Dziecko, Zabawa

Rock and roll, Barbie doll!

Ci, którzy czytają bloga od dawna mogą twierdzić, że sprawiam wrażenie osoby niepoważnej. Być może potrójne macierzyństwo obciążyło meandry zwojów i spowodowało infantylizację obszarów mózgu odpowiedzialnych za dorosłość.

Może.

Wystarczy poczytać tutaj o lisach, albo tu o prezentach. Albo tutaj o szykowaniu domku dla lalek. Z tych wpisów wyłania się obraz matki, która potrafi się wkręcić w kwestie zabawkowe trochę bardziej niż większość dorosłych. To pewnie taka strategia przetrwania w trudnych warunkach, coś jakby włażenie między wrony i krakanie jak one.

Tymczasem moje starsze dzieci odważnym krokiem wkroczyły w nową erę, wyznaczaną przez dwa znamienne słowa. Dwa słowa, które były niczym leitmotiv mojego własnego dzieciństwa.

Lego i Barbie.

Cóż mogę powiedzieć. Jaram się!

Bo ja jestem dość niepoważną osobą! Zdarzyło mi się kupić tłusty zestaw Lego Creator dla siebie w czasach, gdy byłam już zupełnie dorosła (na emigracji oczywiście. W Polsce nie miewamy takich fanaberii). Robiliśmy nawet imprezy tematyczne, podczas których ze szklaneczką whisky goście budowali wspaniałe konstrukcje z klocków. Zdarzyło mi się też oglądać wnikliwie lalki Barbie w sklepie, porównując stylówki, wybierając te najładniejsze i jednocześnie próbując sprawiać wrażenie, że szukam prezentu dla jakiejś małej dziewczynki.

Tymczasem ta mała dziewczynka była jakby.. w środku mnie.

To zaskakujące jak dobrze pamiętam moją Barbie! Blondynka w fioletowej sukience z połyskliwym topem. Ta sukienka wydawała mi się wówczas szczytem wyrafinowania, elegancji i bogactwa. Ale nie zapominajmy, że to był jakiś 89 rok, czasy „Dynastii” po Teleekspresie. Nosiłam lalkę wszędzie ze sobą, przebierałam jakieś pięćdziesiąt razy dziennie. Jej domek mieścił się w kartonowej walizeczce. Białej, błyszczącej, we wzór wisienek z listkami. Po otwarciu walizki ukazywało się wnętrze „mieszkania”, które sobie wyobrażałam. Wchodziło się do niego po wymyślonych schodeczkach. Pamiętam wszystko doskonale!

Nie pamiętam tylko jednej rzeczy. Nie pamiętam, by ta Barbie miała na mnie zły wpływ. By zmieniła moje postrzeganie kobiet, to jak powinny wyglądać, czy zachowywać się. By wbiła mnie w kompleksy.

Nie pamiętam też, by kolorowe maskotki zaburzyły moje wyobrażenia o leśnych zwierzętach, a szmaciane lalki z guziczkowymi oczkami zmieniły postrzeganie małych dziewczynek. Idąc dalej tym tropem współczesne zabawki – Superman z obficie rozrośniętą klatą, kucyk z fioletową grzywą, błękitne żyrafki i liski chodzące na dwóch nogach. Wszystkie fałszują rzeczywistość, ale tylko nieszczęsna Barbie jest na cenzurowanym, oskarżana o wszystkie plagi świata, łącznie z bulimią, anoreksją, depresją, brakiem akceptacji siebie i zjawiskiem „galerianek” w centrach handlowych.

Pisałam kiedyś o zabawkach dla dziewczynek – tych przesadnie różowych i przesadnie dziewczyńskich. Myślę, że to całkiem niezły tekst, przeczytajcie tutaj – oto całe moje zdanie w tej kwestii.

Wydaje mi się, że to nie zabawka stanowi problem, tylko.. brak wyjaśnienia. Brak mądrego komentarza ze strony dorosłych, pozytywnych wzorców i prób przełamywania typowych schematów zabawy.

Kropka dostała swoją pierwszą Barbie.

Jej wybór był nieprzypadkowy – to wersja „Programistka komputerowa” w dżinsach, z czerwoną grzywą, w okularach i kurtce khaki. Widzę zachwyt w oczach Kropki, gdy mówi z powagą, że jej lalka jest taka dorosła. Dostała na imię Kasia i w pakiecie z imieniem całą swoją historię, którą wymyśliliśmy na poczekaniu.

Kasia zna się na komputerach (wiadomo), a w wolnych chwilach lubi tańczyć. Ćwiczy kick boxing, bo dziewczyna powinna być silna i dzielna. Generalnie fajna z niej babka. I to jeszcze nie wszystko, bo Kasia ma chłopaka, który nazywa się..

Tony Stark.

Poznajcie Tony’ego.

Tony jest wprawdzie miliarderem i playboyem (o czym akurat nie wspominaliśmy naszym dzieciom), a także superbohaterem ratującym świat przed złem w w przebraniu Iron Mana. Ale przede wszystkim inteligentnym, wręcz błyskotliwym facetem – przypominam, że uwięziony w jaskini gdzieś w Afganistanie skonstruował reaktor łukowy, a to przecież nie byle co. I te wszystkie wynalazki, zbroje i roboty.. No, pierwszy lepszy chłystek by tego nie zbudował.

Tony Stark AKA Iron Man to też duża motywacja jeśli chodzi o edukację. Nie chcesz chodzić do przedszkola? Tony chodził. Chodził do przedszkola, do szkoły też. Z pewnością mocno wkuwał matematykę, fizykę, chemię. Jeśli chcesz być mądry/mądra jak on, mieć laboratorium i konstruować roboty to nie migaj się od przedszkola i ucz angielskiego. Tyle na początek.

Tony i Kasia oboje dużo się uczyli. Mają podobne zainteresowania, wspólne tematy do rozmów, dlatego są tak dobraną parą.

Kaśka lubi sztukę – ma w swoim mieszkaniu trochę Van Goghów i jakieś pejzaże znad Sekwany (kupiła ją ciocia z Francji, stąd ten wybór). A’propos mieszkania: lalka zadomowiła się na półce regału, który już miał tapetę, więc efekt realistyczny sam się zrobił. „Obrazy” przymocowałam do ściany taśmą klejącą. Najpierw wpisałam w wyszukiwarkę frazę „obrazy w ramie” i wybrałam te grafiki, które wyglądały najbardziej prawdziwie, a potem wydrukowałam je w kolorze. Wyglądają więc, jakby naprawdę były w ramkach. Meble kupiłam dawno temu w Ikei do domku dla ludzików Playmobil, ale okazały się za duże. Dla Barbie i superbohaterów są idealne.

Poniżej Kaśka w stylówie a’la malarka z Kopenhagi, albo innego Amsterdamu. Chusta, kolorowa koszulka i vintydżowe getry, które moja mama znalazła w piwnicy. Różowy gramofon też tam był. Tak, w białej walizeczce w wisienki :).

Te getry naprawdę bronią się w 2017 roku!

A to już jedno z licznych wesel Kasi i Iron Mana. Kropka urządza ich wiele i są niezwykle huczne. Jest też nieunikniona, błyszcząca suknia mojej pierwszej Barbie. Musiałam ją naprawić i przyszyć nowy zatrzask, a potem zobaczyła ją Kropka i wpadła w zachwyt, odrzucając z pogardą dżinsy i szarą koszulkę swej lalki.

Bohater drugiego planu :).

Kiedyś usiadłam wieczorem z rękawem mojej starej koszulki i uszyłam pierwszą spódnicę dla lalki, idealną na wyjście do muzeum (tak – Kasia i Tony lubią czasem pooglądać obrazy i różne stare przedmioty).

Scenka rodzajowa – bawię się z Kropką:

„Puk, puk” – to Iron Man stoi przy drzwiach.

„Kto tam?” – pyta Kropka w imieniu Kaśki.

„To ja, Tony, przyszedłem w odwiedziny, Kasiu. Mogę wejść?”

„Mozes.” – odpowiada Kropka.

I w tym momencie jak spod ziemi wyłania się Młody z zieloną figurką Hulka. Stawia Hulka obok Kasi i jak gdyby nigdy nic rzecze do oniemiałego Iron Mana.

„Cześć! Ja też tu jestem!!”

„A co ty tu robisz?” – pyta zdziwiony Iron Man, a Młody wesołym głosem wypala z grubego kalibru:

„Spałem tu dzisiaj!”

Kurtyna.

No mówię Wam, leżę i kwiczę.

Po trzecich urodzinach Kropki pojawiły się nowe gadżety: łóżko i szafa dla lalki (z Ikei), trochę ciuszków, mała córeczka (z Biedronki), a przede wszystkim koleżanka, którą Kropka bez namysłu nazwała Zuzią (bo chyba uznała, że każda Barbie musi mieć imię na cześć Darczyńcy).

Dodatkowo Mattel wypuścił niedawno serię naprawdę pięknych ciuchów dla Barbie. Zazwyczaj ubrania dla tych lalek są kiczowate, przeładowane brokatem, srebrem, złotem i różem w pięćdziesięciu odmianach, wręcz wulgarne. Te są zupełnie inne – przywodzą na myśl letnie rockowe festiwale, nooo, patrzę na te ciuchy i sama nosiłabym. Boskie są.

Inna sprawa, że producent Barbie powoli, bo powoli, ale wreszcie dostosowuje się do zmieniającego się świata. Nowe lalki z serii Fashionistas są nie tylko gustownie i na luzie ubrane. Mają też wiele typów karnacji, urodę sugerującą pochodzenie z różnych stron świata (lalka w typie latynoskim, afrykańskim, azjatyckim, a nie tylko kalifornijskie blondyny), nowe kolory włosów (na przykład krótkie fioletowe!). I co najważniejsze – mają różne typy sylwetek: drobne, wysokie, a także krągłe. Dzieci wreszcie dostają przekaz, że jest wiele kanonów piękna, a ludzie nie muszą być odbici od jednej matrycy, by dobrze wyglądać.

Kropka i ja mamy takie pudełko na fatałaszki i gdy zdarzy się chwila czasu, bawimy się w przebieranie lalek. Kropka łaskawie pozwala mi wystroić lalki w piękne hipisowskie wdzianka, ale obok już czekają stylówy, które ona zdecydowanie preferuje.

„Mamo, one juz wróciły ze spaceru po plaży. Mamo, one już chcą iść na przyjęcie” – naciska.

Nie oszukujmy się – mała dziewczynka niemal zawsze wybierze suknię balową z kilogramem brokatu i będzie się chciała bawić w śluby. To zupełnie normalne! Ale warto czasem przełamać schemat takiej zabawy, w czym pomocny jest starszy brat.

To dzięki niemu Barbie dostała ksywkę „Czarna Wdowa”, tak jak filmowa Scarlett Johansson, kumpela Iron Mana, której lepiej nie spotkać w ciemnej uliczce. Czasem pomaga swojemu lowelasowi w walce ze złem i wspólnie przeżywają rozmaite przygody, zupełnie na przekór temu, że Barbie to niby tylko leży, pachnie, chodzi do spa i na zakupy.

A nowa lalka? Ostatnio buja się ze Spidermanem. Podobno, gdy nadchodzi czas walki przeistacza się w Wonder Woman, chociaż ciężko mi w to uwierzyć, ma taką eteryczną urodę i delikatne rozmarzone oczy.

Tak sobie myślę, że w naszym domu nawet Ken nie jest jakoś specjalnie potrzebny. Po co nam taki wymuskany laluś, skoro mamy prawdziwych bohaterów!

I bohaterki.

Epilog.

Pierwsza w nocy. Siedzimy z mężem na kanapie, każde ze swoim laptopem na kolanach, każde zatopione w swoim świecie. Zaglądam mężowi przez ramię, a tam jakaś gra, jakaś mapa i zdobywanie miast.

„Taki duży chłop, a takie pierdoły go zajmują!” – rzucam z naganą, a mąż patrzy na mnie. A potem na mój ekran, wypełniony zdjęciami Barbie do tego wpisu. A potem znowu na mnie.

I w sumie puenty dla Was nie mam, bo nic nie powiedział, ale spojrzał wymownie :).

A wniosek z całego wpisu jest taki, że Barbie jest taka zła, jak ją malują. To my, dorośli, nadajemy jej kontekst, który może być bardzo pozytywny i budujący, albo wręcz przeciwnie. Ale musimy się trochę wysilić i.. pobawić lalkami czasem.

Koniec.

poprzedni wpis następny wpis

Przeczytaj koniecznie

9 komentarzy

  • Reply Ola 21/02/2017 at 22:24

    Świetna ta wasza Kaśka. I choć lepiej jej pasują stylizacje punkowo-rockowe, to rozumiem, że na własne wesele to pasuje ubrać jednak suknię balową. Sama czekam na pierwszą Barbie mojej córki. Sama w dzieciństwie miałam, uwielbiałam i nigdy jej nie postrzegałam jako ideału kobiety. Dopiero jako dorosła kobieta czytałam o nienaturalnych wymiarach lalki i przypisywanych temu teoriach. Dorośli czasem naprawdę potrafią zepsuć bardzo fajną zabawę jak się zaczynają wtrącać ;P

    • Reply Agata / Ruby Times 21/02/2017 at 22:52

      Noo, dokładnie!
      I wiesz, w dzisiejszych czasach Barbie to mały problem – przy tych wszystkich sfotoszopowanych ludziach z reklam i clipów. Lalka to przynajmniej lalka – wiemy, że to zabawka, że z plastiku, natomiast poprawieni komputerowo ludzie sprawiają wrażenie prawdziwych, UDAJĄ prawdziwych. I faktycznie wśród młodych i naiwnych ludzi mogą powodować rozczarowanie swoim wyglądem. Barbie przy tym to pikuś!

  • Reply Asia W. 21/02/2017 at 22:54

    Też miałam taki gramofon dla barbie! Ech te wspomnienia. Zazdroszcz wielki za taką barbie jak Wasza tfu Kropki. No i możesz realizować niespełnione marzenia z dzieciństwa, bo to chyba niegroźne co? Ja mam dwóch synów, to mi tylko lego zostało…

    • Reply Agata / Ruby Times 22/02/2017 at 20:33

      ooo, jaki żal! Lego też uwielbiam, ale dobrze mieć też Barbie ;)

  • Reply mamamagda 22/02/2017 at 19:54

    Barbie jest super! Moja miała własną toaletkę i zestaw kosmetyków, spineczek, grzebyków.. No szal po prostu 😊 i jeszcze pamiętam zabawę w mamy – łaziłyśmy z koleżankami po osiedlu pchając te swoje gondole z bobasami calkiem pokaźnych rozmiarów, chodząc na zakupy i prowadząc bardzo poważne rozmowy, a nasi mężowie zawsze byli w delegacji 😆 to dopiero byla frajda, tak się poczuć jak prawdziwy dorosly… 😊 cóż, teraz czasami chętnie bym wróciła do czasów kiedy ta cala dorosłość to byla tylko zabawa 😉 a getry od Waszej Kasi bronią się w 100%, podobnie jak reszta kreacji !

    • Reply Agata / Ruby Times 22/02/2017 at 20:32

      Mężowie zawsze w delegacji!!! :D bo to tak poważnie brzmiało!

  • Reply e-milka 23/02/2017 at 05:03

    A ja nie mialam Barbie. Raz, ze byla w Polsce tylko w Peweksie, dwa ze nigdy jej nie lubilam. Ale rzeczywiscie, wtedy byly tylko „kalifornijskie dziewczyny”, ktore w ogole mi sie nie podobaly, dopiero w wieku doroslym zrozumialam, dlaczego ten typ urody jest tak ceniony – w dziecinstwie uwazalam ja za brzydactwo. Za to kolezanka miala Fleur – piekna szatynke, o tak, taka tez by mi sie wtedy przydala. Ta Kropczyna wyglada jak Ty, przez chwile myslalam, ze zo fotomontaz. ;) Nigdy nie kupilam corce Barbie, ale nie musialam, bo i tak jakos znalazla nasz adres. Nadal mnie nie przekonuje. Za to, ale to juz niestety przeszlosc, zakochalam sie w kucykach Pony. W dziecinstwie tez uwazalam je za absurdalne (byla starsza wersja i do niej akcesoria, ktore obsmiewalam bezlitosnie – co? Lozeczko dla kucykow?!), ale ta nowa wersja uwiodla mnie swoim kiczem. :) Szkoda, ze dzieci teraz tak krotko bawia sie zabawkami.

  • Reply e-milka 23/02/2017 at 05:06

    Zapomnialam dodac, ze rewelacyjne zdjecia. I ten dialog z Hulkiem super, to sie nazywa „drugie dno”.

  • Reply Kasia 23/02/2017 at 21:09

    Chyba pora sprawić synowi jakiś superbohaterów , bo inaczej lalki córki zostaną singielkami na zawsze :)

  • Napisz, co o tym sądzisz