Codzienność, Dziecko

Po nocy

Podnoszę głowę z poduszki i widzę, że idzie w moją stronę. „Mamo, mamo! Wiesz, miałem taki sen..” – zaczyna opowieść pakując mi się pod łokieć. Nie zadając zbędnych pytań robi sobie miejsce na mojej poduszce, wsuwa chude, długie nogi pod kołdrę. Ciepłe, miłe ciałko przysuwa się do mnie, a wielkie zielonkawe oczy, ozdobione firaną dramatycznych rzęs wpatrują się we mnie rozmarzonym wzrokiem.

Z rana takie inne są te oczy. Później w ciągu dnia zyskują rozmaite odcienie – zachmurzone popołudniowym fochem, albo przedobiednim dąsem. Obrażone na cały świat o byle co. Ale z rana są cudownie odprężone i radosne, a ich wyraz..

To czysta miłość.

Ileż słodyczy w tym przytuleniu, wtulaniu się pod ramię, w przyciskaniu do piersi, w nadstawianiu głowy pod matczyną rękę, która gładzi rozmierzwione włosy. Oczy z błogim wyrazem, trochę przymknięte, mina jak u kota, który zaraz zacznie mruczeć z tej błogości. I co chwila czułe spojrzenie. „Wiesz, tak mocno cię kocham. Bardzo bardzo mocno. Najmocniej na świecie!”

Kropka też przyłazi. Pakuje się z drugiej strony i zaczyna czarować spojrzeniami. Jej są takie głębokie, uwodzące, z trzepoczącymi rzęsami. Gładzi mnie ręką po twarzy i szepce do ucha czułe wyznania, sam jej szept jest głośny, przejmujący swą słodyczą.

Ten moment, gdy trwają przyklejeni do mnie w łóżku nad ranem to jedna z iskierek rozświetlających piękny, choć niełatwy żywot macierzyński. I wiele jest takich momentów, w których napływa do rodzicielskiej głowy mieszanina wzruszenia, ciepła, olbrzymiej dumy i rozczulenia. To wszystko miksuje się razem i wyłazi potem z matki na różne sposoby, zazwyczaj nieoczekiwanym buziakiem prosto w głowę któregoś z potomków lub przytuleniem znienacka.

Całe wakacje spędziłam z moją trójką.. i mimo wszelkich trudów i znojów muszę przyznać, że jestem z nich coraz bardziej dumna. Przede wszystkim z relacji, jakie budują między sobą, z czułości, uważności, z coraz bardziej złożonych refleksji, które rodzą się w ich głowach.

Raz Kropka usiadła na trawie i zaczęła karmić młodszego brata własnoręcznie zerwanymi poziomkami. Siedział tuż obok i za każdym razem, gdy tylko przestawał przeżuwać wydzierał się jak mała mewa z „Nemo”„daj, daj!”. A ona cierpliwie wciskała mu owocki do buzi. Gdy przypomniałam jej, że nie zostawiła nic dla siebie pogodnym głosem rzekła, że „ta będzie dla mnie” – i tylko jedną poziomkę zjadła sama.

Gdy prowadzi go za rękę, ostrożnie by się nie wywrócił. I te słowa rozmaite, które słyszę gdzieś z pokoju, podczas codziennej gonitwy nagle zatrzymuję się i nasłuchuję. I dobiegają mnie zdania

„Mój kochany, słodki, bezbronny dzidziusiu.”

„Chodź, mały słodziaku, ale uważaj! Chodzimy a nie biegamy! Żebyś się nie wywrócił, bo wtedy będzie AŁ!”

Są cierpliwi. Wiadomo, że taki 17 miesięczny Stwór to już nie przelewki, potrafi zabrać zabawkę, potrafi walnąć drewnianą grzechotką w czoło, czasem skrada się żeby ugryźć kogoś w rękę. Dzisiaj właśnie z drewnianym marakasem zaatakował.. mojego laptopa. Przyrżnął ciężkim instrumentem z całej siły w pokrywę, aż w stresie wielkim uruchomiłam kompa, by sprawdzić, czy przetrwał.

No cóż, drań jakich mało.

A oni są cierpliwi! Czasem denerwują się na młodszego, więc im mówię, że mają prawo. I przepraszam, gdy zajdzie im za skórę. Przepraszam, że cię pociągnął za włosy. Masz prawo być zły na niego. Masz prawo być zdenerwowana, bo brzydko się zachował, nie powinien gryźć w kolano. Przepraszam Was bardzo za niego. Małe dzieci robią takie rzeczy. Wiesz, jak byłeś mały pogryzłeś książkę. A ty mi zjadłaś karimatę! Robiliście różne dziwne rzeczy jako dzidziusie, a teraz on tak robi, i sam nie wie że to złe. Musimy mu cierpliwie tłumaczyć, kiedyś zrozumie.

A potem przychodzi wieczór, i wszyscy chcą ucałować Lolka na dobranoc. Butelka z ciepłym mlekiem już czeka, wieczorem to Młody ma dyżur i podaje ją bratu do łóżka, rano będzie kolej Kropki. Wykąpany, pachnący Lolek, błyszczący od oliwki, wystrojony w nocnego pajacyka, wygląda jak duża, piękna maskotka. Na rękach Taty niesiony do swojego łóżeczka, już uśmiecha się radośnie i nadstawia pucołowate policzki. Wypieszczony najpierw przez rodziców, trafia w objęcia Młodego i Kropki, którzy całują go i przytulają.

„Dobranoc mały braciszku” – mówią, a potem maluch trafia do łóżeczka, ja przykrywam go kołdrą, a Młody wręcza mu butelkę. Przez chwilę dzieci stoją obok i zachwycają się: „oo, patrz jak sobie słodko pije!”. Potem zostawiamy go samego w pokoju, i.. tak usypia (wiem, że to kontrowersyjne, ale działa. Bez ani jednej łzy! No cóż – trzecie dziecko:).

Siedzimy przy kuchennym stole, Młody przeżuwa kanapkę, oczy ma wpatrzone w przestrzeń gdzieś nad chlebakiem, okruchy spadają mu na stół, spodnie i podłogę, drapie się po głowie i opiera głowę na dłoni. Aż nagle zadaje to ważne pytanie, które siedziało w małej głowie:

„Mamoo, czy to prawda, że ziemia jest piłką zawieszoną w kosmosie?”

albo:

„Tatoo, a nie boisz się jak chodzisz po skrzydle samolotu w czasie lotu?”

albo:

„Mamo, czy umiesz utrzymywać się na morskiej fali?”

Z ich ciekawością świata mierzymy się od dawna, ale wiek, w którym w małych ludziach zaczyna rodzić się wrażliwość, empatia i spostrzegawczość odnośnie różnych życiowych sytuacji to naprawdę wspaniałe i niezmiernie interesujące doświadczenie dla rodzica. Moment, w którym dzieci są jeszcze małe, ale powoli zaczynają rozumieć różne niuanse świata i ludzi. W którym coraz więcej potrafią przekazać słowami.

Epilog lata spędzaliśmy na kocu w ogrodzie.

„Mamo” – zaczął Młody niepewnie – „Mamoo, mogę cię o coś zapytać? Bo ty się tak dziwnie spojrzałaś przed chwilą. Dlaczego się tak spojrzałaś?”

„Ale jak?” – odpowiedziałam pytaniem, trochę wyrwana z rozmyślań.

„No wiesz, tak patrzyłaś o tam, nie wiem dokładnie na co. Ale tak ciągle w jedno miejsce. Jakbyś tam nic nie widziała”.

„Chyba się zamyśliłam, wiesz?” – odpowiedziałam gładząc go po ciemnoblond czuprynie – „Jak się człowiek zamyśli, to czasem tak spogląda nieruchomo w jeden punkt. Tobie przecież też się zdarza, prawda?” – dodałam, bo wszyscy wiedzą, że Młody to prawdziwy myśliciel, który potrafi zastygnąć z pożywieniem w połowie drogi z talerza do jamy ustnej, dokładnie tak, jak to opisałam powyżej.

„No taaaak, mi się zdarza” – powiedział mój pięciolatek rumieniąc się nieco. „Ale nie wiedziałem, że tobie też! Mamo, czyli wszyscy ludzie się tak zamyślają?”

„Wydaje mi się, że tak. Ale wiesz.. chyba niektórzy ludzie zamyślają się bardziej niż reszta”. – ścisnęłam jego rączkę trochę mocniej, a on przykleił się do mojego przedramienia, tak jakby ucieszył się bardzo, że mamy małe sekretne porozumienie ludzi zamyślających się bardziej.

I tak przytuleni ruszyliśmy powoli w stronę domu.

poprzedni wpis następny wpis

Przeczytaj koniecznie

6 komentarzy

  • Reply e-milka 17/09/2017 at 17:57

    „Ludzie zamyslajacy sie bardziej” – piekne.
    Widze Falkowskiego- u nas byl jedna z pierwszych ksiazek kupionych przeze mnie dla dzieci, choc przeciez ja uczylam sie z Liter (chyba). Ale uwielbialam go jako dziecko, mial takie piekne ilustracje i byl taki „swiatowy” (swiatla wielkiego miasta, chodzenie do kawiarni na rurki z kremem itp., wiem, kto sie w wielkim miescie nie wychowal, tego moze nie zrozumiec.)

    • Reply Agata / Ruby Times 19/09/2017 at 10:20

      Tak, fajny klimat (zwłaszcza chodzenie na rurki z kremem, zawsze spoko :)

  • Reply mamamagda 17/09/2017 at 20:45

    Pięknie, wzruszajaco, prawdziwie… no juz skoncze bo przeslodze 😉 wspaniale masz dzieciaczki, madre i bedzie z nich swietna ekipa 😊 A z tym samodzielnym zasypianem chyle czola, no cóż chyba musze miec trzecie zeby sprobowac czy i u nas by to w końcu przeszlo 😁😁😁

    • Reply Agata / Ruby Times 17/09/2017 at 22:25

      Dzięki wielkie <3!!
      U nas zasypianie dwóch pierwszych było o wiele bardziej czasochłonne :)

  • Reply Marta 21/09/2017 at 13:46

    Najbardziej w ciągu całej doby lubię, kiedy moi chłopcy pakują mi się do łóżka i zasypiają mocno do nie przytuleni, dosłownie każdym możliwym centymetrem ciała :) Chwilo trwaj! :)

    • Reply Agata / Ruby Times 22/09/2017 at 01:27

      Tak, to cudowne chwile!

    Napisz, co o tym sądzisz