Aranżacje wnętrz, Codzienność, Nasze mieszkanie

Od kuchni

„Stół do kuchni” – odparłam na mężowskie pytanie pod tytułem „Co byś chciała pod choinkę?”
„Stół? Zwariowałaś? Ale.. to ma być prezent dla Ciebie!”
 
Co mu miałam powiedzieć? Jak chwyci mnie zakupowy głód i zapragnę nowej kiecki lub torebki, to zdobędę ją, choćbym miała popaść w pętlę zadłużenia, znajdę pretekst, autem pojadę do sklepu, a łupy ukryję głęboko w szafie. Gdy zapragnę nowych książek, czy filiżanek, ani się mąż obejrzy, a już kurier zapuka do naszych drzwi wręczając mu paczkę z nowościami. Nie mam z tym żadnego problemu.  A taki stół? Do Ikei trzeba jechać, taszczyć pudło ze stołem przez pół sklepu, do auta upychać, a potem wciągać po schodach do domu. I jeszcze skręcić te wszystkie elementy ze sobą. Nie, to nie dla mnie!
„Chcę stół, nic innego mi nie potrzeba” – odparłam po namyśle.

Mini – remont zmienił nieco nasze zwyczaje żywieniowe. By było trochę szybciej i łatwiej zaczęliśmy jadać śniadania przy niewielkim, niezbyt wygodnym turystycznym stoliku w kuchni i aż dziw mnie bierze CZEMU JA WCZEŚNIEJ NA TO NIE WPADŁAM!? Na to, by jeść w kuchni, oczywiście, bo turystyczny stolik do wizji pasował już trochę mniej. Wcześniej z każdym posiłkiem fatygowaliśmy się do dużego stołu w salonie, co ogólnie rzecz biorąc jest bardzo fajne – bo lubię celebrować jedzenie, czasem mam jednak wrażenie, że to noszenie wszelkich wiktuałów tam i z powrotem, sprzątanie połowy domu z okruchów i turlających się groszków zdaje się nigdy nie kończyć.

Od kilku dni jest inaczej. Święta przyszły wcześniej, mąż na szczęście nie liczył na kuriozalny efekt w stylu: stół z czerwoną wstęgą pod zielonym drzewkiem – po prostu skręcił mój prezent i ustawił na swoim nowym miejscu. Bez obaw, stół w salonie nie pokrywa się kurzem – używamy go niemal zawsze, gdy jesteśmy wszyscy w domu. Gdy jestem sama z dziećmi zdecydowanie wybieram opcję kuchenną – lubię ten nieoficjalny klimat, to, że jesteśmy bliżej siebie, lubię patrzeć jak maluchy siedzą na przeciwko mnie, radio nam przygrywa kolędy i rozmawiamy tak sobie o wszystkim, chociaż nie zawsze odpowiadają w cywilizowany sposób. Fajne jest też to, że zanim oni uporają się z porcją owoców po śniadaniu ja już mam wszystko posprzątane i pochowane, a czasem to nawet obiad w połowie zrobiony :). Tyle dobra przyniósł ze sobą jeden niepozorny stół kuchenny z Ikea za 99,99 zł.

Kilka dni temu, podczas jednego z naszych nowych kuchennych posiłków miała miejsce pewna premiera. Kropka dostała swój pierwszy kubeczek – niekapek. To oczywiście Lovi 360 stopni piszę „oczywiście”, bo to jeden z tych produktów, które bardzo się sprawdziły przy pierwszym dziecku (pisałam o tym tutaj), bez wahania mogę je więc kupić dla drugiego. Przy Młodym nie obyło się bez chybionych zakupów – jakieś niekapki, które trudno było domyć, do których uszczelki kosztują fortunę, itd. Wszystko jest fajne, gdy nowe, świeżo wyjęte z opakowania, Lovi są równie fajne po roku, wystarczy regularnie wymieniać uszczelkę i kubek dalej wymiata. Młody oczywiście od dawna pije ze zwykłych kubków, ale pomiędzy posiłkami wolę mu dać wodę w niekapku – mniej plam na ścianach, serio! Podobnie podczas wyjazdów, gdy niekoniecznie chcę zabierać ze sobą ciuchy na zmianę, o wiele wygodniej mieć ze sobą taki kubek. Ale wróćmy do samej Kropki – dostała swój pierwszy niekapek, po czym od razu z uśmiechem złapała za uchwyty i zaczęła sobie pić, jak gdyby przez całe swoje dziesięciomiesięczne życie codziennie tak właśnie popijała wodę do śniadanka.
Lovi to coś pomiędzy butelką, a zwykłą szklanką. Nie ma żadnych ustników, ani dziubków. Uszczelka powoduje, że nic się nie wylewa, a małe dziecko przyzwyczaja się do takiego „dorosłego” sposobu picia. Dodatkowo Lovi ma teraz nowe fajne wzory – kolekcja nazywa się ‚retro’, czy coś w tym stylu, kubki jawią się w wersji żeńskiej (kubek w kolorze pudrowy róż, rysunek z paryskim beretem) oraz męskiej (miętowy kubek, a na nim melonik i modny hipsterski wąs). Kupiłam oba dla mojej dziewczynki – bo cóż mi ten wąs przeszkadza? A kubki ładne bardzo, z szarymi eleganckimi elementami, prezentują się naprawdę szykownie. I co najważniejsze – po prostu spełniają swoją funkcję, działają bez zarzutu. Te namniejsze nadają się już dla 9-10 miesięcznych dzieciaków i to duża radość zobaczyć swojego niemowlaka jak bezproblemowo radzi sobie z piciem z kubka. Od razu przychodzi mi na myśl, że to moje niemowlę jest naprawdę genialne, że tak pięknie pije. I to nic, że inne dziesięciomiesięczne niemowlaki też pewnie tankują ze swoich kubków, aż miło. Matce nie wytłumaczysz!
Lovi polecam od siebie. Nikt mi za to nie płaci, ani kubków nie daje.
Stół zasponsorował mąż. W Ikei to nawet gratisowych klopsów nie ma za wzmiankę o sklepie.
poprzedni wpis następny wpis

Przeczytaj koniecznie

10 komentarzy

  • Reply tynka 17/12/2014 at 00:18

    haha :) Strzępie człowieka :)
    też chcę nowy stół do kuchni :)
    Dzieciaki Ci rosną…w siłę!
    :)
    do następnego razu :)

  • Reply Pola 17/12/2014 at 07:57

    No proszę jeden stół a tyle radości:)

    Fajny ten lovi całkiem się wydaje. My mamy bidon safe sippy dla starszaka, i córa dostała taki sam, chociaż jeszcze nie obczaja co i jak.

    A, i Ruby, mam pytanie. Widzę, że Młody tu w foteliku siedzi? (chyba, że to takie krzesło). Widziałam, że miał taką poduszkę – poddupnik. NIe sprawdza się? Też o takiej myślałam (bo córa się na dniach przesiada z Bumbo do ikeowskiego fotelika)i zastanawiam sie, czy kupić drugi ikeowski fotelik, czy właśnie poddupnik dla synka. Doradź proszę:)

    • Reply Ruby Soho 17/12/2014 at 08:37

      Pola, poduszka sprawdza się bardzo dobrze, tylko nie ruszamy tego krzesła z salonu, tam sobie stoi i uczestniczy w posiłkach dla całej rodziny. Stare „dzidziusiowe” krzesełko Młodego wstawiłam do kuchni. Najchętniej bym się go już pozbyła, bo level plastiku jest zatrważający, gdy człowiek ma dwa tego typu krzesełka w domu, z drugiej strony po zdjęciu z niego pasów i zdemontowaniu tacki robi się zwykłe wysokie krzesełko, na które Młody sam chętnie się wspina – bo uwielbia obserwować jak gotuję. Nie chcę zabierać mu tej frajdy więc krzesło stoi w kuchni, a od niedawna zaczęło się znów przydawać do tych właśnie kuchennych posiłków, zawsze to mniej mebli do przesuwania za kazdym razem.
      Twój chłopczyk jest w podobnym wieku do mojego, myślę że lepiej zainwestuj w poduszkę. Zwróć uwagę czy będzie pasowała do Twoich krzeseł – jeśli mają zaokrąglane oparcie – tak jak moje – to nie dopasują się idealnie, ale w sumie nie jest to wielki problem, poduszka po prostu trochę wystaje. Do wszystkich innych krzeseł do jakich mierzyłam (np. do większości z Ikei) poduszka pasuje fajnie. U nas poducha daje radę, maluch bardziej się stara jedząc, faktycznie jakby zrozumiał, że jak chce być na wyższym levelu towarzyskim i siedzieć z dorosłymi przy stole, to musi zachowywać się nieco kulturalniej :)

      P.S. Fajne poduszki ma Hanna, Hela i Ela (tam kupowałam ja), a dobry wybór jest też na Lela Blanc.Mam nadzieję, że trochę pomogłam :)

    • Reply Pola 17/12/2014 at 16:37

      Dzięki dzięki, myślę wobec tego że zainteresujemy się poduszką:)

  • Reply radoSHE 18/12/2014 at 09:20

    No przecież od zawsze wiadomo, że najlepsze imprezy w kuchni są:) A my z tym piciem to kiepsko mamy, niby niekapek załapany, ale nie powiem, że jakoś fenomenalnie to idzie. Przy doidy odprawia takie cyrki z krztuszeniem, że odpuściłam. nawet myślałam o tym Lovi, ale w końcu nie kupiłam. Może jeszcze spróbuję z tym ustrojstwem, bo trochę mnie już męczy dopajanie butelką, tym bardziej, że już takie słuszne wiekiem dziecko mam :D

  • Reply Justyna Sz 18/12/2014 at 16:06

    Stół w kuchni super sprawa :) Mam i chwalę :)
    Kubeczek Lovi też mam, Alusia jescze za mała na taki kubek ale testowany na młodszej siostrze (mojej) zdał egzamin idealnie!!! Kubek się turlał po tapczanie i nic ani kropelki! :D

  • Reply To love your self 18/12/2014 at 19:42

    Super blog bardzo ciekawy:) Miło tu u Ciebie :) Może obserwacja za obserwację?
    http://toloveyourselff.blogspot.com/ ZAPRASZAMY:)

  • Reply Zuzi Clowes 18/12/2014 at 21:54

    Chcę ten kubek, aaaa, chcę (i ten miętowy z wąsem podoba mi się bardziej, kurka, że niby dla chłopców, phi)! Mill dostała Doidy Cup i lubi, ale ja mniej, bo z tym straaaasznie uważać trzeba.

    A stół w kuchni dobra rzecz. Ja mam kuchniosalon, jeden stół, nie muszę nigdzie łazić, w związku z czym zapytana przez Towarzysza Męża co chcę na Gwiazdkę odparłam że soniczną szczoteczkę do zębów. #niematojakromantyczneprezentyconie

    • Reply Ruby Soho 18/12/2014 at 22:30

      lol :) już nie wiem co bardziej romantyczne – mój stół, czy Twoja szczoteczka :)

  • Reply Kaps Love 20/12/2014 at 23:38

    Ohhh tak my kobiety jesteśmy świetne w samoobdarowywaniu ale przy takim stole ciężko użyć standardowej wymówki „kochanie przecież to stare jest” ;) Ja w te święta zrezygnowałam z prezentu bo jak na razie mam wyrzuty sumienia za cały rok i należy mi się rózga:)

  • Napisz, co o tym sądzisz