Aksamitny terror

Stałam w kolejce w aptece, przede mną facet, taki około trzydziestki. Gdy przyszła jego kolej poprosił farmaceutkę o jakieś krople na oczy, bo bawił się z córeczką, roczną dziewczynką i ta wpakowała mu palec do oka. No i boli go strasznie, chyba go zadrapała w to oko, dzisiaj to już lepiej, ale wczoraj czuł się tragicznie, a tu praca – dom, nie ma zmiłuj się, nawet na okulistę nie ma czasu. Spojrzałam na faceta ze zrozumieniem. Miałam ochotę poklepać go po plecach i powiedzieć „Nie przejmuj się stary. Wiem co czujesz!”

Zdjęcia pochodzą z zeszłotygodniowej wyprawy do zoo.
Moje dzieci też w towarzystwie uchodzą za małe rozkoszniaki, a w zaciszu domu potrafią terroryzować i niby niechcący uszkadzać swoich protoplastów. Już pal licho uszkodzenia fizyczne – miejmy nadzieję, że te wielkie zadrapania w okolicy biustu zejdą i że nie zrażą mnie do dalszego karmienia piersią i noszenia wydekoltowanych sukienek. Miejmy też nadzieję, że te pierwsze subtelne ugryzienia dwóch małych ząbków (taaak, podczas karmienia) to przypadek i że się już więcej nie powtórzą. Ale kto to wie!? Przecież jak wrzasnę z bólu, to moja siedmiomiesięczna dziewczynka spojrzy na mnie z wyrzutem i się rozryczy! I mogę sobie mówić – ej, to nie fair! To ty mnie ugryzłaś, to mnie trzeba pocieszyć. Weź, dyskutuj z niemowlęciem!

Jak pewnie wszyscy rodzice wiedzą fizyczny uszczerbek na zdrowiu, spowodowany posiadaniem małoletnich w domu to jeszcze nic. Te skopane plecy, te wytargane włosy, te pieszczotliwe walnięcia z czółka prosto w nos.. to luz w porównaniu do tego, co dzieciaki serwują naszej psychice. Na co dzień są słodkie i kochane, ale niech no tylko wyczają moment, że rodzic jest zmęczony i słaby. Przypominają mi się wtedy kadry z filmów przyrodniczych, wiecie – te sceny, gdy młode lwy wypatrują w stadzie antylop słabą sztukę. Ostatnio często czuję się jak ta nieszczęsna antylopa. Dzieci atakują za dnia i w nocy, chociaż nocny atak należy do tych najbardziej okrutnych. Jeszcze śpisz i jesteś zupełnie bezbronny, a już czujesz, że ktoś cię drapie, ktoś się wspina, kopie po kręgosłupie, wdrapuje na grzbiet.. jedno z jednej drugie z drugiej strony. Moje młode lwy!

Albo weźmy takie usypianie Kropki – niby je, niby śpi.. gdy próbuję ją odstawić od piersi natychmiast serwuje mi tytułowy „aksamitny terror” – oszczędnym ruchem rączki, nie otwierając nawet oczu, nagarnia sobie pierś z powrotem do buzi. Dziesięć minut później próbuję znów się oderwać od dziecka. I ponownie – otwarta buzia, dziecko niby śpi, wygląda bardzo rozkosznie, ale stanowczo pakuje mleczny dystrybutor z powrotem na swoje miejsce. I nie ma zmiłuj. Gdy ją odczepię, to się rozryczy. Gdy jej nie odczepię może tak tkwić przez godzinę, po czym jest zarówno najedzona, jak i wyspana. Tylko.. cholera, ja wolę by jednak spała w łóżeczku, mogłabym wówczas spożytkować tą godzinę jakoś.. JAKKOLWIEK!

Najciekawsze są wieczory, gdy akurat ja jestem sama, a ich jest dwoje. Ja ledwo żyję, a oni – jakżeby inaczej – są pełni energii i zupełnie nie myślą o spaniu. Już nie wspomnę, że po kąpieli Kropki łazienka wygląda jak po przejściu tsunami. Zgoda, rzadko myjemy te podłogi, niemowlę może mieć jakieś zastrzeżenia do poziomu usług, ale żeby wyrażać je tak dosadnie? Już nie wspomnę, że sama kąpiel Kropki to od kilku dni droga przez mękę – bo ona marzy o wspinaniu na umywalkę sąsiadującą z przewijakiem. Akurat gdy jest goła, śliska od balsamu i trudna do utrzymania w miejscu i akurat wtedy musi wyprawiać takie akrobacje, rycząc w niebogłosy, gdy się ją próbuje ubierać w piżamkę.

Jak już przejdziemy przez hardkorową kąpiel niemowlęcia i całkiem przyjemną kąpiel dwulatka (tu jedynie trzeba użyć dużo perswazji i sprytu, by wyjście z wanny odbyło się bez wrzasków) to możemy przystąpić do meritum, czyli usypiania. Należy wówczas dostarczyć małego chłopczyka do łóżeczka, a jednocześnie nakarmić i utulić niemowlę, a jednocześnie karkołomnie trzymać książeczkę o jeżyku i czytać.. na tyle głośno by Młody nie protestował i na tyle cicho, by Kropce nie przeszkadzać w konsumpcji. Potem pada głośny rozkaz: „woda!” i do akrobacji należy jeszcze dodać sięgnięcie wolną (trzecią) ręką po kubek i podanie chłopcu. Po mikrosekundzie pada komenda: „nie!!”, bo woda już nie jest potrzebna. Znów trzeba się nagimnastykować, bo oczywiście nie ma możliwości, by kubeczek poczekał na chwilę w łóżeczku – jeśli chcemy uniknąć ryku, sprzątamy go natychmiast. I nie ma gwarancji, że za pięć minut nie padnie kolejna komenda: „woda!”. Na dodatek dzieci potrafią być senne na zmianę.. czyli jedno już prawie zasypia, a drugie w tym czasie krzyczy lub piszczy. I cała rodzicielska energia koncentruje się na jednoczesnym tuleniu tego spokojnego i uciszaniu głośnego. Wczoraj dzieciaki zafundowały mi takie zasypianie. Ponad trzygodzinne, po którym padłam w ubraniu, i tak też się dzisiaj obudziłam. Na szczęście mąż ma 3 dni wolnego – właśnie zostawiłam go z terrorystami i oświadczyłam głosem nie uznającym sprzeciwu, że idę dokończyć ten tekst. A zaraz potem idę do łazienki i napuszczam wodę do wanny. I niech się pali, niech się wali.. nie wyjdę z niej przez co najmniej pół godziny!

Na koniec dzieciowych narzekań jeszcze jedna sprawa. Jak wiecie Młody ostatnio dużo mówi. Ostatnio dowiedziałam się, że jego siostra ma małą pupę, a ..
..MAMA MA DUŻĄ PUPĘ.
Czekasz z niecierpliwością aż mały człowiek zacznie się komunikować werbalnie, a on na starcie funduje ci takie przemyślenia! Dlaczego??

10 comments

  1. Hehe grunt to dobre porównanie :)
    Mój synek dwa razy już mi powiedział, że mam duży brzuch lub że mam dużo w nim jedzonka… chyba trzeba będzie zacząć ćwiczyć jakieś brzuszki :)

  2. Domi Z says:

    Ha ha ! Końcówka mnie zabiła !
    Ale nie martw się, 3 dni temu od 7mioletniej bratanicy usłyszałam że brzydko wyglądam bez makijazu, a po porodzie od 4 latka , siostrzenca mojego M. że jestem gruba ( kilka razy, ale nie spełzło mi to uśmiechu z twarzy a wręcz przeciwnie :D )

    Macierzyństwo ma tyle odcieni, cudowne jest mimo wszystko, a my wiemy że nasz trud nie idzie na marne. Z gryzieniem piersi podziwiam !
    Dzielna mama jesteś !

  3. mama84 says:

    Jakże to prawdziwe i mi bliskie:)
    Ja niestety tez ostatnio jak ta najsłabsza antylopa:(
    Komentarze dotyczące mojego wyglądu tez się zdarzają np.: że mam duży brzuch. Na szczęście(albo nieszczęście) nie jestem jedynym obiektem takich komentarzy, bo Miki potrafi na spacerze krzyknąć, że „ta Pani ma małą głowę” itp.:)))

  4. radoSHE says:

    Wiem o czym piszesz w tej wersji mini. Zęby u nas na tapecie, więc gdy zdarza mi się podczas karmienia krzyknąć bardzo głośno (a zdarza się!), to na twarzy mojego aniołka maluje się szyderczy uśmiech i już wiem, że będzie łapała tylko po to, żeby ugryźć jeszcze mocniej. Ostatnio nasze kp jest właśnie mocno utrudnione przez tę rozrywkę..

  5. Zuzi Clowes says:

    O nieeeee…. Najgorzej! Aksamitny terror to piękne określenie, ale niech rzuci kamieniem czy komentarzem mama która go nigdy nie doświadczyła! Co, nie ma chętnych? Nie ma?

    PS. Mama ma MIKRO pupę, widziałam na własne oczy!!!!!

  6. Pola says:

    Aj aj, rozumiem niestety doskonale.
    Ja błogosławię nasze nowe miesjce zamieszkania, w którym dwulatek ma własny pokój, a córa śpi w naszej sypialni. Przynajmniej się nie budzą wzajemnie. A najbardziej lubię moment, gdy drzwi w obu pokojach są zamnknięte, i z obu dobiega błoga, ukochana cisza…
    A kąpiele podczas wieczorów bezmężowych odpuszczam. Nie na moje nerwy, dzieciakom nic nie będzie;)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.