Codzienność, Dziecko

Auto!

Kilka lat temu popularne były blogi, na których młode matki z dużym entuzjazmem zdawały relacje z rozwoju swoich dzieci. Z czasem część z tych stron popadła w internetowy niebyt, a druga część wyspecjalizowała się w polecaniu produktów, zamieniła w profesjonalne, luksusowe gazetki promocyjne z pięknym zdjęciami. Zyskała wówczas na jakości, ale straciła dużo autentyzmu.

Ale zanim się to wszystko stało blogi rodzicielskie były po prostu pamiętnikami.

Omijałam (i omijam dalej) szerokim łukiem zarówno te z długą listą produktów do kupienia i tak zwanych „inspiracji” pod każdym wpisem, jak i te, na których informowano z triumfem, że „zaczęliśmy raczkować” albo „mamy już pięć ząbków”. Ze szczegółowymi informacjami o centylach, ilości spożytej marchewki i detalami wizyt u pediatry. Albo jeszcze lepiej.. w pierwszej osobie pisane z bobasem w roli głównej. Brr.

Mam we własnym archiwum trochę takiej radosnej grafomanii, czasem do niej wracam, z lekkim poczuciem żenady, ale i z rozczuleniem. To moje wspomnienia. Nieuchwytne momenty złapane w klawiaturę. Dzieci rosną, tyle rzeczy umyka, tyle idzie w zapomnienie. Dobrze zapisać gdzieś te ważne.

Jak na przykład dzisiejszego Lolka, który chcąc iść do Babci zapytał rozczulająco ignorując wszelkie zasady gramatyki ojczystej: „siom baby?”.

No i właśnie dzisiaj będzie o dzieciach, a głównie o nim.

Lolek pędzi przez salon.

Wiatr mu świszczy we włosach, swym bolidem robi sprytne uniki, z rozpędem niemal wpada na schody, ale w ostatniej chwili skręca i z uśmiechem podkręconym adrenaliną zawraca w stronę pokoju dzieci. Po chwili moje serce restartuje, biorę kilka głębokich oddechów, a on w tym czasie robi kolejną superszybką rundę po domu.

Lolek. Nasze najmłodsze oczko w głowie, jak część z Was wie – oczko nieplanowane. I taki on właśnie jest – bezczelnie wlazł w nasze życie z zaskoczenia i od tego czasu rozpycha się w nim łokciami z rozbrajającym uśmiechem i figlarnym błyskiem w oku, dokazując najbardziej jak się tylko da, robiąc najodważniejsze przypały i sięgając tam, gdzie pozostałe dzieci nie odważyły się sięgać nawet wzrokiem.

Chociaż wyobraźnię mam naprawdę bogatą, to raczej nie potrafię zobaczyć jego dorosłej wersji jako zamyślonego młodzieńca w artystycznej kawiarni dyskutującego o dziełach Buñuela, albo choćby pochłoniętego czytaniem w bibliotece. Za to bez większego trudu wizualizuję sobie jego starszego brata w roli przyszłego prezesa jakiegoś Microsoftu lub innego Facebooka. Młodego geeka w okularkach który godzinami składa skomplikowane modele samolotów i statków, albo przynajmniej wynajduje lekarstwa na choroby toczące ludzkość, ale.. gdzie wówczas będzie Lolek?

Myślę, że.. bez problemu znajdziemy go w garażu, gdzie będzie montował nowe szerokie felgi do swojego auta przy dźwiękach donośnej muzyki.

Gdy śmiga odważnie przez salon widzę go za piętnaście lat w sportowym BMW.. takim właśnie piętnastoletnim. Gdy uśmiechy śle pięknym dziewczynom, beztroski, trochę bezczelny i bardzo pewny siebie.

Jedno z pierwszych jego słów to było „ATOOO!” i nawet jakże istotne w życiu każdego berbecia słowo „mama” musi walczyć z nim o prowadzenie w rankingu słów najważniejszych. Ostatnie ćwiczenia gramatyczne również przeprowadza w swoim unikalnym stylu, powtarzając, że „nie ma auta” i „to siom auta”.

Przy starszych dzieciach niejednokrotnie zastanawiałam się na cholerę ktoś wymyślił te zabawkowe samochody? Kto się tym bawi, kurz tylko zbierają nieużyteczne buble! Dopiero przy nim odkryłam sens resoraków i samochodzików z napędem rozmaitej proweniencji. Ustawia je rządkami, nosi, puszcza po podłodze pomagając sobie licznymi onomatopejami w stylu: „brum, brum” i „piibiiip!”. A gdy się wkurzy, to jego bolidy najchętniej uciekłyby pod kanapę, bo bezlitosny Lolek ciska nimi w furii o równie przerażony dębowy parkiet.

„La. Mi. Bap.” – powtarza z satysfakcją Najmłodszy rozglądając się dookoła przy kuchennym stole. Pokazuje kolejno na wszystkie dzieci. Na siostrę („La”), brata („Mi”), oraz na samego siebie („Bap”). Potem do wyliczanki dołącza jeszcze rodzicieli: „Mama”, „Tata” – kontynuuje pokazując i na nas. Tak jakby chciał podkreślić, że fajnie tu sobie siedzimy wszyscy razem przy stole. Coraz częściej okazuje swoje przywiązanie, cmokając do każdego z nas przy jednoczesnym wymienianiu ksywek, albo używając słowa „koch”.

Najczęściej jednak jesteśmy sami – tylko ja i on, mały „Bap”. Wówczas przyklejony jest niemal non stop do mojej nogi  niczym mały psiak i nawet wyjście do łazienki bywa źródłem olbrzymiego dramatu. Zaanektował mnie ten Stwór i nie zostawił zbyt wiele miejsca na inne aktywności.

Wspólnie czytamy stosy książek odziedziczonych po rodzeństwie, a ja nawet nie muszę patrzeć na treść tylko spokojnie obieram ziemniaki i recytuję z pamięci, zerkając od czasu do czasu kontrolnie na jakiej stronie jesteśmy. A gdy tylko głowa zaczyna mu parować z nadmiaru wiedzy, rzuca wszystko i wsiada do swojej bryki.

Rusza z piskiem opon. Łokieć wystawia przez okno.. głośne „umpa-umpa” płynie z głośników. Niemal widzę napis „Pionieer” na tylnej, przyciemnionej szybie.

Chociaż kto wie, może z głośników popłynie coś ambitniejszego. Póki co największym hitem pozostaje niezmiennie, od wielu, wielu miesięcy..

„Tandi”.

Całymi dniami chodzi po domu głosem nie znoszącym sprzeciwu domaga się.. „Tandi”.

Energetyczna gitara, charyzmatyczny głos, mocny rytm. Na zakończenie tego pamiętnikarskiego wpisu posłuchajcie sobie najlepszej muzy dla małych chłopczyków w ich lśniących beemkach. Przed Wami..

AC/DC: „Thunderstruck”.

poprzedni wpis następny wpis

Przeczytaj koniecznie

8 komentarzy

  • Reply Mamamagda 27/02/2018 at 16:23

    Hahaha a ja myslalam ze z nami cos nie tak bo dzieci domagaja sie non stop w aucie „Aneurysm” Nirvany (w wolnym tlumaczeniu głośne bumbum 😉) na zmiane z „Shotgun blues” Gunsów 😀😀😂 kiedys odebralam telefon w pracy od mojej zdesperowanej mamy, ktora stwierdzila ze jak Szymek kaze jej po raz trzeci sluchac tego co wyje jakby go brzuch bolal (Kurta Cobaina czyli) to ona idzie do domu 😂😂 takze no, rozumiem co sie u Was dzieje 😊 moje dzieci (szczegolnie starszy) tez uwielbiaja rozbijac sie motorami po przedpokoju 😉 i synka tez nie widze w roli intelektualisty 😀😂

    • Reply Agata / Ruby Times 27/02/2018 at 17:43

      No najwidoczniej ten typ tak ma :D

  • Reply Paulina - Odpoczywalnia 27/02/2018 at 20:00

    Lolek to mega gość:D
    a tak w ogóle to super wpis, przefajnie sie czyta właśnie takie. Nie mówiące mi jak żyć, ani bez czego nie mogę funkcjonować, nie lukrowany i nie śmieszkujący na siłę. O taką blogosferę walczyłam;)

    • Reply Agata / Ruby Times 03/03/2018 at 23:28

      Och, ach <3 Dzięki wielkie!

  • Reply Dorota 28/02/2018 at 19:11

    Podpisuję się pod Panią Pauliną. Ja też lubię do Pani zaglądać, poczytać o normalnym życiu z trójką małych dzieciaczków. Niedobrze mi się robi jak oglądam po raz enty wystylizowane dziecięce pokoje, przepełnione dodatkami z najnowszych kolekcji, zabawkami za takie kwoty, że ja bym cały miesiąc miała na artykuły spożywcze, super ubrankami itp. Do Pani chce się wracać i czuć że jest się normalną matką jak większość w naszym kraju. To miłość i wychowanie rodziców kształtuje młodego człowieka, nie wnętrza, ubrania czy zabawki.
    Pozdrawiam Dorota

    • Reply Agata / Ruby Times 03/03/2018 at 23:28

      Bardzo mi miło! Pozdrawiam.. i dziękuję serdecznie!

  • Reply Anka 01/03/2018 at 08:52

    O, tak! Ja również odnajduję tu i chyba już tylko tu to, czego szukam… Jak zawsze świetnie napisane, lekko, dowcipnie, czyta się jednym tchem. Pozdrawiam!

    • Reply Agata / Ruby Times 03/03/2018 at 23:29

      Dziękuję <3
      Pozdrawiam zwrotnie!

    Napisz, co o tym sądzisz