Styl życia

Pikniiiik

Wstaliśmy wcześnie, Młody wypił obowiązkową poranną butlę, a my spakowaliśmy szybko manatki. Musielibyście to widzieć! Co za wojskowa precyzja, co za karna dyscyplina! Tym razem pakowanie poszło sprawnie i nawet nie zapomnieliśmy o niczym ważnym (tak jak kiedyś o butach dla malucha, bagatela..). Dziecię w totalnym szoku, co tu się z samego rana wyprawia?? Widać było, że biedaczysko trochę się stresuje faktem, że rodzice mają inne plany z rana niż zwyczajowe śniadanie.. piknik

Zmienił zdanie, gdy znaleźliśmy się na plaży. Okej, plaża to może duże słowo.. znaleźliśmy się na piaszczystym terenie usypanym ręką ludzką obok pobliskiego zalewu. No ale może zostańmy przy nieco bardziej romantycznym i nastrajającym wakacyjnie określeniu ‚plaża’. Zwłaszcza, że to bardzo malownicze miejsce – jest coś w rodzaju molo, urokliwe brzózki dookoła, żaglówki na jeziorze (zalewie..) a na plaży smażący się ludzie. Z samego rana było ich na szczęście niezbyt wielu.

Rozłożyliśmy sprzęty – a musicie wiedzieć, że jesteśmy mega profesjonalnymi organizatorami pikników, więc robimy szpan na całą plażę naszym wyposażeniem turystycznym. Schowajcie się torby termiczne i plastikowe pojemniki na żywność! Oto idzie największa stylówa na całym piaszczystym nasypie nad zalewem. Nasz kosz piknikowy. Z TK Maxxa.

IMGP6118 IMGP6152 IMGP6183

Do tego oczywiście parasol przeciwsłoneczny i duży koc z Lidla z izolacją od spodu – i jesteśmy w domu. A raczej na plaży:). Rozpakowalismy nasze kanapki, warzywa, owoce, jagodzianki, herbatkę w termosie. Młody z początku oszołomiony ludźmi, wodą, piaskiem, skoncentrował się bardziej na rozrzucaniu jedzenia niż na klasycznej konsumpcji. Dopiero malutkie jagodzianki, które upiekliśmy specjalnie po to, by rozmiarem odpowiadały rozmiarowi malucha, przekonały go, że jednak warto z rana zjeść coś dobrego.

IMGP6139 IMGP6176

To wspaniałe, że wystarczy mieć wolny dzień, trochę chęci i samozaparcia, by zmienić codzienny schemat i przeżyć taki fajny wspólny dzień z rodziną. Wiadomo, że relaks z Młodym to nie to samo co faktyczny relaks.. ale .. fajnie było smyka oglądać jak radośnie popiskuje idąc z mamą za rączkę w stronę wody, jak się cieszy spacerem po takiej wielkiej piaskownicy. A potem patrzeć jak chlapie, parska z zadowoleniem i z wielkim zacięciem obrzuca siebie i okolicę świeżym błotkiem, wyciągniętym z wody..

IMGP6149 IMGP6172

Gdy już skonsumowaliśmy to, co było do skonsumowania i ufajdaliśmy błotkiem całego malucha łącznie z kapeluszem i wnętrzem pieluchy, postanowiliśmy się ewakuować. W samą porę, gdyż na plażę właśnie zaczęły nadciągać tłumy ludzi wyposażonych w ręczniki, parawany i plażowe namioty. Okazało się, że działa tam nawet jakaś radiostacja i będzie nam puszczać letnie hity i podawać temperaturę powietrza. Uznaliśmy, że na nas już czas – nie przepadamy za gwarem, nagromadzeniem ludzi i skondensowanym zapachem grilla, peta i browara, który zaczął się roznosić mimo dość wczesnej pory. Myślę, że z radością wrócimy w to miejsce w chłodniejszą pogodę, lub ciepłą jesienią (jeśli takowa dopisze). Wówczas jest tam kameralnie, miło i spokojnie.

IMGP6191

Tymczasem wybraliśmy się na spacer wzdłuż jeziora, gdzie panował miły spokój, a drzewa dawały upragniony cień. Młody usnął i większą część spacerku spędził w pozycji horyzontalnej. My z kolei, również zmęczeni wczesno-poranną mobilizacją, patrzyliśmy na niego z zazdrością. Niestety dorosły człowiek nie ma zazwyczaj w podorędziu łóżka, w którym można się schować i spać sobie w miejscu publicznym jak gdyby nigdy nic.

IMGP6196 IMGP6203

Oczywiście, gdy tylko dotarliśmy do domu Młody był już wyspany, radosny jak skowronek i gotów do zabawy. Jak to on.. A potem to już toczył się typowy dłuuugi dzień z niezmordowanym stworem, wymagającym ciągłej uwagi. Stwór na szczęście przeżył dzień dość intensywnie – nawet jak na siebie – po czym padł w łóżeczku o dość wczesnej godzinie. Dzięki temu mogliśmy się oddać naszemu na nowo odkrytemu wieczornemu hobby..

IMGP6230-4- IMGP6230-5- IMGP6230-6-

Kolacje na balkonie, przy świeczce – raczej z konieczności, niż z potrzeby romantyzmu, przy akompaniamencie świerszczy oraz samochodów pędzących pobliską trasą.. Z widokiem na księżyc. Z orzeźwiającym powiewem wiatru, gdy na poddaszu, w dalszym ciągu nagrzanym po upalnym dniu, ciężko się oddycha. Do tego jedzenie z gatunku nieskomplikowanych – chleb z masłem, talerz letniej sałatki – pomidory, oliwki, dowolny ser, zielenina, czasem drobno pokrojona szynka (powinna być parmeńska, albo szwarcwaldzka, ale teraz nie mogę jeść surowych). Jak na bogato, to mogą być suszone pomidory albo kapary. Gdy tylko zacznie się sezon na świeże figi, one również trafią do tej kompozycji. Główną ozdobą smakową rzeczonej sałatki jest dressing na bazie miodu, oliwy, musztardy z ziarenkami, soku z limonki oraz octu balsamicznego. Mój autorski super orzeźwiający patent, który robi wspaniale pomidorom. A jak dobrze się go potem wymiata kromką nasączonego chleba!

Uwielbiam jeść i pić w plenerze – czy to balkon, ogród, czy park – nie ma znaczenia. Czy to flaszka wina wypita z gwinta ukradkiem na spacerze, czy dopracowany w szczegółach zestaw piknikowy, z kocem w kratę i przemyślnymi przekąskami – nie ma znaczenia. Ważne, że słońce daje po głowie (albo księżyc – to zależy), ważne, że zieloność uderza po oczach, ważne, że jest tak inaczej, tak wakacyjnie – no piknikowo po prostu!

A teraz nastały takie czasy, że liczba flaszek spożytych w plenerze zmniejszyła się niemal do zera.. więc dla odmiany doskonalimy piknikowanie rodzinne i z estetyczną oprawą. I też jest fajnie. Napisane na balkonie o 00:14 przy na wpół zjedzonym księżycu i przy dźwiękach głównie świerszczy, bo ruch na drodze o tej porze jest niewielki. Pozdrawiam!
poprzedni wpis następny wpis

Przeczytaj koniecznie

13 komentarzy

  • Reply Nikki i jej piernikowy synek 29/07/2013 at 05:46

    Jak mi się marzy takie piknikowanie! :) Niestety u nas jest zbyt duszno i gorąco…

    • Reply Ruby Soho 29/07/2013 at 08:18

      U nas też upały. Stad piknikowanie odbywało się z samego rana

  • Reply tynka 29/07/2013 at 06:42

    super dzień!!

  • Reply Marzena Molenda 29/07/2013 at 06:49

    Ojej, aż zapiszczałam z zazdrości na widok tego kosza piknikowego. Ja chcę, chcę chcę:)Też od dawna marzy mi się piknik, ale stwierdzam z żalem, że polskie miasto nie jest sprzyjającym terenem na takie atrakcje – jako osoba mobilna tylko dzięki łaskawości komunikacji miejskiej dojechanie z maluchem i całym piknikowym ekwipunkiem uważam za może nie niemożliwe, ale wielce skomplikowane, a piknik w osiedlowym parku, gdzie każda ławeczka zakwaterowana przez panów chowających „coś” za pazuchą to chyba jednak nie to czego pragnę. Aha, nie pogratulowałam Dzidziusia – strasznie mnie zaskoczyłaś:) Ależ super!!! Gratulacje:) Miałam napisać przy poście o pokoju, ale Małe jak zwykle plany mi pokrzyżowało. No i te kolacje… romantyzm prostoty :) Cudnie, cudnie, że się chce, że energia się znajduje i ochota. My dysponujemy tarasem przeogromnym, pod którym jednakże jest sklep, a co za tym idzie, częste wieczorne pielgrzymki osiedlowych pijaczków do piwopoju – jak kiedyś pozasłaniam to na bank wypróbuję ten patent:) Aha i ja poproszę przepisy, na minijagodzianki (mam nadzieję, ze bez jaja, co?) i sałatkę, bo po przeczytaniu jej opisu dostałam ślinotoku, a przy dressingu, to aż mi w brzuchu zaburczało:) Pozdrawiam

    • Reply Ruby Soho 29/07/2013 at 12:26

      No niestety dobrze mieć jakiś transport, by zmieścić wszystkie piknikowe sprzęty. My na szczęście na naszej niezbyt ciekawej wsi mamy jeden plus – fajne tereny rekreacyjne w promieniu kilkunastu kilometrów. I staramy się z tego korzystać.

      Dziękuję za gratulacje:) O naszej letniej sałatce postaram się wysmażyć osobnego posta, natomiast jagodzianki mogą Cię rozczarować, bo zrobiłam je z gotowego ciasta drożdżowego. Mój mąż akurat pracował, a on jest w naszym domu specem od drożdży, więc zapakowałam jagody z cukrem do gotowego ciasta kupionego w lidlu. Ale pyszne było i tak:)) Ale widzę drożdże w lodówce, więc mąż pewnie niedługo będzie się wyżywał kulinarnie, wtedy podpytam i napiszę jak on tworzy te wszystkie bułeczki i rogaliczki:)))

  • Reply Mordoklejka Ewelina 29/07/2013 at 07:54

    Ale macie fajnie :) Pozdrawiam.

  • Reply Meg 29/07/2013 at 07:56

    Pięknie! My też posiadamy taki profesjonalny kosz piknikowy, dostaliśmy jako prezent ślubny od mojej przyjaciółki. Ponad rok już stoi i wciąż mówimy,że musimy jechać na piknik. Natchnęłaś mnie, kolejny weekend jest nasz!

    • Reply Ruby Soho 29/07/2013 at 12:26

      No widzisz, czas ruszać w teren!!!

  • Reply Margot 29/07/2013 at 09:24

    Macie tam jakieś wolne miejsce w rodzinie? Chętnie dam się adoptować:D Rewelacyjny kosz piknikowy!

  • Reply Zojka Mama 29/07/2013 at 11:25

    Ale cudo. Też chcę taki kosz:D

  • Reply searcherofthebeauty 29/07/2013 at 13:00

    Ale macie fantastyczny koszyk piknikowy!!!Wypad widzę udany, a synuś ślicznie wygląda w tym kapeluszu!Pozdrawiam i zapraszam do nas:
    http://dzidziastyle.blogspot.com/

  • Reply anluna 30/07/2013 at 11:35

    Kosz piknikowy- cudo! Jeśli na piknik, to tylko z czymś takim.
    Młody ma świetny kapelusz. Zresztą mama też.
    A wypady takie uwielbiamy i sami już planujemy podobny :)

  • Napisz, co o tym sądzisz