Codzienność, Dziecko

Spacer versus „spacer”

Zabrzmi jak banał, ale dopiero gdy coś tracisz, to zaczynasz to tak naprawdę doceniać. W związku z redukcją wolnego czasu chłonę teraz każdą chwilę, słoneczne popołudnia i urocze jesienne widoki w kolorze sepii. Chłonę w ich towarzystwie, ciesząc się, że są tuż obok, nawet jeśli irytująco rozłażą się na boki i nigdy nie pozwalają na cokolwiek, co przy najszczerszych chęciach można by określić mianem „spaceru”.

Niedawno udało się ich zostawić pod opieką Dziadków. Bo Młody kaszlący, Kropka śpiąca, dzień na zewnątrz przepiękny, do tego ja zdołowana, przylepiona do okna.

„Jedźcie” – powiedziała Babcia. Skoczyliśmy więc we dwoje.. do apteki po lekarstwa i do Biedry po ser (co już samo w sobie było niemal jak randka), a potem pojechaliśmy nad nasze jezioro. Jak cudownie było iść na spacer, w sensie: iść. W miarę szybkim krokiem, rozmawiając. Nie rozpływając się nad każdym kolejnym liściem i patykiem, nie wskakując w kałuże, nie wchodząc rowerzystom pod koła. Nie ciągnąc reszty rodziny w stronę strumienia z mostkiem, by zagrać w „misie patysie” (taka zabawa z książki „Chatka Puchatka”), by wrzucać te patyki niezmordowanie do wody i patrzeć, który wypłynie pierwszy po drugiej stronie mostu. Nie był to długi spacer, bo i słońce zaczynało chylić się ku zachodowi, a w domu czekały przecież Stwory, w tym jeden spragniony antybiotyku, mimo to mam poczucie, że każda taka chwila jest niesamowicie ważna. Nawet krótka, wyrwana gdzieś pomiędzy apteką, marketem, a kuchnią i tak dodaje nowej energii.

IMGP3649 IMGP3645

To samo miejsce w odsłonie rodzinnej wygląda zupełnie inaczej. Równie fajnie, ale po prostu inaczej.

Siadają owe Stwory na krzesłach przy naszej znajomej mobilnej kawiarence, piją te swoje gorące czekolady, z namaszczeniem rozpakowują lizaki, a my pozwalamy im na te drobne grzeszki, dzięki czemu sami możemy wypić ciepłą kawę w pozycji siedzącej. A potem idziemy na spacer, który ciężko nazwać spacerem, za to przez dzieci – albo dzięki nim – perspektywę mamy zupełnie odmienioną. Oni cieszą się z małych rzeczy, z tych patyków i kasztanów, sprawiają, że i my musimy się w końcu pochylić i zamiast patrzeć daleko, przed siebie, zamiast orientować się na cel, na ilość kilometrów dookoła jeziorka, zamiast myśleć o tym ile mamy czasu, wrócić tu, na ziemię, wprost na glebę, spojrzeć na tego robaka i kałużę, kamyka i grudę ziemi.

IMGP3599 IMGP3609 IMGP3613

A potem w domu rzucają się na nas z radością, gdy rozpakowujemy spożywcze zakupy, bo akurat na blacie pojawiły się banany. Co za radość i podskoki! Okrzyki „banaaany, będziemy jeść banaaany!” Patrzę zdziwiona, bo to przecież nie taka rzadkość na miarę kubańskich cytryn płynących do polskich portów przed świętami w czasach PRL, kupujemy im przecież owoce regularnie, no bez przesady. Ale fajnie wiedzieć, że nie są jeszcze zepsuci i zblazowani, że cieszą ich te drobiazgi, jakieś orzechy czy jabłka suszone, a największą fanaberią, jaka zdarzy im się w sklepie to poproszenie nas czasem o kartonik soku ze słomką.

Cieszę się, że są tacy „unplugged”, że świat materialnych dóbr i konsumpcji nie zdążył ich jeszcze wciągnąć w swoje tryby. Jeszcze!

Z radością zajmują się zabawami plastycznymi (nawet jeśli te skutkują ostatnio przestępczymi śladami na ścianach, fotelu i drewnianych meblach), że plastelina, kredki i książki to wciąż większa atrakcja niż komputer, który kojarzy im się raczej z jakąś niesprecyzowaną bliżej pracą rodziców, niż z rozrywką.

„Bajki, bajki”!! – krzyknęła ostatnio Kropka pakując się na fotel w sypialni. Ja i mąż jeszcze nie podnieśliśmy naszych zaspanych organizmów z pościeli. „Nie oglądamy bajek z jana (rana)” – odpowiedział jej karcąco Młody – „pseciez wies, ze bajki ogląda się dopiejo po obiedzie”. Tak rosną te małe Stwory, nasiąkając przy okazji naszym sposobem na życie i – chociaż nie zawsze jest wesoło, a łatwo to już w ogóle nie jest – to coraz częściej jestem po prostu dumna patrząc jak przeobrażają się w rozumnych ludzi. Z naszej krwi, z naszych kości, pięknych, małych, rozumnych ludzi.

IMGP3615 IMGP3616 IMGP3618 IMGP3638 IMGP3640 IMGP3643 IMGP3655 IMGP3657 IMGP3658 IMGP3665 IMGP3690

1

poprzedni wpis następny wpis

Przeczytaj koniecznie

6 komentarzy

  • Reply panna0ceanna 02/11/2015 at 13:22

    Tak być dłużej nie może. Trzeba otworzyć kalendarz i ustalić w nim dzień.. dzień w którym się spotkamy Madam ;D

    • Reply Agata / Ruby Times 02/11/2015 at 13:38

      Prawda? :D Póki co Młody bierze antybiotyk i Pogoria musi na nas poczekać. Strasznie mi żal, bo teraz pogoda taka piękna :(

  • Reply Mama Hani 02/11/2015 at 13:25

    Fajne jest to zdjęcie, na którym trzymasz za ręce swoje dzieci – każdy w inną stronę – można oszaleć na takim spacerze :)

    • Reply Agata / Ruby Times 02/11/2015 at 13:38

      Klasyka gatunku :)

  • Reply Michalina 02/11/2015 at 16:54

    Ale miałam szczęście, wlasnie usiadłam z kawą, ciesząc sie 10 minutową ciszą a tu nowy tekst :)
    Jak zwykle wpis świetny, pozdrawiam :)

    • Reply Agata / Ruby Times 02/11/2015 at 19:19

      Dzięki :) Te dziesięciominutowe przerwy są takie potrzebne, prawda? :D

    Napisz, co o tym sądzisz