Czytelnia, Moje książki, Pasje

W Patagonii

Gdy kończysz czytać zajmującą książkę, to jakby jeden ukochany świat zamykał się bezpowrotnie przed Tobą. Ostatnio siedziałam w pewnym świecie dość długo – ponad pół roku, a może i dłużej, zatapiałam się w lekturze. Towarzyszyła mi w ogrodzie, spakowana zawsze do torby ogrodowej, czekająca na wyjście. Kawał wiosny, lata i jesieni tak czekała, aż usiądę na leżaku, aż otworzę tam, gdzie zakładką zaznaczone.

W międzyczasie przeczytałam dość dużo innych rzeczy, naginając czasoprzestrzeń do granic możliwości, bo wygospodarować czas na książki w mojej sytuacji to nie lada wyczyn. Wszystkie inne lektury kończyły się bez większych problemów, następne się zaczynały, a ta jedna opierała się wszelkim zakusom dobrnięcia do końca. Czyżby była aż tak nieciekawa? Nudna zupełnie? Otóż nie. Zdecydowanie nie była nudna! Powiedziałabym, że leniwie tocząca się, miarowo, niczym stukot kół pociągu.

imgp0715 imgp0727

„Między jeziorem, a pociągiem wznoszą się niskie, zielone wzgórza, a bliżej torów rosną bananowce, gaje pomarańczowe i żółte rozkołysane bambusy. Bliższa roślinność jest spłowiała i przykurzona..”

Dookoła polska późna jesień, bardzo oszczędna w swej formie, ale w moim alternatywnym świecie falują palmy nad Morzem Karaibskim, bananowce gdzieś nad jeziorem i wulkany. Jadę właśnie pociągiem przez Salwador i to wszystko mam za oknem. Trasa przede mną długa i dość niewygodna – ze Stanów Zjednoczonych, przez całą Amerykę Środkową i Południową jadę prosto do Patagonii. Moim towarzyszem podróży jest Paul Theroux. Specyficzny to człek, ma swoje narowy, jak każdy pisarz. Komentuje wszystko, co widzi za oknem pociągu – piękno przyrody opisuje w ujmująco wrażliwy sposób, a zaraz potem przedstawia nędzne stacyjki i świnie ryjące przy kałużach. Zrzędzić na warunki podróży potrafi w niezrównany sposób, podobnie jak opisywać przypadkowych towarzyszy drogi lub użalać się nad swoim losem. Żarty rzuca oszczędnie, z pokerową miną, jest mistrzem sarkazmu. Tak – Paul jest naprawdę wyjątkowy.

Przerywam na chwilę moją podróż, by pobujać niemowlę w wózku. Właśnie wzdrygnęło się niespokojnie i zaczęło poruszać usteczkami w specyficzny sposób, typowy dla wszystkich ssaków. Po chwili niemowlę uspokaja się. Czytam dalej, bujając jednocześnie.

„Teraz jezioro jest srebrzyste, z emalią błękitnych kręgów, po chwili czernieje i pieni się biało, jeszcze później różowieje, a brzegi przyjmują zieleń drzew. Dla miejscowych Indian jezioro było czymś znacznie więcej niż tylko zbiornikiem wodnym..”

Nie skończyłam akapitu, ale muszę przerwać. Konflikty między rodzeństwem narastają i ciemnieją niczym cumulonimbusy na horyzoncie.

„Mamooo, bo ja chcę tamtą łopatkę, Kropka ją zabrała!!!!.”

imgp0730 imgp0816

A potem wracam:

„Wszystko to wygląda tak znajomo, że zaczynasz się zastanawiać, czy podróżujesz po kole, wyruszasz rano, by w upalne popołudnie dotrzeć do tej samej wioski, ze świnią, ludźmi, uschniętymi drzewami, a wizja nędzy powtarza się jak sen.”

Wprawdzie bez świni i bez nędzy, ale myślę, że rozumiem Cię dobrze, Paul!

Dawno nie czytałam czegoś tak.. idealnego dla mnie. Normalnie na wymiar skrojonego! Moja życiowa „rush hour” niekoniecznie pozwala na pasje, zwłaszcza takie jak włóczenie się pociągiem z kontynentu na kontynent, za to gdy zdarzy się przysłowiowe „pięć minut” matczynego wytchnienia, to ja mogę sobie wyciągnąć książkę i przeczytać akapit. Zupełnie jakbym przechodziła na drugą stronę lustra i zasiadała w przykurzonym, zaniedbanym wagonie drugiej klasy, klekoczącym się przez Panamę. To nie Stephen King, że nie można się oderwać, to nie Garcia Marquez, że zgubię fabułę, gdy przez tydzień nie wrócę do lektury. Nie ma obawy, bo przecież.. tutaj za bardzo nie ma fabuły.

imgp0733 imgp0819

„Właśnie patrzyliśmy, jak chilijski statek towarowy Palma przepływa przez śluzę. W kanale nie ma pomp. Statek wpływa do śluzy, bramy się zamykają i po chwili wielka jednostka pływająca opada do poziomu Pacyfiku”.

„Mamo, czy ja mogę to zjeść?” – Młody łakomie spogląda na wafelka pozostawionego na stole. W ogrodzie dźwięk piły tarczowej gdzieś zza płota. Psy szczekają, dzieci wrzeszczą, dym siwy dociera do nozdrzy, wszak sąsiedzi zaczęli już sezon na dokarmianie raka.

Największą ekscytację przeżyłam, gdy nasz bohater wydostał się już z Kolumbii, uporczywie pikując na południe, gdy za oknami nędznych pociągów, którymi podróżował pojawiły się Andy. Wróciłam na chwilę do czasów młodości, gdy wyobraźnię rozpalały same nazwy na mapie. Ekwador. Peru. Boliwia. Argentyna. Raz na chwilkę zrobiły się one namacalne i realne, gdy nasz wykładowca zaproponował wyprawdę naukową, połączoną z badaniem kultur preinkaskich. Wyprawa miała się odbyć na wiosnę, a na odwiedzenie czekały wszelkie cuda Cuzco, Macchu Pichu, pustynia Atacama, plecione wyspy na jeziorze Titicaca. Wystarczyło mieć 10 tysięcy złotych na koszty podróżne i można było jechać.

imgp0738 imgp0741 imgp0749

Na wymianie studenckiej w Krakowie bawiliśmy z obecnym mężem (a ówczesnym pretendentem do tego tytułu) przez rok, dawno temu, głęboko w poprzedniej dekadzie. Sami dobieraliśmy sobie zajęcia wedle własnego gustu, musiały mieć jakiś związek z kulturą. Dobieraliśmy, że ho-ho. Biegaliśmy na wykłady o latach 60-tych w USA, interpretowaliśmy bizantyńskie ikony, słuchaliśmy o rumuńskiej mitologii, poznawaliśmy historię islamu, próbowaliśmy uczyć się hiszpańskiego.. ale najważniejsze w tym wszystkim były zajęcia o Ameryce Południowej. Szczególnie zapadł mi w pamięć jeden starszawy, bardzo poważny profesor-podróżnik, na którego zajęcia wkuwaliśmy pasma andyjskich kordylierów, potrafiliśmy je na mapie rozrysować, co do jednego. Wiedzieliśmy jakie gatunki ziemniaków się hoduje w jakim regionie, gdzie mieszkają wikunie, a gdzie pakowikunie. Na jakiej wysokości jest płaskowyż śródandyjski, z jakich cegieł budowano stare miasta indiańskie. Pracę na dwieście stron napisałam nawet o kulturach preinkaskich.

imgp0743 imgp0759 imgp0774

Ma się rozumieć na wyprawę naukową nie starczyło pieniędzy. O ile przypominam sobie moją ówczesną zawartość kieszeni i portfela, to brakowało mi jakieś.. 9990 złotych. Za to teraz.. teraz wkraczam do Cuzco wraz z Paulem. Jego lekko monotonny sposób opisywania rzeczywistości sprawia, że faktycznie czuję się jakbym szła obok, równie mocno cierpiąc na wysokogórską chorobę. Theroux potrafi być naturalistyczny w swych zapiskach. Jeśli pies wychudzony grzebie w śmieciach, a obok ryją świnie, to z pewnością zostanie to zapisane.

Docieramy do Macchu Pichu, następnie jedziemy przez płaskowyże górskie do La Paz, i dalej, przez Argentynę, na południe, aż w księżycowe krajobrazy Patagonii, gdzie czeka nas kres podróży i żal, że kolejny książkowy świat zamyka się bezpowrotnie. Niby można wrócić do niego, ale czując się mniej-więcej jak Heraklit wchodzący ponownie do rzeki. To już nie to samo.

imgp0788 imgp0800 imgp0803 imgp0806 imgp0809 imgp0824 imgp0831 imgp0832 imgp0836 imgp0840 imgp0841 imgp0842 imgp0844 imgp0846 imgp0847 imgp0849 imgp0850 imgp0851

Na koniec mój ulubiony cytat.

„W książce podróżniczej dramatyzowanie własnych przeżyć jest nieuniknione – większość podróżników, nawet drętwych spacerowiczów, postrzega samych siebie jako samotnych, heroicznych poszukiwaczy przygód.” 

Pisze Paul już w przedmowie. Tak, jakby widział mnie, z rozwianym włosem, gdy pruję przez nocne drogi, rozgwieżdżone jasno, ze szronem na polach, z wielką łuną nad drogą, oświetlającą domki, przycupnięte przy trasie niczym grzyby przy leśnej ścieżce. Jadę, muzyka gra, jadę. Wolność! Droga przede mną! Jadę.. podróż, tabula rasa, dzieje się! Listę zakupów mam, zaraz zaparkuję pod Lidlem. Jestem prawdziwą królową dramatyzowania własnych przeżyć, przecież wiecie.

imgp0804

Wszystkie wyodrębnione cytaty pochodzą z książki „Stary Ekspres Patagoński” Paula Theroux.

poprzedni wpis następny wpis

Przeczytaj koniecznie

8 komentarzy

  • Reply Mama dzika 14/11/2016 at 19:07

    Jak dobrze , ze Cię Tu odnalazłam… pozdrawiam serdecznie

    • Reply Agata / Ruby Times 18/11/2016 at 23:16

      Dziękuję :D Pozdrawiam również!

  • Reply e-milka 15/11/2016 at 15:11

    Jak ja bym chciala tak sobie jechac, po prostu gapiac sie w okno. Niewazne niemal gdzie, byle dalej. Dlaczego Orient Express juz nie jezdzi? Tak uwielbiam jazde pociagiem. Ale nie ludzmy sie, nawet gdyby bez dzieci, na pewno ktos by mi uprzykrzal, tfu uprzyjemnial, podroz. Ludzie uwielbiaja mi opowiadac o sobie, niestety. Albo ktos tak dlugo gadalby przez komorke, ze i tak wszystkiego bym sie dowiedziala. Albo byloby ciasno, zimno, goraco, zbyt niebezpiecznie dla samotnej bialej kobiety etc. Co nam pozostalo, jak ubarwiac wyprawy do Lidla? A nie kazdy to potrafi. Tobie to jednak naprawde sie udaje.

    • Reply Agata / Ruby Times 18/11/2016 at 23:18

      Dziękuję.
      Ja też dalej lubię podróże pociągiem. A na natrętów mam swoje sposoby – najlepsze to słuchawki na uszach, by zatopić się we własnym świecie i wyraźnie powiedzieć „nie mam ochoty na rozmowę”, oraz..oczywiście książka :D

  • Reply tynka 15/11/2016 at 16:07

    Gdyby wszystkie recenzje takie były :)
    Wspominałam już, że bardzo lubię „Cię” czytać? ;)
    Lolkowe kły the best!!! :)
    Dramtyzuj przeżycia :) po to są haha :)
    Pozdrawiam

    • Reply Agata / Ruby Times 18/11/2016 at 23:20

      Dzięki :)
      Dramatyzuję, taka już jestem:)
      Buziaki i serdeczności!

  • Reply Pola - Odpoczywalnia 16/11/2016 at 09:29

    Ale to smakowicie opisałaś!
    Zdecydowanie jestem zachęcona do tej książki:)
    Są swoją drogą takie książki, które się dawkuje – tak zawsze czytałam Stasiuka.

    • Reply Agata / Ruby Times 18/11/2016 at 23:19

      To jest właśnie taka ksiażka do dawkowania. Na szczęście Theroux miał też inne podobne. Mam właśnie na liście „Wielki Bazar Kolejowy” o podróży przez Azję :)

    Napisz, co o tym sądzisz