Styl życia

Podróżujemy

Rozkładam laptopa na kolanach w naszym aucie zastępczym. Młody usnął, a małż powoli przyzwyczaja się do manualnej skrzyni biegów (he, he). Może uda mi się coś napisać, bo blog ostatnio leży odłogiem. Za dużo się dzieje dookoła, a my ruszamy właśnie w kolejną podróż.

W ostatni czwartek wybraliśmy się na spontaniczną wycieczkę na wieś, w strony rodzinne mojego Taty. Dzień wcześniej zrobiliśmy wielką listę rzeczy potrzebnych Młodemu (3/4 załadunku auta) oraz skromną listę rzeczy potrzebnych nam (1/4 auta). Zaplanowaliśmy, że wyjedziemy wcześnie, po porannej butli maluszka, a na śniadanie zatrzymamy się gdzieś po drodze. Do przejechania mieliśmy ok. 3 godziny w jedną stronę i stwierdziliśmy, że wrócimy późnym wieczorem, by synek wyspał się w aucie.

Piękna pogoda pozwoliła nam na piknik śniadaniowy w trasie. My jedliśmy kanapki i popijaliśmy aromatyczną kawkę, a Młody pałaszował swoją bułeczkę z żółtym serkiem – premierowym zresztą. Bez większych problemów dotarliśmy do domu mojej Babci przed południem. Jak zwykle zachwyciłam się tym miejscem. To taka prawdziwa archetypowa wieś: szerokie, świeżo zasiane pola, lasy, w których można się zagubić, krowy pasące się na łąkach. Krów wprawdzie dużo mniej, niż zapamiętałam z dzieciństwa, a we wsi pełno wypasionych pałaców w miejscu drewnianych chałup, ale w dalszym ciągu każda wizyta w tych stronach to dla mnie prawdziwa podróż sentymentalna.
Procesor Młodego został zaatakowany przez całą gamę nieznanych bodźców:  łąka i mlecze! Krowy, koty, psy, a nawet żaby! Na dodatek dużo przyjaznych ludzi, zupełnie zawojowanych przez małego człowieka. Na obiad jedliśmy rosół z prawdziwej kurki, która dzień wcześniej biegała zapewne po łące. Młody również wcisnął całą miseczkę.
Przed wyjazdem wybraliśmy się w pole – bez tego wypad na wieś nie byłby pełny. Młody bawił się na łące, zaczerpnął też trochę pozytywnej energii ze starego buka, posadzonego dawno temu przez mojego pradziadka. Maluch nie spał przez cały dzień, no bo jak tu spać, gdy tyle się dzieje!
DSC_2571 DSC_2585 DSC_2588 IMGP3585 IMGP3609 IMGP3626 IMGP3678 IMGP3687 IMGP3695 IMGP3698 IMGP3733 IMGP3753 IMGP3757-5-
Udało nam się wyjechać, tak jak zaplanowaliśmy, Młody przebrany w piżamkę zajął miejsce w foteliku, nasze małe autko załadowane do granic możliwości zostało dopakowane świeżymi jajkami oraz sadzonkami leszczyny, bzu i konwalii. Słonce zachodziło powoli, Młody zasypiał na tylnym siedzeniu, a my wracaliśmy do domku, obiecując sobie, że niedługo wpadniemy tu na dłużej. Na wieczorne wspominki przy ognisku, na sierpniowe pieczone ziemniaki, na spacery po polach i pobudki w starym drewnianym domu, który teraz zasnuty jest pajęczynami.
Dalszy ciąg historii tutaj: „Expect Unexpected”
IMGP3757-20- IMGP3757-19-
poprzedni wpis następny wpis

Przeczytaj koniecznie

3 komentarze

  • Reply Mamiczka 12/05/2013 at 09:25

    Świetna ta czapa!
    Fajnie, że możecie tak sobie podróżować. Mój wcześniej nie przepadał za jeżdżeniem, a teraz doszła jeszcze choroba lokomocyjna i jesteśmy uziemieni. A przed ciążą niemal co weekend jeździliśmy gdzieś z mężem zaszaleć :D

    • Reply Ruby Soho 12/05/2013 at 19:36

      Wbrew pozorom też nie podróżujemy za często, w zimie nam się nie chce, dopiero teraz zaczęliśmy się bardziej organizować. A czapa przyjechała do nas z Wysp :)

  • Reply lucy 13/05/2013 at 08:48

    ależ sielsko.. mmm

  • Napisz, co o tym sądzisz