Na temat, Zdrowie i bezpieczeństwo

RWF w naszym aucie

Nasze auto jest jakie jest, szału nie ma. Na pewno nie należy do kategorii określanej mianem „samochody rodzinne”, cztery osoby plus bagaż to już naprawdę ponad jego możliwości, zwłaszcza z dwoma fotelikami dla małoletnich.

Bezpieczeństwo mojej rodziny bardzo leży mi na sercu i najchętniej oglądałabym nas w wielkim SUV-ie lub siedmiomiejscowym bolidzie z przesuwanymi drzwiami, najlepiej nie starszym niż 5 letni.

I to nie dlatego, że chcę podnieść nasz status, czy wywołać zazdrość u sąsiada. Chodzi mi o proste, ważne rzeczy, czyli bezpieczeństwo i komfort jazdy, rzeczy, które w moim mniemaniu może zapewnić tylko w miarę nowe i w miarę duże auto. Ale, że jesteśmy statystycznymi obywatelami naszego pełnego możliwości kraju, to poruszamy się po szosach 10-letnim obłym autkiem, takim.. idealnym dla kobiety na shopping :). Idealnym dla jednej, no góra dwóch kobiet i ich sklepowych zdobyczy dnia, ale zdecydowanie nieidealnym dla czteroosobowej rodziny. Niestety w najbliższym czasie nie zanosi się na kupno nowego, więc pozostaje nam uśmiechnąć się do posiadanego pojazdu w myśl zasady „gdy się nie ma co się lubi..”.

Jak być może wiecie z tego tekstu (a jeśli nie wiecie to warto poczytać, bo to ważny temat jest) postanowiliśmy kupić dla naszych dzieci foteliki typu RWF, czyli montowane tyłem do kierunku jazdy. O ile w wypadku Kropki nie ma w tym nic nadzwyczajnego, to w kwestii niemal dwuletniego Młodego wiele osób może uznać to za jakieś dziwactwo. Nie zamierzam polemizować, wszystko co sądzę na ten temat już zawarłam w zalinkowanym wyżej tekście, do którego odsyłam.

Przed zakupem rozmyślaliśmy dość intensywnie jak by tu ulokować te foteliki w naszym niewielkim automobilu, dobieraliśmy modele, które będą wystarczająco małe, byśmy się wszyscy zmieścili. Miało być tak pięknie, ale.. wyszło inaczej. No bo w planach pierwotnych Młody miał zostać przeniesiony na siedzenie pasażera obok kierowcy (co w wypadku RWF jest bezpieczne po wyłączeniu poduszki powietrznej), a mama z Kropką miały podróżować z tyłu.

W związku z tym Młodemu kupiliśmy fotelik montowany na pasy (bo z przodu nie ma systemu isofix), a konkretnie model Britax Maxway. Dla Kropki kupiliśmy super hiper mega wypasiony i obrotowy fotelik Roemer Dualfix montowany na zaczepach isofix. Wszystko fajnie, ale gdy przyszło do montażu fotelików, to okazało się, że.. miejsca jest za mało, prawe lusterko przestaje być widoczne dla kierowcy, a Młody siedzi jakoś tak niestabilnie, zbyt przechylony do przodu, bo ten fotel pasażera jest jednak bardziej wyprofilowany niż kanapa. Nie było rady, trzeba było pomyśleć o montażu obu fotelików z tyłu.

Zamaskowana Kropka w swoim Roemer Dualfix’e.

Szczerze mówiąc sytuacja taka ma sporo wad, bo kierowca ma mniej miejsca niż potrzebuje.. przynajmniej mąż – ja mam miejsca w sam raz, no ale to on kieruje na dłuższych trasach. Poza tym dzieci podróżują do nas TYŁEM, co znaczy, że nie mamy nad nimi żadnej kontroli. Nie, żebyśmy normalnie jakąś mieli – haha, dobry żart, „mamy kontrolę nad naszymi dziećmi” –  ale zawsze było miło siedzieć obok Młodego, móc z nim pogadać, zainteresować go czymś, gdy był marudny w podróży, pokazać książeczkę.. albo wytrzeć nos.. no cokolwiek! Teraz jest to niemożliwe. Jak widzicie na zdjęciach uzbroiliśmy się w system lusterek wewnątrzautowych, które mają trochę zmniejszyć dyskomfort siedzenia tyłem do siebie. Dodatkowo przy lusterku wstecznym zamontowaliśmy niewielkie teleskopowe lusterko, dzięki któremu można obserwować potomstwo.. albo sprawdzić, czy makijaż się nie rozmazał :)

Sporo pracy wykonaliśmy i namęczyliśmy się, by jednak móc przewozić dzieciaki tyłem, ale czego się nie robi dla bezpieczeństwa. Jest to spore poświęcenie, zwłaszcza jeśli ma się niewielki samochód, bo.. nie oszukujmy się, standardowe foteliki zajmują jednak zdecydowanie mniej miejsca niż RWF-y.

Poza tym.. foteliki montowane tyłem nie należą do tanich i nie bylibyśmy w stanie ich kupić gdyby nie pomoc kochanych Dziadków, którzy zaoferowali że zafundują je naszym pociechom. A teraz trochę o finansowych aspektach sprawy: fotelik Młodego można kupić za ok. 1000 zł, a fotel Kropki to koszt aż 1600 zł! Ja wiem, kupa kasy, możemy tylko dziękować Dziadkom za ich gest, ale szokująca cena fotelika Kropki nie wydaje się aż taka straszna, gdy przyjrzycie mu się bliżej. Fotelik służy małej od urodzenia, bo ma regulację oparcia, dzięki któremu dziecko bardziej leży, gdy jest małe, a gdy podrośnie, oparcie prostujemy i dziecko siedzi.

Gdy wyciągniemy niemowlęcą wkładkę fotelik nadaje się dla dziecka aż do 18 kg. Wiem, że często takie „uniwersalne” produkty to ściema, i okazuje się, że nie są odpowiednie dla wszystkich deklarowanych przez producenta kategorii wiekowo-wagowych, w tym jednak wypadku ręczę, że fotelik jest odpowiedni nawet dla noworodka – Kropka wracała z nim ze szpitala, a miała wówczas 3 kg. Nasz 11 – kilowy syn też czasami używał tego fotelika, gdy jego model był chwilowo zdemontowany. Nie wiem, czy dziecko o wadze 18 kg to jednak nie byłaby przesada dla tego fotelika, ale z pewnością może służyć od urodzenia do około 3 lat, w zależności od gabarytów użytkownika.

Fajnym patentem Dualfixa jest obrotowa podstawa, dzięki której można go ustawić bokiem, by ułatwić wpinanie dziecka, chociaż ja tego nie robię, bo system obracający jest dość toporny. Gdy mam dziecko na ręku, nie znajduję w sobie aż tyle siły, by nacisnąć guzik i przekręcić ten fotelik. Mąż w każdym razie używa tej opcji i jest zadowolony. Obrotowa podstawa ma jeszcze jedną zaletę – wszyscy rodzice, którzy obawiają się, że prędzej czy później ich dziecko zacznie się buntować i nie będzie już chciało jeździć tyłem mogą spać spokojnie – Dualfix może również z powodzeniem jeździć przodem do kierunku jazdy. Gdy uświadomimy sobie, że bezpieczny fotelik dla dziecka, spełniający normy i nie rozpadający się na crash testach to koszt przynajmniej kilkuset złotych, a ten jeden model zastępuje przynajmniej dwa foteliki (ten pierwszy, dla noworodków i późniejszy od 9 kg), wówczas jego koszt nie wydaje się już tak ekstrawagancki.
Zaletą obu „tronów” używanych przez nasze potomstwo jest to, że są jednymi z mniejszych RWF-ów na rynku, więc można je montować w takich niewielkich autkach jak nasze. Fotel Młodego (Britax Maxway) jest na oko mniej wygodny niż „zebra” używana przez Kropkę, podobno to bardzo dobry i bezpieczny fotelik i zasadniczo nie mam do niego większych zastrzeżeń, poza tym, że nie posiada żadnej regulacji oparcia. I to mimo zapewnień producenta, że ma – cytuję – „wiele pozycji spoczynkowych – możliwość regulacji bez zakłócania snu dziecka”. Instrukcję przeczytaliśmy wzdłuż i wszerz i czegoś takiego to ten fotelik nie ma. Można go oczywiście zamontować bardziej lub mniej pionowo, ale robi się to raczej na stałe, nie wyobrażam sobie, by dziecko siedziało na nim podczas montażu, a co dopiero spało:).
Zamaskowany Młody w foteliku Britax Maxway.

Poza tym jest okejka, foteliki zamontowane, całe miejsce w kabinie zajęte, bagażnik ledwo mieści gondolę jednego z wózków, ale koła już należy ściągnąć ze stelaża, by się zmieścił w całości, więc zastanawiam się co będzie jeśli będziemy chcieli wyruszyć na choćby mały wypad z noclegiem? Łóżeczko turystyczne? Dwa wózki? Jakieś dziecięce ciuchy, pieluchy, kosmetyki? O moich butach nie wspominając, nie pojadę przecież W JEDNYCH! Chyba czas wrzucić w wyszukiwarkę frazę „bagażniki dachowe” :)

poprzedni wpis następny wpis

Przeczytaj koniecznie

24 komentarze

  • Reply Ola Fefkunia 13/05/2014 at 06:10

    Bezpieczeństwo dzieci jest na pierwszym miejscu. My jeździmy w Cybex Aton 3, a przymierzamy się do zakupu fotela RWF Besafe. Dla drugiego dziecia wybierzemy Twoją zebrę :]. Lusterko też mamy tylko u nas odległość lusterka wstecznego i tego od Besafe powoduje, że nie wiele widać :/

    • Reply Ruby Soho 14/05/2014 at 22:12

      bo macie większe autko, proste :)

  • Reply bunio 13/05/2014 at 07:16

    Wprawdzie my mamy montowanego przodem do jazdy ale również mamy Romera, tyle, że King Plus :) Wiem, że bezpieczniej jest tyłem, ale i tak jesteśmy zadowoleni bo młody bardzo płakał gdy jeździł tyłem do jazdy a tak to zasypia nam w ciągu kilku minut na calutką podróż. Portfel nasz nie zrujnowany, a i ADAC ma bardzo wysoki, w porównaniu do pozostałych fotelików montowanych przodem :)

    Twoje foteliki rewelacyjne! Pomyślę, przy kolejnym dziecku :)

    • Reply Gabrysiowa Mama 13/05/2014 at 10:29

      U nas też by mówmy nie było o siedzeniu tyłem. Chyba by się zapłakał i i kociokwiku dostał :D

  • Reply Martyna Świerczyńska 13/05/2014 at 09:09

    My też mamy niewielkie auta, więc mimo iż dopiero jedna pociecha z nami podróżuje, to nawał rzeczy Jagodzianki zmusił nas do zakupy bagażnika dachowego. Polecam. Jesteśmy zadowoleni i zmieściliśmy się w kwocie 1000zł z zakupem, więc w miarę rozsądnie. Zawsze lepiej to niż przyczepa, a gdy zmienicie auto skrzynie można przełożyć, dokupuje się tylko nowy „bagażnik” czyli te rurki, na których mocujesz skrzynie

    • Reply Ruby Soho 13/05/2014 at 15:25

      jaki bagażnik kupiliście? bo chyba serio musimy rozważyć tą opcję

    • Reply Zuzi Clowes 13/05/2014 at 18:47

      Ej, ja też! Zawsze to taniej wyjdzie niż nowe auto ;)

    • Reply Martyna Świerczyńska 13/05/2014 at 18:51

      http://boxcars.pl/media/products/ea18d1b5afaac16c38aa02d9f53f5e9e/images/thumbnail/big_Bagaznik-boxcars-mania-4.JPG?lm=1384452548
      w zasadzie nie wozimy w nim nart, ani desek, więc wzięliśmy wyższy. Pod kątem wrzucenia walizki, wózka czy nawet zgrzewki wody na zakupach. Sam box kosztował chyba niecałe 800zł, bagażnik to już indywidualnie (od 150 do nawet 1000zł). Oczywiście spalanie podskoczyło w aucie, ale mieliśmy okazję wypróbować go na trasie 350km i auto paliło ok 0,5l/km więcej. Poza tym zasadniczo nie czuć większego oporu, nie rzuca przy większym wietrze czy dużej prędkości. W miarę ładowny. Kolor MAT- polecam, mimo iż te lakierowane wyglądają bosko, to jednak mniej widać brud (w postaci owadów z trasy itp.)

    • Reply Ruby Soho 14/05/2014 at 22:11

      dzięki za cynk :)

  • Reply Gabrysiowa Mama 13/05/2014 at 10:30

    My tam mamy przodem montowany, bo młody jak jeździł tyłem to tak się buntował, że 5 minut spokoju nie było…

    • Reply Ruby Soho 13/05/2014 at 15:24

      Może to zależy od dziecka, Chociaż to akurat są kwestie bezpieczeństwa i nie wyobrażam sobie by maluch o nich decydował..

  • Reply Hubisiowa mama 13/05/2014 at 11:20

    My jeździmy w Maxi Cosi Axiss, też jest obracany, ale niestety montowany przodem. A lusterka do podpatrywania dzieciaczków, to świetna rzecz, muszę sobie takie sprawić! Serdecznie pozdrawiam

  • Reply Mariola Majka 13/05/2014 at 11:28

    My też mamy RWF, obecnie zdemontowany… pierze się właśnie po ostatniej przygodzie;)

    • Reply Ruby Soho 13/05/2014 at 15:26

      musiała być niezła przygoda! :)

  • Reply radoSHE 13/05/2014 at 12:37

    Przeczytałam i wsiąkłam. Zastanawiam się czemu w wyprawkowym szaleństwie wybór fotelika spoczął na jakże zapracowanych barkach mojego męża. I mamy banalny maxi cosi, z którego byłam zadowolona, aż do zobaczenia Waszych kosmicznych siedzisk! Btw. Kropka wygląda na taką dużą w tym foteliku:)

    • Reply Ruby Soho 13/05/2014 at 15:29

      Wiem, wygląda na dużą na tym zdjęciu, to pewnie przez te dżinsy i za duże tramposze. A miała wówczas ok. 2,5 miesiąca.

      Przy pierwszym wyprawkowym szaleństwie też nie myśleliśmy zbyt wiele o foteliku. Wydawało się nam, że nosidełko z wózka 3w1 załatwi sprawę.. Brrr, lekkomyślni byliśmy strasznie! Ale wynikało to głównie z niedoinformowania, wydawało nam się, że jak coś jest w sprzedaży dla niemowląt to na pewno ma atesty i inne szmery bajery… O naiwności! :)

    • Reply Dominika Zdrojewska 13/05/2014 at 17:54

      Też tak miałam! I gdyby nie to że jestem taką blogomaniaczką ( bo trafiłam na blog osiemgwiazdek. ) dalej żyłabym w błogiej świadomości że jest ok, fotelik od zestawu 3w1 to git sprawa, i że następny fotelik z piwnicy mojej mamy po starszej kuzynce Małgosi montowany przodem to będzie super sprawa i nic nie musimy wydać !

  • Reply Dominika Zdrojewska 13/05/2014 at 17:51

    Oj tak, zdecydowanie bagażnik dachowy by się przydał !
    My też chcemy RWF :) Jednak najbezpieczniejsza opcja, moja mama nie rozumie czemu chcemy tak dużo wydać na fotelik, muszę ją przekonać jakimiś filmikami ;) O fotelikach doszkoliłam się na maxa, w rodzinie mogą mi skoczyć ;D
    A Kropeczka ma wypasiasty w ogóle ! Małgosia i ja zazdrościmy !

  • Reply Zuzi Clowes 13/05/2014 at 18:50

    No fajne te Wasze foteliki i bezpieczne przede wszystkim… Samochód widzę mamy podobny gabarytowo. Ja zrobiwszy powierzchowny risercz kupiłam maxi-cosi (gwiazdki ma? ma. może być więc), ale gdybym mogła cofnąć czas zainwestowałabym w taki fotelik jak ma Wasza Kropka. Zakup kolejnego fotelika (tego od 9kg) na pewno skonsultuję z polecanym przez Was blogiem osiem gwiazdek, a póki co używam Maxi-Cosi i mam nadzieję że jego bezpieczeństwa nie będzie mi dane testować w praktyce.

  • Reply mama silesia 13/05/2014 at 19:51

    Ale Kropka dorośle wygląda w tym swoim tronie :))

  • Reply Kaps Love 15/05/2014 at 08:29

    O kurcze a ja dalej w błogiej nieświadomości żyję, że fotelik po dzieciakach siostry ujdzie, aż mi głupio. Jeszcze dziś sprawdzę jak nasz fotelik wypada w crash testach bo do tej pory jakoś omijałam ten temat. No durna matka!

  • Reply lotka 14/06/2014 at 18:25

    NA wakacjach można próbować znaleźć wypożyczalnie wózków czy innych sprzętów :) zwłaszcza jak samochód niewielki ja ostatnio korzystałam w Krakowie (Wozi bobo), a recenzja super extra bardzo pomocna:)

  • Reply Toksi 13/01/2016 at 14:11

    Mam pytanko, który fotelik polecacie dla BIG dziecka – 7 miesiecy- 11kg-86rozm. I rośnie jak szalony…?

    • Reply Agata / Ruby Times 14/01/2016 at 00:10

      Nie czuję się kompetentna by odpowiadać na to pytanie, sama mam do czynienia jedynie z dwoma fotelikami, opisanymi w tekście (dzieciaki dalej w nich jeżdżą, chociaż moja niemal dwulatka ma podobne parametry wagowo-wzrostowe do Twojego BIG siedmiomiesięczniaka :)

    Napisz, co o tym sądzisz