Podróże, Śląskie - miejsca

Świerklaniec

Jeśli sądzicie, że koniec sierpnia spędziłam układając skrupulatnie zdania w komputerze i szykując nowe blogowe wpisy, to trochę się mylicie. Druga połowa wakacji zupełnie mnie rozleniwiła. Myśl o zbliżającej się jesieni, o chłodach, deszczu i słocie, spowodowała, że komputer rzuciłam w kąt i skoncentrowałam na spędzaniu czasu z rodziną, najlepiej na świeżym powietrzu, a jeszcze lepiej na wycieczkach.

Jedyna rzecz, którą robię systematycznie, by nie rzec nałogowo, to setki zdjęć. Dużo ich, bardzo, letnich, kolorowych, przesiąkniętych zielenią, słońcem, opalonymi ramionami, słomkowymi kapelusikami. Tak jakbym chciała zamknąć to lato, niczym perfumy w pięknym flakonie. Zachować zapach, atmosferę, by nigdzie nie uciekły.

IMGP8101 IMGP8106

O ile wiosnę spędziliśmy w tym roku zatrważająco stacjonarnie, o tyle lato upłynęło pod znakiem jednodniowych wycieczek, spacerów, plaż i parków, frytek z budki, lodów cieknących po brodach, wafelkach i letnich dziecięcych koszulkach. Niestety nie pojechaliśmy na wakacje, ani bliskie, ani dalekie. Bardzo nad tym ubolewam, ale.. co zrobisz, jak nic nie zrobisz. Zamiast opłakiwać brak urlopu z prawdziwego zdarzenia po prostu eksplorujemy nasz region.

Napisałam Wam kiedyś o nieoczywistym zwiedzaniu (o tutaj). O tym, że fajnie jest oczywiście jeździć na dalekie wakacje, ale w międzyczasie, gdy jest się uziemionym w domu, warto odkrywać to, co okolica ma do zaoferowania. A nawet nasza zwyczajna, podmiejska, górnośląska okolica ma – jak się okazuje – do zaoferowania dość sporo. Nie wierzycie? Zerknijcie na serię zeszłorocznych wpisów Śląskie – Miejsca.

IMGP8085 IMGP8091 IMGP8060 IMGP8059

Kilka dni temu pojechaliśmy do Świerklańca. To niewielka miejscowość położona niedaleko Tarnowskich Gór, całkiem blisko też od lotniska w Pyrzowicach. Tereny są piękne przede wszystkim dzięki lasom, które zajmują niemal połowę gminy. Jest też park. Ale co to za park! Starodrzew, ponad 120 letnie dęby, których żołędzie upodobały sobie dzieci, pełne ich garście nosząc podczas spaceru.  Urokliwy staw z wysepką pośrodku, fontanna, mały pałacyk..

Gdyby nie polska burzliwa historia mielibyśmy tutaj atrakcję turystyczną pierwszej klasy. Pałac Guido von Donnensmarcka, zwany „Małym Wersalem”, gdzie sto pięknie urządzonych pokojów, gdzie nowoczesne – jak na dziewiętnasty wiek łazienki, bogate wyposażenie, olbrzymie kominki, stiuki, ozdoby i inne cuda wianki. Obok ruiny Zamku Piastowskiego. To wszystko byłoby..

IMGP8066 IMGP8067 IMGP8071 IMGP8072 IMGP8073

No właśnie – byłoby.

Armia Czerwona splądrowała pałacowe wnętrza i podpaliła resztę. Dzieła dopełnili lokalni mieszkańcy. Wedle słów jednego pana, który pamięta to miejsce z dzieciństwa, furmanki chłopów mieszkających w okolicy wywoziły wszystko, co się dało. Cegły przydawały się do budowy, elementy wnętrz, drzwi, łazienowe płytki.. wszystko to, czego nie dało się wyrwać z budynku zostało wysadzone w powietrze w latach sześćdziesiątych dwudziestego wieku. Podobny los spotkał Zamek. Doprawdy smutna historia.

O legendarnym rozmachu tego pałacu przypomina to, co cudem ocalało – park z fontanną i rzeźbami z epoki, a przede wszystkim „Pałac Kawalera”. To musiał być dla rodziny Donnesmarcków taki mikroskopijny budyneczek, coś jak nasz „Domek Ogrodnika” koło altanki. Ot, błahostka, komórka wręcz przy ich stupokojowym pałacu.

Wielkie schody dalej robią wrażenie. Byłam tu jakieś dwadzieścia lat temu i w zasadzie nic nie zapamiętałam z parku i okolicy. Tylko te schody mi się wryły w pamięć. Ciekawe, czy zapamiętają je moje dzieci.

IMGP8078 IMGP8169 IMGP8175 IMGP8177

Na terenie parku (obok parkingu) znajdują się plac zabaw i siłownia na świeżym powietrzu. Kto ma małe dzieci, ten wie, że nawet przy Taj Mahal, nawet przy wieży Eiffla, czy mauretańskiej Alhambrze byle jaki, niepozorny plac zabaw i tak byłby największą atrakcją dla ludzi poniżej metra. Tak było też tym razem. Siłą ciągnęliśmy Stwory w dalszą drogę, obiecując im cuda i wspaniałości (które i tak nie przyćmiły owego placu zabaw).

Warto wybrać się na spacer dookoła stawu. Ładna roślinność, wiekowe drzewa, szuwary, ławeczki, teren idealny dla wózkowców. Tym razem wspomagał nas jeden Wujek z Wisły, więc nie straszne nam były żadne marudzenia i bolące nóżki. Było na tyle dorosłych, by każde dziecko w razie potrzeby miało swój prywatny, niezależny transport.

IMGP8116 IMGP8119 IMGP8141 IMGP8149 IMGP8122 IMGP8139 IMGP8150

W połowie trasy można zboczyć trochę z drogi, by obejrzeć sobie okazały zbiornik wodny „Kozłowa Góra”. Powstał tuż przed drugą wojną światową na nieużytkach wokół dawnej granicy rosyjsko-niemieckiej jako element systemu umocnień militarnych. Zupełnie przypadkiem wyszedł z tego całkiem urokliwy zalew, który można objechać dookoła na rowerze (jakieś kilkanaście kilometrów jazdy).

IMGP8151 IMGP8152 IMGP8157

Gdy już płuca odetchnęły parkowym powietrzem, a nóżki pospacerowały po zacienionych ścieżkach nadszedł ten czas, gdy trzeba było wrzucić coś na ruszt. W Pałacu działa elegancka restauracja, ale jak na nasze okoliczności przyrody, ZA elegancka. No wiecie – idealna na przyjęcie ślubne, spotkanie biznesowe lub wypasioną randkę. Na wyjście obiadowe z dziećmi w wieku 4 lata, 2 i pół roku oraz 4 miesiące.. Nieee. Odpada. Powiem tylko pięć słów:

Wszędzie. Biel. Obrusy. Do. Ziemi.

Sami rozumiecie! Na szczęście w tym samym budynku, po prawej stronie od głównego wejścia, usytuowane jest przyjemne bistro. A tam proste, ale smaczne dania obiadowe, pizze, przyzwoite ciasta i dobre lody. Kawa też na poziomie. W lecie można posiedzieć w miłym ogródku.

IMGP8194 IMGP8164 IMGP8161 IMGP8165

Dzieci zainteresowały jednak głównie.. schody, do których można się było dostać podczas drogi do łazienki. A ja starałam się złapać z gracją te moje Stwory i dyskretnie wyprowadzić z budynku bez większych hałasów. Nie było to proste! Wycieczka skończyła się, jak łatwo przewidzieć, na wspomnianym już wyżej placu zabaw. A wsiadając do auta obiecaliśmy sobie, że wrócimy tu złotą polską jesienią. Z pewnością też będzie pięknie!

IMGP8191 IMGP8190 IMGP8195 IMGP8198 IMGP8203 IMGP8192 IMGP8193 IMGP8098 IMGP8096 IMGP8212

Po więcej wpisów o naszych lokalnych wyjazdach zapraszam do zakładki menu Śląskie – Miejsca.

1

poprzedni wpis następny wpis

Przeczytaj koniecznie

8 komentarzy

  • Reply Pola - Odpoczywalnia 30/08/2016 at 20:11

    Jak mnie ta nasza historia wkurza. Co i rusz jakieś „byłoby”, ale nie. Jak nie wywiezione na zachód wagonami, to splądrowali ci ze wschodu.

    A tak w ogóle, fajna wycieczka, niezły ten pałacyk:)
    Z placami zabaw znamy temat, u nas każde skupisko kamieni i kałuża są lepsze niż cokolwiek innego;)

    • Reply Agata / Ruby Times 30/08/2016 at 21:27

      Kamienie, kałuże, a najbardziej patyki :)

  • Reply Wujek 30/08/2016 at 23:32

    Hah, wujek z Wisły bardziej wzniecał niż łagodził bunt! Agatko, przyjemnie się to czyta, zwłaszcza gdy ktoś naprawdę potrafi opisać miejsce, z którego właśnie się wróciło. SeeYa next time:)

    • Reply Agata / Ruby Times 30/08/2016 at 23:42

      Oj tam, nikt już nie pamięta o tym niepowtarzalnym patyku, który zginął w odmętach jeziora :) :)
      A dzieciaki pytały mnie wczoraj, czy jak będzie niedziela to wujek znowu przyjedzie. Także wiesz, traumy nie mają!

  • Reply mamashouse 31/08/2016 at 09:49

    Ach te place zabaw… Czasem są przekleństwem (kiedy próbujemy zainteresować dzieciaki czymś innym), a czasem zbawieniem…Dobrze, że jest ich coraz więcej i to takich z siłowniami. Moje dzieciaki najbardziej lubią właśnie te siłownie…

  • Reply Indicativusitd. 01/09/2016 at 22:12

    Pomysł zwiedzania okolicy jest super i my też rozbijaliśmy się po najbliższych atrakcjach. W sobotę lecimy na lokalny festiwal powideł śliwkowych. :)

  • Reply Martyna 02/09/2016 at 11:29

    Ehhh.. dobrze Wam. Az zazdroszcze takiej wycieczki. Ja przez cale lato ciaaagle cos. Nawet wpisy Twoje i Poli czytam z opoznieniem. Marzy mi sie taki wyjazd, ale obowiazkow tyle, ze nawet teraz czytam post w poczekalni u mechanika :D takze dziekuje za piekne zdjecia :)

  • Reply Mag 02/09/2016 at 14:36

    Urokliwe miejsce :) Z dzieciństwa bardzo dobrze wspominam wycieczki z rodzicami po naszej okolicy. Jednak dopiero po Twoim wpisie uświadomiłam sobie ile musieli mieć cierpliwości… Pewnie dlatego najczęściej jeździliśmy z całą paczką „cioć” i „wujków”, i ich dzieci. Wtedy chyba łatwiej było różne spięcia rozładować… ;)

  • Napisz, co o tym sądzisz