Ciąża a zakupoholizm

Siedzę w domu. Bo i dokąd pójść w zawieję śnieżną, około 2 tygodnie przed terminem porodu? Płaszcz odmawia dopięcia, buty coraz ciężej założyć samodzielnie, a za kierownicę automobilu się już raczej nie mieszczę. No i na dodatek konto świeci pustkami! Co w takiej sytuacji robi zakupoholiczka w bardzo zaawansowanej ciąży? Oczywiście: wertuje internet. Zakupoholiczka to może za mocne słowo, chociaż chyba trzeba nazywać rzeczy po imieniu.. a ostatnie objawy chorobowe są coraz bardziej niepokojące :)

Finansowe braki powodują, że musiałam sobie znaleźć hobby zastępcze. Od niedawna znajduję niejaką przyjemność w wyszukiwaniu „absolutnie mi niezbędnych” do życia produktów i wrzucaniu ich do wirtualnych koszyków w internetowych sklepach. No i tak „chodzę” sobie po sklepach, oglądam, wybieram, przebieram, zastanawiam się. I ładuję do koszyka jedną rzecz, drugą i trzecią. Potem rozważam która lepsza: czytam opinie użytkowników, przeglądam zdjęcia na blogach, wybrzydzam, kręcę nosem, wykładam niektóre towary z powrotem na wirtualne półki, zastępuję innymi, przeliczam. I znów biję z myślami – co w koszyku zostawić, a co jednak wyrzucić?

Pomyślicie pewnie, że jako wzorowa matka dokonuję wyborów dziecięcych akcesoriów? Fakt, wybieram nianie elektroniczne, kocyki i nowe niekapki i książki dla Młodego. Ale ostatnio szczególnie pochłonęło mnie robienie niby-zakupów dla siebie :). Niby-kupuję więc książki, filmy, muzykę, a także góry kosmetyków i akcesoriów kosmetycznych. Nowe palety z cieniami to przecież niezbędnik matki w połogu – wiecznie zmęczonej zombie, która zazwyczaj nie ma czasu nawet na wizytę w toalecie, o myciu włosów nie wspomniawszy. Więc zamiast jarać się asortymentem wirtualnych drogerii powinnam pewnie oglądać siatkowe gacie i gigantyczne wkładki poporodowe :) Siedzenie w domu naprawdę daje po głowie.. a może to jednak prawda, że w ciąży zmniejsza się mózg?

I tak dobrze, że ogólna obłość cielesna połączona z chwilowym brakiem mobilności motoryzacyjnej powstrzymuje mnie skutecznie od łowów tekstylnych w centrum handlowym. Bo ja uwielbiam łowy tekstylne! A od kilku miesięcy jakoś powstrzymuję się od zakupów, czekam na wiosnę, na spadek kilogramów. Co poza tym? Motywacja do blogowania ostatnio taka sobie.. nie mam weny, siedzę bezmyślnie przed kompem (to ten zmniejszony mózg) kiedy akurat nie jestem zaabsorbowana przez Młodego. Kropka skacze w brzuchu, jutro jedziemy do lekarza (excitement! ruszę z domu w miasto:), cała rodzina na „red alercie”, mężczyźni już mają zakaz spożywania wieczornego piwka tudzież wina lampki.. no i czekamy. Ale wszystko wskazuje na to, że Mała czeka na luty – chyba dziewczę chce, jak reszta naszej podstawowej komórki społecznej, urodzić się w parzystym miesiącu :).

Uff, już niedługo, dam radę :)

21 comments

    • Ruby Soho says:

      jest kilka okolicznych dat, w które Młoda może się wstrzelić: urodziny mojej siostry, moje imieniny, i jeszcze walentynki wchodzą w grę :) Zobaczymy co postanowi;)

    • Zuzi Clowes says:

      Tak, tak, zdecydowanie tak jest! Fizycznie może i się nie zmniejsza, niech mu tam, ale jego działanie na pewno odstaje od tego sprzed ciąży. Mój angielski Towarzysz Mąż mówi na to ‚pregnancy brain’ (no bo jak inaczej wyjaśnić znalezienie telefonu w lodówce?) i ponoć wszyscy Angole tak na to mówią i wszyscy wiedzą o co kaman. U mnie ta przypadłość zdecydowanie występuje też :)

  1. ANNA JASIK says:

    Brzuszek się powiększa,a mózg zmniejsza:)Dasz radę!Ja rodziłam w lipcu (5 lat temu) i był taki skwar,że myślałam,że zejdę w tym szpitalu…:)

    • Ruby Soho says:

      Dam radę :) 2 lata temu rodziłam w czerwcu, upał to najgorsza rzecz.. zwłaszcza na czas połogu, więc bardzo się cieszę że tym razem w zimie :)

  2. anluna says:

    Jejku to już na dniach Kropka będzie z Wami! Teraz to już na pewno mąż musi być stale w pogotowiu.
    Trzymam za Was mocno kciuki! :D
    Co do zakupoholizmu, muszę Cię zmartwić. Przy potomstwu płci żeńskiej zjawisko to rośnie z miesiąca na miesiąc ;)

  3. Zuzi Clowes says:

    ‚Nowe palety z cieniami to przecież niezbędnik matki w połogu – wiecznie zmęczonej zombie, która zazwyczaj nie ma czasu nawet na wizytę w toalecie, o myciu włosów nie wspomniawszy’ – hahaha, uśmiałam się :) Ja staram się być grzeczna i jednak robić zakupy podkłado-porodowe i siatkowo-majtkowe. Z naciskiem na staram się.

  4. joanna a says:

    już mi po głowie chodzą że walentynki ale nie nie tyle nie wytrzymasz jak poszalejesz o i szybciej urodzisz a c odo zakupów ja robię podobnie i wracam do koszyka dnia następnego i stwierdzam że przecież to mi niepotrzebne bez tego też się da żyć i wypakowywuję ale mam za to słabośc do wszelakich materiałwó i tak kupuję i szyję i w domu miejsca brak hahaaa

  5. Pola says:

    oj jak ja Cię rozumiem dobrze:)
    Tylko że u mnie dwa miesiące a nie dwa tygodnie. I marzę już o spodniach i szpilkach;)

    Co do zakupów dzieciowych, chyba czas się tym zająć trochę. Ale osobiście nie mam wielkiego zapału do kupowania smoczków, przewijaków i innych. O tyle dobrze, że tym razem lista zakupów baaaardzo krótka:D

  6. Jej, to już tak niedługo! Normalnie powoli włącza się i u mnie ta ekscytacja i każda Twoja przerwa w pisaniu powoduje, że się zastanawiam, czy Kropka już na świecie! Trzymam kciuki mocno!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.