Czy jesteś wytrawnym party – plannerem? Relacja z urodzin Młodego

Matka – a zwłaszcza klasyczna, nieskazitelna matka z blogosfery (muszę użyć tego słowa, choć nie lubię) „parentingowej” – powinna mieć te całe urodziny pohytane już na długo zanim zabrzmi gromkie „Sto lat!”. W terminarzu, który specjalnie kupiła na tę okazję jeszcze w czasie styczniowych wyprzedaży (najlepiej z tematycznym wzorem – jakimś balonikiem, albo innym tortem) zapisywać wszystkie swoje przemyślenia urodzinowe. Planować z wyprzedzeniem. Zarządzać czasem i ludźmi. Nade wszystko nic nie zostawiać w szponach przypadku i pośpiechu. Sprawdź, czy Ty też jesteś idealną organizatorką przyjęć!

Przed urodzinami swego dziecka matka – blogerka powinna:

1. Od kilku miesięcy przeglądać „urodzinowe inspiracje” wnętrzarskie na Pintereście, robiąc na ten temat piękne wpisy na blogu.

2. Znać całą ofertę sklepów z prezentami dla odpowiedniej kategorii wiekowej, regularnie zapychać nimi zakładki swojego komputera. Nie omieszkać podzielić się tą wiedzą z Czytelnikami.  Tydzień przed wydarzeniem zamieścić wpis o tym jak kreatywnie opakować prezent. I przede wszystkim. Mieć prezent dla dziecka.

3. Wybrać tematykę imprezy lub kolory, które jej będą towarzyszyły. Zakupić gadżety, balony, kapelusiki, ozdoby do drinków i całą masę innego ustrojstwa w tych kolorach. Ewentualnie zrobić dekoracje samodzielnie (i aż się prosi o kolejny urodzinowy DIY wpis na ten temat).

4. Zamówić spersonalizowane zaproszenia – obowiązkowo w kolorach imprezy. Zorganizować małe upominki dla gości – może niewielkie fotoksiążki (właśnie – fotoksiążki! Trzeba zamówić taką z ostatnim rokiem życia dziecka – bez tego przyjęcie nie może się odbyć). No i może jeszcze… yyy… zrobić coś o czym my zupełnie zapomnieliśmy: zaprosić gości.

5. Już trzy tygodnie przed przyjęciem zawzięcie dyskutować na fan page’u na temat odpowiednich przekąsek i idealnego tortu dla dziecka. Przyszykować małe buteleczki na soki, koszyczki na popcorn, hipsterskie słoiczki na smothies’y, stylowe podstawki na cupcake’i. I papierowe flagi. Dużo flag.

Już nie pamiętam co robiłam na miesiąc przed imprezą. Dwa tygodnie przed to chyba bawiłam się na koncercie. Trzy dni przed postanowiłam posprzątać dom, ale zapał mi minął po kilku godzinach i poszłam na rower. Na rower! I to bez rodziny! Zamiast organizować przyjęcie dla dziecka i przeglądać strony z przepisami – zła matka, w piekle się będę smażyć!

Dzień przed imprezą wreszcie zrobiliśmy listę zakupów i wstępne menu. Goście – najbliższa rodzina – grillowali w ogrodzie, gdy ja piekłam dwukolorowy tort z truskawkami i masą sernikową i czekoladowe babeczki. Tartę z truskawkami i rabarbarem pod bezową pianką wymyśliłam w ostatniej chwili, bo jakoś łyso na tym stole by było. Ogólnie truskawki, jak co roku, zdominowały przyjęcie naszego synka. Urodził się akurat w czerwcu, więc będzie na te truskawkowe torty skazany przez całe życie! Do picia był staromodny kompot. Tak: z truskawek i rabarbaru.

Tym razem nie było potrzeby tworzenia tęczowych galaretek i baterii z uroczych soczków z nalepkami, bo.. nie zaprosiliśmy dzieciaków. No cóż. Młody dopiero za rok będzie miał wpływową grupę rówieśniczą, trzeba będzie zapraszać kumpli z przedszkola i kombinować nad ciekawymi przekąskami. W tym roku towarzystwo ukochanych Dziadków, czeko-muffiny i tort zupełnie wystarczyły mu do szczęścia. Dekoracje zostały z poprzednich lat i zupełnie mi to nie przeszkadza, kilka dni przez przyjęciem kupiliśmy tylko baloniki. Czasem zastanawiam się co te wszystkie idealne mamy robią z użytymi raz ozdobami, bo przecież za rok już nie będą pasowały kolorystycznie do stylówki. Idzie taka PPD na śmietnik i idealnie wywala ten cały plastik do kontenera, po czym wyciera pro-ekologiczne ręce. Hmm.. To ta presja gwiazdy filmowej już widzianej w tej sukience – dylemat – założyć ponownie, czy nie?

A, i jeszcze były prezenty. Też nie bardzo przemyślane. Jakieś puzzle, kredki pastelowe, najprostsza drewniana kolejka z Ikei. W błękitnej torbie z wielkim napisem „Douglas”, bo przecież liczą się szczegóły.

IMGP8166 IMGP8167 IMGP8149 IMGP8146 IMGP8142 IMGP8169 IMGP8172 IMGP8178 IMGP8179 IMGP8180 IMGP8185 IMGP8186 IMGP8190 IMGP8217 IMGP8221 IMGP8276 IMGP8223 IMGP8240 IMGP8261 IMGP8271 IMGP8290 IMGP8291 IMGP8292 IMGP8304 IMGP8305

I fajnie było. Z ludźmi, których kochamy, bez spiny jakiejś, bez planowania. Na koniec imprezy wpadł jeden kumpel Młodego – przyjechał z rodziną idealnie i w naszym stylu. Bez wcześniejszych ustaleń, spontanicznie, by się zobaczyć i uściskać. A dzieci, sukcesywnie brudniejące z każdą godziną, w końcu zafundowały nam apogeum przyjęcia, zamieniając piaskownicę w woodstockowe błoto i basen podarowany przez Dziadków wypełniając piaskową mazią.

Hell yeah! To jest właśnie nasz styl imprezowania!

logo

7 comments

  1. panna0ceanna says:

    ja zaś jestem typem który uwielbiam organizowanie takich imprez. Zbliża się impreza urodzinowa chrześnicy Arka i już rozmyślam nad toretem jaki zobowiązałam się zrobić… za trzy miesiące urodziny Antka, a mi w głowie świta motyw imprezy, menu i inne bajery ;) no tak mam! ;) może kiedyś mi to minie, choć lubię to…
    A u Was na stole, pięknie, kolorowo i z klasą. Zgłodniałam przez Ciebie! ;)

    • Ruby Soho says:

      Aaa, mam Cię!
      ja bym może lubiła takie organizowanie, bo efekty są często przepiękne. Ale jak już mam wybrać na co poświęcić czas, to.. zwykle jednak wybieram coś innego :)

  2. A to chyba się wpisujemy idealnie w Wasz styl organizowania przyjęć;)
    Na urodzinach naszego synka była jedna ciocia;) Nie mieliśmy nawet marnych balonów do dekoracji, a prezent od nas biedne dziecko dostało z kilkudniowym opóźnieniem, bo nie spostrzegliśmy się że przesyłka idzie z dalekich krajów. Ale i tak był najszczęśliwszy na świecie, bo był TOJT OGJOOOMNY i OKJĄGŁY! I dmuchanie świeczek, jakieś dwadzieścia razy:D

    Wszystkiego najlepszego dla Młodego!

  3. No.2 says:

    Chociaż oficjalnie to nie mój styl planowania, bo wiadomo, sama mówię o sobie Monica Geller, to często się nim staje z … w zasadzie wyboru? Przy roczku Poli miotałam się między fetą na 100 osób, a całkowitą rezygnacją z imprezy. Ostatecznie przyjęcie dla dużej rodziny zorganizowało się samo w dwa dni. Nie było dekoracji zamawianych, tylko te drukowane z szablonów. Przyjęcie dziecięce będzie faktycznie wtedy, kiedy pojawią się dzieci, co to będą je pamiętać i przeżywać. Pochwalam świętowanie na luzie, bo całym tym planowaniu najważniejsza jest buzia jubilata i uśmiech rodziny, a o tym zazwyczaj się zapomina. Dokładny party planning kończy się zazwyczaj smętnymi nosami i ogólnym, domowym wkurwem, czego nie polecam. Bardzo fajny dzień miał Wasz chłopczyk!

  4. Zuzi says:

    AHhahahha, ależ się rozbawiłam tym wpisem! Brzmi jak przyjęcie w moim stylu. Tylko wygląda ładniej, bo Ty przynajmniej zdjęcia robisz piękne :D

  5. tynka says:

    o nie!! wyrodna matko! zła matko!
    Jakież te punkty „dobrej, zorganizowanej party-plannerki” rygorystyczne! Zupełnie nie dla mnie…
    Spontan…dzień, czasem dwa dni przed (bo czasem lubię podłubać przy dekoracjach czy podziękowaniach-karteczkach…czy nieco wcześniej przy samych zaproszeniach…ale nie ;) czekaj…zaproszenia były tylko na chrzest i na ROCZKI :) ) planować nie potrafię ;) ale za to głowa pęka zwykle od pomysłów ;) i tak czasami sobie myślę, że by je wszystkie zrealizować, trzeba będzie o trzecim maluchu kiedyś pomyśleć ;)
    Twoja sukienka CUDOWNA!!! Jej…jakby mnie tak o połowę mniej było to bym w takich śmigała! haha
    Błotny basen…to jest to…dzieciaki wiedzą jak rozkręcić imprezę!
    POZDRAWIAM

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.