Bad Parenting

„Parenting – you’re doing it wrong” – to nasze stałe, lekko kpiące hasło domowe, którym obdarzamy się na zmianę z wraz mężem, gdy to drugie zrobi coś mało pedagogicznego. Nasz styl wychowawczy (bo ciężko tu mówić o metodzie) nie jest zapewne godny pochwały i istnieje spora szansa, że po upublicznieniu spowoduje serię zawałów u troskliwych forumowych mateczek. Co takiego robimy źle w codziennym życiu z dziećmi? I dlaczego zupełnie nam to nie przeszkadza?

Gdy pojawia się dziecko dom staje na głowie – dosłownie i w przenośni. Młodym, przejętym rodzicom często wydaje się, że muszą zmienić całe życie, podporządkować rytm dnia tej kruchej i wymagającej istotce, niewinnie przeciągającej się w kołysce.

Nagle dowiadujesz się, że posiłki powinny być podawane o stałych porach, a dom musi obrosnąć w góry nowych rytuałów, by dać małym ludziom poczucie bezpieczeństwa. Z perspektywy czasu myślę jednak, że to duża przesada. Nie warto całkowicie zmieniać stylu życia, a jedynie nieco go nagiąć, dostosować do nowych potrzeb i sytuacji. Zbyt drastyczna zmiana spowoduje jedynie olbrzymią frustrację u rodziców, a w konsekwencji również u potomstwa. To zła droga jest.

IMGP7853 IMGP7860 IMGP7862 IMGP7863

Gdy nadszedł czas na rozszerzenie diety dzieci, ja byłam jedną z tych zestresowanych matek znad parowaru i obieraczki do warzyw, która miała wielkie poczucie winy, gdy nie zdążyła podać wszystkich posiłków o stałych porach.

Wszelkie źródła pisane tłukły mi do głowy jak ważna jest regularność: śniadanie o tej samej godzinie i kolejne (zdrowe) posiłki w równych odstępach czasu. Bo dzieci muszą mieć ustalone normy, trzeba nakręcić porządnie ten ich zegar biologiczny, stopniowo napełniać żołądki lekkostrawną, lecz zróżnicowaną żywnością. Próbowałam się dostosować, ale nie szło mi to za dobrze. A to dziecko usnęło akurat tuż przed obiadem, a to zaspało na śniadanie – i co? Nie upadłam na głowę, nie będę go przecież budzić! Poza tym nieregularna praca męża, wypełniona raz nocnymi, raz dziennymi zmianami również nie sprzyjała domowej rutynie. Wcześniej panowała u nas względna spontaniczność, więc to trzymanie się stałych pór posiłków zaczęło zabijać radość życia.

IMGP7896 IMGP7898 IMGP7902 IMGP7905

Jest piękny, słoneczny dzień, a my nie mamy nic na obiad dla dzieci. Co zrobić? Zużyć najładniejsze godziny na wypad do marketu i obróbkę termiczną sprawunków, czy olać system, pojechać na długi spacer i zjeść cokolwiek? Obecnie bez absolutnie żadnego poczucia winy wybieramy opcję numer 2.

Gdy tylko mąż ma wolne, a dzień zapowiada się pogodnie, wówczas jemy nasze posiłki gdzie popadnie.

Czasem szykujemy jakieś piknikowe jedzenie w domu, ale spójrzmy prawdzie w oczy: zazwyczaj nie mamy na to czasu. Stałym patentem jest wizyta w Biedronce tuż przed spacerem i kupno sprawdzonego zestawu piknikowego (gotowe guacamole, paczka oliwek, pomidorki cherry, bagietka, pasta z suszonych pomidorów, kabanosy, woda mineralna i paczka bakalii na deser). Potem szukamy tylko dobrego miejsca, w którym możemy rozłożyć koc i już jemy śniadanie/obiad/kolację. W lecie naginamy zasady jeszcze bardziej – dzieciaki dostają lody, gdy tylko poproszą. Nie potrafię im odmówić tej magii dzieciństwa. Lato, dzieci, lody. Wiadomo, po co im to zabierać? Jest też fast food. Na co dzień unikamy, ale gdy jesteśmy poza domem, a jedynym dostępnym jedzeniem są frytki lub zapiekanka to nie grymasimy – byle tylko przedłużyć chwile relaksu. A wraz z powrotem do domu wracamy też do naszego normalnego, względnie zdrowego stylu żywienia.

W dalszym ciągu jestem zdania, że warto wypracować porządne rodzinne zwyczaje – one faktycznie dają dzieciom poczucie bezpieczeństwa i przewidywalności świata.

Weźmy takie rytuały wieczorne: po kąpieli dzieciaków gasimy światła w całym domu, zostawiając tylko dyskretne oświetlenie. To znak, że już nie ma zabaw i łażenia po domu, to czas na wyciszenie się, przytulanie, czytanie książek. To czas kiedy mama szepce każdemu z dzieciaków do ucha jak bardzo jest wyjątkowe, cudowne i najukochańsze na świecie. Ten zwyczaj ma sens i działa nieprzerwanie od ponad 3 lat, a dzieci bardzo go lubią, czują coś w rodzaju ulgi po pełnym wrażeń dniu, gdy otrzymują dokładnie to, czego oczekują. I wierzcie mi, że przesypiamy niemal każdą noc w całości (a że maksymalnie do szóstej rano, to już wina Kropki).

Rytuały i konsekwencja są fajne, ale dobrze przyzwyczajać też dzieciaki do elastyczności, uczulić na to, że czasem zdarzają się odstępstwa od normy.

Ostatnio nasze dzieci chodziły spać.. inaczej. Już pal licho, że bez kąpania przez dwa dni z rzędu. Brudne takie, po tarzaniu się w piachu, po lodach czekoladowych, z nieumytymi zębami. Do 22-giej siedzieliśmy na plaży, było upalnie, więc dopiero wieczorem można było odetchnąć rześkim powietrzem, więc oddychaliśmy i my. Potem pakowaliśmy Stwory do samochodu i wieźliśmy śpiące prosto do domu. Do czyściutkich łóżeczek, po zmianie pościeli kładliśmy te obklejone brudem maluchy. I co? Żyją, mają się dobrze. Przynajmniej dzieci, z łóżeczkami trochę gorzej.

To całkiem logiczne, że dzieci powinny mieć ustalone zasady i pory na wszystko. Tylko jest jeden szkopuł. Życie nie jest przewidywalne, nie jest ustawione jak w zegarku.

Istnieją rozmaite sytuacje i warianty wydarzeń. Czasem rodzina spędza czas w domu, innym razem wypadnie rodzinne wesele i oszołomione dzieci snują się po sali do północy. Albo przychodzi wakacyjny wyjazd i nagle maluch traci grunt pod nogami, bo wszystko jest inaczej niż w domu. W lecie przyroda sama wymusza na nas większą giętkość życiową – jest jasno do późna, często też bardzo ciepło. Nie ma bata, by położyć takie Stwory spać o ósmej! Toż to środek dnia, za oknem toczy się głośne życie!

IMGP7919 IMGP7922 IMGP7924 IMGP7926 IMGP7929

Z czasem, z wiekiem nowych sytuacji będzie coraz więcej, czy jest więc sens wychowywać sztywnego i nieprzystosowanego człowieka, który musi mieć życie rozpisane według harmonogramu? Zwłaszcza jeśli sami tacy nie jesteśmy i wychowywanie w ten sposób oznaczałoby unieszczęśliwienie całej rodziny poprzez pozbawienie jej spontanicznych decyzji.. w imię czego właściwie?

Bo w sumie skoro sami sobie nie odmawiamy drobnych przyjemności, dlaczego mielibyśmy być tacy zasadniczy i zabierać ten spontan i frajdę ludziom (ludzikom:), których kochamy najbardziej na świecie?

Słuchałam kiedyś różnych rad i próbowałam w najrozmaitszy sposób dostosować się do sztywnych rodzicielskich ram, ale na szczęście to już za mną. Teraz bez żadnych wyrzutów sumienia zawożę wieczorem Stwory na plac zabaw, gdzie bawią się w piachu aż się zmęczą, by następnie zjeść niezdrową zapiekankę i poprawić lodem. Młody ostatnio szedł do auta już ciemną nocą, a upaćkany był tak czekoladowo od tego loda, że przechodząca grupka młodych ludzi ochrzciła go Conchitą Wurst (ta broda!). Tak też został położony spać, podczas gdy rodzice otwierali wino na balkonie.

Bad parenting, naprawdę. Ale za to szczęśliwy parenting. Bez spiny. I wiecie co, szczęśliwy nie tylko dla rodziców – również dla dzieci!

IMGP7930

1

13 comments

  1. Ania, mama Mai says:

    Zgadzam sie w stu procentach.Jednak chyba wiekszosc mlodych matek poczatkowo ma hopla na punkcie tych rytulalow.Sama tak mialam ale ogarnelam sie w pore:)Przy drugim malym stworze juz pewnie zupelnie wyluzuje.Pozdrawiam.

  2. zamiastburzy says:

    Wiesz co? O wiele lepiej czułabym się jako dziecko w takim domu jak Twój. Uważam, że to co jest teraz jest bardzo dobre. Kolorowe pisma i poradniki to jedno, a życie to drugie. A dzieciaki będą szczęśliwe po prostu w szczęśliwej rodzinie! :)

  3. Kasia Mama Bliźniaków says:

    Świetny post! Daje ukojenie innym Mamom, które tak jak ja często czują wyrzuty sumienia, że już dawno powinien być spacerek, a ja ciągle tarzam się z dziećmi po podłodze albo piję kawę a dzieciaki zasnęły… Super, dziękuję :)

  4. Karolina says:

    Żyję i myślę podobnie jak Ty. Często wrzucam na luz ale miewam również wyrzuty sumienia gdy mieszkanie nie jest czyściutkie, posiłki nie są przemyślane. Porządek lubię i żałuję, że nie ogarniam wszystkiego, ale żeby mieć idealne gniazdo musiałabym poświęcić czas który daję dziecku. Musiałabym ograniczyć czytanie, rysowanie, wycinanie, przeróżne zabawy, spacery, oj nie, to nie wchodzi w grę, więc musi zostać tak , jak do tej pory :-)

    • Agata / Ruby Times says:

      To prawda. Ja też coraz częściej godzę się na bałagan w domu, ale nie powiem, frustruje mnie to. Lubię gdy jest czysto, ale odpuszczam, wiedząc że to syzyfowa praca, z której nic konstruktywnego (noo, poza tym że na chwilkę jest czysto) nie wynika.

  5. Aga M. says:

    Bad parenting w takim wydaniu bardzo mi się podoba. Mysle, że Twoje urwisy będą Ci kiedyś mega za to wdzieczne. Nie ma nic gorszego niż ciągła dyscyplina i życie pod linijkę.

  6. Bad parenting i my stosujemy. Co prawda na początku spinałam się, żeby wszystko było idealnie jak opisują w mądrych książkach. W pewnym momencie odpuściłam. Dziecko idzie spać brudne? Trudno, przeżyje ;)

  7. Znamy znamy taki bad parenting:)
    Bardzo często nasze wycieczki są okupione suchym makaronem na kolację (tzn ugotowanym, ale bez sosu;) i z jogurtem na deser), pójściem spać bez mycia zębów itd. Zresztą, wiele naszych zachowań i wyjść „nie dzieciowych” a jednak z dziećmi nie wpisuje się w „doskonałe rodzicielstwo”

    Ach, i fajną ma kieckę Kropka!

    • Agata / Ruby Times says:

      Kiecka Kropki to Zezuzulla. Chyba jedyny „polski hendmejd” wśród naszych ubranek, ale jak je przecenili rok temu o połowę to zwyczajnie nie mogłam nie wziąć :)

  8. Joanna M.P. says:

    Zgadzam się z Tobą całkowicie. U mnie jakiekolwiek sztywne ramy skończyły się na sali poporodowej … o 2 w nocy budzi mnie położna i pyta kiedy młody jadł. Ja odpieram, że zaczął 2 godziny temu. Na to ona, że no trzeba go znowu nakarmić. Ja jej na to, że przecież skończył dopiero 30 minut temu i teraz śpi. Ona, że nic to, trzeba obudzić i karmić dalej i sobie poszła. Ja zgasiłam światło i poszłam spać na kolejne 4 godziny, wtedy młody zapragnął jeść. Historia skończyła się tak, że moja towarzyszka z sali, która słuchała położnej, straciła pokarm, jej córka zaczęła tracić na wadze i zostały w szpitalu na dodatkowe 4 dni. My z synkiem od czterech dni spaliśmy już smacznie we własnym łóżku….

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.