Aranżacje wnętrz, Codzienność, Nasze mieszkanie

Organizuję! Część 2. Konkrety.

Le Corbusier mawiał, że dom to „maszyna do mieszkania”, więc moje porównanie do fabryki (z ostatniego wpisu) nie jest znowu takie z księżyca wzięte. Dom to maszyna, która powinna być funkcjonalna, logiczna, zaplanowana tak, by codzienne życie było łatwe i przyjemne.

Warto poświęcić chwilową wygodę, a nawet nieco czasu i pieniędzy, by doprowadzić swoje mieszkanie do stanu lepszej organizacji, to naprawdę robi różnicę!

Zacznijmy od autorefleksji godnej managera średniego szczebla w korpo (tak – zwłaszcza tego od Continuous Improvenment).

  • Czy moje miejsce pracy (czyli dom) funkcjonuje jak należy?
  • Czy są odpowiednie procedury, jasne i klarowne dla wszystkich domowników (powiedzmy że ci w wieku do 2 lat mają taryfę ulgową) dotyczące przechowywania sprzętów, prania, wyrzucania śmieci, sprzątania po sobie?
  • Czy są jakieś słabe punkty w organizacji domu, które należy naprawić?

Słabe punkty

..to może być wszystko. Coś co jest niewygodne, zepsute, zużyte lub po prostu nieestetyczne, a jednak żal wyrzucić (czasem się trzeba przełamać). Coś, co utrudnia życie. Oczywiście istnieją słabe punkty których nie da się naprawić ot tak, najlepiej unikać ich już na etapie projektowania domu. Na przykład ja zaplanowałam zmywarkę po drugiej stronie zabudowy niż zlew i teraz przenoszę opłukane talerze przez środek kuchni. Kap, kap, kap..

Są też kwestie niezależne – krótkoterminowy wynajem nie sprzyja dużym inwestycjom – wtedy zazwyczaj poprawiamy to, co nie wymaga nakładów finansowych, chociaż znam osoby, które wprowadzając się gdzieś na dwa lata i tak musiały przemalować ściany na „swoje” kolory. Wszystko zależy od tego jak ważna jest dla danego osobnika przestrzeń, w której spędza czas.

I tu pewnie Was nie zaskoczę. Dla mnie ta przestrzeń jest BARDZO ważna.

I nie jest to aż tak istotne, by była idealnie czysta, by oślepiała połyskiem i zawstydzała Sanepid swoją sterylnością. O wiele bardziej zależy mi na tym, by w miejscu, w którym żyję było estetycznie, by dom nie sprawiał wrażenia graciarni. Generalnie to bardziej odpowiada mi słowo „ład” niż „porządek”, i to do tego pierwszego dążę w swoim domu.

Czujecie różnicę? Już w definicji słownikowej jest to zauważalne:

Ład – jako harmonijny układ czegoś.

Porządek – schludność, należyty stan czegoś.

Mnie osobiście o wiele bardziej zależy na harmonii panującej we wnętrzach, niż na perfekcyjnym porządku.

Liczne refleksje na temat organizacji w domu, które wylewają się z tego wpisu są efektem mieszkania w bardzo różnych okolicznościach przyrody: na przykład w mikro-pokojach akademików (które służyły jednocześnie za sypialnię, kuchnię, biuro i pub), w wynajmowanym nowoczesnym domu o trzech łazienkach, w malutkim staromodnym mieszkanku z mini kuchenką i atrapą kominka oraz w kilku innych. Każde z tych miejsc łącznie z obecnym – poddaszem ponad stumetrowym – wymagało indywidualnych rozwiązań i stwarzało inne wyzwania. Przejdźmy więc do kluczowej kwestii, jeśli chodzi o zaprojektowanie  dobrze funkcjonującego domu.

1. Szafy. Duże szafy!

Na serio – to takie proste! Dobrze przemyślane (i obszerne) systemy schówkowe to klucz do organizacyjnego sukcesu. Jeśli macie właśnie zamiar kupić szafę – nie krępujcie się, kupcie jak największą. Brakuje Wam miejsca? Wykorzystajcie przestrzeń w górę, zamówcie nadstawki, niech się szafa pnie aż do sufitu. I nieistotne tu jest, czy macie garderobę szafiarki, czy minimalistyczny styl oparty na kilkunastu ciuchach – szafa zawsze się przyda, zwłaszcza w mieszkaniu,  w którym brakuje piwnicy lub schowka. W szafie można ukryć wiele elementów, które gdy stoją na wierzchu stwarzają nieporządne wrażenie: deskę do prasowania, odkurzacz, żelazko. Albo rekwizyty sezonowe – walizkę podróżną, kurtki, ozdoby choinkowe.

Jeśli od lat macie dużą szafę, sprawdźcie co jest w środku na dnie. Gwarantuję, że zaskoczą Was outfity z lat dziewięćdziesiątych i inne wspaniałości, które tylko zajmują miejsce, które mogłoby się przydać na potrzebne rzeczy. Czasem nie trzeba inwestować – wystarczy uporządkować to, co już jest.

2. Szafy dla dzieci.

Nie warto kupować tych mikro-szafek z dziecięcych słodkich kolekcji meblowych. Dzieci rosną baaardzo szybko, ich garderoba również. Naszym potomkom kupiliśmy dorosłe szafy z serii Pax (Ikea). System koszyków i półek sprawia, że możemy zaprojektować wnętrze szaf po swojemu i dowolnie zmieniać wraz ze zmieniającymi się potrzebami użytkowników.

Bielizna, piżamy i codzienna odzież znajdują się najniższych półkach,  dzieci same wyciągają je z szaf i (te starsze) ubierają się. To prawda, czasem bokiem wychodzi to człowiekowi, ale może kiedyś nauczą się nie pozostawiać w szafach po sobie takiego chlewu. Póki co cieszy mnie ta odrobina samodzielności, której się nauczyli.

Szafy są na tyle duże, że poza ubiorem można przechowywać w nich dziecięcą pościel, zasłony, ubrania na następne sezony, akcesoria podróżne, koce, ręczniki, zapasowe pieluchy, etc. Powiadam Wam, szafa nigdy nie jest za duża :).

3. Porządnie wyglądający regał.

Tu nie ma wielkiej filozofii – każdy z nas ma tendencje do dekorowania regałów ozdobami w postaci pilnych dokumentów urzędowych, aktualnych recept, właśnie otrzymanych wizytówek, batalionu długopisów i eskadry malutkich karteczek. Ważne, by raz na trzy-cztery tygodnie pozbywać się tych skarbów, wrzucić do segregatorów, lub w jakiekolwiek inne miejsce, w którym damy radę je kiedyś znaleźć – i znów cieszyć się karną dyscypliną na regałach. A jeśli nie dajemy sobie rady z taką dyscypliną, proponuję zorganizować sobie „szufladę wstydu” i to do niej wrzucać wszystkie bardzo aktualne, Koniecznie Leżące Na Wierzchu papierki. Gdy już przybędzie ich tak dużo, że same wyjdą z szuflady się przywitać, to będziemy wiedzieli, że czas na małe porządkowanie.

4. Organizacja w kuchni..

.. to temat na osobny dłuuugi wpis, ale nie będziemy się rozdrabniać, wspomnę tylko o najbardziej oczywistych rzeczach.

Warto przemyśleć ułożenie naczyń w szafkach – niedawno przeogranizowałam moje tak, że już nie muszę bezsensownie łazić dookoła wyspy kuchennej, gdy chcę wyciągnąć byle talerz z szafki. Czasem wystarczy przemyśleć od nowa, zakwestionować to, co wydaje nam się oczywiste i niezmienne. Bo kto powiedział, że musi być niezmienne? Mała reorganizacja robi olbrzymią różnicę, ważne by pod ręką było to, czego używamy najczęściej.

5. Opisy na produktach spożywczych.

Tak ku przestrodze – to będzie smutna historia. Upiekłam kiedyś, dawno temu, przepiękny sernik z truskawkami. Wyglądał mniej więcej tak:

Przebierałam już nogami na myśl o zjedzeniu kawałka, ale schładzał się jeszcze w lodówce w oczekiwaniu na następny dzień i popołudniową kawkę. Nagle zaczęłam kojarzyć fakty. Co było w tym pojemniczku? Czy to był faktycznie „Drobny Cukier”? Wyglądał jak drobny cukier, który kupiłam kiedyś specjalnie do wypieków.. ale.. czy aby na pewno to był on?

O zgrozo! Nie, to nie był on. Bo to była równie drobna..

Sól.

Nie macie pojęcia z jakim żalem wywalałam mój piękny sernik z apetycznymi truskawkami do kosza. Dobrze, że odkrycie nastąpiło dzień przed podaniem, bo inaczej wszyscy płakalibyśmy gorzko przy stole po spróbowaniu świństwa, w którym szklanka soli poczyniła nieodwracalne spustoszenie, zatruwając ser i truskawki swoją słonością.

Nie żebym po tym dramatycznym wydarzeniu zorganizowała się jakoś bardziej, ale przynajmniej wycięłam z opakowań nazwy produktów i przylepiłam je do pudełek. Koszt w zasadzie żaden. Trochę taśmy klejącej i 10 minut czasu. Esteci się mogą doczepić, że lepiej mieć modne nalepki z Flying Tiger, ale nie zależy mi aż tak bardzo, by w każdej mojej szufladzie było cukierkowo, ma być praktycznie. I oczywiście – nie ma sensu, by wszystko przesypywać do pudełek, wszak mamy w spiżarce wiele rodzajów kasz, ryżu, makaronów i innych produktów. Nie nadążyłabym z pracą. Dlatego tylko te najpopularniejsze dostały swoje pojemniki, tak wygodniej z nich aplikować. Celowo zamieszczam zdjęcie mojej zupełnie nieperfekcyjnej szuflady – spiżarki. Cóż, życie to nie Instagram.

6. Przechowywanie w łazience.

Gdy urządzalismy naszą łazienkę dobre dziesięć lat temu, nie sądziłam, że przybędzie nam tyle sprzętów. Kosmetyki dla pięciu osób, niemowlęce gadżety, suszarki, miski jakieś, wiadro na mopa (bo nie mamy schowka). Zrobiło się w tej łazience dość chaotycznie, szafka pod umywalką miała charakter otwarty, więc straszyły w niej te wszystkie rzeczy.

Rok temu wreszcie zmierzyłam dobrze szafkę i okazało się, że mamy tam prawie dwa metry źle wykorzystanej przestrzeni. Tym razem potrzebna była inwestycja, tysiąc złotych z hakiem, za który kupiliśmy szafki (kuchenne) i blat (znowu Ikea).  Dzięki temu schowane jest wszystko to, co powinno być schowane. Są szuflady na rzeczy dziecięce, na moje kosmetyki i mężowe. Wielka szuflada na ręczniki do rąk pozwala na ich błyskawiczną wymianę. Nie trzeba nawet zrobić kroku – po prostu wyciągasz świeży ręcznik, a ten brudny wrzucasz do kosza na pranie, który jest tuż obok. A właśnie, a’propos kosza..

7. System prania.

Jeszcze niedawno mieliśmy jeden kosz na pranie, który nie nadążał za produkcją. Mimo codziennego heroicznego wysiłku dwójki dużych ludzi, trójka ludzi małych stawiała sobie za cel zabrudzenie jak największej ilości odzieży. A gdy już wydawało się, że wszystko jest pod kontrolą, a ciuchy w koszu są poniżej poziomu krytycznego, wtedy ktoś musiał się zsikać lub zwymiotować na pościel i już, Himalaje tekstyliów znów bieliły się na szczycie z niedomkniętą klapką.. To nigdy nie wyglądało porządnie.

Dlatego w nowej szafce zaplanowałam nowy system prania, który działa z powodzeniem już od roku i świetnie wpisuje się w koncepcję delegowania zadań wszystkim członkom rodziny. Otwierasz dwuskrzydłową szafkę, a tam.. stoją trzy materiałowe kosze Skubb z Ikei (każdy za 20 zł). Niestety występują tylko w kolorach białym i czarnym, więc do odpowiedniego oznaczenia ich użyłam niezmywalnych pisaków Sharpie. Białe pranie zostało ozdobione bałwankiem i śnieżynkami, kolorowe kwiatkami, a czarny kosz, no cóż, po prostu jest czarny.

Wieczorem dzieci zdejmują z siebie odzież i same decydują do którego pojemnika należy ją wrzucić. System działa rewelacyjnie, brudne ciuchy są zawsze schowane przed wzrokiem mieszkanców i gości, a dodatkową zaletą jest pojemność każdego kosza, którą szacuję na 1,5 – 2 prania. Dzięki temu, że kosze są trzy, to zawsze jest w nich umiarkowana ilość wsadu. A stary wiklinowy pojemnik wstawiłam do jednej z tych dużych szaf, do niego wrzucamy pościel, koce i ręczniki. Stanu krytycznego we wszystkich pojemnikach nie osiągamy nigdy.

Ostatnia ważna rzecz, jeśli mieszkacie z małoletnimi to..

8. Kids Free Zone.

Czyli strefa, w której możemy z przyjemnością rozkoszować się kawą, winem, wódką lub czymkolwiek gdy nasze latorośle już zasną. Umówmy się, że wszyscy kochamy swoje dzieci, ale gdy już śpią nie ma nic gorszego niż gapienie się na ich książeczki i potykanie o klocki. Salonom urządzonym pod dyktando dzieci mówimy stanowcze „NIE”.

Dlatego nasze dzieciaki dostały największy pokój w domu i mają kategoryczny zakaz roznoszenia swoich zabawek po naszym terenie. Za dnia oczywiście we wspólnej strefie walają się niedobitki puzzli i lalek (w umiarkowanej ilości). Wieczorem zgrabny kopniak w autko, puzzla, czy klocka doprowadza salon do stanu dorosłej używalności, zbieramy też dzieła sztuki tworzone przez cały dzień i po wstępnych oględzinach te udane trafiają do dużego pudełka na parapecie, a te narysowane na odwal dyskretnie wrzucamy do kosza. Bo każdy dom potrzebuje przestrzeni wolnej od plastikowego badziewia, a każdy rodzic potrzebuje psychicznej higieny w postaci nie patrzenia na zabawki po godzinie dwudziestej drugiej.

Na zdjęciach powyżej – nasza Kids Free Zone po malowaniu (chociaż listwy wciąż czekają na montaż:) i zmianach ustawienia mebli, poniżej – taaak, to ja, to nasz domek w magazynie „Czas na wnętrze”.

P.S. Nie zawsze jest u nas tak porządnie – w szafach i we wszystkich kątach. To logiczne, że takie zdjęcia się robi zaraz po ułożeniu, nie? Co oznacza, że każdy z tych porządków miał miejsce, chociaż niekoniecznie funkcjonowały obok siebie w tym samym momencie. Głowa do góry ludziska, my też wiemy co to bajzel.

Na dziś to wszystko, napracowałam się, prawie dwa tysiące słów, dlatego będę wdzięczna za Wasze uwagi (również te krytyczne, mówiące że straszny ze mnie freak i pedant, i że mam za dużo czasu:).

poprzedni wpis następny wpis

Przeczytaj koniecznie

19 komentarzy

  • Reply Kasia 11/10/2017 at 22:10

    Inspirujący wpis – zwłaszcza o pozbyciu się zabawek z salonu. U nas jakoś nie działa…
    Za to z koszami na pranie mam podobnie, rewelacja – pranie segreguje się samo :)

    • Reply Agata / Ruby Times 12/10/2017 at 08:32

      U nas też nie działało, ale powalczyliśmy trochę i rozkoszujemy się bezzabawkowym salonem :)

  • Reply Justyna 11/10/2017 at 22:24

    Ja bede pierwsza☺ czytam Twojego bloga już od dwóch lat i jestem pełna podziwu, zachwytu i co tu dużo mówić… zazdrosci☺ tylko mam pecha do komentarzy, bo ilekroć coś uda mi sie napisać to albo sie usuwa przed wysłaniem, albo wyskakuje jakiś błąd… no nie mogę. Może dzisiaj sie uda. Organizacji oczywiscie również zazdroszczę, mówię sobie, że to dopiero wszystko przede mną, bo dom dopiero budujemy. Czytam każdy wpis i staram się zapamiętać wskazówki. A Twoje sniadania… oj marzę chociaż o jednym dniu z takim posiłkiem, oczywiście nie wychodzi, może jak rodzinka będzie większa☺ pozdrawiam Cię ciepło!
    P. S nie przestawaj nigdy pisać☺

    • Reply Agata / Ruby Times 12/10/2017 at 08:33

      Justynko, dziękuję za piękne słowa, a ze śniadaniami radzę zacząć już teraz, choćby raz w tygodniu. Bo gdy ludzi w domu przybędzie czasu zrobi się nagle bardzo mało, także ten..już warto zacząć robić dobre nawyki :) Pozdrawiam gorąco!

  • Reply Justyna 11/10/2017 at 22:25

    Jednak mnie ktoś uprzedził☺

  • Reply mamamagda 11/10/2017 at 22:34

    Za duzo czasu to Ty na pewno nie masz 😊 tym bardziej szacunek za organizacje. Ja usilnie staram sie poprawic w tej kwestii no i moze kiedys mi sie uda ta trudna sztuka 😁 dom macie pięknie urządzony! Tez chce taka duza lazienke 😊

    • Reply Agata / Ruby Times 12/10/2017 at 08:34

      Dziękuję! To prawda, nasze mieszkanie jest bardzo przestrzenne, za to nawyki organizacyjne kształtowaliśmy na rozmaitych metrażach, począwszy od takich jak przeciętny schowek :)

  • Reply Misia 11/10/2017 at 23:11

    Chyba jest to odpowiednie miejsce, by przyznać się, że kilka miesięcy temu zainspirowałam się Twoją szafą i kupiłam każdemu dziecku wysokiego po sufit Paxa oraz zaopatrzyłam je w różnokolorowe gałki (w kształcie samochodów). Mamy też w przedpokoju komodę, w której każdy domownik ma swoją szufladę na czapki i o dziwo to działa. Nawet mali domownicy ogarniają odkładanie czapek.

    Zazdroszczę bardzo przestrzeni, zwłaszcza przestrzeni i zabudowy w łazience. U nas pralka idzie codziennie i stan krytyczny występuje rzadko (właściwie tylko po powrocie z wakacji, a trwało wówczas miesiąc zanim wszystko się wyprało i wyschło), jednak myśl o sortowaniu prania przez kogokolwiek jest wielkim marzeniem. Kosza drugiego nie wstawię póki dzieci potrzebują stołka w łazience, czyli jeszcze przez wiele lat.

    Co do kuchni, to miałam kiedyś taką szafkę narożną, w której nic nie mogłam znaleźć i wyprowadziłam z niej ważne produkty w pasujących do siebie pojemnikach (z różnokolorowymi pokrywkami) do innej szafki. W tej narożnej dalej nic znaleźć nie mogę, ale ważne produkty są łatwo dostępne i podpisane, nawet ciut ładniej niż u Ciebie, bo odręcznie.

    Z rzeczami dzieci po zmroku też walczę. Niedawno pozbyłam się podręcznego kallaxa z salonu, bo służył tym dzieciom za magazyn. Teraz w salonie przebywa na raz łatwo wynaszalna ilość zabawek.

    Ogólnie bardzo lubię ład, ale chciałabym też mieć porządek. Jestem szczęśliwą posiadaczką niedużego schowka i ogromnej piwnicy (piwnica jest 3 piętra niżej czyli daleko). W tej chwili próbuję opróżnić schowek tak, aby pomieścił suszarkę na pranie, bo jeśli pomieści, to będzie wielka szansa na ład w salonie.

    • Reply Agata / Ruby Times 12/10/2017 at 08:36

      Cieszę się, że paxowe szafy działają. Ogólnie bardzo je lubię za duże możliwości dostosowania do aktualnych potrzeb. Pozdrawiam serdecznie i życzę ładu w salonie (u mnie suszarka niestety straszy na wejściu, co zrobić!)

  • Reply Indicativusperfectiactivi 12/10/2017 at 09:16

    Super, że znaleźliście sposób na Wasz dom! :) Sposoby powinny być dostosowane do potrzeb, a u Was tak to chyba wygląda.
    Nie dla mnie strefa kids free w salonie, ale łapię ideę. Czas i miejsce dla siebie też są ważne i bardzo potrzebne.

    • Reply Agata / Ruby Times 12/10/2017 at 17:12

      No oczywiście, najważniejsze to dopasować rozwiązania do własnych czterech kątów i stylu życia :)

  • Reply Algo 12/10/2017 at 14:14

    Bardzo fajny wyszedł Ci ten wpis, choć taki trochę odmienny tematycznie. Aż zachciało mi się wrócić do domu i sprzątać (ciekawe co wygra: sprzątanie, zumba czy zakatarzone dziecko). Niestety wychodzi na to że popełniam błędy równo w każdym punkcie. Mieszkam w jednym domu od urodzenia (przeprowadzka dla samego faktu jej przeżycia i zabrania ze soba tylko tego co naprawdę używam to moje marzenie) i choć od 5 lat mieszkamy sami nie udalo nam się nadal zmierzyć ze wszystkim co w schowku, garażu i piwnicy przez 30 lat gromadziła moja rodzina. Pokoiki mamy malutkie i nawet nie ma gdzie wstawić dużej szafy. Poddasze czeka na remont. Łazienkę mam już zaplanowaną z taka właśnie dużą szafką, ale czeka na pieniążki. Kuchnie mam już po swojemu z szafkami pod sufit i cieszy mnie ogromnie. Zmywarka też w innym ciągu, ale nie mam z tym problemu. Nic nie spłukuję, zgarniam co najwyżej, i wszystko się domywa.

    • Reply Agata / Ruby Times 12/10/2017 at 17:10

      Z pewnością ciężko się zmierzyć z rzeczami gromadzonymi przez rodzinę. Też bym pewnie nie miała chęci na coś takiego, tyyyyle czasu trzeba poświęcić, także.. może kiedyś powolutku Ci się uda :)

  • Reply Pola - Odpoczywalnia 12/10/2017 at 16:21

    Świetny wpis!
    Zazdroszczę tej przestrzeni do segregowania prania, u nas niestety wersja z wywalajacą się nieustannie górą brudów, wkurza mnie to okropnie. A do tego wiecznie suszące się pranie w przedpokoju, żałuję, że nie mamy miejsca na suszarkę.
    Co do kids free zone, u nas jest system skrzyni na kółkach, do której lądują zabawki i książeczki wieczorami, tez potrzebuję przestrzeni tylko dla nas do prawdziwego wieczornego relaksu:)
    Kuchnię udało nam się zorganizować naprawdę funkcjonalnie, choć nie jest duża, to jest w niej bardzo poręcznie.
    Z przestronnymi szafami… trochę się zgodzę, ale nie do końca;) U nas to, że mamy ograniczone miejsce na ciuchy działa porządkogennie;) Przede wszystkim nie magazynujemy ciuchów, w szafie jest tylko to, w czym faktycznie chodzimy

    • Reply Agata / Ruby Times 12/10/2017 at 17:08

      Ach Wasza kuchnia jest cudowna, rozmarzam się na samo wspomnienie. Z suszarką niestety mamy podobnie – straszy odwiedzających tuż przy drzwiach do domu, ale już nie mamy jej dokąd wynieść, bo mimo dużej przestrzeni mamy tak naprawdę tylko dwa osobne pokoje i dużo open space’a. Myślę, że jest nisza na rynku i chyba trzeba wymyslić jakiś system osłon na suszarki. Coś w rodzaju mini parawanu, który zasłania suszarkę z trzech stron! Chyba muszę nad tym sama popracować, bo nigdzie w necie nic takiego nie widzę! :)

  • Reply Ola 13/10/2017 at 15:57

    Świetny wpis! Kompleksowo odpisałaś moim zdaniem wszystkie krytyczne punkty. Ja z praniem miałam podział na dziecięce (prałam w innym płynie), niedziecięce i inne typu pościele/ręczniki. Ale twój podział bardzo mi się podoba a zwłaszcza udział dzieci w segregowaniu ubrań. Tylko ze ja kosze na brudną bieliznę mam w pralni nie w łazience a to trochę utrudnia sprawę. Piękna szuflada- spiżarnia 😍 U mnie największy problem to strefa bez zabawek. Pokój córki i sypialnie są na górze, a na dole w domu mamy salon kuchnię i łazienkę. Córka notorycznie znosi zabawki, książki, kredki i kolorowanki na dół bo zwyczajnie chce się bawić przy nas lub podczas oglądania bajki. Póki co ograniczam jej rzeczy do małej półki pod telewizorem, resztę targam na górę do jej pokoju 😥 Najgorsze, że jak pojawi się w domu drugi maluch to w salonie będzie jeszcze więcej dziecięcych gadżetów. Życie rodzinne toczy się głównie w salonie, a serce domu jest w kuchni.

    • Reply Agata / Ruby Times 14/10/2017 at 19:32

      My kiedyś mieliśmy pełno dziecięcych stref w domu: w salonie mieli swoją kuchenkę, w przedpokoju stragan, a w naszej sypialni tory i pociągi :) I miało to swoje uzasadnienie, bo ich pokój był malutki i wychodzili z tym wszystkim na zewnątrz. Potem zamieniliśmy się na pokoje, teraz mają olbrzymią przestrzeń, więc mogę się wymądrzać o Free Kids Zone i być bezwzględna gdy wynoszą swoje zabawki. Zwłaszcza, że nasze mieszkanie ma tylko jeden poziom. Na dwupoziomowym to wygląda zupełnie inaczej, wiadomo, że dzieci – jako równoprawni mieszkańcy domu – muszą mieć swoje rzeczy na dole, ważne by „po godzinach” urzędowania były sprytnie ukryte, jakiś kosz, skrzynia,te sprawy i wszystko gra. U nas na przykład w kuchni mają wielkie pudło na rysunki i kredki, bo zawsze rysują przy kuchennym stole i jakoś musiałam ograniczyć stosy karteluszek :) Każda sytuacja wymaga indywidualnego podejścia :)

  • Reply Mag 13/10/2017 at 22:36

    Super wpis! Właśnie remontujemy mieszkanie i na pewno coś podpatrzę :) Dziękuję

  • Reply e-milka 20/10/2017 at 17:18

    Widze, ze Wasz maly niebieski domek dostal sie na lamy czasopisma wnetrzarskiego – gratulacje!

  • Napisz, co o tym sądzisz