Codzienność

Tenemos Los Momentos

Że życie na co dzień raczej nie rozpieszcza to chyba wiecie. Przykłady można przecież mnożyć! Że praca, choćby najmilsza generuje nie tylko satysfakcję, ale również stanie w korkach i nerwy przy ważnym projekcie. A studia, choćby wymarzone, idealne i poszerzające horyzonty implikują poranne wstawanie i okazjonalne nudne wykłady.

Jedźmy dalej – każda ekscytująca podróż zawiera irytujący element w postaci pakowania walizki, a nawet hobbystyczne i kreatywne gotowanie może mieć w pakiecie obieranie cholernych ziemniaków lub szorowanie przypalonego garnka. Ta sama zasada dotyczy potomstwa.

Dzieci – choćby najukochańsze, najpiękniejsze i najmądrzejsze z wszystkich małych ludzi na tej umęczonej planecie – generują prawdziwy chlew w domu. A macierzyństwo – choćby najlepsze, przepełnione dumą, miłością i spełnieniem – dość często pociąga za sobą pół dnia na kolanach w kuchni i zbierania żarcia z podłogi po każdym posiłku roczniaka.

Ile czasu matka statystycznie spędza na podłodze? Ile czasu myjąc krzesełka do karmienia, ratując zmaltretowane od miękkich owoców szaty swego dziecięcia lub całego stada tychże?

Najmłodszy, zwany potocznie Człowiekiem Bez Talii vel Małym Buddą, do których to uroczych określeń dołączyło ostatnio nowe.

Jego Pulchność.

On to generuje olbrzymią ilość kuchennego sprzątania.

To, że nurzam się w naturalizmie rozpaćkanych na podłodze pomidorów, połączonych z na w pół przeżutym chlebem jest jego właśnie zasługą.

Ale nie o tym miałam. Bo wprawdzie należy mieć tę świadomość decydując się na potomstwo, że „nurzanie się w naturalizmie” jak to mi się zgrabnie napisało, procentowo przeważa nad wszelkimi wzruszeniami, radościami i codziennymi miłymi zdarzeniami związanymi z byciem rodzicem. Każda przyszła mama powinna zdawać sobie z tego sprawę, że procentowo zdecydowanie więcej jest szorowania krzesełek, obierania ziemniaków, czy też wycierania tyłków.

Ale każdy statystyk Wam powie, że procenty to nie wszystko.

Tenemos los momentos.

Skoczne gwizdanie w radiu i ten letni latino szlagier, który przypałętał mi się do ucha.

Tak, właśnie. „Mamy chwile”. Małe momenty, nieznaczne wydarzenia, które urastają czasem do naprawdę dużej rangi. Nawet jeśli procentowo jest ich dużo mniej, to karmię się nimi, nasiąkam, usiłuję zapamiętać, nasycić się. Uruchomić w sobie taką świadomość, że za pięć, za dziesięć lat być może właśnie ten moment stanie przed oczami, może łzę wzruszenia uronimy przypominając sobie jakie te dzieci były malutkie, jakich fajnych słów używały, jakie porywy serca, jaką wrażliwość miały.

Na plaży.

Przenosiliśmy właśnie nasze obozowisko z miejsca na miejsce uciekając przed cieniem. Pusta plaża, zachmurzone niebo, idealny dzień na piknik. Mąż ciągnął za sobą spacerówkę, w ręce miał koc piknikowy i termiczną torbę, ja za nim wlokłam się z torbą wózkową, dwoma hulajnogami, kaskami i butami całego potomstwa.

Za nami biegł Młody, jeszcze za nim Kropka. A jeszcze dalej można było usłyszeć pisk protestu. To Lolek został w tyle! Pędził za resztą rodziny bohatersko pokonując piaskowe wniesienia, rękoma próbował pomóc sobie w utrzymaniu równowagi, podnosił je w górę jak to czynią zawiani panowie o czwartej nad ranem. Ręce były mu sterem, żaglem i okrętem, z trudem pokonywał te niestabilne powierzchnie, które były dużym wyzwaniem dla jego nowo nabytych umiejętności dwunożnego przemieszczania się.

Wkrótce został dość poważnie za nami i chociaż oczywiście nie mieliśmy zamiaru go porzucać, to najpierw musieliśmy zostawić sprzęty w nowym miejscu i dopiero wrócić po małego chłopczyka. Byliśmy przecież sami na wielkiej plaży, a dziecko znajdowało się w zasięgu naszego wzroku.

Najstarszy jednak nie znał naszych planów i trochę się zmartwił.

Spojrzał za siebie niepewnie: „Mamo, nie możesz iść trochę wolniej? Lolek nie potrafi tak szybko!”. Po chwili wahania ruszył z powrotem w stronę najmłodszego. Gdy już zatrzymał się przy Lolku przez chwilę bracia mierzyli się wzrokiem. Nigdy nie byli w jakiejś wielkiej zażyłości, raczej na etapie uprzejmej tolerancji niż big love.

Młody wyciągnął nieśmiało rękę i niezdarnie chwycił małego braciszka za nadgarstek. Maluch stał osłupiały, ale po chwili uśmiechnął się i ufnie podał starszakowi rączkę. Kropka dobiegła z drugiej strony, ostrożnie złapała Lolka za rękę i po chwili szli razem. Cała trójca wędrowała po plaży z wielkimi uśmiechami na buziach.

Usiadłam na kocu. Nie patrząc już nigdzie indziej, nie dając się rozkojarzyć barwą zachmurzonego, lirycznego popołudniem nieba, nie oglądając się na chabrowy odcień jeziora, nie zwracając uwagi na subtelne promienie przeciskające się przez pulchne obłoki.

Patrzyłam na moje dzieci.

Cała trójka, urodzona w bólach, odchowana, wykarmiona, lata ciężkiej pracy, zastanawiania się jacy oni będą, czy nauczą się wrażliwości, empatii, czy będą w stanie pokonać klasyczną bratersko-siostrzaną zazdrość i zaprzyjaźnić się ze sobą.

I na tej plaży nagle poczułam cholerną dumę i serce tak mi jakoś urosło w piersi. Gdy patrzyłam na mojego malutkiego Lolka, a on zachwycony i oszołomiony nieoczekiwanym zainteresowaniem szedł spoglądając co chwila na ich twarze – raz na brata, raz na siostrę. Z kolei oni poczuli się nagle tacy odpowiedzialni i dorośli, a wspaniałym skutkiem ubocznym tamtej plażowej sceny jest to, że teraz uwielbiają chodzić z bratem za rękę.

Gdy trzeba przejść przez żwirowy parking przy domu lub inne niebezpieczne miejsce, to już zawsze idą razem, a ostrożność z jaką starszaki prowadzą Lolka, ich troska o niego.. to jest coś bezcennego, naprawdę.

To te momenty właśnie, gdy nagle wszystkie nieprzespane noce, wszystkie zebrane z podłogi ziarna ryżu, wszystkie jagody na kremowych płytkach, wszystkie pomidory wtarte w poduszkę krzesełka i resztki rosołu ozdabiające spodenki nagle to wszystko zaczyna mieć sens.

Nie jest jedynie żmudną, niewdzięczną robotą, a elementem istotnej większej sprawy. Takiej dla której warto dużo poświęcić, bo przecież ten wkład niczym karma, wraca w swoim czasie ze wspaniałą nawiązką.

poprzedni wpis następny wpis

Przeczytaj koniecznie

16 komentarzy

  • Reply Kasia 31/07/2017 at 20:28

    Tak,naprawdę wzruszająca jest troska starszakow o maluszka.
    Moja 7-latka potrafi tak cierpliwie tłumaczyć wszystko 2-latkowi, że nieraz naprawdę tej cierpliwości jej zazdroszczę.

    • Reply Agata / Ruby Times 31/07/2017 at 22:45

      Albo taka uważność, gdy tańczą do muzy z laptopa i Kropka nagle do Młodego, by się przesunął, bo z kojca pewnie nie widać ekranu, a Lolek też by chciał zobaczyć. Albo jak pakują dzidziusiowe książeczki do plecaków, by miał co oglądać w ogrodzie.. No dużo tego jest, w każdym razie rozpływam się czasem nad tymi małymi wielkimi chwilami :)

  • Reply Kasia od Bliźniaków 31/07/2017 at 21:57

    Pięknie :) dziękuję i gratuluję :)

    • Reply Agata / Ruby Times 31/07/2017 at 22:45

      <3

    • Reply e-milka 04/08/2017 at 23:22

      Wzruszylam sie. Tez mam takie piekne chwile. Dzisiaj na przyklad Maly (4) z Duza (9) na slizgawkach wodnych, tych dluuuuuugich z zakretasami. Sami. Razem, albo ona pierwsza i czeka na brata. A my na lezakach z marokanska herbatka. Obserwujemy. A przeciez nie tak dawno: Tata z Duza, Mama czeka pod slizgawka. Albo na placu zabaw wylapuje zazdrosne spojrzenie innej mamy, kiedy wyciagam ksiazke. I wiele innych razy, kiedy gratuluje nam w duchu, ze mimo nieziemskiego zmeczenia nie poszlismy na skroty. Poswiecilismy maksimum czasu i uwagi, by teraz moc polezec na lezaku. To nie byl stracony czas…

      • Reply Agata / Ruby Times 05/08/2017 at 10:18

        Super! Najpierw jest czas pracy, a potem zbiera się owoce :)

  • Reply Marta 01/08/2017 at 12:20

    Droga Ruby – jestem Twoją stałą czytelniczką od kilku ładnych lat (co prawda nie komentuję i nie aktywizuję się, ale czytam zawsze). Mamy córki w tym samym wieku i synów (Twój Lolek) i teraz właśnie dowiedziałam się, że życie sprawiło mi niezłą niespodziankę, bo bez żadnych planów i zupełnie bez zapowiedzi w moim brzuchu zamieszkał ktoś trzeci! I chciałabym, żebyś wiedziała że jesteś dla mnie codzienną inspiracją – w podejściu do ogarniania tej wesołej gromadki, w łapaniu chwil i docenianiu tych najpiękniejszych momentów, w tej szczerości co do istnienia również tej mniej pięknej rzeczywistości, z którą zmagamy się na co dzień. I chcę, żebyś wiedziała, że masz na nas – Twoje czytelniczki – zbawienny wpływ :) Wiem, że dam radę – że takie życiowe niespodzianki, nie są bez przyczyny i to co wydaje nam się teraz wywróceniem wszystkiego do góry nogami, z biegiem czasu znajdzie swój właściwy tor, a szczęście przytuli nas z nawiązką – dlatego szczerze Ci dziękuję i serdecznie pozdrawiam :*

    • Reply Agata / Ruby Times 02/08/2017 at 00:07

      No i właśnie dla takich komentarzy warto zarywać noce..
      I czasem jak człowiek zwątpi po co ta pisanina, i że w próżnię zapewne piszę, i że marnowanie czasu, a potem trafi się taka perełka, to znowu się chce tworzyć <3
      Dziękuję, pozdrawiam i dużo zdrówka!

  • Reply Patrycja|PatiCafe.pl 01/08/2017 at 22:08

    I znów tak pięknie-wzruszająco u Ciebie :) Aż ciepło się robi na sercu.
    Pozdrawiam serdecznie :)

    • Reply Agata / Ruby Times 02/08/2017 at 00:06

      Dzięki Patrycjo :)

  • Reply Aczka 02/08/2017 at 14:08

    To i ja sie ujawnie. Raz do roku mozna ;)
    Natknelam sie na Twoj blog bedac z juniorkiem w ciazy, czyli jakos 3 lata temu. Teraz nosze w brzuchu kolejnego potomka i moje obawy o ich relacje odplywaja gdzies daleko po Twoim wpisach.
    Wierze, ze i mi uda sie wychowac moje stadko tak by lza sie zakrecila.

    Ruby, pisz, pisz – jest nas zdecydowanie wiecej niz Ci sie wydaje :)

    • Reply Agata / Ruby Times 04/08/2017 at 13:02

      Dzięki serdeczne, ujawniaj się częściej! Powodzenia z potomkami <3

  • Reply Pola - Odpoczywalnia 02/08/2017 at 22:59

    Ach i och, wzruszyłam się! Piękny wpis kochana i bardzo mi potrzebny :)

    • Reply Agata / Ruby Times 04/08/2017 at 13:03

      Jak na zamówienie dla Ciebie <3

  • Reply Indicativusperfectiactivi 03/08/2017 at 07:07

    Droga redakcjo melduję, że odpowiedzią na wyplute na podłogę dzieciowe jedzenie jest pies. :)
    U nas pies generuje dodatkową porcję wzruszeń kiedy niemowlak zaciesza na jego widok, straszaczka biega i się przytula do swojego przyjaciela, a pies cieszy się na widok dzieci jak szalony. :)

    • Reply Agata / Ruby Times 04/08/2017 at 13:00

      Mimo wszystko na pytanie, czy chcę mieć psa, zazwyczaj odpowiadam „nie, dzięki. Mam dzieci” :D

    Napisz, co o tym sądzisz