Codzienność

Sobotni katalizator natchnienia.

Sobota, godzina szósta zero – zero. Co o tej godzinie może robić ogół populacji (tej bezdzietnej lub z odchowanym potomstwem)? Zapewne przewraca się ów ogół na drugi bok lub przeciąga lubieżnie w pościeli. Otwiera oko, stwierdza, że godzina jest młoda, więc można bez żadnych wyrzutów poleżeć jeszcze bez celu.. tak do dziewiątej. Albo do dwunastej!

Może też oddać się rozkosznym rozmyślaniom co by tu dzisiaj robić? Jakiś spacer albo film, czy gotować obiad, czy zjeść na mieście, albo – pieprzyć to! – może wcale nie jeść obiadu, no bo kto dorosłemu zabroni rezygnacji z pełnowartościowego, zbilansowanego ciepłego posiłku, nikt przecież do MOPS-u nie będzie dzwonił z donosem. Zresztą.. kawę też można uznać za posiłek, a z sernikiem to nawet dobrze zbilansowany.

Wśród tych rozmyślań, wcale nie rozkosznych, a nawet dość gorzkich, tak naprawdę siedzę ja. Nie, nie leżę. Nie wtulam w poduszkę, a już z pewnością nie przeciągam lubieżnie, bo już od godziny zajmuję się małym chłopcem, który nie chce spać. Trzeba mu oddać sprawiedliwość – dla równowagi sytuacyjnej on rozkoszny jest niezmiernie.

Podnosi się co chwilę, łapie równowagę u wezgłowia łoża małżeńskiego, po czym robi zamaszyste „bęc” pupą na łóżko i zaciesza z tego powodu. Wydaje mu się, że jest bardzo cwany, rozpromienia się w wielkim, słonecznym uśmiechu i sam bije sobie brawo. Naprawdę, wstające za oknem słońce ma o wiele mniej werwy od tego dzieciaka. Ja natomiast gratuluję sobie w duchu, że nie poświęciłam wczorajszej nocy na czytanie książek lub ślęczenie przed monitorem, gratuluję sobie tej mądrej, odpowiedzialnej, rodzicielskiej postawy, jaką było padnięcie (o godzinie dziesiątej) bez ducha na rzeczone łoże o wraz z rzeczonym niemowlęciem, które zasypiało akurat problematycznie i długo.

Teraz, dzięki temu naszemu wspólnemu padnięciu, jestem.. a raczej jesteśmy dość rześcy i wyspani. Obok radosnego pisklęcia przysypia jego starsza siostra, która przyszła w odwiedziny w okolicach czwartej nad ranem, a jeszcze dalej, wciśnięty w samym rogu, tam gdzie kończy się łóżko, prawdopodobnie z tyłkiem wiszącym w powietrzu poza powierzchnią do spania, leży mój Mąż, który przed godziną wrócił dopiero z pracy. I tak sobie wszyscy płyniemy naszą tratwą życia, wypełnioną po brzegi, jedynie litościwy pierworodny śpi w swoim własnym łóżku.

Myślę o mojej Babci. Rozważam teraz te wszystkie niuanse, które dawniej przyjmowałam zupełnie bezrefleksyjnie, jak to dziecko. Że od piątej rano była na nogach, krzątając się już po obejściu, gdy my wylegiwałyśmy się z siostrą do dziesiątej, ona już zawsze siedziała przed domem z jakąś pracą w rękach, bo zawsze coś było do roboty.

Wiadomo, że zawsze było, bo przecież Babcia pięciu synów wychowała! I teraz myślę sobie – może to był jakiś sposób? Kłaść się wcześnie wieczorem, by chociaż o poranku mieć swoją ciszę, moment dla siebie, choćby przy szatkowaniu kapusty? Może ta piąta, szósta rano, gdy nowy dzień wstaje, gdy złote promienie słońca igrają na podłogach, przeganiając cienie zalegające po kątach, może to była właśnie Jej pora wytchnienia?

Może i ja powinnam się kłaść o ósmej? Myślę. Może kiedyś właśnie poranek będzie moją ukochaną porą, gdy po cichutku zaparzę sobie herbaty, usiądę w fotelu, a moje nieco większe dzieci będą się jeszcze przewracać z boku na bok, otulone ciepłymi kołderkami oraz miłymi snami?

Póki co jednak nie jest mi to dane. Najmłodszy nudzi się zabawą, zostaje więc przewinięty i przebrany w dzienne ubranko, w piękne zielone body w szerokie pasy. Starsze dzieci też już wstają, już proszą o klocki, o coś do picia, latają do łazienki jedno za drugim. Pijemy razem herbatę. Wyprzytulany najmłodszy godzi się ze swym więziennym losem i zajmuje się w łóżeczku własną skarpetką, ja tymczasem pomagam starszym dzieciom w myciu zębów, robię Kropce piękną fryzurę z warkoczy, gdyż to rozczochrane wiecznie dziewczę po wizycie u fryzjera nagle postanowiło zmienić swój image i zacząć ozdabiać swe płowe włosy licznymi spinkami i błyszczącymi gumeczkami. Bawimy się Barbie, ubrania dla lalek zajmują cały stolik, a najmłodszy zafascynowany tym, co robimy dalej obserwuje nas zza krat.

Spoglądam na telefon, bo dzieci przez chwilę bawią się same. Czytam wywiad Konrada Kruczkowskiego z Katarzyną Bondą, rzecz jest o pisarstwie, pojawiają się wątki o natchnieniu – pocałunku muzy. Czy popularna pisarka ich doświadcza?

Kątem oka widziałam, że Lolek siedział sobie i badał maskotki z wielce poważną miną, po chwili jednak położył się. „Zmęczył się wreszcie, mały gizd!” pomyślałam z satysfakcją czytając dalej, ale nie skończyłam czytać tego wywiadu, bo już po chwili Lolek stał na nogach wyciągając swe rączyny w moją stronę.

Biorąc go na ręce poczułam dziwne ciepło. I nie, nie był to ten przypływ legendarnej matczynej miłości, która zwykle powinna ogarniać rodzicielki w takich sytuacjach.

Było to coś innego. O wiele bardziej namacalnego. Organicznego. Pierwotnego wręcz.

Ahaaa, a więc ten wczorajszy, wieczorny niepokój, nie dający dziecku spać, to było po prostu zaparcie! O Sherlocku, dlaczego wcześniej na to nie wpadłeś? Teraz uwolnione odchody polały się gęstą, brązową rzeką, przeciekając przez świeżo założone spodenki, masakrując urocze zielone ubranko aż po ramiona i bezczeszcząc białą pościel.

Przewijak w takiej sytuacji to trochę za mało. Konieczny okazał się poranny prysznic dziecka i poranny prysznic jego ubrań (od których odlepiały się brązowe grudy), a następnie nieuchronne, poranne szorowanie wanny detergentem, z pocieszającą myślą, że jak to dobrze, że nastąpiła jakaś mobilizacja, bo już od paru dni się miałam za to zabrać. A potem jeszcze kilka awaryjnych sesji z pralką, podczas których w mej głowie zawirowała uporczywa myśl, że na spokojne poranki to ja sobie jeszcze dłuuugo poczekam.

Bonda w tym wywiadzie wspominała o katalizatorach natchnienia. No bo to nie zawsze jest tak, że natchnienie spływa na pisarza nagle i jak w transie zaczyna on tworzyć wiekopomne dzieła, a słowa same spływają na papier, dyktowane przez muzę. Jest o wiele zwyczajniej – czasem po prostu widzisz coś interesującego, jak na przykład pole rzepaku, coś co może być pewnym punktem wyjścia do pisania, elementem scenografii.

I tu dochodzimy do konkluzji, co dziś było mym katalizatorem natchnienia.

Gówno.

poprzedni wpis następny wpis

Przeczytaj koniecznie

10 komentarzy

  • Reply Magda 01/04/2017 at 22:26

    😊

  • Reply Asia 02/04/2017 at 16:28

    O, a ja sobie akurat tak do podwieczorku Twój tekst czytałam… Chi, Chi… Mater sum, humani nil a me alienum puto :)

    • Reply Agata / Ruby Times 02/04/2017 at 19:49

      Prawda. Zwłaszcza, gdy się jest rodzicem :D

  • Reply e-milka 02/04/2017 at 20:54

    Hi, hi. A moje, jak byly mniejsze to mialy, jak to zwalan „naped kupowy” – perszing w tylku doslownie, poki nie udalo sie wycisnac. :)
    Agato – pol mojego macierzynstwa to nieludzkie niewyspanie. Zdarzalo mi sie bywac o siodmej na placu zabaw. zeby krzykacz nie budzil meza po nocce. 9 lat pozniej ten sam krzykacz budzi sie w jedyny wolny dzien o dziewiatej, a czasem dyskretnie czyta w lozku. Mnie to wprawdzie nic nie daje, syn najpozniej o siodmej na nogach – ale przeslaniem tego komentarza jest – jest nadzieja!

    • Reply Agata / Ruby Times 02/04/2017 at 21:51

      Dzięki, dzięki, ja już tę nadzieję mam, bo mój najstarszy, niedługo pięciolatek, już lubi sobie pospać do późna, czasem wpada do naszej sypialni zakomunikować że jest w drodze do łazienki, ale już nawet nie pakuje się nam bezceremonialnie do łóżka jak jeszcze niedawno. Dziś rano nawet mu zaproponowałam „wskakuj tu do nas” (bo cała reszta rodziny już tam była). I faktycznie wcisnął się z nami pod kołdrę, ale widzę że robi to z mniejszym przekonaniem niż kiedyś. I trochę żal, że taki duży się zrobił. No nie dogodzisz takiej matce :)

      • Reply e-milka 03/04/2017 at 02:14

        Fakt, nie dogodzisz. A ten zal, ze tacy duzi – nieodlaczna czesc macierzynstwa. Moja starsza powoli robi sie ostatnia w klasie, ktorej rodzice jeszcze czytaja i zaczyna sie wykruszac (no ale ja jej po polsku czytam, bo slabiej jej to idzie niz po niemiecku). A to byl nasz rytual i strasznie mi tego szkoda…

        • Reply Agata / Ruby Times 03/04/2017 at 12:25

          Oo nie, czytania będzie mi bardzo żal :(

  • Reply Pola - Odpoczywalnia 05/04/2017 at 21:26

    Ach te inspiracje i katalizatory:D
    Ale, jak to mówią, „whatever works” ;)

    • Reply Agata / Ruby Times 06/04/2017 at 14:29

      Zadziałało :)

  • Reply drugi-numer 07/04/2017 at 16:30

    Jakże spójne są nasze doświadczenia ;) Gówno – takie depresyjne i szaroburo-codzienne. A na dokładkę dosrywka. A potem jeszcze supermoc obsikiwania się nawet, kiedy pielucha jest zapięta pod szyję. I pranie. Wieczne pranie. Kiedyś zacznę reagować jak pies Pawłowa na zapach detergentu do prania.

  • Napisz, co o tym sądzisz