Codzienność

Audiencja u królowej

Matka rodziny wielodzietnej jest jak prawdziwa królowa. W prywatnych komnatach zawsze ktoś jej towarzyszy, zwyczajnie nie ma takiej opcji, by na chwileczkę została sama. Nawet w sytuacjach wybitnie intymnych władczynię odprowadzają spojrzenia i komentarze wiernych dworzan.

IMGP0773 IMGP0765

Jak w Wersalu, gdzie przy porannej, królewskiej toalecie towarzyszyły tłumy ludzi. Stłoczeni za złotymi balustradami wybrańcy mogli z uwagą obserwować procesy higieniczne, czesanie, zakładanie ubrań, jedzenie posiłków. Członkowie znamienitych rodów cieszyli się wzbudzającymi powszechny respekt funkcjami – ktoś mógł podawać chusteczkę królowi, a ktoś inny zakładał halkę królowej. Każdego ranka kilkadziesiąt osób przez dwie godziny obserwowało absurdalne poranne rytuały pod tytułem: „Władcy wstają z łóżka”.

Ja również mogę się cieszyć  taką uwagą mojego dworu. I to niemal codziennie!

Gdy mąż jest w domu, to chociaż w łazience mogę znaleźć chwilowe schronienie przed wzrokiem domowych „dworzan”.  Udając, że nie słyszę dobiegających z zewnątrz okrzyków: „mamooooo!” i towarzyszącego im stukania do drzwi, ignorując małe rączki odbijające się na szybie i próby podglądania przez wywietrzniki przy podłodze („Widzę, widzę ją! Widzę mamę!!” – słyszę czasem, a zaraz potem oburzony głos męża odgania Stwory sprzed łazienkowych drzwi).

IMGP0759 IMGP0752

Tak. To komfortowe mieć w domu męża. Można wówczas z premedytacją przedłużyć nieco prysznic, nasmarować się oliwką, bez pośpiechu założyć ubranie. Ale to wszystko wygląda zupełnie inaczej, gdy mąż pracuje – higiena poranna jest wtedy znacznie ograniczona. Szybki prysznic, jeszcze szybsze mycie zębów, włosy związane w niedbały kok i zero makijażu. Nie przeszkadza mi to absolutnie, przyzwyczaiłam się przez te cztery lata.

Czasem jednak przed człowiekiem staje poważne wyzwanie – wyzwanie na miarę wspinaczki wysokogórskiej lub wieloetapowej rekrutacji do wymagającej firmy. Na przykład.. przychodzi czas, by umyć włosy.

Jak to wygląda z trójką dzieci pod opieką? Ano.. zamknijcie oczy i uruchomcie wyobraźnię. Tylko ostrzegam, będzie nieco golizny!

IMGP0586 IMGP0582

Drzwi łazienki są otwarte na oścież, tuż koło wanny stoi kołyska ze śpiącym niemowlakiem. W wannie Goła Matka. Po domu biegają Spiderman z Iron Manem. Niestrudzenie przemierzają odległość od swojego pokoju do garderoby i z powrotem, czemu towarzyszą głośne okrzyki bojowe. Te drzwi otwarte to głównie dlatego, by ich mieć na oku.. jeśli to w ogóle jest możliwe, gdy tak się przemieszczają z prędkością światła.

Matka próbuje wykorzystać moment i umyć się jak najszybciej. Ręcznik ma pod ręką, podobnie jak ciuchy, bo wiadomo, że prędzej czy później superbohaterowie zainteresują się przedstawieniem w wannie. No i oczywiście – nie zdąży jeszcze umyć głowy, a oni już ciekawsko zaglądają do łazienki. Siedzi więc Matka tyłem do dzieci. Nie żeby się jakoś bardzo wstydziła, ale trochę dyskrecji jednak nie zawadzi.

„Co robisz?” – pyta Iron Man zapuszczając żurawia do wanny.

„Biorę prysznic i myję włosy” – odpowiada Matka spokojnie.

„Ooo, tąpies się?” – dopytuje niewielki Spiderman w granatowej sukience, stając na paluszkach. – „Jesce tutaj mas bjudne, jąttę sobie umyj” – Spiderman niezadowolony ze stanu namydlenia ręki instruuje gdzie koniecznie trzeba poprawić. „I nóztę sobie umyj tez.” – dodaje spoglądając krytycznie na matczyne umiejętności kąpielowe.

 „Oooo, tu mas pupę!” – krzyczy po chwili odkrywczym tonem,  tak jakby matka nie wiedziała, że ma.

„Ja jestem Iron Man!!” – wrzeszczy Iron Man podskakując energicznie tuż obok kołyski. Co za ożywcza zmiana tematu! Goła Matka zerka na kołyskę, która niespokojnie się porusza.

„Iron Manie, a może czas pogonić jakichś bandziorów? Na pewno są w garderobie” – sugeruje dyskretnie Matka. Z doświadczenia wie, że w garderobie zawsze są bandyci, a fajnie by było pozbyć się obserwatorów chociaż na chwilę.

„Mamo, a wies, białe kjwinki to są inacej leukocyty” – informuje nagle Iron Man, ignorując zupełnie wieści o bandytach. – „A jak się nazywają te płytki kjwi?”

„Trombocyty” – odpowiada Matka bez zająknięcia. Odkąd dzieci zainteresowały się bajką „Było Sobie Życie”, jej edukacja w dziedzinie budowy ludzkiego organizmu przekroczyła poziom, wyznaczany do tej pory przez ocenę dostateczną na świadectwie maturalnym.

A wies, ja będę białą kjwinką!” – w głowie Iron Mana zapaliła się jakaś nowa lampka i już biegnie nasz superbohater do swej szafy, w biegu porzucając maskę superbohatera. Już wyciąga czapkę z daszkiem, bo w bajce leukocyty mają właśnie takie czapki. I pałki do bicia wirusów.

„A ja jestem Matjofadem!” – zainspirował się błyskawicznie dwuletni Spiderman – „ja zjadam te wijusy!”. I w ten właśnie sposób nasi bohaterowie natychmiast ewoluują, w mig przeistaczają się w leukocyty i makrofagi, które sprzątają organizm z wirusów i bakterii. A te ostatnie.. oczywiście są w garderobie.

Dzieci biegną walczyć. Matka pospiesznie myje włosy i nakłada odżywkę. Po chwili wraca mały Makrofag.

„Ja jestem Matjofad!” – mówi groźnie. „O tąpies się? Modę popatzeć? Wezmę sobie to sesełto. O, tu postawię!” – Makrofag mrucząc pod nosem przysuwa sobie dziecięcy podnóżek toaletowy do brzegu wanny, by więcej widzieć. Patrzy teraz z góry na matkę, która osusza się właśnie ręcznikiem.

„To są twoje majti?” – pyta Makrofag patrząc uważnie, starając się nie stracić ani kawałka widowiska. „O, piejsi. Fajne piejsi” – dodaje rozbawiony, gdy matka zakłada stanik.

Chwilę później „dworzanie” są w komplecie. Najmłodszy przeciąga się w kołysce i spogląda przytomnym wzrokiem na intensywną czerwień matczynego ręcznika, a starsi aktywnie towarzyszą rodzicielce przy zakładaniu spodni, komentują głośno wygląd jej bielizny i stan poporodowego brzucha, oglądają lakier na paznokciach stóp i pomagają czesać włosy. Ponaglają gdy nakłada na twarz krem i czynnie uczestniczą w wyprowadzeniu jej z łazienki. Chwilę później żądają natychmiastowego dostarczenia kanapek, koniecznie z szynką i dużą ilością pomidora. Podobno systemy ochronne organizmu muszą dobrze zjeść, by mieć siłę do walki z najeźdźcą – groźnym paciorkowcem.

Dyskrecja? Intymność? Chwila dla siebie? Dobre sobie! Tak to już jest, gdy zostajesz królową – etykieta wymaga od Ciebie pewnych poświęceń, w tym towarzystwa podczas porannych rytuałów kąpielowych. Co może więc zrobić Królowa- Matka w takiej sytuacji? Może z iście królewskim poczuciem godności poprawić koronę na swej jaśnie oświeconej głowie, następnie zrobić kilka spokojnych wdechów i wydechów przeponą w celu odzyskania równowagi emocjonalnej, a potem..

Potem wyjść z łazienki i zabrać się za krojenie tych pomidorów.

IMGP0589 IMGP0593 IMGP0602 IMGP0809

P.S. Na zdjęciach nasze tymczasowe wnętrza mieszkalne, z sypialnianym remontem i niemal skończonym domko-łóżkiem. Jak widzicie – wciąż śpimy w towarzystwie piły, desek i wkrętarki :).

1

poprzedni wpis następny wpis

Przeczytaj koniecznie

6 komentarzy

  • Reply Pola - Odpoczywalnia 03/05/2016 at 20:29

    Uwielbiam ten wpis Królowo Parentingu!
    Ten makrofag mnie rozbroił totalnie!

    • Reply Agata / Ruby Times 04/05/2016 at 02:13

      Ach ten fejm, nowe tytuły do kolekcji. Już nie tylko „guru”, teraz też „Królowa Parentingu”.
      :D

  • Reply Kinga M. 04/05/2016 at 08:53

    Tak, kąpiel i dzieci to wyzwanie :-)

    Ja aktualnie posiadam jedno dziecko i zawsze było ciężko ;-) Kiedy był noworodkiem i niemowlakiem niby było łatwiej ale jak wydawało mi się, że zasnął snem kamiennym i mam przynajmniej (!) godzinkę dla siebie to jak tylko weszłam pod prysznic rozlegał się wrzask niepozwalający na zignorowanie…
    Kiedy jeszcze nie potrafił się przemieszczać zbytnio, lokowałam obywatela w foteliku bujaczku i jego cierpliwość wystarczała na szybki prysznic i ubranie się.
    Jak opanował sztukę przemieszczania się mój prysznic był mega szybki i na raty.
    Odkąd chodzi to już jest sajgon, bo matczyna głowa podpowiada mi straszne scenariusze i najchętniej przywiązałabym go do kaloryfera na te kilka minut.. Najgorsze, że teraz otwarte drzwi łazienki nie spełniają swojej funkcji, bo mojemu dziecku chyba nie odpowiada widok kąpiącej się rodzicielki, ponieważ notorycznie i z premedytacją je zamyka (co przyprawia mnie o zawał, no bo te scenariusze, które się piszą w moich myślach..)

    Kolejny raz podziwiam! Królowo Ogarnięcia :-)

  • Reply Magda Z. 04/05/2016 at 09:19

    Oj, znam to, co opisujesz, doskonale… Tylko mój „dwór” jest o jednego Dworzanina mniejszy… i – z racji wieku – teraz już potrafi bez swej „królowej” wytrzymać nieco dłużej.:) Pamiętam jednak, w jakim tempie korzystałam z dwóch domowych komnat, w których większość ludzi jest sama (a ja nie byłam), a niektórzy nawet oddają się w nich lekturze… Lekturze – dobre sobie!!! Ja, dzięki moim Asystentom, nie miałam czasu na przeczytanie słowa „Domestos”, że już o zagłębianiu się w skład chemiczny tegoż specyfiku nie wspomnę!;) Z każdym dniem jednak nasze Dzieciaki robią się coraz bardziej samodzielne, a my nie zauważamy dnia, w którym przestają się dobijać się do drzwi łazienki…

  • Reply Ola 04/05/2016 at 11:38

    Jesteś matką Iron Mena i Spidermena, musisz mieć nadprzyrodzone moce :)

  • Reply Karri 01/06/2016 at 01:37

    Chciałbym dzień w dzień czytać coś tak dobrego.

  • Napisz, co o tym sądzisz

    This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.