Śląskie - miejsca

Co ma Pogoria?

Są takie miejsca, które można zaliczyć do elementów naszego stylu życia. Działają jako odskocznia od codzienności i antidotum na stresy powszednie. Zawsze je mieliśmy – wyłuskiwaliśmy bezbłędnie z krajobrazu zamieszkiwanych miast i miasteczek, anektowaliśmy, oswajaliśmy i po pewnym czasie zaczynaliśmy się w nich czuć jak u siebie.

Kamieniołomy z widokiem na krakowską starówkę, do których chodziliśmy w trójkę – z mym obecnym mężem i butelką rumu. Irlandzkie wzgórza za miastem, po których wędrowaliśmy po ciężkim korpo-tygodniu, gdy tylko zdarzyła się jakaś słoneczna anomalia pogodowa.

Przez te wszystkie lata wśród „naszych” miejsc przewinęło się też kilka zamkowych ruin, parków i wzgórz. Gdy zamieszkaliśmy z powrotem w Polsce jasne było, że musimy sobie znaleźć nowe ulubione strefy relaksu, tym razem już trochę inne, bardziej rodzinne, bo przecież z modelu „1+1” przeistoczyliśmy się w „2+2”. I mimo że mamy kilka takich stref, to jedna z nich zdecydowanie wygrywa, gdy pada pytanie „dokąd dzisiaj jedziemy?”. Wtedy zazwyczaj..

Jedziemy na Pogorię!

Kilka zbiorników wodnych, położonych nieopodal Dąbrowy Górniczej, malownicza okolica na wskroś przesiątknięta atmosferą wakacji. Nawet jeśli terminy gonią, lodówka świeci pustkami, a w domu panuje – mówiąc delikatnie – rozgardiasz, zostawiamy wszystko za sobą i jedziemy zrelaksować się i odpocząć nad zalewem. Co takiego ma w sobie Pogoria, że właśnie tam najczęściej spędzamy wolne chwile?

IMGP0434

1. Infrastruktura / plaża / molo

Jakieś dwa lata temu siedziałam na względnie szerokiej, piaszczystej plaży nad jeziorem Pogoria III w towarzystwie koleżanek z Irlandii. Przyjechały akurat z Dublina, wynajęły auto i planowały zwiedzić nasz kraj począwszy od Krakowa, aż po Open’er na Pomorzu, po drodze wpadły do mnie w gości i siedząc na tej plaży zastanawiały się dlaczego Pogorii nie ma w ich przewodniku.

Były bardzo zaskoczone, gdy wytłumaczyłam im, że nowe ławeczki, zadbane alejki, drewniane molo, że cała tzw. „mała architektura” jest zrobiona na potrzeby mieszkańców okolicznych miast.

Że nikt tu nie przyjeżdża na wakacje, nikt nie wynajmuje pokojów w hotelu (ba, nawet nie ma hotelu!) – ot, takie miejsce rekreacji dla lokalsów. Patrząc z dalszej perspektywy, to faktycznie, jak na okolicę wypoczynkową dla autochtonów Pogoria daję radę – to świetne miejsce, by zabrać przyjezdnych, by pokazać jak u nas jest fajnie.

fot (2) fot (61) fot (82) IMGP9003 IMGP9006 IMGP9010 IMGP9012

2. Plac zabaw „statek” i siłownia na świeżym powietrzu.

„Statek pijacki” – mówi Młody, ale dobrze wiedzieć, że on jeszcze nie wymawia „r”. Niedawno na przeciwko molo przy Pogorii 3 powstał nowy plac zabaw,  a na nim okręt z rurami do zjeżdżania, ścianki do wspinaczki i cała masa innych atrakcji. Podczas gdy dzieciaki zjeżdżają po ślizgach z widokiem na jezioro, dorośli mogą robić rzeźbę w plenerowej siłowni. Do dyspozycji są orbitreki, steppery, ławeczki do wyciskania, etc. Plac znajduje się tuż przy parkingu, na szczęście jest w całości ogrodzony, co nie jest bez znaczenia, zwłaszcza gdy akurat masz dzieci w wieku uciekającym (my właśnie takie mamy).

fot (14) fot (18) fot (20) fot (22) fot (31) fot (32) fot (33) fot (37)

Nasze dzieci wyżywają się na placu zabaw, a my już zerkamy za płot. Uwaga, uwaga – przyjrzyjcie się dokładnie powyższemu zdjęciu – ta wielka czerwona strzałka powinna bezproblemowo doprowadzić na miejsce i Was.

3. Pyszna kawa z Cafemobil.

Czarny Peugot Partner to w pełni wyposażona mobilna kawiarnia, do której obowiązkowo wpadamy po najlepszą porcję kofeiny w promieniu wielu kilometrów. To jedyne miejsce na Pogo, gdzie obsłużą nas prawdziwi bariści, a nie ludzie, którzy potrafią tylko nacisnąć jeden guzik w automatycznym ekspresie. Przy sprzyjających warunkach pogodowych kawiarnia funkcjonuje przez cały rok i nawet podczas styczniowych chłodów znajdziemy tu grupki ludzi, rozgrzewających się przy aromatycznych kubkach z kawą. Przyciąga przede wszystkim osoby prowadzące aktywny tryb życia, zresztą niemal zawsze zastawiona jest kilkoma rowerami.

Ostatnio szłam sobie z wózkiem wokół jeziora, gdy pozdrowiła mnie jakaś para. „My się znamy?” – zapytałam, bo niby kojarzę, ale zupełnie nie pamiętam skąd. „Zagadaliśmy się kiedyś w kolejce po kawę” – odpowiedziała dziewczyna z uśmiechem.

Bo w tej kolejce dość często jest fajna atmosfera. Tworzy się mała społeczność, która z każdym rokiem przestaje być tylko grupką anonimowych klientów konsumujących kawę. W Starbucks’ie możesz dostać kubek z Twoim imieniem, tutaj zamiast tego otrzymujesz staromodne relacje międzyludzkie.. i piękny widok na jezioro. Nie bez znaczenia jest też miła świadomość, że kupujesz od niezależnego sprzedawcy, a ostatnio coraz bardziej zwracam na to uwagę (będzie o tym wpis).

Cafemobil znajdziecie na Facebook’u – warto lajknąć, organizują konkursy, a także informują w razie nieobecności (jak sama nazwa wskazuje kawiarnia jest „mobilna”), co pozwala uniknąć rozczarowania i impulsywnego szukania kawowych substytutów.

fot (40) fot (42) fot (43) fot (44) fot (46) fot (47) fot (49) fot (54) fot (55)

Od pewnego czasu Młody również naciska, byśmy chodzili na kawę. Dostaje tam łapówki.

4. Czas na jedzenie!

Ten akapit pisany jest trochę na wyrost. Wprawdzie nad zalewem działa mała gastronomia, ale mam nadzieję, że najlepsze czasy ma jeszcze przed sobą. Póki co króluje ten sam fast – food, co 10 – 20 lat temu. Przydałby się jakiś powiew świeżości – wszak w dzisiejszych czasach nie jest już ekstrawagancją zaserwowanie ludziom zdrowych burgerów, street-food’u z różnych stron świata, może lemoniady własnej produkcji, albo domowych wypieków? Możliwości jest wiele. Można zainspirować się food-truck’ami z Katowic i zrozumieć, że sezonowe i mobilne nie musi oznaczać kiepskiej jakości. Póki co pojawiły się smaczne panini, otwiera się jakiś nowy beach bar z leżakami. Coś się powoli zaczyna dziać.

Alternatywą dla lokalnej gastronomii jest własny piknik. Tereny nad jeziorem idealnie nadają się do piknikowania, więc czasem jedziemy tam, zamiast jeść posiłek w domu.

Ostatnio zdałam sobie sprawę, że nasze plenery żywieniowe w tym miejscu mają dłuższą historię niż blog, zresztą pisałam o nich nie raz (np. tutaj). Proste, niebrudzące jedzenie – marchew w słupkach, ogórki, oliwki, kabanosy, bagietki lub zapiekane kanapki, czasem jakiś hummus, czy inne pesto i już – rozkładamy przenośną jadalnię i nasz fantomiczny stół. I już jemy rodzinne śniadanie/obiad lub kolację.

fot (4) fot (6) fot (7) fot (8) fot (5) fot (10) fot (9) fot (12)

5. Aktywny wypoczynek.

Byliśmy już na plaży i na kawie, zjedliśmy też co nieco, czas więc zobaczyć co znajduje się dalej, wzdłuż linii brzegowej. Do odkrywania uroków miejsca idealnie nadaje się rower. Wymówka, że moje dwukołowce skończyły marnie (jeden ukradziony, drugi na złomowisku) zupełnie tutaj nie zadziała, bo tuż obok parkingu (tego na przeciwko molo) znajduje się wypożyczalnia, gdzie za kilka złociszy można wypożyczyć sobie rower na godzinę. Cała dniówka kosztuje 25 złotych, więc nie jest to majątek. Rowery nie są najnowsze, ale solidne i serwisowane na bieżąco. Niedawno wybrałam się na rowerową wycieczkę w towarzystwie znanej Wam już Rudej. Dojechałyśmy z P3 prawie do Wojkowic Kościelnych, a potem musiałyśmy wracać – był wieczór, czas zameldować się w domu.

Kiedyś dużo jeździłam na rowerze, obecnie mój tryb życia jest bardziej „nosząco – odkurzający” niż aktywny.

Muszę jednak przyznać, że jazda wokół zbiorników jest lekka i przyjemna – trasa biegnie po płaskim terenie, niemal cały czas po asfalcie, a widoki są niezrównane. Nabrałam chęci na kolejne, dłuższe wyjazdy, zwłaszcza że okolica obfituje w ścieżki rowerowe, którymi można dotrzeć nawet do odległych miast.

IMGP7935 IMGP7940 IMGP7952 IMGP7972 IMGP7979 IMGP7976 fot (89)

W gorące dni na plaży króluje rewia bikini, są tłumy i jednorazowe grille. Wtedy my idziemy na spacer tam, gdzie gwar jest trochę mniejszy, a drzewa dają upragniony cień. Trasa wzdłuż jeziora jest – jak wspominałam wyżej – asfaltowa, więc idealnie nadaje się dla wózkowców. Jeśli dzieciaki są w dobrym humorze można objechać całą P3 dookoła – to tylko 7 kilometrów. Nam zdarza się to jednak dość rzadko, bo stado zazwyczaj się rozłazi, a Młody, gdy akurat nie je lodów, to najchętniej siedziałby w takim helikopterze, co lata po wrzuceniu dwuzłotówki.

To jeszcze nie wszystko!

Na Pogorii działa Centrum Sportów Wodnych i Letnich – są boiska, jest możliwość wypożyczenia łódek, kajaków i rowerków wodnych. Gdy od głównego parkingu pójdziemy „w głąb lądu” dotrzemy do Parku Zielona, w którym – poza obszarem z fontanną i alejkami – panuje przyjemny, leśny klimat.

„Dywersyfikacja” to słowo klucz. To, że jadąc w jedno miejsce możemy zadecydować jak dzisiaj spędzimy tam czas, bo możliwości jest wiele. Właśnie dlatego najczęściej gdy wsiadamy do auta i nie wiemy dokąd pojechać po prostu obieramy azymut na Pogorię.

fot (91) fot (95) fot (97) fot (98) fot (111) fot (112) fot (113) fot (114)

logo

poprzedni wpis następny wpis

Przeczytaj koniecznie

34 komentarze

  • Reply panna0ceanna 15/06/2015 at 14:49

    o tak! Nasza Pogoria to cudo! Jak ja się cieszę, że ją mamy.. Można poleżeć, pobiegać, pojeździć na rolkAch, popływać, pójść na spacer, napić się pysznej kawuni. Kocham to! ;D

    • Reply Ruby Soho 15/06/2015 at 14:54

      Dokładnie tak:)
      A jeszcze nigdy się tam nie spotkałyśmy!

      • Reply Zuzi 15/06/2015 at 22:45

        Jak nie jak tak?:>

        • Reply Ruby Soho 16/06/2015 at 00:00

          No w sumie raz się chyba widziałyśmy :) Przelotem!

  • Reply Matko Zabawko 15/06/2015 at 16:00

    Nazwa taka jak z południa Europy :) a to piękne miejsce w Polsce.

    • Reply Ruby Soho 15/06/2015 at 16:30

      Los Pogorios :)

      • Reply radoSHE 15/06/2015 at 22:53

        Mi się nazwa zawsze kojarzyła z chorwacką Podgorą :)

  • Reply Daria 15/06/2015 at 21:45

    Zanim urodziła się Julka jeździliśmy na pogorie po namiot. W tym roku może wybierzemy się z Julka.

    • Reply Ruby Soho 15/06/2015 at 22:53

      Koniecznie! A skąd jesteście?

  • Reply Zuzi 15/06/2015 at 22:46

    Dzięki Tobie poznałam to miejsce. Jest rzeczywiście wspaniałe. I kawa od Pana Samochodzika <3

    • Reply Ruby Soho 15/06/2015 at 22:53

      Prawda? :)

      • Reply No.2 15/06/2015 at 23:51

        I moje nieudolne próby dotarcia tam – every time ;)

        • Reply Ruby Soho 16/06/2015 at 00:01

          Olga, a ty wiesz, że to był ostatni raz jak się widziałyśmy? Szok!

          • No.2 16/06/2015 at 16:38

            To trzeba zmienić!

  • Reply radoSHE 15/06/2015 at 22:57

    Rewelacja! Przyznam, że miałam o tym miejscu wyrobione zupełnie błędne zdanie w myśl zasady „nie znam się to się wypowiem”. Być może dlatego, że na obrzeżach naszego miasta też jest podobne kąpielisko…i jest po prostu strasznie. Pogoria, to dzięki Tobie, mój punkt obowiązkowy do zobaczenia, jak tylko będziemy na miejscu.

    • Reply Ruby Soho 15/06/2015 at 23:03

      A będziesz niedługo, więc wsiadamy w Strzałę Południa i jedziemy!

  • Reply Agata Białas 15/06/2015 at 23:19

    Jestem na Twoim zdjęciu. robionym w sobotę wieczorem. Stoję w wodzie w pomarańczowych gaciach. Jest ze mną mój najmłodszy synek. Świat jest mały :-)

    • Reply Ruby Soho 15/06/2015 at 23:53

      Haha! Naprawdę? Masz rację – akurat to zdjęcie jest zrobione w sobotę wieczorem :):)
      Pozdrawiam serdecznie!

  • Reply Agata Białas 16/06/2015 at 00:05

    Haha, no mam rację ;-) Jak wejdziesz na moje fb to na potwierdzenie można zobaczyć moje foty z soboty, i moje charakterystyczne gacie, włosy i dziecko ;-)
    https://www.facebook.com/photo.php?fbid=847956698632390&set=pcb.847956811965712&type=1&theater
    https://www.facebook.com/profile.php?id=100008397516060

    • Reply Ruby Soho 16/06/2015 at 01:18

      Rzeczywiście :) Co za zbieg okoliczności, zwłaszcza że tekst i zdjęcia były już od dawna gotowe, a te ostatnie tylko zrobione w sobotę. W takim razie.. witam na blogu – i to od razu w podwójnej roli – czytelniczki i modelki :)

  • Reply Agata Białas 16/06/2015 at 07:35

    Się polecam ;-) i również zapraszam :-)

  • Reply Winnicki 16/06/2015 at 11:31

    Nie nieopodal Dąbrowy Górniczej ale W Dąbrowie Górniczej… ;-) No i oprócz tej opisanej są jeszcze trzy inne, mniej popularne bo bardziej dzikie…

    • Reply Ruby Soho 16/06/2015 at 12:13

      Pisząc „Pogoria” mam na myśli wszystkie cztery zbiorniki, chociaż najlepiej znam nr 3 i 4.
      Teoretycznie masz rację, bo wszystkie zalewy są w granicach D.G. Jednak wjeżdżając na Pogo np. od ‚wiejskiej’ strony na przykład Wojkowic Kościelnych czy Ratanic zupełnie się w Dąbrowie Górniczej nie czuję. No ale tak, znak mówiący że jesteśmy w mieście stoi :)

  • Reply Agata Białas 16/06/2015 at 13:01

    Ja tam widzę zdjęcia z P2 :-)

    • Reply Ruby Soho 16/06/2015 at 13:07

      Serio? Bo P2 akurat nie ma – jest P 4 (i P3 :)

  • Reply Adam 16/06/2015 at 18:14

    Ciekawy artykuł.
    Przy opisywaniu bazy gastronomicznej można było się przejść po obecnych na Pogorii punktach i dokładniej przyjrzeć się tematowi.
    Cafe Mobil to nie jedne miejsce gdzie można dostać dobrą kawę nie z „automatu”. Pachnie troszeczkę artykułem sponsorowanym.
    Pozdrawiam.

    • Reply Ruby Soho 17/06/2015 at 01:47

      Oczywiście chętnie się przyjrzę innym punktom, zresztą przyglądam się od jakiegoś czasu:) Póki co niemal zawsze, gdy zdarzyło mi się pić kawę na Pogo gdzieś indziej.. proszę wybaczyć, ale była paskudna. Oczywiście specyfika bloga jest taka, że przedstawiam na nim swoją subiektywną opinię. Pańska może się różnić.
      Wpisy sponsorowane piszę od czasu do czasu i dostaję za nie normalną gratyfikację finansową, myślę że wykraczającą poza możliwości punktów usługowych z P3. W górnym menu jest zakładka poświęcona takim tekstom – wszystkie są dokładnie oznaczone jako „współpraca”. Kryptoreklamą się nie zajmuję – ale jeśli mam na to ochotę to piszę o pozytywnych zjawiskach, fajnych lokalnych biznesach. Po prostu – bo lubię :):)
      Pozdrawiam również

  • Reply Agata Białas 21/06/2015 at 00:52

    Tak mi się zdawało. Jest kilka zdjęć, takich w trzcinach. Byłam przekonana, że to P2. Ale faktycznie, idąc/jadąc (w moim przypadku) dołem P3, również są te trzciny ;-)

  • Reply Paula 23/06/2015 at 21:19

    Nie lubię tłumów ludzi i rozkrzyczanych dzieci, dlatego nie jeżdżę na Pogorię, chociaż mam blisko. Byłam tam parę razy, ale to zdecydowanie nie dla mnie.

    • Reply Ruby Soho 23/06/2015 at 22:06

      Też nie lubię tłumów, co do rozkrzyczanych dzieci.. to różnie z tym bywa – odkąd mam własne, muszę znosić krzyki czy mi się podoba czy nie ;)
      Najchętniej bywamy na Pogorii poza sezonem i w tygodniu. Gdy tylko nie ma szkolnych wakacji (lipiec – sierpień) a jest ciepły dzień, zdarza się, że plażę mamy tylko dla siebie – tak jak to widać na niektórych zdjęciach pod tym tekstem.

  • Reply Żaneta 26/06/2015 at 23:29

    Pogoria jest świetna, tylko nie w sezonie ;P bo wtedy nawet nie ma gdzie palca wbić ;P pare lat do tyłu fajnie było na IV, kiedy mało ludzi wiedziało o jej istnieniu i można było spędzić spokojnie czas na piasku mięciutkim i puszystym jak mąka!

    • Reply Ruby Soho 27/06/2015 at 00:24

      To prawda! W sezonie najlepiej przyjechać o 20tej :)

  • Reply Marta 03/07/2016 at 07:17

    Piękna ta wasza Pogoria, wcześniej mi nieznana zupełnie. Aż zazdrość chwyta, że masz blisko takie fajowe miejsce na relaks

  • Reply basiaho 08/07/2016 at 18:28

    Fajny ten lokalny patriotyzm. Ja od niedawna w sosnowcu, pojechalam z dziecięciem na Pogorię – super tam jest! Idealne miejsce na wakacyjny relaks ?

  • Pozostaw odpowiedź Adam Anuluj

    This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.