Dziecko, Zabawa

Bistro u Mimi i Kropki. O zabawkach.

Dzieci nie potrzebują zabawek – dojście do tego odkrywczego wniosku zajęło mi jakieś trzy lata obserwacji uczestniczącej. Wszystko dlatego, że reakcje małych ludzi bywają mylące – okazują wielką radość, gdy wpadniemy do domy z gigantycznym pluszakiem, czy pudełkiem klocków, w ich oczach możemy wówczas dostrzec błysk szczęścia, zachwyt.. i dalibyśmy się pokroić, by oglądać ich w takich sytuacjach jak najczęściej.

To pokrótce tłumaczy mechanizm dostarczania przez rodziców nieskończonych ilości podarków – tak naprawdę rodzice kupują dla siebie, bo czują się dzięki temu lepiej.

Obserwuję co się dzieje z zabawkami, gdy już minie pierwszy zachwyt. Zazwyczaj służą do bezładnego rozrzucania po domu, rzadko spełniają przewidzianą przez producenta funkcję, dość szybko kończą zakurzone w jakimś kącie.

IMGP0833 IMGP0834 IMGP0855

Dlatego dawno temu ustaliliśmy, że zabawki kupujemy rzadko. I nigdy spontanicznie.

Ostatnio wybierałam w TK Maxx piżamki dla znajomego niemowlaka. Moje dzieciaki natychmiast rzuciły się na plastikowe ustrojstwo, poczęły grać na pianinkach, przytulać maskotki, przeglądać książeczki. Gdy ruszyłam w stronę kasy, Stwory odłożyły wszystkie zabawki i ruszyły grzecznie za mną. Podobnie było na straganie z drewnianymi cudami, gdzie wybieraliśmy prezent dla znajomego roczniaka. Dzieci wiedziały, że coś kupię, ale nie dla nich – nie miały z tym problemu. Dlaczego? Bo jeszcze nie było precedensu, bo jeszcze nigdy nie było tak, że czegoś żądały i wyszły z tym ze sklepu.

Młody wkrótce pójdzie do przedszkola, gdzie zapewne zostanie zdemoralizowany („Jak to nie rzucasz się na podłogę, gdy w sklepie podoba ci się traktorek?” – zapyta retorycznie najbardziej charyzmatyczny kumpel i już będziemy mieć pozamiatane). Póki co Stwory nie oczekują, że coś dostaną, bo w ogóle rzadko otrzymują prezenty. Gdy nie mam weny, to najwyżej wyciągam jakąś książeczkę z szufladowych zapasów, jak to uczyniłam z okazji pierwszych urodzin Kropki i trzecich urodzin Młodego, a gdy mam pomysł to organizuję im cudowną niespodziankę zupełnie bez okazji.

IMGP0910 IMGP0913 IMGP0914

Nie potrafię się bawić z dziećmi, więc kupuję.

Wielu rodziców tak robi, ja również. Siedzenie na dywanie i układanie klocków potwornie mnie nudzi, do szału doprowadza powtarzalność, gdy dziecko chce odgrywać scenki. Wczoraj Młody polował na „jagulary” (Kubuś Puchatek, te sprawy). Ja się bardzo cieszę, że on ma taaką wyobraźnię i za całą scenerię do zabawy wystarczyły mu dwa akcesoria: puszka po kawie i łopatka kuchenna. Puszka była pułapką na jagulary, a łopatka służyła do odganiania tych groźnych zwierząt. I tak łaził krzycząc nieustannie: „O mamo, pac! Jagular O, psegoniłem go, o pac, mamo, djugi! Zobac, juz go nie ma..” To fajna zabawa jest, ale gwarantuję Wam, że przy piętnastym jagularze również zaczęlibyście cedzić nerwowo przez zęby: „tak, widzę, że to kolejny jagular”.

Niedawno dowiedziałam się czegoś, co spowodowało, że wstałam z dywanu i otrzepałam się z całego poczucia winy.

Otóż dzieci zawsze bawiły się same – głosił artykuł, niestety nie pamiętam źródła. Dzieciaki biegały po okolicy całymi stadami, a starsze wychowywały młodsze. Model, w którym matka siedzi zamknięta z jednym dzieckiem (lub dwójką nawet) w domu i przejmuje rolę bawiącej się i uczącej jednocześnie gromadki pochodzi z lat 60-tych XX wieku. Wówczas dorośli podjęli się bawienia z dziećmi, zaczęli szukać dla nich „rozwojowych”, „kreatywnych” i „wartościowych” zabaw, kwestionując urok i przydatność zwykłego babrania się w błocie, czy mazania patykiem w piachu.

Nie mówię, że rodzic ma zostawić dziecko samemu sobie, wręcz przeciwnie – może stymulować, wymyślać nowe scenerie, pobudzać wyobraźnię, podrzucać fajne pomysły. Ale to nie znaczy, że musi uczestniczyć w przy każdej budowie miasta z klocków, przy każdym szaleńczym biegu za tygrysim ogonem (tak, właśnie takie zabawy serwują mi Stwory).

IMGP0873 IMGP0874 IMGP0940

Na szczęście Młody i Kropka potrafią się bawić ze sobą.

Od niedawna obserwuję ich z niekłamaną radością – wymyślają sobie niewyrafinowane rozrywki: biegają wrzeszcząc („Kjopko! Biegamy Łaaa!” – Młody rzuca hasło i zabawa się zaczyna), chrumkają jak świnki nad kubkami z herbatą i zanoszą się ze śmiechu, robią sobie kopiec Krecika na kanapie, a gdy zmęczą się bieganiem i wrzeszczeniem, wówczas sięgają po książki. To najsłodszy moment, gdy zakradam się do pokoju (bo podejrzanie cicho) i nagle widzę taką scenkę. Trzyletni chłopiec trzyma książkę i tłumaczy małej, półtorarocznej siostrze:

Młody: „Zobac, Kjopko. To jest pingwin. Powiedz: pingwin”.

Kropka: „Bidin!”

Młody: „Bajdzo dobze. A tejaz powiedz: PEJISKOP!” („peryskop” – przyp. tłum.).

Dzieciaki rzadko dostają prezenty, ale za to przemyślane, dokupowane stopniowo.

Taka drewniana kolejka, malutka z jednym mostem i pętlą. Młody niedawno ją pokochał i układa te kilka torów uporczywie, chociaż zawsze zbyt szybko się kończą. Z pewnością jednym z następnych pomysłów będzie jej rozbudowa, a z braku funduszy nowe elementy będę gromadzić stopniowo, by podarować dzieciakom zestaw na przykład pod choinkę.

Podobnie było z prezentem, który Stwory dostały tydzień temu. A dostały.. prawdziwą kawiarnię! Z cudowną girlandą, z menu, z zapasem słodkości, kawą, herbatą, prawdziwym ekspresem ciśnieniowym i nawet sklepową kasą. Sam kartonowy stragan (Ikea) przeleżał za szafą jakiś rok, kupiłam go w czasach, gdy Kropka zjadała takie rzeczy na śniadanie, wolałam więc, by poczekał sobie na premierę. Kasa sklepowa i komplet kolorowych kubków również pochodzą ze szwedzkiego sklepu. Pozostałe elementy zbierałam stopniowo, leżały w domu od miesięcy, a ostatnio w przypływie fantazji kupiłam na Allegro ekspres do kawy (Smoby). Celowo plastikowy, bo wygląda prawdziwiej, niż drewniane i jeszcze dźwięki wydaje – parzenia kawy i spieniania mleka (bez żadnych idiotycznych melodyjek, co ważne). Podczas ostatniego pobytu w Sopocie wpadłam do Tigera po drewniane lody i lizaki. A potem już poszło: nocami rysowałam logo i menu, wycinałam girlandy (wzór z Hubisiowa). I tak powstało „Bistro u Mimi i Kropki”. „Mimi” to określenie, jakim Kropka zwraca się do brata.

IMGP0832 IMGP1057 IMGP0970 IMGP0851

Bistro.

Samo w sobie jest jedynie składowiskiem uroczych drobiazgów, które dzieciaki z przyjemnością rozparcelują po całej powierzchni domu. Wszystko zmienia się, gdy siadasz wraz z nimi na tej kanapie, zaraz przybiega Kropka wołając pytająco: „awa? awa?” – po czym podnosi z ziemi pierwszy lepszy (zawsze się tam jakiś znajdzie) kubek i fachowo podstawia pod ekspres. Naciska guzik robiący kawę, a potem spienia mleko. Młody jest bardziej zaawansowany. Proponuje: „eskpjeso”, „kapuczino” i „latę” (tak: tę latę). To właśnie taki prezent, który powoduje radosny błysk w ich oczach. „Ale fajna niespodzianka!” – powtarzał Młody przez cały dzień – „mamy swoją kawiajnię!” – skakał z radości kasując należność za kawę.

A ja i tak uważam, że zabawki nie są dzieciom potrzebne. Potrzebna jest nasza uwaga, jakiś fajny pomysł, który skieruje myślenie na nowe tory. Nie wciskanie się do ich zabaw przy każdej okazji, musztrowanie i narzucanie w jaki sposób mają się bawić. A zabawki? Zabawki są tylko dodatkiem pobudzającym wyobraźnię.

Takie uczestnictwo, gdy przychodzę sobie do kawiarni i siadam na kanapie bardzo mi odpowiada. Czekam na moje kawy i ciasta, a dzieciaki uwijają się przynosząc dwudzieste „eskpjeso” i smażąc czekoladowe naleśniki. I wszyscy świetnie się przy tym bawimy.

IMGP0802 IMGP0803 IMGP0810 IMGP0827 IMGP0829 IMGP0830 IMGP0841 IMGP0852 IMGP0866 IMGP0870 IMGP0916 IMGP0918 IMGP0920 IMGP0923 IMGP0930 IMGP0943 IMGP0947 IMGP0964 IMGP0969 IMGP0972 IMGP0974 IMGP0975 IMGP0976 IMGP0983 IMGP0988 IMGP0998 IMGP1001 IMGP1005 IMGP1016 IMGP1026 IMGP1040 IMGP1041 IMGP1048 IMGP1068 IMGP1069 IMGP1083 IMGP1087 IMGP1094 IMGP1107 IMGP1110

 

1

poprzedni wpis następny wpis

Przeczytaj koniecznie

20 komentarzy

  • Reply radoSHE 19/08/2015 at 16:14

    Wowww! Ale czad! Pisz co chcesz, ale Ty to jednak kreatywna i energiczna matka jesteś. Wybaczone ci będzie, że nudzą Cię zabawy na podłodze ;) (btw. kogo nie nudzą niech pierwszy rzuci kamieniem…) Wbijamy się następnym razem na kawę. Poza tym uprzedź Panów z Cafemobil, że rośnie im poważna konkurencja!

    • Reply Agata / Ruby Times 19/08/2015 at 23:18

      Oczywiście, wbijajcie na kawę – zawsze jesteście mile widziani.
      A tak – Cafemobil mogą mieć problem za kilka lat, ten oddech młodej konkurencji na plecach..

  • Reply Anka 19/08/2015 at 20:30

    RE-WE-LA-CJA!

  • Reply kejt 20/08/2015 at 10:30

    Wypas, wypas, mega wypas, sama bym się pobawiła. Uważam, że zrobienie sobie dzieci jedno po drugim to jest najlepsza inwestycja. Wprawdzie przez jakieś 2-3 lata masz przerypane, ale za to później… właśnie siedzisz na kanapie i czilujesz się przy latę i pluszowym naleśniku. Że też mój Stary jest takim czikenem i nie chce drugorodnego zasiać czym prędzej :(

    • Reply Agata / Ruby Times 21/08/2015 at 07:07

      To prawda, chociaż mówiąc serio to dużo częściej jest przerypane niż ten chill przy naleśniku. Ale to między nami :)

  • Reply Hubisiowo 20/08/2015 at 13:48

    Wchodzę, czytam, podziwiam, zachwycam się i nagle patrzę – nasze girlandy :-)!!! Ależ się cieszę, że tak pięknie się wkomponowały! A co do dziecięcych zabaw – chyba muszę Hubiemu rodzeństwo sprawić, bo w ogóle nie chce bawić się sam :-).

    • Reply Agata / Ruby Times 21/08/2015 at 07:08

      Te girlandy są świetne, polecam wszystkim jako dekoracje np. urodzinowe.
      Proste do wykonania i tanie. Wystarczy drukarka, papier i sznurek w sumie.

  • Reply panna0ceanna 20/08/2015 at 14:07

    popieram! ;)

  • Reply Sierpniowa 20/08/2015 at 14:34

    Jak tak patrzę na Twoje dzieciaki, to żałuję, że nie zdecydowaliśmy sie na rodzeństwo dla naszego MImi ( też go tak nazywamy ;) wcześniej, z taką różnicą wieku, jak jest u Was. Początki pewnie były ciężkie, ale teraz mają w sobie nawzajem świetnych kompanów do zabawy.

    • Reply Agata / Ruby Times 21/08/2015 at 07:10

      Wiesz, początki są dalej ciężkie, bo mówimy o dzieciach w wieku 3 lata i 18 miesięcy, które dość często ryczą, usypiają w dziwnych miejscach, wymagają noszenia, etc. Ale jest coraz lepiej. Coraz częściej są dla siebie towarzystwem i uwielbiam tę zmianę!

  • Reply Pola - Odpoczywalnia 20/08/2015 at 23:15

    Tak! Tak! Tak!
    I znowu czuję się jakieś braterstwo dusz normalnie, bo i podejście do zabaw i zabawek baaardzo mi bliskie, i sytuacje przez Ciebie opisane, i te dialogi cudne (jak Kropka powtórzyła tego ‚pejiskopa’?)… Siedziałam i czytałam z coraz większym bananem na twarzy.
    A bistro rewelacyjne, swoją drogą

    • Reply Agata / Ruby Times 21/08/2015 at 07:11

      Coś tam Kropka potwórzyła. Potem dość często zaczyna się besztanie „nie tak, Kjopko, jesce jaz: PEJISKOP!” :)

  • Reply No.2 21/08/2015 at 10:24

    O wiele łatwiej jest takie zabawy organizować jak jest dwójka. Nie wiem, jaki młody był w wieku 1,5, ale Polka nie ogarnęłaby możliwości takiej kawiarni solo. Za to kiedy przyjeżdża jej starsza kuzynka i „prowadzi” zabawę mała równa i to bardzo szybko. Kiedy dzieciaki są małe i w pojedynkę o wiele trudniej jest je czymś zająć. Jednak rodzic/towarzystwo (bo może być przecież niania, babcia) to dla takich maluszków podstawa organizacyjna (chyba, że przychodzi właśnie starszy brat, siostra czy kuzynostwo/koleżeństwo, wtedy „mama NIEEEEE” :).

    A sam stragan LOVE!!!! Absolutny hit. Przez chwilę wyobraziłam sobie jak sama otwierasz taką kawiarnię… pisałaś ostatnio, że nie masz planów na po-macierzyńskim? Hehehehe ;)

    • Reply Agata / Ruby Times 21/08/2015 at 14:27

      spoko,plany po macierzyńskim ( a w zasadzie wychowawczym) zaczęły się powoli tworzyć i nabierać realnych kształtów :)

  • Reply Helen 23/08/2015 at 12:14

    Bardzo fajny duet tworzą Kjopka i Mimi. Wpadlabym sama na kawke, ale jeszcze karmie, wiec nic z tego ;) A skąd są te wielkie pluszowe kule lodow w malenkich koszyczkach? Wyglądają trochę jak z Ikei, ale nie widzialam tam takich…

    • Reply Agata / Ruby Times 20/09/2015 at 18:33

      Przepraszam, że dopiero teraz odpisuję, umknęło mi pytanie w komentarzu. Pluszowe kulki lodów też są z Ikei. Pochodzą z takiego zestawu z tortem i naleśnikami (też pluszowymi), ale to zestaw kupiony ze 3 lata temu, też go ostatnio nie widziałam w Ikei, więc chyba już ich tam nie ma.

  • Reply Zuzi Clowes 25/08/2015 at 00:49

    Ja wypiłam już 10 espresso u Mimi i Kropki i powiadam Wam, najlepsze espresso w mieście! Uwielbiam tę kawiarnię, mocna konkurencja dla Byfyja. Jest PRZEPIĘKNIE!!!!

    A Twoje podejście do zabawek jest cudowne, drukuję, informuję całą rodzinę i wcielam w życie. Choć nie wiem o ile to pomoże, bo moje dziecko mimo że jeszcze jest niezepsute kupowaniem zabawek na żądanie – i tak ich żąda. Jednym słowem nawet wiedza że i tak nie kupimy jej waty cukrowej/wielkiego balona za 40 PLN (!)/milionowego kotka-maskotki podczas festiwalu muzyki celtyckiej nie powstrzymuje jej przed jęczeniem że to wszystko CHCE.

    • Reply Agata / Ruby Times 25/08/2015 at 07:28

      Najlepsze espresso – WE WSI :)

  • Reply tynka 08/09/2015 at 08:04

    :) to jest TO :)
    Poczekaj jak za kilka lat Mimi&Kropka będzie znaczącą COŚ nazwą :)
    Odjazd! :)

    • Reply Agata / Ruby Times 08/09/2015 at 08:35

      Z pewnością będzie :)

    Napisz, co o tym sądzisz

    This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.