Współpraca, Zabawa

Porządki w domu. Z cyklu „Bawię się z Edukatorkiem”.

Gdybym zrobiła spontaniczne fotografie do wpisu sponsorowanego (a propos, na końcu wpisu rabat dla Was, wytrwajcie w czytaniu:), zobaczylibyście zapewne rozgardiasz na podłodze i ciemne kłaczki na dywanie. Szybę w oknie, którą naprawdę WIDAĆ na zdjęciu oraz smętną szczotkę na kiju, leżącą nieszczęśliwie na środku balkonu, niejednokrotnie w towarzystwie worka z pieluchami, który został tam wystawiony „tylko na chwilę”.

Muszę Wam wyznać, że w miejscu drewnianego domku dla lalek jeszcze miesiąc temu dyżurowała suszarka na ubrania. W pracy swej była codziennie, bo nie składaliśmy jej przecież przy tym ogromie prania, który przygniata nas każdego dnia. Upstrzona wątpliwymi ozdobami w postaci setek mikro-skarpetek i mikro-majtek, których rozwieszanie jest prawdziwą drogą przez mękę. Tak, to właśnie ten wpis zmobilizował mnie do permanentnego wyrzucenia suszarki z królestwa dzieci – ozdabia nam teraz przedpokój, który powinien być przecież zadbaną wizytówką domu. Za to przynajmniej u dzieci zrobiło się porządniej, i to tak naprawdę – bez kadrowania.

Dzieci też nie zawsze są takie czyste i plamoodporne. O wiele częściej widuję je rozkosznie naturalistyczne – usmarkane, ubrudzone od dżemów, keczupów, z włosami w nieładzie, w najgorszych spranych (lecz ulubionych!) koszulkach. Z pomarańczową plamą na kołnierzyku nowej sukienki, bo śliniak był luźny, a sok marchewkowy tak oszałamiająco pyszny.. Tym razem miałam szczęście – ubrania były czyste, a Kropka pozwoliła się uczesać w piękne warkocze, dosłownie w ostatniej chwili!

Chciałam Wam dzisiaj przybić piąteczkę, drodzy rodzice!

Bo u nas też bywa nieporządnie, z plamami, okruszkami i kurzem w kątach. Z milionem małych lepkich rączek odbitych na oknach, drzwiach, wszędzie, gdzie tylko są te cholerne błyszczące powierzchnie. Z ufajdanym od pasty kranem i ręcznikiem zwiniętym nieporządnie w kulkę przez któreś z młodocianych. Z rozrzuconymi zabawkami, z rozsypanymi klockami, ze skarpetką leżącą w centrum uwagi.

Po tym przydługawym wstępie możemy przejść do meritum. W ramach wiosennej odsłony akcji „Bawię się z Edukatorkiem” z całego olbrzymiego asortymentu zaprzyjaźnionego sklepu „Edukatorek” miałam wybrać idealne zabawki dla moich Stworów. Szłam tropem wyżej opisanych trudów związanych z utrzymaniem domu, gdy z desperacką nadzieją dorzucałam do listy matę/worek Play and Go. Ja – idealny target autorów reklamy głoszącej, że dzięki Play and Go porządek w pokoju dzieci zrobi się sam.

Worek Play and Go.

Produkt promuje bardzo sugestywny filmik na YT, na którym mali aktorzy robią coś rodem z rodzicielskich koszmarów, takich po których człowiek budzi się zlany potem: z wielkiego plastikowego pudła wysypują na podłogę stertę maciupeńkich klocków Lego. Założę się, że już słyszycie w głowach dźwięk tego lego-gruzu sypiącego się na parkiety. Brrrr! No bo z Lego tak już jest – co pamiętam z autopsji, z własnego, nie tak odległego dzieciństwa- że długo nie da się nimi bawić wyciągając pojedyncze sztuki z pudełka. Prędzej, czy później zawsze następuje moment, gdy trzeba je wywalić z hukiem na podłogę.

Wprawdzie na zdjęciach dzieci bawią się klockami-jeżykami (o nich za chwilę), ale w naszej codzienności mata Play and Go występuje nierozłącznie z Lego. Służy nie tylko do zabawy, lecz również do przechowywania. Dzięki ściągaczowi plac zabaw można szybko i bezboleśnie przenieść w inne miejsce (na przykład, gdy nadchodzi Lolek), a wieczorem mata przeobraża się w worek, który ląduje w kącie. O poranku z worka robi się mata i dzieci wracają do zabawy.

Brzmi prosto, ale prawda jest taka, że korzystania z takiej maty dzieci muszą się nauczyć. Jej pojawienie się w naszym domu poprzedziły tłumaczenia, że dostaną narzędzie do utrzymywania porządku. Że super-pomoc już nadchodzi, a sprzątanie pokoju wreszcie będzie dziecięcą – nomen omen – igraszką, a nie irytującym codziennym traceniem czasu.

Dzieci zapaliły się do pomysłu, chociaż na początku nie zawsze pamiętały by matę rozłożyć, lecz uparcie wyciągały z niej klocki. Zajęło to kilka dni przypominania i tłumaczeń, aż w końcu dzieci faktycznie zrozumiały, że używanie maty jest po prostu wygodne. Obecnie wieczorne sprzątanie polega na wrzuceniu do worka tych kilku figurek i budowli, które zaplątały się na parkiecie, cała reszta luźnych klocków jest już przecież na miejscu. To działa!

Nasz worek Play and Go znajdziecie tutaj. Inne wzory są tu.

Z informacji praktycznych – ma średnicę  140 cm, idealnie, by dwójka lub trójka maluchów mogła swobodnie bawić się siedząc dookoła. Wykonany jest z solidnego płótna, posiada jedną warstwę materiału. My wybraliśmy wzór Jeans, który wygląda rewelacyjnie w połączeniu z grubym czerwonym sznurkiem.

O, popatrzcie poniżej, tuż obok kuchenki – tam sobie wisi :).

Klocki Stackadoos

Przywodzą na myśl zabawki mojego dzieciństwa. Pamiętam te konstrukcje wykonywane w przedszkolu z podobnych klocków-jeżyków. Różnica jest taka, że współczesne jeżyki mają bajeczne kolory i są wykonane ze świetnego jakościowo tworzywa, dość giętkiego i elastycznego. Producent to kanadyjska firma B. Toys, posiadająca własną charakterystyczną kolorystykę, z jednej strony intensywną i ładną, a jednocześnie zupełnie niespotykaną u konkurencji. Spójrzcie na te odcienie pomarańczu, cytryny, mocny fiolet, fuksję i khaki. Produkty tej firmy można bezbłędnie rozpoznać właśnie po gamie barw.

Dzieciaki zaczęły nieśmiało, od bezładnego łączenia kilku elementów, lecz dość szybko skumały, że z jeżyków można zbudować naprawdę niesamowite rzeczy!

Wkrótce zaczęły powstawać roboty, statki kosmiczne, a nawet domki, kanapy i łóżka dla rycerzy Playmobil, chociaż ja tym rycerzom nieco współczuję, nie przepadam za akupunkturą:). Świetnym dodatkiem do zestawu są obrotowe elementy (na przykład te na poniższym zdjęciu), dzięki którym można budować pojazdy i inne ruchome konstrukcje.

Młody na poczekaniu zbudował robota, a mąż swoją wersję U.S.S. Enterprise. A gdy na horyzoncie pojawił się mały Lolek, to chyba wiecie co się stało – dzieci szybko zwinęły swoją matę wraz z klockami.

Klocki znajdziecie tutaj.

Jak pewnie wiecie u nas w domu jest pięciolatek, trzylatek i roczniak. Wszyscy oni w jakiś sposób korzystają z tych klocków – najstarszy tworzy konstrukcje dość skomplikowane, młodsza.. ostatnio głównie desery lodowe, składające się z wielu gałek :) A najmłodszy lubi rozłączać poszczególne klocki, wkładać je do pudełka i wyciągać. Pod nadzorem rodzica oczywiście, już takie małe dziecko może się pobawić.

Dodatkowo – klocki są pięknie zapakowane w trwałe pudełko z pokrywką (która robi u nas za tarczę dla rycerzy:), więc idealnie nadają się na prezent. Nie chcę nic mówić, ale Dzień Dziecka tuż tuż!

Puzzle Mudpuppy.

Wakacje już blisko, my wprawdzie nie będziemy podróżować na jakieś dalekie trasy, ale planujemy kilka niewielkich wypadów po okolicy, takich z jednym noclegiem po drodze. Nigdy nie byłam fanem zabierania ton zabawek na urlop, wychodziłam z założenia, że wszystko jest dla małych dzieci bardziej interesujące, niż własne zabawki zabrane z domu. Dlatego też nigdy nie miewałam w torebce awaryjnych maskotek, książeczek, ani resoraków.

Teraz dzieci podrosły i nieco zmieniły mi się poglądy. To już nie te czasy, że byle kamyk zajmie je na godzinę, a statek-origami zrobiony z papieru będzie bohaterem wielkiej morskiej odysei na całe popołudnie. Dzieci robią się bardziej wymagające i jeśli wieczorem w hotelu nie chcę ich posadzić przez telewizorem na jakieś.. pięć godzin, to jednak muszę coś wymyślić.

Wymyśliłam. Trochę książek, zeszyt i kredki, ulubione figurki Playmobil (nie zajmują dużo miejsca, a trudniejsze do zgubienia niż Lego), może po maskotce, by się nie stęsknić oraz.. puzzle. Puzzle są zawsze spoko by na chwilę czymś się zająć, zwłaszcza gdy mają niewielki rozmiar i spakowane są w poręczny płócienny woreczek.

Świetna jakość, jak to Mudpuppy, turystyczny rozmiar, ponoć dopasowany do wielkości samolotowego stolika, chociaż nie sprawdzałam. Już za tydzień wyruszają z nami na pierwszą wyprawę!

Puzzle znajdziecie tutaj. Wielki wybór produktów tej firmy tutaj.

Dzieci zajęły się zabawą, a dom może nie lśni czystością, ale czyż to nie wspaniałe, że przynajmniej część zawartości dziecięcego pokoju sprząta się wieczorem sama, bez tych codziennych jęków, że nagle bolą nóżki, a rączki opadają z sił!

Wszystkie produkty pochodzą z zaprzyjaźnionego sklepu „Edukatorek”, który niezmiennie polecam od lat.

Tutaj możecie podejrzeć pełny asortyment, a po starej znajomości załatwiłam dla Was rabat 10 % na wszystko w sklepie. Spieszcie się, bo czas macie jedynie do czwartku (11/05) do wieczora! Po wrzuceniu wybranych produktów do koszyka wpiszcie sobie kod rabatowy „jezyki” (tak jak klocki-jeżyki, tylko bez polskich znaków). Powinno zadziałać :).

Wpis powstał w ramach cyklu „Bawię się z Edukatorkiem”, którego celem jest pokazanie radosnej, twórczej zabawy, zachęcenie do wspólnego spędzania wolnego czasu wraz z dziećmi i przeniesienie się w magiczny czas dzieciństwa.

poprzedni wpis następny wpis

Przeczytaj koniecznie

6 komentarzy

  • Reply Kasia 08/05/2017 at 22:02

    Worek – super sprawa. Zwłaszcza do klocków lego – niestety trzeba je wyspać, żeby cokolwiek znaleźć. Szczerze ich niecierpialam zanim zawitał u nas podobny worek. Nasz uszyła moja zdolna Mama z materiału kupionego na narzutę, który pierwotnego przeznaczenia jednak nigdy nie ujrzał. .. w międzyczasie zdazyla mi się zmienić wizja kolorystyki w salonie.
    I tak wszyscy możemy cieszyć się super zabawą bez żmudnego sprzątania ☺

    • Reply Agata / Ruby Times 09/05/2017 at 17:15

      Tak, to super opcja na Lego! :)

  • Reply Anka 10/05/2017 at 14:32

    Poczułam ulgę po Twoim wpisie, że ten worek z pieluchami za balkonową szybą to nie tylko moja zmora :) Też wystawiam go „na chwilę”, a potem jakoś tak wypełnia się po brzegi, sama nie wiem kiedy, a ja rzucam tam spojrzenia pełne poczucia winy, że nie ma kiedy wyjść do śmietnika.
    Worek na klocki będzie nasz. Faktycznie rozwiązuje problem lego :)
    Miałam jeszcze napisać o suszarce – przy takich dziecięcych ciuszkach naprawdę sprawdza się suszarka bębnowa. U nas na zwykłej rozkładanej pranie musiało wisieć ze dwa dni (też z przedpokoju), a już w zimie to w ogóle nie nadążałam z suszeniem i ciągle miałam tyły w praniu. Teraz czasem robię dwa dziennie. A suszarkę kupiliśmy na próbę, taką używaną za parę groszy. Bonusem jest to, że często odpada też prasowanie.

    • Reply Agata / Ruby Times 10/05/2017 at 19:52

      Taka suszarka z pewnością jest super, co do prasowania to wiesz.. ja i tak zazwyczaj nie prasuję :D

  • Reply Algo 13/05/2017 at 20:24

    Super ten worek-mata! Ja pieluchy wyrzucam przez okno w kuchni, prosto przed garaż. A mąż zbiera jak wychodzi i jak wraca z pracy. Hehe.

    • Reply Agata / Ruby Times 16/05/2017 at 14:18

      Brzmi super praktycznie :D

    Napisz, co o tym sądzisz