Codzienność

Back on track – mama wraca do pracy

Przeżyłam pierwszy tydzień w korporacji po czterech latach macierzyńskiego zamknięcia. Moja perspektywa jest świeża niczym górski poranek, pierwsze refleksje pojawiają się powoli, a wśród nich wybija się ta: nic tak nie dyscyplinuje kobiety jak macierzyństwo. Nic tak nie spina pośladków, nie dodaje piątego i szóstego biegu, by jak najsprawniej wywiązać się z pozadomowych zobowiązań i wrócić w te pędy do naszej stęsknionej społecznej mini-komórki. Przykłady? Już podaję: sama jestem jednym wielkim przykładem.

Ja – niegdyś wiecznie rozlazła o poranku, zawsze spóźniona, zawsze w biegu domalowująca sobie oko (znaczy rzęsy:), które akurat wtedy musiały się niemiłosiernie skleić i upaćkać cały makijaż, a autobus za pięć minut.

Zawsze z niedopitą herbatą i niedojedzoną kanapką. Teraz? Wstaję o szóstej. I nie, nie wyleguję się jeszcze dziesięć, piętnaście minut, nie przestawiam telefonu na za chwilę, nie użalam nad swoim ciężkim losem, tylko po prostu wstaję. Już nie włażę pod prysznic na godzinę, by pod nim myśleć o niebieskich migdałach jak dawniej, gdy woda lała mi się po plecach, a ja tkwiłam tak do całkowitego obudzenia, nie przejmując się rachunkiem za wodę, o ekologicznym aspekcie sprawy nie wspomniawszy.

P1120180 P1120225

Dyscyplina, time management na wysokim poziomie, zachowanie ciszy, by nie obudzić domowników, podział czynności w logicznej kolejności (kiedyś była przypadkowa), dzięki czemu i włosy są umyte i ciuchy wyprasowane i makijaż kompletny. Ba, nawet jajecznicę czasem zdążę zjeść o siódmej rano! Dopiero potem budzą się Stwory i zaczynają pałętać pod nogami, ale cóż z tego – wtedy to ja jestem niemal gotowa do pracy, dopijam spokojnie herbatę, po czym rozdaję całusy rodzinie i pędzę w stronę cywilizacji na skrzydłach mego niewielkiego bolida oraz, po przesiadce, nieco większego autobusu.

Świat się zmienił. Cholera, cztery lata poza obiegiem, a czuję się co najmniej jak leciwa kombatantka, wzruszona widokiem odbudowanej Warszawy!

No a przecież to nie tak, że zamknęli mnie w ogrodzie i nie widziałam świata! Bywałam przecież.. jeśli „bywaniem” można określić spacery po parkach, plażach i placach zabaw. Wizyty w lidlach i biedrach, okazjonalnie w kawiarniach. No cóż. To chyba jednak za mało, by dostrzec zmiany w lokalnej logistyce i tkance społecznej. A te.. są. Naprawdę są widoczne!

P1120238 P1120492 P1120515

Pierwsze zetknięcie z autobusem, zgrywam światowca, wpycham mój jednorazowy bilet do nowoczesnego automatu, gdy nagle pół autobusu uświadamia mi, że.. kasownik jest obok. Ten sam, starego typu, co dawniej. Nowy automat służy najwidoczniej do czegoś innego, ale jakoś.. głupio mi było zapytać do czego. Ups!

Nie tak dawno opisywałam Wam wspomnienia z czasów, gdy Młody zamieszkał w moim brzuchu i traumatyczne powroty do domu starym Ikarusem.

W przegubowcach było zimno i cholernie głośno, trzęsło, trzeszczało, wiało. W zimie śnieg wsypywał się zablokowanymi oknami. Pamiętam jak po przyjeździe do miasta szłam do najbliższego sklepu, by ogrzać się przez parę minut. Nie byłam w stanie iść, tak mi było zimno! No i ten wieczny tłok, permanentny brak miejsc siedzących. Od tego czasu minęły tylko cztery lata, ale starych autobusów już nie widać. W nowych jest ciepło, miejsca są, ludzie jakby inni. Brak staromodnych jesionek, męskich skórkowych kurtek o podejrzanym aromacie, brak takiego nędznego szarego wyglądu społeczeństwa, który był i to jeszcze niedawno! I powodował, że zawsze w miejskiej komunikacji czułam się jak człowiek drugiej kategorii. Zupełnie inne wrażenie miałam pracujac za granicą, gdzie tramwajem, autobusem, czy metrem dojeżdżali pracownicy wszystkich szczebli, a nie tylko najbiedniejsi. Teraz najwidoczniej coś ruszyło i używanie komunikacji publicznej częściej jest świadomym wyborem, a nie niewygodnym przymusem.

P1120172 P1120176

Ja wybieram autobus świadomie – autem dojeżdżam jedynie do najbliższego węzła komunikacyjnego, a potem się przesiadam.

Wspominałam kiedyś, że jestem motoryzacyjnym socjopatą, nie przepadam za jazdą w tłumie i parkowaniem w zatłoczonym centrum miast, ale dojazd autobusem w godzinach szczyty jest po prostu sensowniejszym rozwiązaniem. Czasowo wychodzi na to samo, a stojąc w korku przynajmniej dużo czytam, zamiast maltretować hamulec i pedał gazu na przemian (sprzęgła nie posiadam na szczęście). W tym tygodniu zatopiłam się w świecie Ameryki lat dwudziestych, beztroskich przyjęć w klimacie wschodniego wybrzeża, pięknych kobiet i ich bogatych mężczyzn, luksusowych rezydencji i szemranych interesów. Słowem – przeczytałam „Wielkiego Gatsby’ego”. Teraz przeniosłam się do Japonii, prosto do głowy tokijskiego studenta, wypełnionej damsko – męskimi rozkminami.  Nie pamiętam tytułu tej książki Murakamiego – lubię jego twórczość, chociaż wszystko zlewa mi się w całość. W sam piątek już pół książki przeczytałam! Jadę więc autobusem, zatopiona w lekturze. Za oknem migają kierowcy osobówek, wpatrzeni w zderzak auta stojącego przed nimi.

Jaka strata czasu, jaka emisja spalin! A w każdym aucie tylko jeden człowiek!

Przydałby się porządny system park & ride, by zostawić auto gdzieś pod miastem, przesiąść się w kolejkę/metro/tramwaj/autobus! Miejmy nadzieję, że kiedyś dojrzejemy i do takich rozwiązań.

Póki co jeżdżę, obserwuję, wtapiam się powoli w klimat pędzących we wszystkie strony ludzi. Przyzwyczajam się, ale jednak jestem trochę obok. Taka duża przerwa w pracy daje mi odmienne spojrzenie. Już będąc w biurze pracuję, wykonuję sumiennie obowiązki, ale zupełnie nic mnie nie stresuje. Nadmiar pracy spływa po mnie. To wszystko tylko matrix, myślę sobie. Jakiś dziwny, wymyślony świat, z dziwnymi wymyślonymi zasadami. Trzeba przyjść, zrobić wszystko jak najlepiej, niczym się nie przejmować, a potem zamknąć za sobą drzwi i zapomnieć. I z takim nastawieniem póki co jest mi w korpo całkiem nieźle, a więcej refleksji na temat samej pracy pewnie przyjdzie z czasem. Na pewno się wtedy nimi z Wami podzielę.

P1120742 P1120875

P.S. Powyższe zdjęcia nie są oczywiście z Katowic. Wprawdzie świat się zmienił, ale bez przesady, nie aż tak! Odkopałam je ostatnio w fotograficznym archiwum i uznałam za ładną dekorację tego wpisu. Poza tym.. któż nie lubi „miasta świateł”!

1

poprzedni wpis następny wpis

Przeczytaj koniecznie

7 komentarzy

  • Reply radoSHE 24/10/2015 at 20:16

    Bardzo optymistycznie! Cieszę się niezmiernie :) 5/6 lat temu też jeździłam przez kilka lat komunikacją miejską do pracy w Kato. Wrażenia dokładnie te same. Kropka w kropkę. Aż jestem ciekawa jak na żywo wygląda ta zmiana :) A zdjęcia z Paryża robione nawet telefonem-kalkulatorem będą ozdobą. Bardzo klimatyczne!

    • Reply Agata / Ruby Times 26/10/2015 at 22:33

      A wiesz, teraz ludziom się w d.. poprzewracało, co drugi narzeka, że w autobusie za ciepło! :)
      O tempora, o mores!

  • Reply Marta 26/10/2015 at 23:31

    Ciekawe spostrzezenia, milo sie czyta ze cos drgnelo i jest lepiej… mam nadzieje ze podobnie jak ty wroce do roboczej rutyny ze spokojem… czekam na wiecej, pozdrawiam, M

    • Reply Agata / Ruby Times 27/10/2015 at 08:58

      Więcej niebawem :) Buziaki!

  • Reply Agnieszka G-W 27/10/2015 at 05:51

    Komunikacja miejska w Kato jest dobrze rozwinięta. Kilka lat temu jezdziłam przez pol miasta na praktyki i było zdecydowanie szybciej, niż jak zasiadałam za kierownicą, tak jak piszesz-korki, ale też zaparkuj człowieku w godzinach pracy gdzieś w centrum….
    I książek tez wtedy mi sie.udalo kilka pochłonąć… Piękne czasy;)

    A napisz tez kiedyś proszę, poza relacją z odczuć typowo zwiaząnych z pracą, jak się czujesz w związku tym, że nagle z calego dnia z Młodym i Kropką zrobilo się zaledwie kilka godzin w ciagu dnia. I jak dzieciaki reagują. Ja sie tego boje najbardziej. Wiadomo fajnie jest wrocic do ludzi, ale tak sobie mysle „odkąd jest Krupniocek to moje życie towarzyskie kwitnie. Co prawda godziny wyjsc z wieczornych zmienily sie na poranne, ale nie siedze sama w domu i nie tęsknie do ludzi” a taki powrot do pracy to bycie w domu dopiero o 18 i mnie normalnie strach paraliżuje. ;) już ostatnio przeszukiwlam blog, zeby sprawdzic jaka jest dokładnie rożnica wieku miedzy Młodym a Kropką, bo sie chyba sprawdza i… Moze by sie zainspirować… ;)

    Pozdrawiam

    • Reply Agata / Ruby Times 27/10/2015 at 08:57

      Różnica wieku między nimi to dokładnie 20 miesięcy, warto się zainspirować, chociaż dopiero po około 20 miesiącach od porodu zaczynam zbierać plony, że tak powiem. Wcześniej było bardzo BARDZO ciężko. Z tego co wiem po znajomych różnica około 2-3 lata jest bezpieczniejsza, dzieci nie rywalizują aż tak, starszemu można wiele wytłumaczyć. Tymczasem gdy urodziła się Kropka Młody miał zaledwie 20 miesięcy! Był taki mały, a już takie stresy na głowie!
      O moich odczuciach chętnie napiszę, chociaż na razie przepracowałam 1, słownie JEDEN tydzień, więc wszelkie refleksje dopiero się pojawiają :)
      Pozdrawiam cieplutko!

  • Reply Agnieszka G-W 28/10/2015 at 05:18

    :) tak wiem, ze jeden,
    czytuję Cie od roku, kiedy to zaczęły mnie interesować parentingowe tematy ;)
    trzymam kciuki
    I pozdrawiam

  • Napisz, co o tym sądzisz

    This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.