Codzienność, Dziecko

17 miesięcy – what’s up?

Młody znów się rozciągnął, wydłużył i zmężniał. Mimo, że wciąż uporczywie nazywam go „moim Dzidziusiem” i „Kruszynkiem” już dawno przestał dzidziusia przypominać – właśnie skończył 17 miesięcy! Czasem trudno mi uwierzyć w to, jak szybko ewoluuje i jak wielki zasób wiedzy gromadzi takie małe dziecko.

IMGP8990 IMGP8991Drzemka podczas konsumpcji mandarynek..

W tym wieku dynamicznie rozwijają się zwłaszcza społeczne umiejętności dziecka – mój syn komunikuje się z najbliższym otoczeniem na wiele zaskakujących (lecz zrozumiałych dla domowników) sposobów. Zazwyczaj wystarczy jeden charyzmatyczny gest lub proste słowo i już steruje rodzicami i dziadkami jak się patrzy. Ciągle poszerza się jego słownik, chociaż z ojczyzną polszczyzną nie ma on wiele wspólnego, za to brzmieniowo podobno przypomina język klingoński.
„Babuum!” oznacza, że coś jest puste, coś się skończyło, „tik-tak” to oczywiście zegar, „pa-dzioch!” to śmieć lub okruszek znaleziony na podłodze, którego trzeba niezwłocznie zanieść do kosza („śmieci ogólne to środkowy” – podpowiada Tata). „Chap, chap” to nowe określenie na psa, które wyewoluowało z bardziej tradycyjnego „hau, hau”. Niedawno pojawiło się też przekochane słówko „mu-mu”, które wraz z paluszkiem celującym w wybrańca oznacza, że Młody ma właśnie zamiar obdarzyć go soczystym, obślinionym buziaczkiem. Tam, gdzie brakuje słownictwa maluch pomaga sobie rączkami: dyktatorski gest, zwany przez nas „avanti!” wygląda co najmniej jakby ktoś rozkazywał swej armii przystąpienie do ataku. W rzeczywistości jest to polecenie, by iść z małym stworem na ręku w określonym kierunku – jeśli znacie książkę „Babo chce” to wiecie jaki gest mam na myśli.
Manualnie rozwija się świetnie – potrafi już budować całkiem niezłe wieże z klocków – takie, które nie rozlatują się od razu po ustawieniu. Często zasiada na swojej macie wraz z Tatą, gdzie budują wspólnie wspaniałe konstrukcje, co jest dużym postępem, bo kiedyś interesowało go tylko rozwalanie. Manewry widelcem też idą mu coraz lepiej, chyba że nie jest akurat w nastroju do konsumpcji, wówczas cała zawartość talerza potrafi wylądować na podłodze. W dalszym ciągu uwielbia alfabet i przeglądając swoje książeczki zwraca uwagę na co większe literki, wyszukuje je również na ubraniach własnych i rodziny. Nie muszę chyba pisać, że książki są dalej na topie: poświęca wiele czasu na ich oglądanie i pytanie o różne przedmioty i zwierzęta. Coraz częściej lubi też słuchać jak rodzice czytają – naszym ostatnim hitem jest „stoi na stacji lokomotywa..”, a zwłaszcza fragment „tak toto tak to..” bo fajnie brzmi i można się przy nim naprawdę uśmiać.
Jeśli chodzi o „zajawki miesiąca”, to niedawno pojawiły się u nas dwa pluszowe lisy z Ikei, które uwielbiają się do siebie tulić i dawać sobie buzi. Zwierzątka są nierozłączne, a gdy tylko Mały Lis przypadkiem oddali się od Mamy Lisa, to od razu płaczliwie woła: „Mamoo, gdzie jesteś?”, po czym pędzi na złamanie karku, by wtulić się w bezpieczne ramiona rodzicielki. Mama Lis rewanżuje się buziakami i zapewnieniami typu „Kocham Cię, synku!”. Młody początkowo obserwował te (moje!) zabawy z dużym zdziwieniem, lecz szybko zaczął naśladować sposób, w jaki maskotki się zachowują. Często bierze je do ręki i ściska razem (w jego wykonaniu przytulenie jest mało subtelne, można by powiedzieć że zgniata je ze sobą) lub styka oba zwierzątka nosami, mówiąc przy tym „mu, mu”. Na większego lisa mówi „ma-ma” i lubi go trochę bardziej niż tego małego, który „przypadkiem” wypada mu z rąk – no wiadomo, wszystkie mamy są fajne, a młodocianą konkurencję trzeba eliminować. Maluch uwielbia swoje nowe pluszaki i dba o to, by miały dużo miłości – mi również podtyka je pod nos, więc i ja całuję się z lisami :).
17 IMGP9031Lubi odkładać rzeczy „na swoje miejsce” i często jest to nasz najlepszy argument, by odstawił jakąś rzecz – pamięta, gdzie co ma być i uwielbia, gdy w domu panuje ład. Czasem obraca się to przeciwko nam: na przykład gdy suszę włosy w rozgrzanej łazience i chcę sobie uchylić drzwi, by się nie zagotować, przybiega bezwzględny stróż porządku i drzwi zamyka, bo przecież one zawsze są zamknięte. Podobnie drzwi od pralki, czy zmywarki – mają być zamknięte i już! Porządek musi być!
Od Dziadka nauczył się trącania kubeczkiem podczas picia i teraz ciężko jest normalnie spożyć herbatę przy śniadaniu, bo Młody musi wychylić toast „na zdrowie!” przy każdej możliwej okazji. Taki z niego „social drinker”, że gdy któreś z nas próbuję łyknąć ukradkiem wody mineralnej z butelki, ot tak sobie w kuchni, od razu przybiega dziecko ze swoim niekapkiem i unosi go w górę, czekając aż wspólnie wypijemy. Podczas niedawnego rodzinnego posiłku w miejscu publicznym (Ikei, znaczy się) było nam jednak trochę głupio, że Młody nakłania nas do picia wykorzystując typowo polskie biesiadne gesty. Zapowiedzieliśmy już Dziadkowi, by zaprzestał dalszych nauk, bo w przeciwnym razie.. wyobrażam sobie te sceny z przedszkola za 2-3 lata. Mój syn i kumple siedzą przy małym stoliczku i jedzą śniadanie. „No to co? – jeszcze po kropelce chłopaki! – mówi Młody – ze mną się nie napijecie?”.

Maluch wciąż uwielbia oglądać bajki – gdy je mu wyłączamy to twardo negocjuje: skoro nie „bzz, bzzz” („Ul”), to może chociaż „chrum, chrum”? („Świnka Peppa”) – pyta wskazując władczo na ekran i gramoląc się na kanapę. W dalszym ciągu trzymamy się jednak tego, że może oglądać kreskówki jedynie z rana, gdy my dosypiamy lub wieczorem w ramach dobranocki. W czasie dnia – mimo częstych próśb i gróźb – bajek nie ma i do tej pory nie było z tym problemu, chociaż niedawno Młody chorował i zrobił się przez to bardzo marudny. Przez kilka strasznych dni na jakikolwiek sprzeciw reagował wrzaskiem i tupaniem. Ignorowaliśmy dzielnie te próby sił mimo, że tupanie i płacz rozbrzmiewały w naszym domu przez długie godziny, a w naszych głowach to jeszcze dłużej – nawet jak już było cicho. Wygląda jednak na to, że Młody wraca do normy, bo przez ostatnie dni znów obserwuję mojego pogodnego synka, a nie tego płaczliwego terrorystę. Nie ma to jak konsekwencja i nie uleganie nastrojom potomka – po raz kolejny się o tym przekonujemy.

Ostatnio Młody bardzo mnie zaskoczył: rozmawiałam z nim przez telefon i.. wiedział, że to ja dzwonię i że jestem gdzieś poza domem – taka abstrakcyjna rzecz, a jednak był w stanie to zrozumieć! Było to kilka dni temu: coś dziwnego działo się z brzuchem, napinał się, a w podbrzuszu odczuwałam spore bóle. Porządnie wystraszyłam się, czy z Kropką wszystko w porządku, pojechaliśmy więc na dyżur do szpitala, by mój lekarz mógł sprawdzić co się dzieje. Na szczęście okazało się, że Kropka, która do tej pory opierała się na stópkach, postanowiła wreszcie zrobić śmiałą akrobację i skierować się główką w dół – taka sprytna dziewczynka! Ponieważ ma już ponad kilogram cały proces był dość bolesny i spowodował u mnie totalną panikę – obawiałam się, że to jakieś skurcze (w pierwszej ciąży były mało wyczuwalne, więc teraz też mogło się tak zdarzyć). Uspokoiłam się, gdy zobaczyłam na USG piękną małą dziewczynkę, która jak zwykle dokazywała i badała rączkami swoją buzię. I wcale nie wygląda jak „Kropka”, ale co się dziwić -zostały jej już tylko 3 miesiące w brzuszku!

To tyle kropkowej dygresji, wróćmy do Młodego i wątku naszej telekomunikacji: jadąc ze szpitala utknęliśmy w korkach, a cała wizyta z dojazdem zajęła nam cholernie dużo czasu. Zadzwoniłam do rodziców zapytać o poczynania naszego synka – co zjadł, czy był marudny i inne takie. Moja mama dała mi Młodego do telefonu, przywitałam się z nim i … „Ma-ma!” – usłyszałam w odpowiedzi. Wytłumaczyłam dziecku, że mama i tata pojechali autkiem (mniejsza z tym dokąd, za dużo szczegółów) i że niedługo wrócą. No i oczywiście, że bardzo go kochają. Podobno słuchał moich słów z wielką uwagą, a gdy usłyszał, że pojechaliśmy autkiem wykrzyknął „tuu, tuu!” co jest jego nową wersją „brum brum”, czyli ogólnie określeniem na wszelakie pojazdy mechaniczne. Maluch słuchał i komentował naszą rozmowę po swojemu! Niby mała rzecz, ale jednak.. zaskakuje i cieszy, bo myślałam, że na epokę zdalnej świadomej komunikacji poczekamy trochę dłużej. Zresztą wyobraźcie sobie jak mi się zrobiło ciepło na serduchu, gdy kwitnąc w tych korkach usłyszałam to jedno małe słówko „ma-ma!” :).




poprzedni wpis następny wpis

Przeczytaj koniecznie

13 komentarzy

  • Reply Panna Oceanna 12/11/2013 at 08:40

    bardzo lubie oglądać Wasze zdjęcia, ale to chyba powtarzam za każdym razem ;-);-)

    pozdrawiam

  • Reply tynka 12/11/2013 at 09:13

    mnóstwo nowości :)
    poczekaj, bo teraz się zacznie era rozmów telefonicznych ;)
    ale rozumienie dziecka nawet takich abstrakcyjnych na jego poziomie rozwoju zdarzeń imponujące :)
    a drzemka przy mandarynkach? aż zazdroszczę ;)
    moja dwójka to jakaś niezwyciężona…teraz na szczęście oboje zapadli w drzemkę…ale jak znam życie 40 minut na cały dzień…czas ich drzemki za bardzo się kurczy, nie wyrabiam się ze wszystkim w tej godzinie lekcyjnej (obiad, pranie, sprzątnięcie, ogarnięcie zwierzaków…hehe) no i chwila,,,chociaż 15 minut dla mnie przy kawie i przy Waszych wpisach…
    :)
    a z Kropeczką pewnie już też macica sobie porządnie zaczyna ćwiczyć…w końcu raptem 3 miesiące jej zostało w brzuszku :)
    Pozdrawiamy ciepło…

    • Reply Ruby Soho 13/11/2013 at 15:08

      drugi raz w jego młodym życiu zdarzyło mu się usnąć w krzesełku do karmienia.. zazwyczaj też jest nie do zdarcia :))

    • Reply tynka 13/11/2013 at 15:25

      haha to dlatego moment uwieczniony na zdjęciu :)
      Kropka dalej Cię do słodkości „zmusza”?
      zaraz Ci przepis prześlę…nie przejdziesz obok niego obojętnie hehe

    • Reply Ruby Soho 13/11/2013 at 15:36

      to prawda ciężko przejść obojętnie :)) ale tak jak już pisałam chwilowo mam lodówkę wypełnioną słodkościami, więc za ciasto wezmę się pewnie w weekend :)))

  • Reply Mamade 12/11/2013 at 09:38

    Wspaniały mały duży Człowiek:) Zdjęcie z mandarynkami świetne:)) Kto by pomyślał, że mandarynka może tak człowieka wyczerpać;)

  • Reply Meg 12/11/2013 at 10:07

    Dzieci tak szybko wszystko łapią z otoczenia! Dla mnie jest to zadziwiające. Młody się pięknie rozwija, a te wszystkie słowa warto gdzieś spisać i zapamiętać :)

  • Reply anluna 12/11/2013 at 10:14

    Fajny człowiek Wam rośnie.
    U nas też porządek musi być i drzwi pozamykane i szafki. Nie ma mowy żeby przewietrzyć łazienkę lub zrobić porządki w szafce z Mają. No chyba, że wszystko będzie poukładane po jej myśli;)

  • Reply pirelka 12/11/2013 at 10:18

    Nigdy bym nie przepuszczała, że dziecko może usnąć podczas konsumpcji mandarynek ;) ładne zdjęcia.

    http://rodzice-plus-dziecko.blogspot.com/

  • Reply lucy 12/11/2013 at 11:04

    tylko 3 miesiące? a to historia! :)

    • Reply Ruby Soho 13/11/2013 at 15:07

      tylko 3! czas pędzi jak oszalały

  • Reply Hubisiowa mama 12/11/2013 at 13:37

    Podjęłaś tyle wątków, że aż nie wiem, od czego zacząć :-). Syn rośnie Wam na schwał, widać, że będzie mądra bestia :-). Kropka rozczula mnie niesamowicie i już nie mogę doczekać się jej na tym świecie. A co do mandarynek, to aż się uśmiechnęłam gdy zobaczyłam tę fotkę – rewelacja :-). Buziaki wielkie

    • Reply Ruby Soho 13/11/2013 at 15:07

      wiem, wiem.. wątków dużo, ale zapisuję to sobie wszystko, by nie zapomnieć – stąd moje co miesięczne podsumowania :))

    Pozostaw odpowiedź tynka Anuluj

    This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.