Dziecko

Uwierz w swoje dziecko!

Zastanawiałeś się kiedyś, czy wierzysz w możliwości swojego dziecka? W jego umiejętność dostosowania się do okoliczności, przyswajania nowej wiedzy, radzenia sobie z niewielkimi obowiązkami? A może wręcz przeciwnie – z góry zakładasz, że lepiej mu nieustannie pomagać, wyręczać we wszystkim, by niepotrzebnie go nie stresować i nie tracić własnego czasu?

IMGP4620

Obserwuję, rozmawiam z koleżankami z pracy, czytam co piszą ludzie w necie i coraz częściej mam wrażenie, że dziecko staje się swego rodzaju ozdobą we współczesnym domu. Wychuchaną, wystrojoną ozdobą, której nic się nie tłumaczy, która nic nie musi – nie ma obowiązków, nie stawia się przed nią wymagań i nie uczy się jej zasad, bo wszystko za trudne dla takiego malca. Ozdoba zostanie obsłużona – nakarmiona, wykąpana, posadzona przed ekranem z bajkami i grami.

Dostanie swój pokój z bajecznymi zabawkami, które mówią, płaczą i się śmieją. Być może jako substytut rodzica, bo przecież nikt do dziecka nie mówi.

A tymczasem dzieci mogą więcej, niż nam się wydaje. Świetnie przyswajają wiedzę, są elastyczne, łatwo przystosowują się do nowych okoliczności, a wspaniałe efekty można osiągnąć po prostu tłumacząc im spokojnie wiele rzeczy. Współcześni rodzice często o tym zapominają.

Dzieciaki w wieku przedszkolnym piją mleko z niemowlęcych butli, bo rodzic kiedyś stwierdził, że roczniakowi będzie przykro, że nie zrozumie zamiany na kubeczek. Smoczki z narzędzia do uspokojenia niemowlęcia stają się nieodłącznym towarzyszem całkiem sporych dzieci. Maluchy nie rozumieją idei posiłku co kilka godzin i nieustannie podjadają przekąski, lub co gorsza jedzą w nocy. Kilkulatki mało chodzą, bo przecież wygodniej i szybciej jest transportować je z miejsca na miejsce. Dzieci ślęczą nad elektroniką w miejscach publicznych, bo rodzic zakłada, że i tak będą się źle zachowywać, więc zamiast przyzwyczajać do sytuacji społecznej lepiej „wyłączyć” dziecko jak małego robocika.

Przez brak czasu i chęć ułatwienia sobie zadania rodzice przypadkowo.. utrudniają sobie zadanie wychowując nieporadne i niesamodzielne, a czasem wręcz aspołeczne potomstwo.

IMGP4618 IMGP5997 IMGP6025

Jeszcze nie tak dawno codziennie zakładałam trzylatkowi ubranie, zamiast dać mu szansę na samodzielne wystrojenie się. Dopiero, gdy poszedł do przedszkola zaczęliśmy go tego uczyć i wówczas okazało się, że Kropka też zapragnęła się sama ubierać. Cóż z tego, że nie skończyła jeszcze dwóch lat? Zaczęła ćwiczyć zdejmowanie skarpetek i uparcie zakładała je na rączki twierdząc, że to rękawiczki. Do tej pory znajdujemy ją jeszcze z rana w łóżeczku z gołymi stopami i „rękawiczkami” na dłoniach. Taka nauka bywa upierdliwa i denerwująca dla rodzica, ale po jakimś czasie widać jej efekty – obecnie Kropka potrzebuje jedynie naszej niewielkiej pomocy przy wycelowaniu stopami w nogawki i głową w koszulkę, a poza tym ubiera się niemal sama. A przecież mogliśmy uznać, że jest za mała i robić wszystko za nią!

IMGP4647 IMGP4645 IMGP6015 IMGP6020

Gdy masz w domu dwójkę małych, dzikich Stworów, i trzeciego który już dobija się od środka z brzucha, to wiesz, że bez jasnych zasad po prostu zginiesz.

Z pewnością nie jest łatwo okiełznać takie stado, ale mimo wielu przerażających błędów wychowawczych i zaniedbań, jakich się przez te wszystkie lata dopuściliśmy jestem dumna z dotychczasowych efektów. Bo dzięki traktowaniu po partnersku, nieustannemu odpowiadaniu na pytania, tłumaczeniu i wymaganiu nasze dzieci nauczyły się już całkiem sporo.

Na przykład, że noc służy do spania (we własnych łóżeczkach), w nocy się nie je, a pije tylko wodę. Posiłki spożywa się przy stole, a bajki ogląda po obiedzie (rano mózgi są takie chłonne, że żal je hipnotyzować kreskówkami). Są sprzęty w domu, których nie wolno dotykać (chociaż Kropka czasem po cichu to kontestuje), nie można plądrować cudzych mieszkań i wnętrz restauracyjnych (przesadnie). Po ścianach nie powinno się malować (niestety – nauka była post factum:). Czasem trzeba poczekać na posiłek lub reakcję rodzica – bo rodzic też jest człowiekiem i ma jakieś swoje zadania i priorytety (dla małych dzieci to dość odkrywcza informacja:). Wpoiliśmy im pewne normy, chociaż część musieliśmy zmienić lub nagiąć, by pasowały wszystkim domownikom. Wiadomo, że przy małych dzieciach każda zasada wymaga elastyczności i dostosowania do sytuacji, a czasem nastroju dziecka. Nikt przecież nie wygoni z małżeńskiego łóżka małego chłopca, który przydreptał tam z wyznaniem, że czuje się bardzo samotny i musi się natychmiast do kogoś przytulić (prawdziwa sytuacja – z wczoraj:).

Oczywiście w Waszym domu mogą być zupełnie inne priorytety, nie kwestionuję tego, ważne, by wszyscy byli z tym szczęśliwi – wliczając w to rodziców!

IMGP4630 IMGP4635 IMGP6045 IMGP6028 IMGP4637

A propos czekania:

„Mamooo, podas mi mój miec?” – pyta Młody wpadając do kuchni.

„Jasne kochanie” – odpowiadam znad zmiotki, szczotki i góry okruchów – „a wiesz gdzie jest twój miecz?”

„Tak, lezy na legale” – mówi on.

„Tylko widzisz, musisz chwileczkę zaczekać. Kończę właśnie zamiatać, nie chcę by ktoś rozniósł te okruchy po całym domu. Zaraz skończę i tam do Ciebie przyjdę, dobra?”

„Dobja!” – odpowiada Młody w 80% przypadków i całkiem zadowolony z mojej reakcji biegnie do swoich zajęć. Jest też oczywiście 20% przypadków, gdy akurat jest zmęczony/marudny/zwyczajnie upierdliwy i odpowiada: „ale ja chcem TEJAZ!” lub „MUSIS mi to dać TEJAZ!” – wszak nikt z nas nie jest idealny. Też miewam gorsze dni, kiedy wyłażę z siebie, staję obok i wcale nie jestem opanowaną i kochaną mamusią. On też ma prawo do pomarudzenia raz na jakiś czas.

Jakiś przepis na to jak uczyć? Tylko jeden. Konsekwencja, traktowanie jak równego, spokojne tłumaczenie dlaczego robimy tak, a nie inaczej i oczywiście dużo miłości.

IMGP4624 IMGP6036

Małe dzieci lubią dostawać niewielkie zadania, czują się dzięki temu ważne i „dorosłe”.

Uczą się stopniowo i poznają jak funkcjonuje gospodarstwo domowe. Gdy przebierają się wieczorem w piżamki proszę, by wrzucały swoje ciuchy do kosza na pranie. Jak większość dzieci są zafascynowane rozwieszaniem prania, chociaż ja rwę czasem włosy z głowy, gdy ciągną ojcowskie białe koszule po podłodze w stronę suszarki. Gdy piekę coś słodkiego podsuwają swoje krzesełka i obserwują, czasem uklepują ciastka i mieszają składniki. Od niedawna z rana zawsze proszę Młodego o pomoc w nakrywaniu do stołu. Nie macie pojęcia jaka to dla niego satysfakcja! Gdy dostał tak poważny obowiązek wręcz wydoroślał z dnia na dzień! Bardzo ostrożnie nosi porcelanę, rozstawia sztućce i talerze, maselniczki i miseczki. Czuje się wówczas bardzo potrzebny i dumny.

To nie jest jedynie moja sadystyczna chęć wykorzystywania dziecięcej energii do pracy. To przemyślana, chociaż w sumie intuicyjna strategia.

Tak sobie wykoncypowałam, że skoro ma ich być troje, to muszą być samodzielni, jeśli mamy stanowić zgrany zespół, to każdy musi mieć jakieś obowiązki. Żeby nasz dom nie wyglądał jak walka „Matka kontra reszta świata”, z jedną umęczoną osobą zbierającą cudze skarpetki, zabawki i ogólnie wykonującą wszelkie domowe prace. Jeśli każdy nauczy się dbać o swoje podstawowe potrzeby – na razie te związane z higieną i ubieraniem się – to dom będzie sprawniej funkcjonował. A kiedyś.. kto wie? Może nauczą się robić kanapki, albo przyniosą matce kawę? Chociaż znam przypadek faceta, który nie potrafił sobie przygotować kanapki w wieku.. dwudziestu lat. Instytucja matki – masochistki najwyraźniej trzymała się w jego domu wyjątkowo mocno.

IMGP6038

W dawnych czasach małe dzieci traktowano o wiele poważniej niż teraz.

Od starszych wymagano opiekowania się młodszymi. Małe dostawały swoje proste zadania dostosowane do wieku – na wsi pomagały w polu, albo pasły owieczki na łące. Czym większe, tym bardziej były wdrażane w życie rodziny i w pracę. Czasem było ich kilkoro – jak sobie ci rodzice mieli poradzić bez delegowania zadań i obarczania dawką odpowiedzialności każdego z nich?

Warto zaakceptować, że nasz potomek potrafi się wiele nauczyć. A wymagać od dziecka tak naprawdę oznacza.. szanować je, uznawać, za inteligentną i rozumną istotę.

Mały człowiek wyciągnie z okresu dzieciństwa różne wnioski. Może oczywiście utwierdzić się w przekonaniu, że rozrzucone przedmioty magicznie teleportują się na swoje miejsca, a kręgosłup rodzica można obciążać nieustannym schylaniem po kubeczki i klocki. Że rodzice służą do wykonywania poleceń, najlepiej w trybie pilnym, dom sprząta się sam, podobnie jak samo się robi pranie i jedzenie. Wykorzystajmy ten czas, gdy „zabawa w dom” jest atrakcją, podobnie jak pomaganie nam i słuchanie tego, co mamy do powiedzenia. Za parę lat nie będą chciały słyszeć o trzymaniu miotły i rozkładaniu talerzy na stole.

Może więc zamiast wiecznie je odpychać i zajmować bezmyślną rozrywką, lepiej nauczyć czegoś pożytecznego, dopóki jeszcze tego chcą. Wystarczy dać im szansę i uwierzyć w ich możliwości. Wtedy z pewnością dadzą sobie radę!

1

poprzedni wpis następny wpis

Przeczytaj koniecznie

30 komentarzy

  • Reply tynia 17/01/2016 at 22:18

    matko, jakie to mądre. Sama nie mam jeszcze dzieci, ale post przydatny na przyszłość – niedaleką mam nadzieję :)

    • Reply Agata / Ruby Times 18/01/2016 at 12:43

      Dziękuję! Trzymam kciuki!

  • Reply Zuzi 18/01/2016 at 06:17

    Po raz kolejny – great minds think alike! Mój wczorajszy nieopublikowany post jest o bardzo podobnej tematyce… Choć trochę mniej o obowiązkach a trochę bardziej o podmiotowości… Rodzica. Bo to bardzo ważne, a wiele z nas, zatraconych w RB, Eko-obowiązkach i kreatywnych zabawach od rana do nocy o tym zapomina. Cieszę się że napisałaś żeby uczyć dzieci czekania, ja pod tym względem popełniłam mnóóóstwo błędów które teraz staram się prostować (lepiej późno niż wcale), ale do najbardziej cierpliwych moje dziecko wciąż nie należy. Mimo że puszczam jej bajki z rana (ja po prostu nie daję rady sprostać kreatywnemu umyslowi o 5:30-6:00 rano, potrzebuję pół godziny do godziny na rozruch, zwłaszcza że Nowe nie lubi kawy z rana) nasze kreatywne zabawy codziennie obejmują ładowanie zmywarki/pralki i vice versa, zamiatanie, wycieranie blatów (gdybyś widziała tę radość na widok gąbki:D) i sprzątanie zabawek. Na krótszą metę zajmuje to duuuużo więcej czasu niż gdybym miała to zrobić sama, ale też wierzę w to że zaprocentuje w przyszłości. A jeśli chodzi o ubieranie się – moja niespełna dwulatka nie ogarnia skarpetek (choć zawzięcie próbuje!) za to świetnie zakłada /rozbiera czapki, koszulki i spodnie (przy czym spodnie najchętniej wkłada na głowę:))). Tak, zdaje się że wierzę w możliwości mojego dziecka:) nie mniej jednak dziękuję Ci za ten tekst, przeczytałam z prawdziwą przyjemnością (jak zwykle zresztą) i jestem wielką fanką jego nienachalnej misyjności. Buzia!

    • Reply Agata / Ruby Times 18/01/2016 at 12:42

      Gracias, Zu! Biegnę czytać do Ciebie, o ja podmiotowa matka, która w południe siedzi przed kompem z herbatą, podczas gdy Młody w pkolu, a Kropka ogarnia się gdzieś sama (tylko dość cicho w domu, chyba pójdę sprawdzić co się dzieje:)

  • Reply Kinga 18/01/2016 at 11:44

    Hej, jestem po lekturze Twojego bloga od pierwszej literki i fajnie, że potrafisz przyznać się do błędów i wyciągnąć wnioski (chodzi mi np. o bajki puszczane rano).
    Jestem mamą niespełna dwuletniego chłopca i wychowanie to faktycznie orka ;-) Ale potrafi być przyjemnie, kiedy zauważasz efekty swojej konsekwencji :-)
    Ja akurat daję dużo swobody synowi i on też jest bardzo samodzielny. Sam nauczył się ubierać buty jak miał troszkę ponad rok. Zaczynał od ubierania sandałów (ja zawsze ściągałam mu skarpetki, więc do dzisiaj kiedy sam ubiera buty próbuje ściągnąć skarpetki.. nie pojmuje chyba, że pora roku się zmieniła i dla niego ubieranie butów równa się ściągnięcie skarpetek :-) ). Szybko nauczyłam się, że kiedy próbuję mu pomóc w pewnych czynnościach on się tylko frustruje. I tak mój chłopczyk potrafi ubrać i ściągnąć skarpetki, spodenki, rękawiczki, czapkę, szalik itp. Dumna jestem bo on do tego doszedł sam. Nie zachęcałam go specjalnie. Dopingowałam i doceniałam. Fajnie, bo kiedy przychodzimy do domu potrafi się rozebrać. Ściąga czapkę już przed drzwiami mieszkania, potem, kurtkę, siada, ściąga buty, szalik i spodnie :-)

    Z jednym będę polemizować. Chodzi mi o nocne jedzenie. Jeśli karmi się piersią to trudno jest dziecku tego zabronić. I od jakiego wieku nocne jedzenie jest ok, a od kiedy już nie?

    Pozdrawiam :-)

    • Reply Agata / Ruby Times 18/01/2016 at 12:40

      Dziękuję za miły komentarz! Karmienie piersią to inna bajka, ja karmiłam moje Stwory na żądanie, również w nocy, ale przestałam karmić, gdy mieli nieco mniej niż rok. Młody usypiał z butelką, gdy miał kilkanaście miesięcy, dopiero potem poczytałam jakie to spustoszenie dla zębów (mleko modyfikowane – bo mleko matki nie powoduje próchnicy) i zaczęliśmy go oduczać.
      Gdy Kropka miała rok ją również zaczęliśmy przygotowywać do tego, że wieczorem pije się mleko, myje zęby i idzie spać. Początkowo poranne butle były dość wcześnie (piąta rano, te sprawy), a teraz oboje mają bidony z wodą przy łóżkach, a w okolicach siódmej rano przybiegają do nas i proszą by zagotować im mleko (krowie) z miodem i masłem. Po czymś takim mamy spokój ze śniadaniem do 9-10. Taki system u nas działa od dawna i jest całkiem wporzo.
      Nie mam pojęcia jak jest z karmieniem piersią powyżej roku, nie mam doświadczenia, ale takie duże dzieci nie muszą być karmione na żądanie, mają pojemne brzuszki, potrafią się najeść na całą noc i wydaje mi się, że jedzenie w nocy to dla nich bardziej „comfort food”, chęć przytulenia się i bliskości. W dalszym ciągu uważam, że nawet takim małym dzieciom można pewne rzeczy tłumaczyć i kształtować pozytywne nawyki na przyszłość, ale z drugiej strony wiem, że jak dziecko czuje mleko, to przytulenie do mamy może mu nie wystarczyć..
      Pozdrawiam również!

      • Reply Mama Hani 18/01/2016 at 13:07

        Ja uważam, że ponad roczne dziecko można odzwyczaić od picia mleka w nocy. Sama jestem mamą 15 miesięcznej córki. Karmiłam piersią do około roku – kończyło się to powoli, na koniec mieliśmy nocne karmienie, ale zachorowałam, wszedł antybiotyk i bez zastanawiania musieliśmy to zakończyć. A nie kończyliśmy szybko, bo baliśmy sie płaczu, nie przespanych nocy z powodu braku mleczka.
        Hania na początku nie piła w ogóle z butelki, potem po tygodniu zauważyłam, ze brakuje jej czegoś i daliśmy mleczko z butelką przed drzemką i przed snem, niestety budziła się w nocy, więc dostała również w nocy. W nocy tą butle dostawała przez około 2 tygodnie, po czym zauważyłam, że ona tak naprawdę nie jest zainsteresowana tym mlekiem, bo zaczęła pić coraz mniej tego mleka. Przestałam jej dawać mleko w nocy, budziła sie nadal, ale usypiałam z powrotem bez mleka. Po około 2-3 tygodni zaczęła spać mocniej bez wybudzeń mocnych. Teraz ma 15 miesiecy i od około 2 tygodni ładnie śpi, można powiedzieć, że śpi całą noc. A nie wierzyłam, że to nastąpi tak szybko, myślałam, że u niej z 2 lata minie, zanim zacznie spać w nocy.

        Uważam, że jest to kwestia naszych przekonań i poglądów. Jestem przekonana, że dziecko ponad roczne jest gotowe nie pić mleka w nocy, tylko trzeba mu dać na to szansę, jeśli się chce. Mam znajomych, którzy 1,5 roczne dziecko na drzemkę usypiają tylko w wózku. Moja córka od 8-9 miesiaca drzemki i noc spędza w łożeczku – nie chodziłam z nią spać na spacery, tylko spacery służyły oglądaniu świata. Przebudzała się w łożeczku niewyspana, ale próbowałam dalej usypiać, by spała tyle ile potrzebuje.
        To jest wszystko kwestia naszego wyboru jak prowadzimy dziecko i jakie nawyki utrwalamy. Jeśli nie pokażemy dziecku innej możliwości, to ono samo jej nie pozna.

        Dlatego popieram Rubytimes – odwagi we wszystkim i dużo spokoju – da się wiele rzeczy.

  • Reply Marta 18/01/2016 at 11:58

    Świetny post, zgadzam się.

    • Reply Kinga 18/01/2016 at 13:22

      „…ale z drugiej strony wiem, że jak dziecko czuje mleko, to przytulenie do mamy może mu nie wystarczyć..”
      Sedno sprawy :-)
      Ja przestałam karmić dosyć niedawno i to z powodu tych karmień nocnych (dwutygodniowa próba niekarmienia w nocy skończyła się fiaskiem, efekt tego był taki, że M. się rozbudzał i nie mógł zasnąć, nawet jeśli nie płakał i nie marudził. Byliśmy niewyspani wszyscy więc poddałam się, bo wygodniej – mimo wszystko – było karmić). Ja trochę wpadłam w pułapkę i nie wierzyłam, że w nocy nie jest głodny :-) Ale odkąd przestałam karmić zdarzyło się kilka przespanych nocy i, co ważniejsze dla mnie, M. je jak szalony! Kocha poznawać nowe smaki! Oczywiście – samodzielnie :-)

      • Reply Agata / Ruby Times 18/01/2016 at 22:21

        Dobrą opcją – przy takim powiedzmy dorosłym niemowlaku (9-12 msc) jest to, by tatuś wstawał w nocy do dziecka. On przytula, uspokaja, ewentualnie daje złą butlę z mm. Cel czasem uświęca środki. Wiem, że laktacyjne mamy mogą mnie zhejtować za takie wyznania, ale to bardzo skuteczne jest. No ale to też musi być odpowiedni mało nerwowy model tatusia by dał radę, nie każdy podoła. Matka też człowiek, jeśli ma dość nocnych karmień, to powinna mieć prawo je zakończyć bez społecznego linczu. Zresztą hejt działa w dwie strony – mamy, które chcą długo karmić też są strasznie dyskryminowane w naszym społeczeństwie, wiadomo – temat rzeka :)

        • Reply Kinga 19/01/2016 at 08:37

          Tak też uczyniłam :-) Kiedy miałam dość przerwałam, chociaż nie powiem, że ot tak po prostu. Jakoś chyba za bardzo wkręciłam się w to kp i może to przez to. Grunt, że się udało :-) Chociaż minęło 3 tygodnie, a Miech pamięta i chętnie by się przyssał ;-)

          U nas zadziałał model odstawiania z użyciem Tatusia ;-) Ale Syn jest modelem upartym i wodą czy mm rzucał dalej niż widział. W nocy nie pije nic! To właśnie taki typ – wszystko albo nic. Dlatego te ograniczenia nie sprawdziły się u nas.

          Tak. Temat rzeka. I nie rozumiem żadnej ze stron. Serio. Ja chociaż karmiłam piersią alergicznie reagowałam na zdanie „karmisz?” (w domyśle: piersią) i odpowiadałam „nie, głodzę!” Amen ;-)

          Ps. Jeszcze jedno osobiste wynurzenie. Ktoś powiedział, że nie wyobraża sobie karmić chodzącego uzębionego człowieka. Ja też. Też sobie nie wyobrażałam :-) Tak jak zarzekałam się, że nie dam dziecku smoczka i nie „przyzwyczaję” do noszenia buhaha. Kolejną alergię mam na „bo przyzwyczaisz”.. no kochane najpierw to my musimy odzwyczaić dzidzie tego noszenia. Już jest przyzwyczajona na maxa ;-)

          • Agata / Ruby Times 19/01/2016 at 16:59

            Dokładnie – najgorsze są te pytania. Mnie kiedyś kosmetyczka zapytała czy karmię (8 miesięczną Kropkę), powiedziałam, że tak, ona na to, że w tym wieku to jeszcze spoko, ale żeby starsze niż rok – tu zrobiła minę pełną obrzydzenia – to patologia i ogólnie hippie-dziwactwo. A najlepiej niech każdy robi po swojemu, byle z rozsądkiem.

        • Reply Mama Hani 19/01/2016 at 12:21

          No właśnie u nas Tatuś czuwał przy córce , gdy byłam chora i nie można było dać cycusia i to pokazało, że nie jest aż tak potrzebny. Owszem pobudki były, ale po tym co przeszliśmy w okresie noworodkowym i wczesnym niemowlęcym, nie robiło to na nas, aż takiego wielkiego wrażenia. I Tata faktycznie bardziej cierpliwy nawet niż mama, szczególnie w nocy :)

  • Reply FrenchKate 18/01/2016 at 12:35

    Ja też nie mam dzieci, ale jak widzę kilkuletnie dzieci ze smoczkiem w buzi albo pijące z butelki dla dzidziusiów (czasami w tej butelce cola albo jakieś inne musujące świństwa) to już mam wyrobioną opinię o jego rodzicach. Ludzie myślą, że nie wymagając niczego od dzieci okazują im miłość i nie zdają sobie sprawy, że w rzeczywistości tylko krzywdzą swoje pociechy. Mały człowiek już od urodzenia stara się we wszystkim naśladować dorosłych. Jest to przystosowanie, które gwarantuje nam przetrwanie. Dzieci nieustannie ćwiczą: siadanie, stanie, chodzenie, mówienie. Ich zabawy często naśladują życie codzienne, a najlepszym zabawkami są przedmioty codziennego użytku. Małe dzieci chcą wszystko robić same, a rodzice często im na to nie pozwalają. Bo dziecko się pobrudzi, nabałagani, bo cały proces zajmie dwa razy dłużej niż normalnie. W efekcie wygodnictwa rodziców (które często jest spowodowane chronicznym zmęczeniem) powstaje tzw. „dziecko – król” (jak to określają Francuzi). Mamo, przynieś podaj, teraz, już, ja chcę… A za kilka lat dziecko przyzwyczajone do iście hotelowej obsługi straci chęć i motywację do jakiejkolwiek pomocy. A ciężko zmienić utrwalone nawyki.

    • Reply Kinga 18/01/2016 at 13:23

      Dobrze piszesz :-)

      Ale ja też myślałam, że wiem wszystko, kiedy jeszcze nie miałam dziecka… Także spokojnie z tym szalowaniem wyrobionych opinii o rodzicach tych dzieci.

      • Reply FrenchKate 18/01/2016 at 14:34

        Z tym, że ja nie mówię tu o dzieciach kilknastomiesięcznych, ale cztero-, pięciolatkach! Widziałam kiedyś dziewczynkę w wieku około 6 lat ze smoczkiem. Wtedy sobie wyrabiam opinię o rodzicach. Albo jak widzę niemowlę pijące colę z butelki, albo wcinające frytki i mcnugettsy w McDonaldzie. Nic tego nie usprawiedliwia! Na przykład moi sąsiedzi „z góry” uważają, że ich dwulatek nic nie rozumie i w związku z tym nie ma sensu mu nic tłumaczyć. Efekt jest taki, że mały Charles codziennie rano budzi się wrzeszcząc i przemieszczając z furią łóżeczko, ciągle dostaje napadów gniewu, a rodzice są kompletnie bezsilni. Czasem widzę zmęczoną sąsiadkę, pchającą do windy wózek z wierzgającym i drącym się w niebogłosy synkiem. Współczuje jej, ale może chłopiec najzwyczajniej w świecie nie chce być już wożony w wózku? Z tym, że rodzice go nigdy nie spytają dlaczego jest niezadowolony.

  • Reply Karolina 19/01/2016 at 12:22

    Zgadzam się z Ruby i French Kate. Wiele rzeczy, prawie wszystko, można dziecku wytłumaczyć, trzeba starać się być konsekwentym, wierzyć w możliwości, umiejętności dziecka, trzeba mieć wyobraźnię, ale przede wszystkim i to jest podstawą musi się chcieć. Chce mi się bawić z dzieckiem, chce mi się tłumaczyć, chce mi się mu czytać, rysować z nim. Nasze dziecko nie ogląda bajek „jak leci”, to, co ogląda jest wyselekcjonowane, żadnej agresji i przemocy i trwa to określony czas. Nie włączam mu gier w telefonie , laptopa czy tableta, pewnych sprzętów nawet nie mamy w domu. Ale wszystko o czym pisałyście wyżej znam ze środowiska… smoczki do 4,5 r .ż, butelka z mlekiem u 5, 6 latki , telewizor , laptop nie jeden (!) w pokoju dziecka, mało tego telewizor włączony od niemalże świtu do nocy, zasypianie przed telewizorem, pobudka i włączanie telewizora, brak mowy u zdrowego 4 latka, (mówi tylko mama i tata), „pożeranie” słodyczy w ogromnej ilości, a higiena zębów fatalna, brak warzyw i owoców w codziennym menu- to się naprawdę dzieje ! Jedyną rzeczą z którą sobie nie poradziliśmy to paniczny lęk przed sypianiem w swoim pokoju. Próbowaliśmy już wszystkiego, lampki włączonej przez całą noc, tłumaczyliśmy, posiłkowaliśmy się literaturą dziecięcą, „odczarowywaliśmy” pokój i wiele innych. Dziecko nadal budziło się w nocy z krzykiem, biegało po domu przerażone, w ciemnościach szukało nas. Ale nie proszę o rady , wręcz przeciwnie. Poradziliśmy sobie z tym na swój sposób, tak by dziecko nie spało z nami w łóżku ale mimo to czuło się bezpiecznie i spokojnie przespało noc.

    • Reply Agata / Ruby Times 19/01/2016 at 17:04

      No wiadomo, że jak dziecko jest przerażone w nocy, to trzeba być bez serca, by je odsyłać do pokoju. Konsekwencja tak, ale nie za wszelką cenę, wiadomo, że trzeba się liczyć z uczuciami dziecka i jego gorszym nastrojem. Ono liczy na nasze wsparcie, też nie wyobrażam sobie by odrzucać w takich sytuacjach.
      A propos przyzwyczajeń – dziś w przychodni był chłopczyk ok. 20 miesięczny. Zjadł całą paczkę flipsów (jak mama chciała zabrać to protestował, więc mu oddawała za każdym razem), popił słodką herbatą, a w zanadrzu czekała drożdżówka. Mama – bardzo miła dziewczyna – zwierzyła mi się, że straszny z niego niejadek. Nic nie chce „normalnego” jeść, ani warzyw, ani owoców. Pokiwałam głową, bo cóż jej miałam powiedzieć. W tym czasie Kropka piła wodę z butelki i prosiła o suszone śliwki. Chociaż flipsa od kolegi przygarnęła z radością :)

  • Reply Pola - Odpoczywalnia 19/01/2016 at 14:13

    Bardzo mądry tekst Ruby!
    Mnie zawsze zadziwiało niezrozumienie tego, że wymagania stawiane dziecku świadczą o szacunku dla niego.
    Bo „jeśli myślisz, że potrafisz, lub, że nie potrafisz – masz rację” , a dzieci chłoną i przyswajają sobie ograniczenia, które im przypisujemy.

    Mój synek, dumny i blady pomaga przy gotowaniu, zanosi rzeczy do stołu i inne. A siostra obserwuje i uczy się;)
    Musze jeszcze popracować nad tym, żeby bardzije po sobie sprzątali, o często jest tak, że wyganiam ich z tatą na spacer, a sama robię szybkie porządki, bo tak jest szybciej i wygodniej. Ale zmotywowałaś mnie dzisiaj:)

    • Reply Pola - Odpoczywalnia 19/01/2016 at 14:18

      I jeszcze bym dodała, że to samo dotyczy czuwania nad bezpieczeństwem. Dzieci mają więcej instynktu samozachowawczego niż nam się wydaje i nie trzeba ich ciągle podtrzymywać, asekurować, dokarmiać i odgadywać potrzeby zanim te w ogóle się pojawią;) (oczywiście w rozsądnych granicach:) )

      • Reply Agata / Ruby Times 19/01/2016 at 17:08

        Coś o tym wiem! Sama zostałam wychowana przy nieustannym „uważaj!” i „ostrożnie”. Więc również delikatnie uświadamiam dziadkom, by dali dzieciom trochę wolności, a oni aż drżą z przerażenia gdy Kropka się wspina po krzesłach – co zrobisz :)

        • Reply Kinga 20/01/2016 at 09:17

          To znowu ja się wtrącę :-)
          widziałam gdzieś taką grafikę, mówi matka do matki: „ależ pani dziecko samodzielne, jak pani to robi?”, na co druga mama odpowiada: „pozwalam mu”.

          Sedno sprawy, prawda? :-)

          PS. przepraszam, że tak ciągle tu gadam i się wtrącam :-)

          • Agata / Ruby Times 20/01/2016 at 20:30

            Fajnie, że tak się wtrącasz :) Pozdrawiam!

    • Reply Agata / Ruby Times 19/01/2016 at 17:06

      Ejże, mnie też się zdarza na szybko posprzątać, bo tak szybciej. Ale ważne by ogólnie im to uświadamiać. Że np. nie zostawia się rozwalonej piżamy na dywanie, tylko chowa do szafy. Potem wprawdzie w szafie sajgon jak nie wiem, ale na tym etapie mi wystarczy, że ukryty :)

  • Reply Monia 19/01/2016 at 17:29

    Podzielam Twoje zdanie i wszystko co napisalas w 100%. Moj 20 miesieczny synek tez juz ma wiele zadan: wyrzuca brudna pieluszke do smieci i inne paprochy, ktore znajduje na podlodze. Pomaga wkladac ubrania do pralki i brudne do kosza, wyciaga sztucce ze zmywarki i mi podaje;) Podaje szufelke jak tylko wyciagne miotle, podaje mi recznik jak myje wlosy. Je sam przy stole, juz go nie karmimy . Wiadomo, ze jest wtedy umazany i do przebrania, ale mamy wtedy chwilke na wypicie kawy i przygotowanie sie do pracy. Dalej karmie go piersia, ale tylko raz dziennie, powoli poodrzucal karmienia w dzien. W nocy pije tylko wode, tak gdzies od 6 miesiaca, choc czasami bylo jakies karmienie jak byl chory albo jakas histeria w nocy. Uzywa za to smoczek do spania i bede miala problem zeby mu go zabrac. Takie idealne dziecko;) Wiadomo, ze niecodziennie i tez ma swoje humory, ale daje mu szanse zeby sie uczyl i jestem w szoku jak szybko sie uczy. A ucze go tez dlatego, ze jestem wygodna i nie chce mu wyslugiwac jak to widze po otoczeniu. Mam nadzieje, ze przyniesie to owoce.
    A co do trojki dzieci, to nie masz innego wyjscia, musza Ci pomagac, bo bedzie ostra jazda. Powodzenia. Monika

    • Reply Agata / Ruby Times 19/01/2016 at 23:44

      Dzięki Moniko! Zgadzam się z tym uczeniem dla własnej wygody – również to praktykuję, ale jak już zauważyłaś teraz to nie mam innego wyjścia :)
      Pozdrawiam!

  • Reply Monia 19/01/2016 at 17:30

    Ps. W nocy go nie karmie piersia, tylko po przebudzeniu o 8 rano.

  • Reply Iza 20/01/2016 at 23:10

    Mam trzech synów: 8 m-cy, 3 lata i 5 z kawałkiem. Bawią się we trzech, starsi jak potrafią, opiekują się bobasem – z własnej woli. Najstarszy sprząta ze stołu, sam bierze keczup i mleko. Średni przynosi sztućce. Ciastka zawsze robimy razem. Maluch na razie zerka. Już potrafi złapać kąsek paluszkami i zjeść (tak, dużo sprzątania przede mną). Jak duzi nabrudzą, daję odkurzaczyk samochodowy, wiedzą też, gdzie są ścierki. Duży z niechęcią uczył się ubierania, a niedawno prysznica, ale już umie, za to średni sprytnie dużego kopiuje, jak w czynnościach codziennych, tak w nauce angielskiego. A mały zerka i słucha. Kochają się na zabój, często z naciskiem na zabój, nie doświadczyliśmy zazdrości. Nie było smoczka, butelki, mleka modyfikowanego, słodzenia, solenia, kołysania. Noszę w chuście, karmiłam dużych piersią ponad półtora roku, jadali ze słoiczków, a mały ich nie chce, zresztą wchodzi w fazę samokarmienia się, „co złapię, to moje”. Śpią z nami jako maluchy i nadal przychodzą w nocy. Odpowiadam na miliony pytań, nawet gdy oglądają bajki. Wściekam się na głupie zachowanie, walczę z ich uporem, wymagam, żeby próbowali mnie lub tatę przekonać. Nie chcę moich synów wychować na dobre dzieci, tylko na samodzielnych dorosłych. Błądzę i poprawiam się, czasem pod wieczór nie wiem, jak się nazywam, razem się rozwijamy. Uwielbiam patrzeć, jak im błyszczą oczy. Nawet gdy jedzą niedomytą marchewkę, bo sami myją, co wyrwali w ogródku.
    Tak, dzieci są doskonałymi uczniami, jeśli tylko im mądrze pozwolimy się uczyć.

    • Reply Agata / Ruby Times 21/01/2016 at 13:42

      Cudowny komentarz <3
      Nic dodać, nic ująć!

  • Reply radoSHE 21/01/2016 at 12:32

    Wszystko co mogłabym dopisać, napisane zostało już w tekście i komentarzach. Świetny tekst! :)

  • Napisz, co o tym sądzisz