Czytelnia, Książki dla dzieci

„Sklepy”. Dzieci czytają o biznesie.

Joannę Gusztę uwielbiam za piękną książkę „O psie, który szukał”. Jest autorką, która porusza w sercu jakieś staromodne nostalgie i w lekturach dla dzieci pokazuje świat, który powoli odchodzi w niepamięć. Niezwykle podoba mi się sam pomysł na przemycanie takich treści w literaturze dla najmłodszych, zwłaszcza że duża część księgarskich pozycji dla tej grupy wiekowej grzeszy przesadną schematycznością, infantylnością.. a czasem – nie bójmy się tego powiedzieć – jest po prostu idiotyczna.

Mózg rodzica uwstecznia się niejednokrotnie czytając i błaga o litość, gdy dziecię po raz kolejny danego dnia zmierza z taką lekturą w jego stronę.

Z książkami pani Joanny – i w ogóle wydawnictwa Ładne Halo – nie mam tego problemu. Mogę czytać w kółko ilekroć dzieciaki pakują mi się na kolana i rozkazują, by zacząć opowieść. W lekturze, którą dziś biorę na tapetę Guszta opisuje codzienne zakupy w małych sklepikach: piekarnia ze świeżymi bułkami, sklep z rybami, w którym sprzedaje wytatułowany jegomość, cukiernia z najlepszymi ciastkami i apteka, w której zaprzyjaźnione farmaceutki częstują cukierkami. Czytam to wszystko i zastanawiam się w jakim stopniu ta książka jest dla Młodego dziwnym, abstrakcyjnym zjawiskiem.

IMGP0874 IMGP0877 IMGP0878

Zna lokalne warzywniaki, bywa w aptece, czasem w piekarni i kawiarni. Inne produkty kojarzą mu się jednak z sieciowymi marketami. Nie mamy znajomego Pana Rybki, nie mamy sympatycznego sklepu muzycznego za rogiem. Ksylofon i gitarę przywiózł kurier, jak większość zabawek. Meble są z Ikei, ryba z Lidla, a książka z Empiku. Jak tu dziecko wprowadzać w tajniki sprzedaży detalicznej? Świata nie zmienimy, a przeobrażenia  handlu są już olbrzymie. Coraz więcej towarów dostajemy w paczkach pod same drzwi, a te po które jedziemy do sklepu lubimy kupować pod jednym dachem.

Niestety nie mieszkam w eleganckiej dzielnicy miasta, z modnym warzywniakiem, w którym nigdy nie brakuje papai oraz osiedlowym sklepem spożywczym stale zaopatrzonym we wszelkie rodzaje włoskich serów, bo sprzedawca jest pasjonatem i specjalnie je sprowadza.

Obok oldschoolowa piekarnia z prawdziwym chlebem na zakwasie, a za rogiem cukiernia z dobrą mocną kawą i autorskimi wypiekami zdolnej załogi. Tak. Wówczas mogłabym pokazywać dzieciom świat handlu z duszą, ale zamiast tego mam mały wsiowy market lokalnej sieci, w nim stoisko lokalnego rzeźnika i chleby z okolicznych piekarni. Nienajgorzej, ale to jednak nie to samo co sklepiki z dzieciństwa.

IMGP0879 IMGP0880 IMGP0881 IMGP0882

Nie tak dawno popełniłam tekst, z którego jestem dość dumna – „Know Your Salesman” – który dobrze wprowadza w temat przemian związanych z kupowaniem, a ta książeczka świetnie go uzupełnia. Opowiada o relacjach z drugim człowiekiem, o doświadczeniu nabywania dóbr i jego innych wymiarach niż tylko tym konsumenckim „zapłać – weź towar”.

W naszej kulturze ten „inny wymiar” powoli umiera, ale dobrze się ma na przykład w krajach arabskich.

Zdarza się, że turyści są skonsternowani i myślą sobie „czego do cholery chce ode mnie ten sprzedawca? Ja mu tu daję zwitek banknotów, chcę zabrać ten pasek, szal, czy inny bębenek, a on mi tutaj nawija, opowiada, czaruje. O co tu chodzi?”. Tam dalej obowiązuje szereg norm związanych z kupowaniem, którego nie da się załatwić bez rozmowy, bez kontaktu. I to nie takiej ze skrytpu wymyślonego przez dział marketingu z tekstami typu: „dzisiaj proponujemy zmywacze do paznokci za jedyne 3 złote”. U nas kiedyś było podobnie, noo może nie aż tak irytująco, wchodzą tu wszak również rozmaite kwestie różnic kulturowych, niejednokrotnie ciężkich do zrozumienia, ale jednak transakcja była związana z realnym kontaktem obu stron.

IMGP0883 IMGP0886 IMGP0889 IMGP0890 IMGP0893 IMGP0895

Ta niewielka książeczka pokazuje, że kupowanie może być czymś w rodzaju przygody, odwiedzaniem ulubionych miejsc, rozmów z ludźmi. Ponadto zachęca dzieci do zabawy w małą przedsiębiorczość, do wzięcia spraw w swoje ręce i .. otwarcia biznesu. Moje Stwory już posłuchały i póki co są bardzo entuzjastyczne. To pewnie również dlatego, że dotychczasowi klienci nie byli upierdliwi, a ZUS jeszcze się nie upomniał o swoją dolę. Zobaczymy co będzie dalej.

Dziś tylko kilka ujęć, a już niedługo obszerna relacja z nowej „pracy” moich dzieciaków. Nieźle im idzie, może oleję kwestię pisania CV i zdam się na powodzenie ich biznesu?

IMGP0897 IMGP0898 IMGP0899 IMGP0900 IMGP0871 IMGP0868 IMGP0915 IMGP0957 IMGP0981 IMGP1014 IMGP1083 IMGP0875

„Sklepy”. Tekst: Joanna Guszta, ilustracje (genialne!): Maciek Blaźniak. Wydawnictwo Ładne Halo! (klik)

1

poprzedni wpis następny wpis

Przeczytaj koniecznie

10 komentarzy

  • Reply kejt 13/08/2015 at 21:23

    Ładne Halo jest z Łodzi i za to również ich lubię!

    • Reply Agata / Ruby Times 16/08/2015 at 16:10

      Ja ich w ogóle bardzo lubię! To jedno z najoryginalniejszych wydawnictw w Polsce.

  • Reply Helen 20/08/2015 at 21:02

    Kupilam :) dzisiaj przyjechala do nas ksiazeczka. Oczu nie moge od niej oderwac. Mam nadzieje, ze mojemu Mlodemu tez sie spodoba, zwlaszcza ze koooooocha zakupy… Pzdr!

    • Reply Agata / Ruby Times 21/08/2015 at 07:10

      Cieszę się! Ta książeczka to małe dzieło sztuki <3
      Niech się dobrze czyta!

  • Reply lucy es 27/08/2015 at 11:54

    Fajowa. Zapisuję do pomysłów na zakupy w …księgarni internetowej :)

    • Reply Agata / Ruby Times 27/08/2015 at 13:07

      Ha :) Wiadomo!

  • Reply Karolina 17/09/2015 at 11:53

    Właśnie przeglądam „Sklepy”, a tuż obok leży „Bajka o drzewie” piękne są te książki, nie mogę się doczekać jak przeczytam je dziecku . Jeśli chodzi o inne inspiracje to zachęciłaś nas do zakupu zielników oraz książki „O piesku, który szukał” . Ładne halo okazało się świetnym wydawnictwem (poznałam je właśnie dzięki Tobie) to dlatego jeszcze „Lala Lolka ” do nas wkrótce zawita . Dziękujemy

    • Reply Agata / Ruby Times 17/09/2015 at 13:22

      Ach, jak ja lubię takie komentarze! :)
      Też uwielbiam te książki. Bajkę o drzewie Młody już zna na pamięć!

  • Reply Karolina 17/09/2015 at 15:04

    Zapomniałam o dwóch książkach, a kupiłam dzięki Twoim rekomendacjom.Pojawiły się na blogu dawno temu . Najpierw „Androny” książka cudem zdobyta gdy już nakład był dawno wyczerpany, uchował się 1 egzemplarz na ravelo i małe książeczki wyd dwie siostry , 4 szt, z trudem zdobyte bo jest ich naprawdę mało. Bardzo lubimy ilustracje Katarzyny Boguckiej do tego brawurowo matka wciela się w małpę, Pawła i Gawła, kota i Stefka . Bardzo nam się podobają te książki mimo , że to klasyka , wszystkim bardzo dobrze znana. Plusem jest gabaryt, wszędzie można je zabrać i nie odczuwa się ich ciężaru.

    • Reply Agata / Ruby Times 20/09/2015 at 18:41

      Wszystkie bardzo lubię. I cieszę się, że mogłam Cię zainspirować :)

    Napisz, co o tym sądzisz