Świętujemy

Survival domowy i imprezy urodzinowe

Powiedzieć, że nasze życie to ostatnio prawdziwa jazda bez trzymanki, to jak nic nie powiedzieć. Ale można spróbować zwizualizować sobie dom, w nim matkę z dwójką dzieci i z pękatym brzuchem. I ojca w pracy. I ferie. I remont w toku i.. dwie imprezy urodzinowe w ciągu dwóch tygodni.

Trzydziesty pierwszy tydzień ciąży to już nie przelewki, pojawia się zarówno charakterystyczny chód pingwina, jak i pewna niezgrabność w ruchach, gdy schylam się po raz setny danego dnia po zabawkę, irytująco zalegającą w centralnym punkcie salonu. A gdy wieczorem pomagam dzieciom uprzątnąć ich pokój – te wszystkie małe klocuszki wpadające pod regały i fotele – to czasem mogłabym przysiąc, że słyszę dźwięk szurania własnym brzuchem o podłogę. Określenie „pomagam” to nadużycie – co się naproszę, nagrożę i nakrzyczę (tak, tak – niestety robię to), by chociaż jednego klocka lub pluszowego dinozaura sprzątnęli sami! A potem niezmiennie następuje apogeum, gdy z całego rozgardiaszu, ze stosów zabawek piętrzących się po pokoju oni muszą wybrać akurat jednego miśka, czy puzzla i będą się o niego kłócić, bić i w rezultacie płakać oboje. Łatwo więc chyba zrozumieć, że w okolicach godziny osiemnastej z utęsknieniem wypatruję kiedy na klatce schodowej zapali się światło, bo to znak, że nadchodzi mężowska odsiecz.

Mimowolnie przypomina mi się wówczas labrador koleżanki, czekający na nią codziennie z nosem wiernie przyklejonym do szyby.

Remont. Sypialnia dzielona ze stertami kabli, małżonek bohatersko zaczynający drugą, nocną zmianę ze wkrętarką w dłoni. Gdy dzieci już śpią, a ja rozwieszam na suszarce mikroskopijne ubranka, które Lolek dostał w spadku po dzieciach znajomych, mąż tuż obok przykręca lampy w przyszłym pokoju Kropki. Zachwycam się w duchu maleńkością rękawków, piżamek i bodziaków w rozmiarze 56, wzruszenie mnie ogarnia, gdy trafiam na ubranko, w którym nowonarodzony Młody wychodził ze szpitala, a potem odziedziczyła je siostra, a teraz kolejny Stwór będzie je nosił.

Chwilę później nocną ciszę przerywa mężowski okrzyk, taki uniwersalny, swojski, nasz, polski. Wiecie jaki – każdy reaguje tak samo, gdy się skaleczy śrubokrętem w palec.

A suszarki na ciuchy to już stoją dwie obok siebie psując moje wszelkie estetyczne wizje domowe! Do tego meble poupychane gdzie się da, i nasze łóżko na środku pokoju, by zrobić miejsce na nowe szafy. I w tym wszystkim.. nagle.. jak gdyby nigdy nic postanowiliśmy zrobić te dwie urodzinowe imprezy dla naszej dwulatki. Pierwsza to jeszcze pal licho – kameralna, rodzinna, dwa zestawy Dziadków plus dwójka dzieciaków dopieszczonych, uradowanych, zajętych, zaczytanych.. no luksus dla dzieci .. i dla rodziców również. Bo cóż mieli do roboty, poza przygotowaniem góry żywności? Bułka z masłem!

IMGP7334 IMGP7338 IMGP7342 IMGP7358 IMGP7374 IMGP7387 IMGP7408 IMGP7424 IMGP7425 IMGP7475 IMGP7481

Tydzień później odbyła się impreza numer dwa. Nie muszę dodawać, że okoliczności remontowe są jakby permanentne, podobnie jak mężowe wracanie do domu wieczorem. Wcześniejsze przygotowanie czegokolwiek nie było więc łatwe, a ja dość często musiałam odwoływać się do mało pedagogicznych metod w stylu: „Ale może obejrzymy coś innego niż Kubusia Puchatka. Może jakąś długą bajkę?” – po czym serwowałam dzieciom pełnometrażówki Disney’a.

Na szczęście udało nam się wyrobić z przygotowaniami przed godziną zero, a potem przyjechali goście mali i więksi.

Cudowne wreszcie móc zobaczyć dawno nie widzianych przyjaciół i ich potomstwo, które rośnie w zastraszającym tempie! Przypominam sobie nie tak dawne imprezy z raczkującymi niemowlakami, albo bandą maluchów bawiących się indywidualnie, każdy w swojej bańce mydlanej. Teraz to się zmienia – w sobotę mieliśmy do czynienia z konkretną bandą w liczbie 7, wymyślającą wspólne zabawy i plądrującą solidarnie wszystko na swej drodze niczym mongolskie hordy.

Nie jest łatwo rozmawiać w takich okolicznościach, usiłując się dowiedzieć co tam słychać u gości, jednocześnie dyskretnie uprzątając rozdeptaną muffinkę z podłogi i próbując rozróżnić słowa interlokutora wśród wrzasków młodzieży. Machinalnie powstrzymując któregoś z dzieciaków od włażenia na strome schody na antresolę, ściągania obrusu, względnie wciskania się do kołyski dla lalki. W międzyczasie podajesz przekąski, zastanawiasz się ile godzin temu ostatnio byłaś w toalecie (a jesteś przecież w ciąży!) i kiedy właśnie tam zmierzasz okazuje się, że czas przebrać solenizantkę, bo jej złote, tiulowe tutu z pięknymi falbanami zostało ubabrane owocową galaretką. Dwadzieścia minut później radosna solenizantka z gracją zdmuchuje świeczki z tortu (ma w tym praktykę, bo to druga sobota z rzędu), po czym pochłania kawałek urodzinowych słodkości całą sobą – tak, by biała koszulka w marynarskie paski również mogła spróbować, czy biszkopt i kremy wyszły Tatusiowi jak należy (a wyszły wspaniale!).

Po sobotnio – niedzielnym maratonie w poniedziałek padasz na twarz w okolicach godziny szesnastej.

We wtorek rano Kropka zaczyna opowieść: „Goście psyjechali, wies? I dzieci, duzo, duzo dzieci. Mój toleda i moja tolezanta byli, wies? I tojt był, i dzieci bawiły, bawiły!” – mówi z entuzjazmem. Patrzę na moje Stwory, które powoli robią się niezależnymi społecznymi istotami, mają własne relacje z ludźmi, przede wszystkim z innymi dziećmi. I chociaż wiem, że w przyszłości nie będzie to proste organizować takie przyjęcia cyklicznie – już sobie wyobrażam jak tyramy z mężem na etat, a w lutym/kwietniu/czerwcu zarywamy noce i weekendy, by uszczęśliwić nasz narybek w liczbie 3 kolejnymi przyjęciami i coraz większymi grupami przybywających kolegów i koleżanek.

Widząc ich radość wiem jednak, że warto się czasem trochę postarać. Ból głowy przecież w końcu mija, a wspomnienia zostają.

IMGP7770 IMGP7797 IMGP7812 IMGP7828 IMGP7841 IMGP7852 IMGP7880 IMGP7883 IMGP7884 IMGP7888 IMGP7893 IMGP7894 IMGP7913 IMGP7927 IMGP7937 IMGP7946 IMGP7977

 1

poprzedni wpis następny wpis

Przeczytaj koniecznie

8 komentarzy

  • Reply Sylwia 23/02/2016 at 19:55

    Też mieliśmy w weekend imprezę z okazji drugich urodzin. Moje odczucia są podobne – dla radości i entuzjazmu dzieci warto o północy piec tort i lepić wiewiórkę z masy cukrowej ;) A potem słuchać, jak córka śpiewa sama sobie „Sto lat”. Z czekaniem na odsiecz też podobnie. Czasem, po jakiejś trudniejszej nocy (młodsza córka nadal uznaje brak nocnych pobudek za fanaberię) otwieram oczy, patrzę na zegarek i moja pierwsza myśl to „jeszcze 10,5 godziny i mąż wróci” :)

    • Reply Agata / Ruby Times 24/02/2016 at 01:12

      Taaak, tylko 10, 5 godziny :)
      Wszystkiego najlepszego dla córeczki :*

  • Reply Martyna 23/02/2016 at 23:43

    Ale masz fajnie w tym domu. Mimo ogólnego chaosu i problemów to jednak wesoło, coś się dzieje, wiesz, że żyjesz i masz dla kogo się starać. A i jeszcze mąż taki super, że po nocach wierci te lampy. Niejeden to by się walnął do wyra, bo przecież odpocząć trzeba, albo z wielkim marudzeniem i po prośbach-groźbach się za ten pokój wziął. I jeszcze kremy robi. :)
    Dzieci będą to pamiętać i potem do Ciebie z tortem przyjadą. Ach, wzruszyłam się..

    • Reply Agata / Ruby Times 24/02/2016 at 01:13

      Tak, mąż super, przyznaję – najlepszy możliwy model. Gdy piszę ten komentarz o 1 w nocy on właśnie piecze chleb, byśmy mieli świeży na rano. A rano idzie do pracy <3

  • Reply Martyna 23/02/2016 at 23:44

    I spóźnione Sto lat dla Kropeczki od internetowej cioci :* :))))

    • Reply Agata / Ruby Times 24/02/2016 at 01:14

      Dziękuję! <3

  • Reply kejt 24/02/2016 at 10:02

    Prawdziwy z Ciebie party manager:) <3 podziwiam na całego i biorę przykład, wszak moja Hanka w maju dwójkę zaliczy:)

  • Reply Pola - Odpoczywalnia 24/02/2016 at 11:04

    Czyli nie nudzicie się!
    Wszystkiego najlepszego dla Kropki!

  • Napisz, co o tym sądzisz