Codzienność, Kulinaria Ruby, Wytrawnie

Śniadanie Ruby Times. Fakty i mity.

Wiem, że wydaje Wam się, że u nas taki Wersal, że codziennie z okazji śniadania wyciągamy serwis po prababce, ale nie. To nie do końca tak. W dzisiejszym wpisie chciałabym szczerze zmierzyć się z pytaniami dotyczącymi naszych śniadań.

Zapraszam.

Niedowierzanie. To chyba główna reakcja, no bo jak mając dzieci w wieku: 5, 3 i 1 można w ogóle tak mieć na stole? Kiedy mamy czas szykować kolorowe wiktuały, gdy pod powiekami żwir, a poranek po nieprzespanej nocy nie nastraja optymistycznie? Zacznijmy od początku.

Mąż i ja.

Lubimy wspólnie przygotowywać posiłki, a zjawisko to ma długą genezę. Dawno temu, gdy po ziemi chodziły jeszcze dinozaury, a telefony komórkowe służyły do rozmowy z ludźmi, romantycznie spoglądaliśmy sobie w oczy przy elektrycznej kuchence na korytarzu akademika, podczas gdy obok podsmażała się nasza cebula, głównie po to, by w ryżu z sosem Uncle Bens było nieco więcej treści.

Miłość do kuchennych zajawek wybuchła z nową siłą, gdy objęliśmy we władanie pierwszą (wynajętą) kuchnię, przyklejoną do miłego mieszkanka na poddaszu. Tam piekliśmy pierwsze moussaki, szparagi pod beszamelem i odkrywaliśmy rewolucyjne (wówczas – mówimy o początku wieku bieżącego) połączenia smaków, na przykład placki ziemniaczane z sosem tzatziki.

Wtedy też w moich zeszytach z przepisami zapisałam sobie składniki, które jak już będę dorosła i ekonomicznie stabilna (co nawiasem mówiąc nigdy nie nastąpiło), to będę zawsze mieć w lodówce i spiżarkach. Były tam głównie różne sery – mozarella, feta, gran padano, cheddar, pleśniowe, bryndze, kozie. Widać po tych notatkach na boku zeszytu to upojenie ówczesnymi „nowinkami” – suszone pomidory wymienione jednym tchem obok pesto, oliwek, szynki parmeńskiej, świeżych ziół, pomidorków cherry. Wszystkich tych rzeczy, które wówczas nie były dostępne w zwykłych sklepach, a już z pewnością nie były przyjazne dla studenckiej kieszeni.

Potem w naszym życiu było różnie – raz mieszkaliśmy w Polsce, raz za granicą, ale zawsze sprawiało nam przyjemność celebrowanie jedzenia, odkrywanie nowych pomysłów na dania. Wiele się dzięki temu nauczyliśmy, i w momencie, gdy zostaliśmy rodzicami jakieś dziesięć lat później, mieliśmy wiele gotowych, sprawdzonych schematów na posiłki, ot tak. Bez większego kombinowania.

Styl życia.

W czasach, o których wspominam powyżej, na gotowanie mieliśmy przeznaczone popołudnia i wieczory, urządzaliśmy wspaniałe kolacje, czasem zapraszaliśmy przyjaciół. Mam sporą dokumentację fotograficzną z jednego wydarzenia, podczas którego mój mąż piekł pierwsze ze swoich słynnych pizz (w tym szpinakowe), a towarzystwo upajało się dużą ilością trunków procentowych.

Obecnie nasz tryb życia uległ wielu przemianom (jeśli tak można nazwać wywrócenie go do góry nogami) i wieczory przestały być dobrą porą na celebrowanie czegokolwiek. Jesteśmy wtedy najbardziej ściorani i ledwo żywi, a dzieci najbardziej marudne, dlatego kolacje dość często są posiłkiem przygotowanym na tak zwane „odwal się”. Jakieś kanapki z dżemem, serkiem bieluchem lub po prostu z szynką, byle szybko zjeść i posprzątać. Doszłam niedawno do takiej refleksji, że jemy na kolację to, co większość z Was spożywa na śniadanie.

Poranek.

Gdy mąż jest w domu, a taki ma tryb pracy, że dość często z rana w tym domu jest, to czasem dogadzamy sobie odpowiednim posiłkiem. Śniadanie jemy późno, z tego co zauważyłam, dużo później niż większość populacji – zazwyczaj między 10 a 11 (wyjątkiem są dni, w których mamy jakieś plany wyjazdowo/wycieczkowe, wtedy sprężamy się rano i zjadamy cokolwiek, by szybciej wyjść z domu).

W zwyczajne, niespieszne dni po przebudzeniu dzieci piją mleko lub inne rumianki z miodem, dzięki czemu są przyzwyczajone do  późnych śniadań. Spokojnie więc możemy się dobudzić zanim otworzymy lodówkę – i to odpowiedź na Wasze pytanie, kiedy mamy czas na przygotowanie. Oczywiście, gdy jestem sama z dziećmi, to rzadko siadam z nimi do stołu, zwykle coś przegryzam przy blacie, szykując śniadanie dla nich. To chyba jasne :).

Co jemy?

Nasze poranne posiłki to często powtarzające się schematy: jajka – smażone, gotowane lub pieczone (suflety),  jajka w pomidorach, smażona soczewica, różne rodzaje fasoli, fasolka ze smażonym boczkiem (pozostałości emigracyjnych przyzwyczajeń), szybkie pesto z pietruszki albo hummus (może być nawet ze sklepu) z słupkami marchewek i ogórków do maczania, dużo sałatek pomidorowych (w lecie) i po prostu świeże owoce lub warzywa. Efekt z większości zdjęć jest ładny po prostu dlatego, że wszystko jest świeże.

Wskazówka: dla apetycznego efektu warto przygotować wszystko tuż przed podaniem – sałatki ze świeżych warzyw po jakimś czasie robią się oklapnięte i nieciekawe. Warzywa należy kroić ostrym nożem, skropić oliwą, delikatnie posypać świeżo mieloną solą i pieprzem. Zauważcie, że my używamy dużo zieleniny – natka pietruszki, zielona cebulka, różne sałaty i zioła. Ich umycie i pokrojenie naprawdę nie zajmuje dużo czasu, a zmieniają nawet banalne i nijakie śniadanie nie do poznania.

Czy zawsze mamy tak zaopatrzoną lodówkę?

Nie, nie zawsze. Czasem znajdujemy w lodówce głównie światło, smętne wysuszone kromki witają nas w chlebaku, a w szafce ostatnia puszka tuńczyka. Wtedy działamy według starego przysłowia: „gdy życie da ci suche kromki i kawałek stwardniałego sera, ty  upiecz grzanki z serem i polej je ketchupem”. W ten sposób można przekuć porażkę w sukces, tak jak to zrobili Szwajcarzy wymyślając fondue, a Włosi pizzę. Najlepsze żarcie powstaje przecież z niedostatku!

Jak robimy zakupy?

Przede wszystkim na zapas. Do najbliższego sklepu trzeba jechać autem (można też iść, ale jest to kawałek), w związku z tym, gdy już jesteśmy w sklepie, to kupujemy dość dużo rzeczy. I to nie tak, że mamy dokładnie zaplanowane, co danego dnia pojawi się na śniadaniowym stole – po prostu – gdy przed człowiekiem pojawia się o taki widok na blacie (patrz zdjęcie poniżej) to się ów człowiek może zainspirować i fajne śniadanie robi się (niemal) samo.

Będę to powtarzać do skutku. To, co Wam się podoba w naszych śniadaniach to kolor, świeżość, a nie stopień skomplikowania. Pomijając kilka składników (domowy hummus, pasztety z Jadłonomii, chleb pieczony przez męża, etc.) większość tego co jemy to po prostu pokrojone warzywa. Dlatego też nie do końca rozumiem dlaczego tak trudno Wam powtórzyć ten sukces. Pokroić (ostrym nożem!) pomidory, ogórki, papryki. Posypać zieleniną. Zjeść. Łatwizna!

Kto decyduje o śniadaniowym menu?

Podobno u wielu z Was każdy domownik chce jeść coś innego, każdy chce decydować. U nas w kuchni przebywa zazwyczaj tylko osoba robiąca śniadanie. Dzieci biegają wtedy po domu i, mówiąc brutalnie, nie mają nic do gadania. Rodzic, który robi śniadanie decyduje. Czasem konsultuje z drugim rodzicem, czasem przychyli się do jakiejś dziecięcej sugestii, ale szykuje samodzielnie. Oboje tak samo często się tym zajmujemy.

Estetyka.

Na ładnych naczyniach wszystko wygląda lepiej, nawet najpiękniejsze posiłki stracą na uroku, gdy je zaserwujemy byle jak. Ja już jestem tak estetycznie wypaczona, że niestety zwracam uwagę na takie rzeczy.

Co nie znaczy, że nie jemy na wyszczerbionych talerzach, gdy inne są w zmywarce, ale sęk w tym, że te wyszczerbione też są całkiem niebrzydkie. Nie namawiam Was, by wymieniać od razu całą zastawę stołową, ale w dzisiejszych czasach nie trzeba fortuny, by dla 4-6 osobowej rodziny skompletować kilka talerzy. Nawet w Pepco widziałam niedawno bardzo ładne, klasyczne, białe (chociaż nie wiem jakiej jakości).

Misz masz.

Ładne zestawy są spoko, ale lubimy też trochę pomieszać różne rodzaje porcelany. I tacy z nas twardziele, że nie zawsze używamy dzbanka z filiżankami do kompletu. Czasem pijemy czarną herbatę z cytryną i wtedy filiżanki z cieniutkiej porcelany są najlepsze, a czasem nie chce nam się nawet ich wyciągać z witrynki, więc pijemy z czarek, szklanek marokańskich lub ulubionych kubków (z „The Clash” i z Krecikiem:). Nie ma reguły, nie jesteśmy restrykcyjni.

Za dużo jedzenia, za dużo talerzy.

A jakby tak zmienić myślenie, że to dużo pracy tyle napakować na talerze? Dla mnie jest odwrotnie – to dużo pracy szykować kanapeczki dla każdego z osobna, zwłaszcza, że zaraz się zacznie wybrzydzanie – ktoś nie chce szynki, ktoś sera. U nas wszystko jest na wspólnych talerzach, każdy może wybrać to, co lubi. Dzieci wbrew pozorom nie jedzą wszystkiego, powiem więcej – nie mamy pojęcia co wybiorą danego dnia. Jeśli wiemy, że czegoś absolutnie nie jedzą, staramy się by znaleźli jakąś jadalną alternatywę na innym talerzu, a my spokojnie możemy konsumować to, co nam smakuje, zresztą oni też się czasem w końcu przekonują.

Dlatego też stawiamy na wybór. A na końcu wszystkie talerze lądują w zmywarce.

Wena.

Hashtag #śniadanierubytimes pojawił się na Instagramie prawie 200 razy, a konto mam mniej więcej dwa lata. Pozostałe śniadania prawdopodobnie nie były warte fotografowania, bo komu by się chciało focić kiełbę z chrzanem, czy kromkę z serem, zjedzoną bezpośrednio z deski do krojenia?

Gdy mam chęć, czas i świeże produkty, gdy mam ochotę to układam sobie te winogrona na tacuszkach, a na talerzykach rozkładam ogórki, papryki, posypuję świeżymi ziółkami. Od dawna nie mam jak się spełniać artystycznie, więc ta potrzeba wyłazi ze mnie na różne sposoby, nawet podczas podawania śniadań, układania ręczników i zabawek. A czasem.. czasem to mi się nawet nie chce sera wyciągnąć z foliowego opakowania. Najważniejsze to nie spinać się, nie mieć poczucia winy.

Nasze posiłki nie mają na celu podniesienia Waszej domowej poprzeczki i wpędzenia w kompleksy, że u Was jakoś mniej pomysłowo.

Z drugiej strony jeśli potrzebujecie małego kopa lub garści inspiracji to proszę bardzo – czasem wystarczy iść do warzywniaka (w sezonie), kupić kilo pomidorów i pęczek pietruszki lub szczypiorku. Pokroić, porwać trochę sera, skropić oliwą. Zrobić omlet na patelni, posypać go ziołami. Albo zmieszać fasolkę czerwoną z puszki z oliwą i sokiem z cytryny. Do tego zieleniny dorzucić i zamieszać. Wy tu niedowierzacie, że my tak jemy, a ja.. a ja niedowierzam, że te patenty wydają się Wam tak nieosiągalne, o tyle trudniejsze niż pokrojenie chleba, szynki i sera. Odważcie się i Wy, choćby raz w tygodniu.

Powodzenia!

Fajne pomysły na śniadania znajdziecie w tych wpisach:

Eee tam kanapki!

Alternatywa kanapkowa: 10 pomysłów, 4 pory roku, pyszne śniadania.

Jak przetrwać zimę bez pomidorów? Pomysły na pyszne sałatki i śniadanka.

A jeśli z rana nie macie czasu, możecie przecież dostosować te pomysły do Waszego trybu dnia i użyć ich na lunch lub kolację.

EZPZ.

Od niedawna przy stole towarzyszy nam mały Lolek, a wraz z nim mata EZPZ, nieodklejalny od powierzchni stołu, nowy i niepodważalny element naszych śniadań. I chociaż Lolek czasem protestuje, że się nie da oderwać, to jednak w końcu rezygnuje i zaczyna po prostu jeść. A my już nie truchlejemy co chwilę na dźwięk talerza lądującego na podłodze wraz z zawartością, ani też nie musimy podawać dziecku żarcia bez talerza, no bo przecież kultury należy uczyć od małego (i jedzenia na talerzu). Teraz wszystkie te dylematy mamy z głowy. Nasz talerz jest prezentem od sklepu Edukatorek (tutaj).

poprzedni wpis następny wpis

Przeczytaj koniecznie

13 komentarzy

  • Reply Marta 07/04/2017 at 20:13

    Mniam. Odkąd śledzę twoje konto na instagramie to niesamowicie się inspiruję pomysłami na śniadania. Niestety u mnie w rodzinnym domu nie było nigdy takiego zwyczaju, żeby odświętnie spożywać posiłki. Albo każdy jadł w swoim czasie albo było to coś bardzo prostego i mało kolorowego. Odkąd mam swój dom to staram się to zmienić. Mam tylko jeden problem – w prezencie na parapetówkę dostaliśmy najbrzydsze z możliwych, grube, szare talerze. Nic na nich nie wygląda apetycznie, ale ciężko mi sie ich pozbyć, skoro nie są zniszczone :/

    • Reply Agata / Ruby Times 07/04/2017 at 21:05

      Och, no to faktycznie musisz kilka przypadkiem upuścić przy zmywaniu:) U nas naczyń dostatek, problemem jest jedynie brak dużego kompletu na przyjęcia. Taki na 12 osób by się przydał, bo u nas szybko robi się tłoczno, a przyjęcia dość często robimy, choćby urodziny dzieciaków – w lutym, kwietniu i czerwcu. Jakoś nie wyobrażam sobie przy zacnej okazji serwować na trzech rodzajach naczyń. Tak, wiem #firstworldproblems :)

      • Reply Marta 11/04/2017 at 16:13

        muszę tak zrobić, choć ciężka z tymi talerzami sprawa – są tak toporne że i stłuc ciężko. Kiedyś jeden próbowałam. Ale niedługo zmieniamy lokum to może o zastawę zmienimy :) Kolejna parapetówka i te sprawy ;)

  • Reply rudka86 07/04/2017 at 22:39

    Śniadania macie mega! Mnie tylko zastanawia, czy zawsze wszystko zostaje wymiecione z talerzy? Warzywa z lodówki pozostałe ze śniadania zawsze wydaja mi się. Mniej smaczne :)

    • Reply Agata / Ruby Times 07/04/2017 at 22:46

      Zazwyczaj wszystkiego szykujemy mniej więcej tyle, ile jesteśmy w stanie zjeść. Nie lubię pomidorowych sałatek z lodówki, i zwiędniętych ogórków i wysuszonych papryk, więc nie robię takiego jedzenia na zapas. Już raczej wiemy ile nam tego zniknie z talerzy i tyle stawiamy na stół. Wbrew pozorom ja i mąż potrafimy zjeść bardzo dużo, więc nawet jeśli dzieci nie mają apetytu, my nadrabiamy i.. dojadamy po prostu :). A takie rzeczy jak sery, szynki, to wiadomo – po prostu przechowujemy w lodówce.

      • Reply Agata / Ruby Times 07/04/2017 at 22:49

        I jeszcze dodam, bo może nie każdy tak ma, że dla mnie dojeść sześć, czy siedem plastrów pomidora tak po prostu bez chleba, bez dodatków to żaden problem. Jestem niemożliwie wielką fanką pomidorów, więc takie dojadanie to dla mnie łatwizna :D

  • Reply Pola-Odpoczywalnia 08/04/2017 at 08:46

    Super! Mam oczywiście bardzo podobne podejście do jedzenia. :)
    U nas takie śniadania w weekendy, choć osobiscie nie przepadam za krojeniem warzyw wszystkich wcześniej (choć pięknie to wygląda )bo zawsze coś zostaje i potem się zsycha;)
    Ale każdy ma swój system:)
    Ale kolacyjki do tej pory sobie robimy, jak już dzieciaki śpią

  • Reply e-milka 08/04/2017 at 11:51

    Pysznie u Was. A propos niedostatku – tez zauwazylam, ze najlepsze posilki wychodza nam, jak np. goscie spontanicznie (po prawdzie to najczesciej kolezanki corki, ktore zostaja na kolacji) i trzeba wyczarowac cos, by na stole nie bylo tak biednie. Ostatnio takie dziecko zajadalo sie u nas po prostu jajkami sadzonymi, choc przyznam nieskromnie, ze wyszly idealne. Humus, foul, albo paste z avokado z czosnkiem tez czesto jemy. I lezka mi sie zakrecila – kiedys czesto gotowalismy z mezem, teraz raczej na zmiane. Czyli o krok od rozwodu. ;)

    • Reply Agata / Ruby Times 08/04/2017 at 20:10

      My też na zmianę. Obecnie inaczej się nie da :)

  • Reply Asia W. 08/04/2017 at 16:08

    Piękne te Wasze śniadania. Mnie wcale nie wpędzają w kompleksy. Przeciwnie motywują, żeby i u nas przynajmniej w weekendy było kolorowo na talerzach. :-) Trzeba pokazywać fajne rzeczy i to jest super.

  • Reply Asia W. 08/04/2017 at 16:10

    Ps. Na pokrojone warzywa z poprzedniego śniadania polecam czerwone, okrągłe pojemniki z Ikea. Na drugi dzień wyglądają tak samo apetycznie.

  • Reply Asia 14/04/2017 at 10:07

    Świetny motywująco-inspirujący wpis szczególnie przed Wielkanocą :) Zatem Życzę Ci wesołych, kolorowych i rodzinnych Świąt!

    • Reply Agata / Ruby Times 17/04/2017 at 19:12

      Dziękuję i wzajemnie (chociaż dość późno sprawdziłam komentarze i zrobiło się prawie po Świętach :)

    Napisz, co o tym sądzisz