Podróże

Brussel

Powroty do domu i dzieci po dłuższej nieobecności nie są łatwe. Wszechogarniające matczyne wzruszenia i tęsknoty dość szybko dostają w łeb obuchem rzeczywistości. Po kilkudniowej labie i wysypianiu się do dziewiątej dość długo nie możesz zrozumieć dlaczego są ludzie, którzy budzą Cię przed piątą rano, skoro sen jest podstawowym prawem człowieka.

I dlaczego dywan w pokoju dziecięcym zamienia się nagle w arenę, w starożytne koloseum, na którym uczestnicy walczą zażarcie o jedno, najważniejsze trofeum. O twoją uwagę, o przytulenie, o spojrzenie w oczy. I tak wymieniają się, wspinają, podduszają, ściskają, co jakiś czas zmieniając się, by każde miało chwilę tylko z mamą.

Chociaż nie powiem, nie jestem osobą, która tęskni natychmiast po zamknięciu za sobą drzwi od domu. Wędrując samotnie po Brukseli, a potem po Lille miałam to cudownie komfortowe uczucie, że odpowiadam tylko za siebie. Że idę własnym tempem, zatrzymuję się kiedy chcę, a zdjęcia pstrykam, gdy tylko mam na to ochotę. Cieszyłam się każdą chwilą samotności, by potem stęskniona wpakować się prosto w dziecięce ramionka.

Poniżej garść mroźnych brukselskich fotek (chociaż mój aparat po naprawie mocno niedomaga z ostrością, niestety). Za to belgijskie gofry, marzenie :D.

poprzedni wpis następny wpis

Przeczytaj koniecznie

Brak komentarzy

Napisz, co o tym sądzisz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.