Codzienność, Na temat

O połogu słów kilka

Natura skonstruowała to wszystko w genialny sposób: ciąża trwa na tyle długo, by przygotować nas fizycznie i psychicznie do rozwiązania. Wraz z zaokrąglającym się brzuszkiem porządkujemy własny świat przed przybyciem potomka: organizujemy dom na nowo, szykujemy kącik dla malucha, kompletujemy wyprawkę, wzruszamy się rozmiarami ubranek dla noworodków. Czym bardziej stajemy się okrągłe, tym częściej myślimy o nadchodzącym porodzie, często z obawą i strachem. Myślimy też z pewnym zniecierpliwieniem i ciekawością o dziecku, o tym jakie ono jest, jak wygląda, do kogo podobne, jaki ma temperament. Dość rzadko wybiegamy myślami jeszcze trochę dalej.. a dalej jest połóg: trudny dla młodej mamy okres, który następuje po porodzie i trwa aż 6 tygodni.

Rzadko o nim myślimy.. bo tyle jest ciekawszych tematów do rozważań, gdy jest się w ciąży! A połóg jest mało atrakcyjny pod względem komercyjnym, więc nikt sobie specjalnie nie zaprząta głowy mówieniem na jego temat. Zazwyczaj rozpatrujemy ten czas jedynie jako proces fizjologiczny, w którym organizm kobiety dochodzi do siebie po porodzie. Właśnie 6 tygodni – tyle trwa zmniejszenie się macicy do przedciążowych rozmiarów, tyle trwają wszelkie fizjologiczne przemiany, po których nasz organizm może wreszcie wyłączyć lampkę z napisem „pregnancy mode„. Poza fizjologicznym sensem połóg jest też szerokim pojęciem kulturowym, i to takim które występuje we wszystkich kulturach świata. Zaskakujące jak te 6 tygodni jest respektowane pod różnymi szerokościami geograficznymi, w społecznościach wysoko rozwiniętych i w zupełnie prymitywnych. W większości z nich jest to czas przeznaczony na odpoczynek matki po porodzie, czas, który matka i nowonarodzone dziecko spędzają w odosobnieniu.

Kilka przykładów: w Chinach połóg nazywa się „wysiadywaniem miesiąca” i polega głównie na odpoczywaniu i nie podejmowaniu przez matkę żadnych aktywności fizycznych poza karmieniem dziecka. W afrykańskich kulturach plemiennych matka po porodzie jest wykluczona z lokalnej społeczności, mieszka w chacie położonej poza wioską, gdzie mogą ją odwiedzać nieliczne kobiety, pomagające przy dziecku. W dawnej Polsce kobieta miała całkowity zakaz opuszczania domu w tym czasie, dopiero po upływie 6 tygodni następowało obrzędowe oczyszczenie matki i ponowne wprowadzenie jej do społeczności. Dopiero wtedy można było też świętować narodziny dziecka. Ten sześciotygodniowy okres kwarantanny miał głęboki sens: chronił noworodka przed zarazkami i chorobami zakaźnymi, chociaż wówczas wierzono, że  izolacja chroni przede wszystkim przed złymi duchami. Zobaczcie  – tak odmienne światy, a ile podobieństw! W kwestii tej izolacji: ktoś może powiedzieć, że to dyskryminacja młodej mamy. A moim zdaniem to mądrość przodków, z której powinniśmy czerpać wiedzę i brać przykład!

A jak to wygląda współcześnie? Już w szpitalu atakują nas tabuny krewnych, łącznie z nieletnim potomstwem, roznoszącym zarazki. Mimo, że jest Skype, są MMS-y i inne zdobycze techniki pozwalające pozachwycać się zdalnie nad maleństwem, ale i tak kto żyw, kto zdrów zmierza w te pędy do szpitala by na własne oczy zobaczyć nowonarodzone dziecię. A połóg? Czy ktoś dziś jeszcze o nim pamięta? Adriana Lima i inne znane modelki już miesiąc, dwa po urodzeniu dziecka wskakują w seksowne koronki i eksponują atrakcyjne ciała i płaskie brzuchy na wybiegach. Czy to w ogóle możliwe bez morderczych ćwiczeń od razu po porodzie? A gdzie czas dla mamy i dziecka, gdzie czas na odpoczynek na wytchnienie dla organizmu, na nawiązanie więzi emocjonalnej z maleństwem?

Zdecydowanie bardziej podoba mi się tradycyjny model – czas po porodzie spędzony w domu, w spokoju, bez pośpiechu, wsłuchując się w siebie, wtulając się w dziecko. Poznawanie siebie nawzajem. Definiowanie rodziny na nowo. Bez świadków, bez zamieszania, w zgodzie z naturą, tak jak to robią wszystkie inne ssaki – schowajmy się razem do naszej norki i poczekajmy aż nabierzemy sił i odporności!

Oczywiście to wszystko zależy od indywidualnych odczuć, myślę jednak że najważniejsze jest, by matka nie robiła nic wbrew sobie – masz ochotę na oglądanie znajomych? – to super. Nie masz? – to nikt, absolutnie nikt nie powinien tego kwestionować. Ja aktualnie jestem już w trzecim tygodniu połogu, i muszę przyznać, że znoszę go o wiele lepiej niż za pierwszym razem. I nawet z pewną radością myślę o odwiedzinach, bo już tyle czasu nie widziałam przyjaciół i bliskich. Jestem bardzo ciekawa jakie jest Wasze zdanie na temat połogu, kwarantanny w tym okresie i przyjmowania gości. Czekam na komentarze.

Wkrótce na blogu pojawi się „Połogowy Słowniczek Pojęć”, który przybliży Wam trochę (lub przypomni) tematykę związaną z tym okresem w życiu młodych mam. Zapraszam :)

poprzedni wpis następny wpis

Przeczytaj koniecznie

7 komentarzy

  • Reply radoSHE 03/03/2014 at 15:48

    Strona fizjologiczna to jedno, ale pierwsze tygodnie to również często zmęczenie, totalny sajgon emocjonalny, hormony buzują, talerze latają;) Ja byłam w pierwszych 2-3 tygodniach trochę rozchwiana i spokój, towarzystwo tylko najbliższych było dla mnie zbawienne. A życie towarzyskie uruchomiłam w drugiej połowie połogu:)

    • Reply Ruby Soho 03/03/2014 at 15:54

      zgadzam się w zupełności – warto połóg podzielić na dwie części – ta pierwsza bezdyskusyjnie jest potrzebna na regenerację sił i poradzenie sobie samemu ze sobą po prostu. No i z dzieckiem oczywiście :) Po dwóch, trzech tygodniach życie towarzyskie może wrócić.. nooo, może nie do normy, ale przynajmniej jakieś próby reaktywacji można podjąć :)) Ja właśnie już o tym myślę :)

  • Reply M PA 03/03/2014 at 21:33

    dla mnie najgorsze były dwa pierwsze tygodnie- straszny rozgadiasz w domu..nie możność siedzenia, ból, krwawienie.. ale i tak było radośnie. Po tych dwóch pierwszych tygodniach, to już bardzo szybko doszłam całkowicie do siebie. Nas od początku odwiedzały tłumy, taki już nasz dom-otwarty.. choć jak o tym teraz myślę, z perspektywy czasu- to chyba wolałabym spokojniej.. a najbardziej uciążliwe było to, że przez pierwsze kilka dni siedziała mi na głowie teściowa, dosłownie całymi dniami, momentami ingerując w moje zdanie i decyzje.. na to już na pewno za drugim razem się nie zgodzę. Marysia (taką mam głupią nazwę.. M PA :/ chyba niestety nie da się już tego zmienić :( )

    • Reply M PA 03/03/2014 at 21:36

      aa miałam też wtedy wielkie przypływy miłości i czułości i wszystkim mówiłam, jak bardzo ich kocham :) i wtedy nie do końca dowierzałam, że jestem mamą, czułam się trochę zagubiona i miałam jakieś takie dziwne poczucie, że przestaję być córeczką swoich rodziców.. jakieś bolesne.. nie umiem tu tego w kilku słowach wytłumaczyć ;) jestem bardzo związana z rodzicami, a świadomość, że teraz sama jestem mamą, sprawiła, że poczułam się jakoś od nich odsunięta, miałam nawet jakieś wyrzuty sumienia, absurdalne odczucia ;)

    • Reply Ruby Soho 04/03/2014 at 16:08

      Marysiu, wydaje mi się, że gdzieś w bloggerze da się zmienić ksywkę, ale nie jestem pewna gdzie. Co do pierwszych 2 tygodni mam podobne odczucia – to czas na regenerację, potem człowiek już się czuje dobrze. Ja za pierwszym razem byłam mało asertywna w sprawie gości – tym razem już podchodziłam do sprawy bardziej stanowczo. Wszystko przemyslałam sobie po pierwszym porodzie i sądzę, że mam prawo sama podejmować decyzje w sprawie kiedy można odwiedzać mnie i moje dziecko. Pozdrawiam

  • Reply Zuzi Clowes 04/03/2014 at 07:12

    Aaa… Ciekawa jestem jak to będzie wszystko… Pológ z jednej strony mnie przeraża a z drugiej bardzo cieszy, bo ma tą niewątpliwą zaletę, że dzidziuś jest już z nami (a dla mnie prawdopodobnie oznacza teź koniec wymiotów, hurra! Choć wiem że może to być na zasadzie ‚zamienił stryjek siekierkę na kijek’ i w ramach rekompensaty dopadną mnie wszelkie połogowe niedogodności, ot, życie:)

    • Reply Ruby Soho 04/03/2014 at 16:09

      Tak, to prawda, że zaletą połogu jest dziecko przy boku. Niemniej jednak pierwsze 2 tygodnie są ciężkie – matka sama jest nieogarnięta, a tu trzeba niemowlę również ogarnąć – a ono jak czegoś chce to potrafi wyrażać się bardzo głośno i dobitnie :)))

    Napisz, co o tym sądzisz