morze… może choć na 4 dni ? Pozdrawiamy :)

    • Agata / Ruby Times says:

      Ja też chcę się odważyć na urlop! Priorytetem jest domek (mały, ale wolę to niż pokój hotelowy) i ogrodzenie dookoła. Najlepiej z placem zabaw, który widać z tarasu. I widok ładny, bo i tak zbyt daleko się nie zapędzimy. Taaaak mi się te horyzonty zawęziły :D

  3. Anka says:

    Ojjj tak… znam sytuację :) A przecież my, rodzice tak się staraliśmy!!! :)
    Najlepsze jest jednak to, że dla dzieci nie liczy sie nowe, wspaniałe miejsce, atrakcje czy inne serwowane przez nas wspaniałości. Są równie szczęśliwe w ogrodzie jak i na najpiękniejszej plaży na Helu. Ważne, żeby była przestrzeń do wyzwolenia energii :)))
    BTW – czy to jakaś nieodkryta jeszcze część Pogorii?

    • Agata / Ruby Times says:

      Tak, to Pogoria IV, czyli zbiornik Kuźnica Warężyńska od strony północnej. Fajnie tam :)

  4. lilka says:

    Jako mama trójki jestem zdania, że można wszystko, tylko wiele zależy od talentów organizacyjnych rodziców. Wyjazd gdziekolwiek z trójką maluchów to przedsięwzięcie skrajnie skomplikowane logistycznie. Każdy „spontan” musi być doskonale przygotowany, odpowiednie zaplecze pozwala czerpać radość z każdej wycieczki. Poza tym z czasem nie tylko dzieci rosną, ale przede wszystkim rodzice nabierają doświadczenia i jest coraz fajniej:)
    Pozdrawiam,

    • Agata / Ruby Times says:

      No właśnie – można wszystko, tylko jak czasem skończymy przygotowania do wyjazdu to jesteśmy tak wykończeni, że musimy się z mężem pilnować w aucie, by nie usnąć.. zwłaszcza pasażer musi uważać na kierowcę. Dzieci się w tym czasie wyśpią, amy chodzimy jak te zombie :)

  5. basiaho says:

    Dzięki za ten wpis. Ja zazwyczaj jak mam wybór pojechać gdzieś z dzieciem (na razie sztuk 1) lub nie jechać to zawsze jadę bo nie chcę żałować. Ale fakty są takie, że często jestem bardzo zmęczona bo dziecior gdzieś tam nie śpi jak w domu, na śniadanie trzeba wstać do którejś tam, w ciagu dnia trudniej się zdrzemnąć. Jednocześnie mam poczucie ze ludzie którzy nie jeżdżą ze względu na dzieci są traktowani jak przewrażliwieni i dziwni. Trzeba pisać jak to wygląda :)

    • lilka says:

      To fakt, można wszystko tylko nie zawsze się chce:p
      Moi jak w aucie śpią to jestem przeszczęśliwa, zwykle jednak wybierają naprzemienne wymiotowanie:/

  6. Monia says:

    Mam tylko jednego dwulatka, nie da porownac do trojki. W tym roku zostalismy u dziadkow na wsi. Nic nam nie brakuje i nie musimy wydawac ciezkiej kasy na dalekie wyprawy i niestety jeszcze z nich przyjemnosci takiej nie ma. Trzeba troche odczekac i delektowac sie tym teraz. Za rok moze wybierzemy sie gdzies daleko. Pozdrawiam, wytrwasz i jeszcze skorzystacie z lata, ale jeszcze wytrzymaj. Buziaki. Monia

  7. Magda Z. says:

    Może i jest tak, że z dziećmi można wszystko… ale ci, którzy tak mówią, zapominają dodać: „…tyle, że nie zawsze”.;)
    Zgadzam się z Wami, Dziewczyny, że nasze Dzieci tak naprawdę podczas wczasów z rodzicami nie oczekują pięknych widoków, Bóg wie jakich atrakcji, a już na pewno nie marzą o trwającym wiele godzin zwiedzaniu. Najszczęśliwsze są wtedy, gdy rodzice mają dla nich czas!:) Ale tak naprawdę; wtedy, gdy faktycznie skupiają się na Dzieciach i zabawie z nimi.
    PS. Gdy my z Mężem i naszymi Pociechami wracaliśmy z urlopu (pierwszego, na jaki odważyliśmy się po 5 latach Rodzicielstwa!) i zapytaliśmy Dzieci, co najbardziej Im się podobało, jednym głosem odpowiedziały: basen i plac zabaw!:D

  8. Helen says:

    No szkoda, że musieliście wracać do domu, ale i tak bywa. Najważniejsze, że jest to zdjęcie, ta przypominajka, że trzeba będzie spróbować jeszcze raz. Znam to wszystko, znam jak pewnie każdy rodzic, ale jak to śpiewał Kazik:
    „Więc głowa do góry, gdy dzień wstaje rano
    Od tego są nogi, by łazić na nich
    We dni, czy gorsze, czy lepsze
    Ten jest ostatni, który nie pierwszy”
    Damy radę, jak nie dziś, to następnym razem :) Pozdrawiam wszystkich rodziców, którzy to czytają.

  9. Jeju, jak mnie zestawiłaś z Albothami:):):)

    Przy czym, ja nie wpadam wobec tych wielkich egzotycznych podróży w jakieś kompleksy, bo wiem, że to kwestia wyboru takiego, a nie innego stylu życia. Ja uwielbiam podróżować, nie zależy mi na luksusach, ale lubię też wracać do naszego mieszkania, spać we własnym łóżku, lubię też zwykłe nudne, lubelskie dni, i myślę, że dzieciakom też pasuje taki układ. (no i trzeba też czasem pracować;) )

    I jeszcze, co do tego można wszystko. Można, ale nie trzeba! Nic na siłę, luz i elastyczność. Żadnych napiętych grafików, raczej duża otwartość na możliwości;)
    Nie do przecenienia jest też proporcja ilości rodziców na ilość dzieci. Często się zastanawiam, gdy zgarniamy dwóch denatów z samochodu do domu, jak by to było, gdybyśmy jednak mieli trójkę…;)

    PS. Masz fantazję Agata! Z tą kąpielą z bąbelkami o czwartej rano! :D Szacuneczek:)

  10. Asia says:

    Nie wszystko się da, ale za jeden uśmiech dziecka wszystkiego się chce. W tym roku jedziemy pierwszy raz we czwórkę za granicę na wakacje. Wstyd się przyznać, ale nigdy nie byliśmy na takich wakacjach we dwoje. Dzieci mobilizują mnie do spełniania własnych marzeń.

  11. uśmiałam się, bo mnie też zdarza się zasnąć w opakowaniu i też tego nie znoszę :) choć odkąd mamy drugie dziecko to zdecydowanie rzadziej, bo właśnie żal mi tego straconego wieczoru.
    z dziećmi można prawie wszystko, ale chyba szaleństwem byłoby myślenie, że nic się nie zmieni, gdy na świecie pojawią się maluchy. lepiej od razu oszczędzić sobie frustracji :) w zeszłym roku postanowiłyśmy z siostrą wyrwać się na kilka dni nad jezioro. Ona z sześciomiesięcznym brzdącem, ja z czterolatką i dziewięciomiesięcznym synkiem. Tylko jedno słowo – PORAŻKA! :D Zabrakło co najmniej jednej pary rąk do pomocy :) Także z dziećmi można zdecydowanie p r a w i e wszystko :)

  12. Zuzi Clowes says:

    Kurczę no, nie wszystko można z dziećmi. Nawet z jednym nie wszystko można, psia kość! Ale… można dużo. Zależy też od podejścia rodziców i przyzwyczajeń dziecka. Ciężko wymagać od domatorów z rutyną radości z wyjść czy wyjazdów. Moje podwójne rodzicielstwo od miesiąca jest znacznie inne niż pojedycze, a jednak ciągle mam poczucie że dużo się da (choć bywa orka na ugorze, ale umówmy się, w domu też bywa ;)

  13. Ola says:

    A ja myślę, że jednak nie wszystko się da z dzieckiem. Dzieci mają inny tryb życia. Jak się bawią to na całego, jak są głodne to tu i teraz, a jak są zmęczone to uciekaj gdzie pieprz rośnie! Trzeba pamiętać że przy dziecku planowanie czegokolwiek to praktycznie strata czasu. Ja mam wrażenie że dziecko często jakoś wyczuwa co planują rodzice i na przekór wszystkiemu akurat chce spać, albo akurat właśnie nie chce spać jak potrzeba. Trzeba się nauczyć być elastycznym. Trudne to.

  14. kluscka says:

    A mnie rozbawiła koleżanka. Pytam: Jolu czy spałaś kiedyś w ciuchach ze zmęczenia. Jola: -Pytasz ile dni pod rząd czy w ogóle?
    Tak mnie rozbawiła, że za każdym razem jak się budzę „w opakowaniu” to się teraz śmieję.

  15. e-milka says:

    Tak wlasnie jest. Ostatnio w Poznaniu: Duza na urodzinkach, a wiec „quality time” z Mlodym. Pieknie bedzie – teatrzyk, Stare Zoo i na koncu moze nawet na obiad skoczymy, nareszcie sami, moj syn i ja. Teatrzyk zaliczony, ale synek jako pierwszy szukal bucikow, bo wcale nie chcial wszystkimi zmyslami odczuc atmosfery teatru, choc mial ku temu niepowtarzalna okazje. W drodze do Zoo napatoczyl sie plac zabaw, zadna rewelacja, ale coz. Pietnascie minut pozniej, z rozbitym kolanem i zaplakanym juniorem (notabene, on jest z tych chlopakow, co nie placza, czyba, ze jak u Ciebie zmeczenie szuka pretekstu do ujscia) szukalam kiosku z biletami (gdzie sie podzialy kioski Ruchu, komu to przeszkadzalo?) i nawet tego fajnego nowego tramwaju juz nie doczekal, bo zasnal. Ale czemu ja sie dziwie jeszcze, szczegolnie przy drugim? Zadne tam lazenie po Alpach, przeobrazilismy sie kilka lat temu w turystow „All inclusive”, a z plywania z delfinami pamietam tylko, ze balam sie, zeby mi nie wypadl na tym cholernym chybotliwym jachcie, podczas gdy starsza bala sie jedzacych z reki ryb. „Czas nas uczy pokory, tak od lat…”

  16. wAga says:

    Od połowy maja jestem debiutującą mamą. Ostatnio koleżanka (mama rozbrykanej dwójki piciech) zapytala mnie: I co,czujesz się już jak matka?
    Ja: Czuję się raczej jak styrany wołek…
    Ona z uśmiechem na twarzy: No,czyli jak matka!! :):):)
    pozdrawiam i duuuużo zapasów energii życzę! Żeby starczyło na takie kąpiele i chwile dla siebie. Choćby o 4 nad ranem…
    P.s. czy 6 rano to nie idealna pora żeby nadrobić zaległości,odwiedzić parę obserwowanych blogów i zostawić po raz pierwszy komentarz pod jednym z wpisów?? ;)

  17. Karolina says:

    Mysle ze z dziecmi wszystko sie da. Choc bywaja takie dni ze nie da sie nic…mam dwie kilkuletnie dziewczynki i nauczylam sie ze jesli chce jeszcze kiedys spac to one musza byc samodzielne, tego je ucze z roznym skutkiem. Oczekujemy teraz naszej 3 ciej krolewny i to dopiero bedzie bal :-) ale drogie panie – jak nie my to kto ??

  18. Sabina says:

    O matko jaka to prawda. …? nie majac dzieci wyobrazalam sobie jak to bedzie codownie z dzieciakami piknikowac…zwiedzac….chodzic na zakupy itd….a kupa…..czekam az podrosna na tyle ze nie beda uciekac w 2 rozne strony??( mam chlopca i dziewczynke)

Pozostaw odpowiedź Agata / Ruby Times Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.