Na temat, Styl życia

Perfekcyjnie

Internet to specyficzne miejsce: wszędzie jak okiem sięgnąć oglądamy wystudiowane wersje życia, podrasowane tulipanami wnętrza, zdjęcia z plaży ze wzmocnionym kontrastem i idealne kawy z serduszkiem. W parentingu na dodatek mamy istną plagę wystrojonych w „polski hand-made” dzieciaków, pozujących wśród koców z minky, lampionów z bawełny, w towarzystwie odpacykowanych mam które wyglądają jakby nawet spały z prostownicą w objęciach.

Użytkownicy social mediów prześcigają się w kreowaniu wrażenia perfekcji – jest to jakiś wirus, który najwidoczniej dopada wszystkich, powodując przy okazji masę kompleksów u przypadkowych oglądaczy. A ja się zastanawiam gdzie jest granica? Granica autentyczności, a początek autokreacji, w którym miejscu jesteśmy prawdziwi, a gdzie zaczynamy gwiazdorzyć na potrzeby wirtualnego alter ego? Siostra ostatnio wpadła do mojego wypasionego home-office’a wydrukować karty pokładowe. Rzuciła okiem na kompa, krzesło Eames’ów, a potem jej wzrok prześlizgnął się krytycznie na bukiet przyschniętych żonkili. „Blogosfera kontra rzeczywistość!” – skomentowała z uśmiechem. Bo właśnie tak jest! Pokazujemy Wam fragment życia, ale ten, który chcemy pokazać. Możemy uchwycić piękny moment, ale życie toczy się dalej, a kwiaty czasem zdychają, przynajmniej u mnie w domu.

Możecie mi zarzucić nieszczerość, ale zastanówcie się czy sami jesteście tacy fair: już na etapie wyboru profilowego zdjęcia na Facebook’a podejmujecie decyzję jak chcecie być postrzegani w mediach społecznościowych. Ci imprezowicze z kielichami po wsze czasy zastygniętymi w dłoniach, nawet jeśli dużo częściej niż na imprezie balują na słuchawkach w korporacji. Te wieczne panny młode dziesięć lat i dziesięć kilo później wciąż wystrojone w swoje białe koronki. Radosne matki z dziećmi, które nie zawsze chcą przyznać że w swej codzienności bliższe są wyglądu zombie niż hot mamma (to na przykład o mnie;). Turyści prężący się z plażami w tle, sportowcy na stokach, kortach i ściankach, prze-goście, pozujący przy nowych beemkach, intelektualiści próbujący wymknąć się stereotypom i udziwnić swoją fotkę jak tylko się da. Dziewczęta zarzucające biustem i idiotycznie wytrzeszczające oczy do aparatu (to teraz ponoć modne) i tak dalej, i tak dalej. Każdy użytkownik internetu usiłuje na swój sposób sterować własnym wizerunkiem. Każdy chce wierzyć, że jest właśnie taki, jak na swoim profilowym, nawet jeśli na co dzień jest cieniem tego człowieka. Gorzej ubranym, przebywającym w mniej ekscytującym otoczeniu, jeżdżącym starszą wersją beemki.

To teraz napiszę jak to jest ze mną. Zdjęć z życia robię dość sporo, jednak do każdego tekstu wybieram zaledwie garść najładniejszych. Poniższe zostały zrobione w ogrodzie, który.. mówiąc oględnie daleki jest od perfekcji. Co ja się muszę nakadrować, by prowizoryczna wiata na narzędzia, słupy wysokiego napięcia zwisające malowniczo nad płotem i rudera na działce sąsiada nie były widoczne! A jeśli do tego dodam peerelowskie domy-klocki otaczające posiadłość i nasz własny  – dość specyficzny – budynek mieszkalny to już  w ogóle przestaniecie się dziwić dlaczego większość zdjęć kończy się na wysokości płotu. Tylko czekam, aż drzewa wypuszczą listki i zieleń zasłoni cały ten bajzel wizualny. Zamiast epatować brzydotą wolę więc skoncentrować się na tym, co wygląda dobrze. Szukać ładniejszych stron życia, czy – w tym wypadku – ogrodu. Fotografuję altankę, kwiaty, kolorowy składzik na narzędzia, dzieciaki podczas zabawy – są to normalne foty z życia, ale jest w nich z pewnością element autokreacji. Nie potrafię, normalnie nie potrafię nie przesunąć nogą sterty kabli lub jakiegoś innego ustrojstwa, jeśli mi psują zdjęcie. Nie powstrzymam się przed ściągnięciem ze stołu butli z wodą mineralną, tudzież paczki niemowlęcych chusteczek jeśli bezczelnie włażą w kadr. Nie jest to żadna propaganda sukcesu, nie ma znaczenia, czy to zdjęcie na bloga, do szuflady, czy do rodzinnego albumu – już tak mam i tyle.

Piszę to wszystko na wypadek, że może kiedyś wpadniecie w odwiedziny i zapytacie dlaczego tutaj tak brzydko i zimno?! Bo na zdjęciach oczywiście cud, miód i malina. Ciepło, słonecznie, ludzie zrelaksowani i uśmiechnięci, dzieci prawie czyste. No błogość! Kawę z pewnością dopijam w spokoju, jeszcze ciepłą. Zagryzam przepysznym cupcake’em, rozkoszując się śpiewem ptaków. W tym całym wrażeniu idealności nie zapominajcie, że zdjęcia przekazują tylko część prawdy (na przykład są.. ciche), dlatego teraz wraz z Wami rozkoszuję się migawkami z ogrodu, zapominając o towarzyszącym im hałasie i o tym, że kawa bywa czasem zbyt zimna. To taka moja forma zaklinania rzeczywistości. Ale przynajmniej nie śpię z prostownicą w objęciach.

IMGP0669 IMGP0673 IMGP0675 IMGP0686 IMGP0693 IMGP0704 IMGP0706 IMGP0719 IMGP0725 IMGP0733 IMGP0749 IMGP0754 IMGP0755 IMGP0776 IMGP0782 IMGP0790 IMGP0796 IMGP0799 IMGP0801 IMGP0803 IMGP0805 IMGP0808 IMGP0812 IMGP0814 IMGP0817 IMGP0818 IMGP0826 IMGP0827 IMGP0831 IMGP0833 IMGP0841 IMGP0847 IMGP0852 IMGP0859

P.S. Dzieciaków na zdjęciach jest troje. Mała dziewczynka z koszulce „Road Trip” to oczywiście Milly. Wpadła jakiś czas temu w odwiedziny (gdy jeszcze była wiosna;) i po swój zaległy prezent urodzinowy, przy okazji przywiozła słodką żywność i swoją matkę Zuzię.

A teraz wzorem szafiarek i mam szafiarek chciałam taki markowy epilog dorzucić, pod tytułem „Co dzieciaki mają na sobie?”

Kropka

Koszulka – H&M. W dwupaku kupiona, jak za darmo.

Jeansy – Zara. Po bracie. I po jeszcze innym dziecku, ale dobrze się trzymają.

Kapelusze – La Millou, H&M. Oba noszone też zeszłego lata.

Buty – Emel. Rodzina przez miesiąc jadła sam ryż, by młoda mogła w takich brykać. To po troszę tłumaczy brak wpisów kulinarnych ostatnimi czasy.

Młody

Bojówki – Lidl. Drugi rok nosi, dziura się zrobiła na kolanie, to i lepiej wyglądają teraz, bardziej cool. Za rok pewnie Kropka je odziedziczy i będzie rządzić swoją luzacką stylówą w całej wsi.

Koszula – H&M. Chociaż ciężko uwierzyć to Młody nosi ją już trzeci rok, to rozmiar na półtoraroczne dziecko (dzięki o losie za chude ekonomiczne dzieci!).

Koszulka – TK Maxx. Nówka. Na bogato.

Buty – Biedra. Do ogrodu ma na cioranie (dostał od babci, przecież nie wyrzucę).

Kapelusz i okulary – Next. Bo nawet chudym dzieciom należy się coś nowego na wiosnę :).

Napiszcie koniecznie, czy Wam również internetowa propaganda sukcesu zaczyna poważnie działać na nerwy. Ciekawa jestem niezmiernie.

logo

poprzedni wpis następny wpis

Przeczytaj koniecznie

28 komentarzy

  • Reply Magda T. 21/04/2015 at 13:14

    Ja lubię lukrowane blogi :) Serio :) Ale tak autentycznie, pozytywnie lukrowane. A jak jeszcze do tego ładne, to już w ogóle. Z tym, że ja od razu zakładam, że te chusteczki mokre do zdjęcia zostały zdjęte ze stołu ;) Niektóre rzeczy trudno wykreować albo raczej kreować ciągle od nowa – np. ciepło, atmosferę, pozytywne nastawienie. Poza tym są ludzie, którzy prawie zawsze mają ładnie i do tego ładnie w posprzątanym tego słowa znaczeniu też (serio! znam takich i uwielbiam do nich wpadać i się napawać lukrowanym porządkiem i zdjęciami z dalekich podróży). Są kobiety, które zawsze wyglądają jak milion dolarów i uczę się, jak im tego nie zazdrościć ;) I nie dopowiadać, że po wyjściu z łóżka to na pewno nie ;)

    • Reply Ruby Soho 21/04/2015 at 13:25

      Jasne, masz rację. Ja też lubię jak jest ładnie, i staram się by tak u mnie było na co dzień. Ale też staram się nie zwariować tylko normalnie żyć w moim domu, przymknąć oko na brudną od małych rączek szybę, czy gar moczący się w zlewie itp. Tylko że nieustannie mnie dziwi, że jest wiele osób, które zakładają, że tych chusteczek i butli z wodą to u nas nie ma. Że jak wrzucam zdjęcie boskiego śniadania, to znaczy że codziennie takie jem. Wiadomo, że jeśli dzień później konsumuję nudny chleb z serem to go do internetów nie wrzucę, bo i po co. Nie lubię się tłumaczyć, ale kiedy po raz kolejny czytam, jak ktoś kto mnie nie zna uważa, że jestem idealną mamą i panią domu, to od razu chcę zaprzeczać, że to nie tak! Mylne wrażenie, mówisz o kimś innym! Ja tylko zdjęcia robię miłe dla oka ;)

  • Reply Mama Junior 21/04/2015 at 13:41

    Mnie to w ogóle nie drażni. Lubię sobie popatrzeć na ładnych ludzi i ich ładne nie uschnięte tulipany. Może dlatego że moje często czekają z tydzień, zanim ktoś się nad nimi zlituje i je wyrzuci. Za dużo już brzydoty, śliny, plam, bałaganu i podkrążonych oczu mam u siebie na codzień, żeby jeszcze to oglądać u innych. Tylko że ja od początku założyłam że wszystko co widzę na tych blogach i społecznościówkach, to raczej tak nie na serio jest, nie w każdej dziedzinie, albo chociaż nie cały … Chyba błędnie patrząc na komenatarz Magdy T. :)
    Ja sama też fotografuję lepszą wersję mojego mieszkania i siebie samej. W końcu każdy powód, aby zrzucić dres i umalować oko jest dobry :) Tylko Juniora uwieczniam zawsze takiego jakim jest. Cudny jest przecież, to co tu wydziwiać :P

    • Reply Ruby Soho 21/04/2015 at 17:00

      Wiesz, mnie nie drażni, gdy jest ładnie. Lubię gdy jest ładnie, podziwiam fajne wnętrza i fajne rodzinki, ale nie lubię gdy jest „sztucznie-ładnie”. Wtedy zazwyczaj ewakuuję się, naciskam czerwony krzyżyk w prawym górnym i idę gdzie indziej.
      Dobry przykład to „Lady Gugu” – dziś dopiero odkryłam tego bloga. Jest świetny,zdjęcia piękne (idealne, no) i mimo że jest i polski hand made, i białe ściany i nawet wypasione zabawki to zostaję tam na dłużej. Bo Autorka ma dystans, pisze z humorem, zabawnie, prosto, bez bufonady. W takich miejscach perfekcja zdjęciowa jakoś mnie nie drażni :)

  • Reply Zuzi 21/04/2015 at 14:58

    Rany, ten sam tekst napisałam w pociągu w niedzielę, prawie gotowy do publikacji. I co teraz??????? Ukradłaś mi myśli, o nieeee:(

    • Reply Ruby Soho 21/04/2015 at 16:54

      Wrzucaj własny, ciekawam co masz na ten temat do powiedzenia. Great minds think alike.. czy jakoś tak ;)

  • Reply Matko Zabawko 21/04/2015 at 16:06

    Chyba mi nie przeszkadza. Szczerze mówiąc nigdy wcześniej się nad tym nie zastanawiałam.
    Te ideały wzbudzają często u mnie zazdrość. Wiem, że to zle ale sama chciałabym mieć co drugi dzień świeże tulipany a mam od swieta. Chciałabym codziennie jeść same wspaniałości a jem również okazjonalnie.
    Sama wybieram te najlepsze zdjęcia, chce chociaż odrobine poczuć się idealna.

    • Reply Ruby Soho 21/04/2015 at 17:06

      a ja od niedawna mam świeże tulipany codziennie ;) Wkrótce napiszę dlaczego!

  • Reply No.2 21/04/2015 at 23:11

    A to nie tak, że zawsze tak było, temu to służy i wielkiej afery z profilowego się nie robi? Bo umówmy się, facebook to to samo dokładnie co odpicowane okno na Boże Ciało, zdjęcie Papieża, wstążeczki i nowe firanki, suty obiad dla teściowej czy dziecko ubrane w najlepsze ciuchy do kościoła w niedzielę. Zupełnie, ale zupełnie nie budzi to wszystko we mnie kontrowersji. Za to krótkie rękawki i wspomnienie lata (wiadomo, marzec?) już budzi emocje, aż miło.

    • Reply Ruby Soho 21/04/2015 at 23:48

      Słuszna uwaga. Jeszcze przypomniały mi się takie rodzinne foty wiejskie z lat 70-tych. Ludzie podobno stawali w rządku, w oknie wystawiali telewizor, nakryty piękną serwetą. Na telewizorze stawiali wazon ze sztuczną gerberą, a obok gromadki pozujących parkowali wypucowaną syrenkę. Tak się kiedyś foty robiło – w sumie.. faktycznie to samo :) Nie ma się co pieklić.

  • Reply radoSHE 21/04/2015 at 23:12

    Tjaaa…a te babeczki to pewnie atrapy! Żaden składzik sąsiada mi nie straszny, cokolwiek byś nie napisała, jakkolwiek chciała nas zniechęcić – wbijamy w maju/czerwcu do Waszego ogrodu. Na te leżaki zwłaszcza. A Milly znowu bez czapki! ;)

    • Reply radoSHE 21/04/2015 at 23:15

      ps. uwielbiam słowo „cioranie”. tu nikt tego nie kuma :D

    • Reply Ruby Soho 21/04/2015 at 23:45

      Hahaha! Nie ma problemu, oczywiście, że wbijacie do ogrodu. Ale nie rozglądajcie się zbytnio. I żeby nie było, że nie ostrzegałam!!
      Babeczki to akurat Zu przywiozła, więc do nich się czepiać nie będę (były przepyszne :)

  • Reply KLUSCKA 21/04/2015 at 23:33

    Dzisiaj właśnie wyrzuciłam tulipany z Wielkanocy – witajcie w klubie:)

    • Reply Ruby Soho 22/04/2015 at 23:07

      :)

  • Reply KapsLove 22/04/2015 at 00:00

    Osobiście nie razi mnie wylewający się lukier, bo jeśli zaczyna mnie mdlić naciskam krzyżyk i ruszam dalej. Bardziej od sztucznej perfekcyjności odrzuca mnie nadmiar dzielenia się życiem prywatnym. Rażą mnie zdjęcia z rodzinnych obiadków, w otoczeniu dziadków, cioć oraz innych dzieci. Może dlatego, że sama mam hopla na punkcie prywatności i moim największym problemem w robieniu zdjęć na bloga jest kadrowanie syna pozbawiając go twarzy. Internet nie zapomina więc tutaj jestem spokojna o przyszłość mego dziecka. Ale jestem również świadoma, że niektóre blogi to biznes, a dobry biznes musi mieć znaną twarz dlatego z moimi słabymi zdjęciami nie grozi nam światowa kariera;)

    • Reply Ruby Soho 22/04/2015 at 00:37

      Od razu się tłumaczę, że na zdjęciach mam medialną Mill, która pojawia się w internetach regularnie :)
      A poza tym, to zgadzam się – nie powinno się wikłać rodziny i przyjaciół w zdjęcia na blogach bez ich wiedzy.
      Swoje stwory, jak wiesz, również kadruję jak potrafię.
      Tak, dobry biznes musi mieć znaną twarz- mówi się trudno. Najwidoczniej nie pisany nam dobry biznes :)

      • Reply Zuzi 22/04/2015 at 22:18

        ‚Na zdjęciach mam medialną Mill, która pojawia się w internetach regularnie’ – ha ha, prawda! I miała do roczku a później nie, ale jakoś mi to zupełnie umknęło… Ja jestem ‚in two minds’ jeśli chodzi o prywatność – bo publikacja wykadrowanego zdjęcia, w moim odczuciu, w nią nie godzi. Za to publikacja dziecka na nocniku albo w wannie już tak.

        • Reply Ruby Soho 22/04/2015 at 22:59

          Medialną, ale u mnie i tak dość mocno wykadrowaną :) Bo jednak hipokryzją to zajeżdża niepokazywać własnych dzieci, a bezczelne prezentować dzieciaki znajomych, c’nie?
          A o prywatności w sieci to temat na dłuuuugi elaborat.
          Ja się nie podejmuję, bo to grząski temat. Chociaż moim zdaniem wszystko sprowadza się do tego, że każdy ma swoje własne granice tej prywatności, w zwiazku z tym fajnie by było, by użytkownicy szanowali przekonania innych w tej kwestii.

          • KapsLove 23/04/2015 at 12:13

            Każdy blog ma swoją wizję i swoich odbiorców dlatego szacunek to podstawa. Oczywiście miło jest popatrzeć na piękne buźki pięknych dzieci w pięknych stylizacjach na pięknym tle pięknego domu ale gdzieś tam w głowie zawsze daję na to poprawkę patrząc na stos ubrań męża na fotelu i pociągi Kapsla pod prysznicem:) A co do kadrowania mam tak samo jak Ty bo czasem trzeba podrasować rzeczywistość tak dla własnej przyjemności i odsuwanie nogą bałaganu to wspaniała metoda:)

  • Reply Pola - Odpoczywalnia 22/04/2015 at 15:08

    Kreujemy się, to prawda. Wszędzie, nie tylko w internecie. I chyba zawsze tak było, że ludzie chcą robić wrażenie lepszych/ładniejszych/ciekawszych niż w rzeczywistości.
    Dla mnie granicą jest zwykła ściema, nie pokazuję zdjęć rzeczy, których nie mam przedstawiając je jako nowy nabytek, nie wklejam nóg Gisele Bundchen czy ust Scarlett Johansson udając że to moje, nie pokazuję zdjęć miejsc w których nigdy nie byłam.
    A że nie pokazuję też domowego „rozgardiaszu”, przypalonej patelni czy przetłuszczonych włosów to inna sprawa;)

    A swoją drogą, miałąś kogoś konkretnie na myśli pisząc o tych mamuśkach śpiących z prostownicą? Może mam jakieś szczęście, ale przeglądając blogi parentingowe trafiam raczej na normalsów;)

    • Reply Ruby Soho 22/04/2015 at 23:06

      Powiem, że jeden blog zainspirował mnie do tej prostownicy w opisie :)
      W miarę nowy, wcześniej go nie znałam. Taki perfekcyjny właśnie. Jak to matka w piaskownicy z dzieciem siedzi, odpicowana jakby na wesele szła, upozowana drapieżnie, by było jeszcze bardziej surrealistycznie.
      Ładna matka, miła dla oka.. ale jednak nie mój klimat. Sztucznością na kilometr czuć. Mimo że ładne zdjęcia, to jednak z takich miejsc uciekam w te pędy :)

  • Reply kejt 23/04/2015 at 13:33

    Noo, to są problemy pierwszego świata:) Wal adresami, co się czaisz. Ja to raczej nie miewam takiej przeżywki jak oglądam blogi, czasem się wyszczerzę szyderczo, a czasem mnie mini zazdro złapie za serce, ale tylko przez chwilę. Każdy blog ma jakieś słabości, ludzie mają bardzo różne cele zakładając własne strony, jeden chce wyjść na ładniejszego, a drugi na mądrzejszego i bardziej ukulturalnionego a kolejny na majętniejszego. Jeden i drugi i trzeci naciągają trochę real, bo im to dobrze robi na ego. Taki lajf.

    • Reply Ruby Soho 23/04/2015 at 22:43

      Kurde Kejt, to teraz się głowię, czy chcę wyjść na ładniejszą, mądrzejszą, kulturalniejszą, czy bardziej majętną. Chyba jednak mądrzejszą (i jak, i jak mi to idzie?:DDD No tak, wiadomo, że bloger swoje ego musi mieć – bez ego to się chyba nie uda.
      Ale wiesz, jednak powiedziałabym że to są problemy drugiego świata. Dzięki o losie, że nie jesteśmy w trzecim, ale mówienie, że w pierwszym też jest lekko naciągane.

  • Reply KLUSCKA 23/04/2015 at 14:09

    A ja sobie ostatnio wymyśliłam takie motto, żeby przymknąć oko na kilka niedokończonych spraw – „tam gdzie bałagan tam szczęśliwe dzieci”:) Czy nie zaraz lżej na sumieniu:D Nie wiem skąd dzieci to mają, ale natychmiast lgną do miejsca, które przed chwilą posprzątałaś. Wczoraj na przykład ułożyłam na fotelu piękny pluszowy kocyk, ułożyłam idealnie poduszki /tak dobrze zgadujecie – ukryłam tym samym kilka plam po czymś, co się tam rozlało/, po sekundzie zaledwie wpełzła tam moja trzyletnia Córa i mówi „mamusiu jak ty to pięknie ułozyłaś” i ściagnęła caaaały pled żeby się nim nakryć psując mój misterny plan ukrycia plamy. Zaraz potem zniknęła. Koc wyglądał teraz na „walający się” po salonie, poduszki zsunęły się na podłogę, plama się odkryła. Zaśmiałam się w duchu z moim mottem „tak – tu było przed chwilą szczęśliwe dziecko”:D Dla otuchy czasem oglądam sobie filmik: ” Why moms get NOTHING DONE” https://www.youtube.com/watch?v=_bP0Uf3Shd0 A zjęcia na blogu masz przesympatyczne – czekam aż przyłapie moje Córki na spontanicznym tuleniu /ta fotka naprawdkę BEST-EVER jakie zrobiłaś/, bo swoje Córy pstrykam w objęciach, ale to czyste ustawki – zaraz potem trzyletnia Córka strząsa z ramienia młodszą jak zeschłego liścia…

    • Reply Ruby Soho 23/04/2015 at 22:40

      Znam ten filmik, jest bardzo życiowy. U nas spontaniczne tulenie też nie należy do częstych wydarzeń, nie myśl sobie („jak zeschłego liścia”- dobrze powiedziane :)

  • Reply Aga M. 19/07/2015 at 22:52

    A może post pt Ruby Soho od kuchni? Czyli niewykadrowany ogród, sąsiad i jego grajdoły w tle, zamiast wypasionego śniadania zwykle ‚polskie’ kanapk… Fajnie by było zobaczyć jak to na co dzień wygląda.

    Choć dokładnie rozumiem o co chodzi z tym pokazywaniem lepszej, choć niekoniecznie zakłamanej rzeczywistości. Nie ma jak to robić kilka takich samych zdjęć fonem, po to aby wybrać to najlepsze (na którym jesteśmy młodsze/szczuplejsze/mniej zmęczone).

    • Reply Agata / Ruby Times 19/07/2015 at 23:44

      Akurat rzadko mamy zwykłe polskie kanapki! Serio, zwłaszcza w lecie, bez michy pomidorowych sałat to ja sobie nie wyobrażam. Jak już przyjdzie zima to może się takie zdjęcia trafią :)
      Tak na poważnie pisząc, to wiesz.. nie mam jakiegoś super ułożonego studia zdjęciowego w domu, zwykle fotografuję dzieciaki w naturalnym środowisku. Gdy robią coś chwytającego za serce, zabawnego, to ja po prostu łapię za aparat i cykam.. nie przestawiam ich tam, gdzie ładniejsza ściana, czy korzystniejszy wizualnie pokój :) A że kadruję to już mam w głowie, nie potrafię tego nie robić, bez względu czy to fota z wakacji, czy zdjęcie dziecia na fotelu, zawsze chcę uwiecznić najlepszy kadr!

    Napisz, co o tym sądzisz