7 miesięcy później, cz.2

Czyli co się sprawdziło przez te kilka miesięcy, a co nie – część druga i ostania:)

Baldachim – ostrzegano mnie, że baldachimy to siedlisko kurzu. To prawda, faktycznie ścieram kurz z liścia dość często. Poza tym  maluch go uwielbia, baldachim ma taki kojący odprężający kolor. Liść prezentuje się pięknie, więc jestem gotowa zapłacić cenę częstego ścierania kurzu za ten miły efekt:)
Skrzynki na pościel i zabawki – zakupione w Ikei (jak większość umeblowania:). Są lekkie, łatwo je złożyć, gdy się ich nie używa, dużo rzeczy się w nich mieści. Bez problemu mieszczą się pod łóżeczkiem. Jestem zadowolona.
Łóżeczko – ogólnie jest spoko, chociaż Maluch powoli wchodzi w etap obijania się o szczebelki, co mnie trochę stresuje. Zaczął się też wspinać i podciągać na balustradzie i zrobiło się trochę niebezpiecznie. Podjęliśmy z mężem decyzję o obniżeniu dna łóżeczka (na zdjęciach stan sprzed obniżenia), jednak okazało się, że są tylko dwie możliwości regulacji, więc trzeba było samemu wywiercić opcję pośrednią:) Położenie śpiącego kilkumiesięcznego dziecka do łóżeczka w opcji gdy materacyk jest na samym dole może się skończyć wypadnięciem dysku lub jakimś innym schorzeniem pleców rodzica.
Ceramiczne nawilżacze powietrza – zakupiliśmy, gdy zaczął się sezon grzewczy. Nie chcieliśmy głośnego urządzenia w pokoju malucha, a może po prostu nie mieliśmy kasy na kupno konkretnego nawilżacza. Te znaleźliśmy na Allegro. Są ładne i nawilżają powietrze – spełniają swoją funkcję, przynajmniej na razie.
Ochraniacz do łóżeczka – już kiedyś wspominałam, że taki typowy cienki ochraniacz (jak ten na zdjęciu, z Ikei) spełnia swą funkcję dość krótko, mniej więcej do 4 miesiąca życia. Potem staje się kolejną zabawką dla dziecka, które z łatwością  go zgina, odchyla, niemal ściąga (troczków mogłoby być zdecydowanie więcej). Z drugiej strony produkt jest bezpieczny dla noworodków i małych niemowląt – dużo się teraz mówi o ryzyku przyduszenia w przypadku piankowych ochraniaczy do łóżeczka. Mój synek jest już dość duży, swobodnie się przemieszcza, więc spokojnie mogę mu już zafundować ochraniacz do łóżeczka, który zabezpieczy go przed nabiciem sobie guza. Jedyny problem, że nie widziałam fajnych piankowych ochraniaczy na rynku, wszystkie brzydkie jakieś.
Ostatnio podziwiałam piękny ochraniacz u koleżanki, złożony z 6 niezależnych elementów, chciałam kupić taki sam, ale okazało się, że został uszyty przez babcię malucha. Na dodatek koleżanka pokazała mi jakie cuda szyją samodzielne mamuśki z różnych blogów: tutaj oraz tutaj. Naprawdę inspirujące. Chyba nadszedł czas, bym wreszcie nauczyła się szyć.
IMGP9224 IMGP9225 IMGP9240 IMGP9340 P1240966-252887-2529

2 comments

  1. Mamiczka says:

    U nas łóżeczko służy do przechowywania części zabawek, głównie maskotek, bo mój Maluch jest z tych dzieci, które pluszaki bardzo lubi :D Mamy takie z funkcją kołyski, ale od samego początku Maluch śpi ze mną, więc ta funkcja też się nie przydała. Na dole mamy szufladę, która sprawdza się bardzo dobrze – przechowuję w niej wszystkie dokumenty związane z Maluchem + albumy z jego zdjęciami. Ochraniacze do łóżeczek to fajna sprawa, też mamy takie szerokie, ale na razie nie są nam potrzebne. A nawilżacz mamy Triadę Turbo i jestem z niego bardzo zadowolona. Kiedyś miałam te ceramiczne naczynia, ale ciężko mi się to dezynfekowało.
    Ogólnie widzę, że macie wszystko ładnie posprzątane :) Bo u nas to sajgon jest :D

  2. Ruby Soho says:

    u nas w miarę ogarnięte, ale to chyba tylko dlatego, że Młody ma 7 miesięcy i dopiero zaczyna ruszać w przestrzeń. Sajgon się pewnie wkrótce zacznie:)))

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.