Codzienność

Znowu jest dzień!

Nie wiedzieć kiedy rozpoczął się luty, przynosząc zmianę w zapachu wiatru i nasyceniu słonecznych promieni, co zaczęło przywodzić na myśl wczesną wiosnę. Nawiasem mówiąc ukazało też z całym rozmachem moje wielomiesięczne zaniedbania w myciu okien.

Luty przyniósł również coś w rodzaju małej stabilizacji w postaci męża pracującego na jedną, cywilizowaną zmianę – od poniedziałku do piątku, od rana do popołudnia. Wprawdzie tylko na miesiąc, ale zawsze coś: identyczne poranki, gdy on zawozi starszaka do przedszkola, podczas gdy mama z Kropką wylegują się w łóżku i wieczory z nieocenioną pomocą kolacjowo – kąpiąco – usypiającą.

Szczególnie cenię sobie jednak poranki. Przyznam, że nie potrafię poderwać się z rana wraz z resztą rodziny, usprawiedliwiam się zaawansowaną ciążą, chociaż podejrzewam, że to zwykłe lenistwo.

IMGP6250 IMGP6248

Zamiast więc wstawać i być wzorem heroicznej, pracowitej matki wolę przyzwyczaić moje niewielkie stado, że najzwyczajniej na świecie nie mam ochoty nawet ruszyć najmniejszym paluszkiem stopy. „Mama jest taaaaka zmęczona!” – wyjaśniam Kropce nie otwierając oczu. „Mama musi sobie jeszcze trochę poleżeć, wiesz?”. Kropka gramoli się więc do mnie do łóżka, obowiązkowo pokonując łańcuchy górskie brzucha, jakby nie można było skorzystać z nizin w okolicy kolan. Zasłaniam i asekuruję Lolka przed licznymi szpiczastymi łokciami i kolanami mej średniej latorośli.

Chwilę później jej głowa jest już obok mojej głowy i dziewczynka układa się wygodnie na poduszce. Pieszczotliwie smyram jej śliczne proste włosy w kolorze słomy. Przytulamy się i leżymy spoglądając na siebie, po czym Kropka kładzie teatralnym gestem rączki na czole i marszczy śmiesznie nos: „Jetem taaaata zmęcona!” – mówi jakby znajomym tonem – „musem jesce spać!” i przez mikrosekundę leży spokojnie, nie wierzgając kończynami. Następnie spogląda na mnie z niezwykle komiczną, choć również wzruszającą u dwulatki troskliwą ekspresją twarzy. „Jeteś zmęcona? Śpij sobie, śpij mamusiu!” – i głaszcze mnie po głowie.

IMGP6423 IMGP6424 IMGP6426

Zdarza się, że Młody zostaje z nami w domu, wówczas on również pakuje się do łoża rodziców. I podobnie jak siostra nie idzie na łatwiznę w forsowaniu matczynej przeszkody, zamiast skorzystać z przełęczy przy kostkach lub kolanach tarabani się tam, gdzie najwyżej, gdzie brzuch mój panicznie chowa się przed kopniakami.

„Mamo, mamooooo!! Ja jestem dobjy kapitan Hak!” – krzyczy na dzień dobry. Wraz z nim do łóżka trafiają różne niezbędne akcesoria – jakieś miecze z plastiku, klocków i kartonu, kapelusz piracki oraz moje najnowsze, niezbyt udane dzieło – specjalny kapitański hak z tektury oblepionej niezdarnie taśmą klejącą – „Mamoo, psed kim mam was objonić?”

Młody wszędzie dostrzega bandytów, piratów i złodziei. Podejrzewamy, że w przedszkolu serwują im obrady sejmowe zamiast poobiedniej kreskówki.

„Mamo, cy widzis jakichś bandytów?” – pyta rozglądając się czujnie.

„Taaaak, kapitanie, chyba widziałam ich na balkonie!” – odpowiadam przeciągając się leniwie, chcąc zyskać kilka minut względnego spokoju w pościeli, podczas gdy nieustraszony kapitan macha hakiem i mieczem, wygrażając niewidzialnym bandziorom przy balkonowych drzwiach.

IMGP6443 IMGP6447

„Tam są! Widzis? To Nosal, Śmierdziel i Golonka!” – krzyczy kapitan (dla niewtajemniczonych: są to złodzieje z książeczki o smoku Danielu, którą mój syn regularnie czyta u Dziadków): „Oooooo, jest tez CIASTEK I SUSZONY-JABŁEK!” – dodaje po chwili, a ja tłumię chichot. Ci dwaj ostatni delikwenci to już własna inwencja Młodego. „Bo wies mamo, ten Ciastek to on ukjada wsystkim ciastka, a Suszony-Jabłek ukjada suszone jabłka!” – wyjaśnia całkowicie poważnie.

W międzyczasie Kropka pozbawia mnie kołdry i bezceremonialnie podciąga koszulkę od piżamy. „Chcem zobacyć dzidziuuuusiaaaa!” – krzyczy odsłaniając mój brzuch, po czym przytula się do niego (co jest słodkie i urocze), zaczyna naparzać rączką (co jest irytujące), a potem całuje i obślinia wykonując komiczne pierdnięcia ustami (co jest.. no dziwne po prostu).

„Dzidziuuusiuuuu! Heloooł, dzidziuuusiu!” – zwraca się do małego Lolka, a on porusza się, mogłabym przysiąc, że niespokojnie.

IMGP6395 IMGP6394 IMGP6393

„TEJAZ MUSIMY SIĘ BJONIĆ PZED WSYSTKIMI!” – oznajmia poważnie Młody, który właśnie wrócił z rozprawy przy balkonie. Twierdzi, że musimy się zbroić w miecze i pistolety, nasiąka etosem walki w przedszkolu, chodzi na jakieś wojny, które podobno są fajne. A ja, matka, patrzę bezradnie, tłumaczę, że przemoc nie jest dobra i w ogóle „peace & love”.

„Ale ja biję tylko tych złych!” – Młody rozwala mnie żelazną dziecięcą logiką, na którą nie mam kontrargumentu.

Przeciągam się znowu, profilaktycznie wypijam wodę z kubka stojącego przy łóżku, korzystając z faktu, że jakimś cudem jeszcze nie została wylana.

Podnoszę się, a z pościeli sypią się klocki, puzzle i zabawki. Przede mną kolejna mordercza dniówka, jakieś dwanaście godzin, przy których korpo to pikuś, luz, kawusia i relaks z minimalnym ładunkiem stresu. Wstaję, a do głowy właśnie przyplątał mi się idealny na tę okazję fragment czeskiej poezji.

„Slunce svítí,

Ptáci řvou,

Zas kurva den!”*

* Dosłowne tłumaczenie: „Słońce świeci, ptaki wrzeszczą, znowu -motyla noga – dzień!”

IMGP6452

P.S. Pewnie zastanawiacie się po co te czapki i szaliki? Czasem zamiast piratów mamy w sypialni Świętych Mikołajów :).

1

 

poprzedni wpis następny wpis

Przeczytaj koniecznie

8 komentarzy

  • Reply Zuzi 10/02/2016 at 15:55

    Cudowny, ciepły, domowy wpis. I te wyżyny i niziny, perełki metafor! Uwielbiam <3 jednocześnie zazdroszczę wylegiwania choćby w tak ekstremalnych warunkach, bo ja z tych heroicznych-piata-rano-to-lie-in… I stuprocentowo zgadzam się z dniówkami macierzyńskimi, choć mam o jednego stwora na stanie mniej… Och, w życiu tak nie tęskniłam za pracą!

    • Reply Agata / Ruby Times 10/02/2016 at 18:21

      Spójrz na to zdjęcie z wędrówką po ojcu. Sformuowanie „łańcuch górski” samo się nasuwa.

  • Reply Matko Zabawko 10/02/2016 at 18:00

    O nie! Przypomniałaś mi o moich oknach. Każdego dni mówię sobie „jutro”, a w efekcie mamy mniej światła w domu ;)

    Jak czytam teksty Kropki to mnie mała zazdrość bierze. U nas tylko brum, ciuch ciuch, dźwięki zwierząt i miliony zdań w niezrozumiałym języku…

    • Reply Agata / Ruby Times 10/02/2016 at 18:22

      Miałam dziś myć te cholerne okna, ale posypało deszczem ze śniegiem więc mam wymówkę :)

  • Reply Kinga 11/02/2016 at 08:10

    Uśmiecham się po przeczytaniu tego tekstu :-) Jakże znajomy temat. Może nie wylegiwania się ale tej dniówki harówki! I piszę to sobie korzystając z porannej przerwy na herbatę.. w pracy ;-)
    Wczoraj miałam urlop – hahaha! I chociaż uwielbiam moje dziecko i „siedzenie” w domu to pierwszy raz odkąd zaczęłam pracować zatęskniłam za pracą! Nie do wiary…
    Akurat trafiła mi się środa z chorym dzieckiem – jęcząco marudzącym, nie chcącym jeść i nic mu nie pasującym więc hardcore :-) Dzisiaj, wychodząc do pracy, życzyłam teściowej POWODZENIA :-)

    PS. Temat czapek i szalików ubieranych w domu również znany. Mieszko jest wielbicielem czapek! (Zuzi od Milly – nie byłoby afery czapkowej z jego udziałem ;-) )

    • Reply Zuzi Clowes 11/02/2016 at 20:51

      HhHhhAHAHAHAH Kinga, z Milly też już by nie było, melduję że czapki i kapelusze wszelkiej maści (tak, te letnie w lutym też) bardzo w łaskach! Hap! :)

  • Reply mamidami.com 15/02/2016 at 22:34

    To ja mam problem z rannym wstawaniem choć lokatora na gapę nie targam i nie mam żadnej wymówki :) wesoło tam u Was :)

    • Reply Agata / Ruby Times 16/02/2016 at 01:19

      Wesoło.. i głośno :)

    Napisz, co o tym sądzisz