Dziecko

O magicznych słowach i uczeniu dzieci kultury w jedyny słuszny sposób.

„Twoja capta, tatusiu” – rzekła Kropka. Mała, prawie dwuletnia dziewczynka w marynarskim sweterku po bracie, stała właśnie w poczekalni przychodni i szykowała się do wyjścia na mroźną ulicę. Z krzesła zawalonego naszymi kurtkami, szalikami i płaszczami podniosła czapkę swojego Taty.

„Pjosę tatusiu” – powiedziała podając czapkę.

„Dziękuję córeczko” – odpowiedział tatuś automatycznie.

„Twoja jętawicta, tatusiu. Pjosę. Załóz sobie” – powiedziała podając rękawiczkę.

„Dziękuję. A tu Twoja czapka, Kropko” – powiedział on – „Chcesz sama założyć?”

„Tat! Chcem”.

„Proszę.”

„Dziętuję.”

Prosta rozmowa. Nic szczególnego się nie wydarzyło, nie było zwrotów akcji, puenty, kupy śmiechu, wzruszeń. W sumie naprawdę nie ma o czym pisać. Ale.. gdybyście zobaczyli miny ludzi z kolejki! Wpatrywali się w małą Kropkę jakby co najmniej była jakimś jednorożcem z fioletową grzywą, czy innym ewenementem na skalę światową.

IMGP6573 IMGP6574

Dlaczego?  Bo potrafiła odpowiednie dać rzeczy słowo. I to w dodatku kulturalnie.

Pisałam niedawno (tutaj), że po małych dzieciach nikt nie spodziewa się zbyt wiele. Nie wymagamy od nich przestrzegania norm, bo są za małe. Nie staramy się wpoić im żadnych zasad, czekamy aż trochę podrosną, by cokolwiek od nich wyegzekwować, a skutki tego są opłakane. Każdy z nas słyszał kiedyś speszoną matkę, która w miejscu publicznym próbowała nagle ekspresowo nauczyć swoje dziecko kultury. Problem w tym, że nagle, ekspresowo i pobieżnie się nie da. Bo nauka kultury to długi i żmudny proces.

„Siadaj natychmiast na tyłku, spadniesz z tego krzesła!” – wrzeszczałam do mojego dziecka. Albo „oddawaj to! Nie możesz się tym bawić!”

Wydawało mi się, że gdy już jestem na skraju nerwowego wyczerpania, to jeśli przekażę mój komunikat mocniej, dosadniej, to dziecko się przejmie i chociaż raz posłucha.

Nic bardziej mylnego. Teksty robiły się coraz ostrzejsze i coraz bardziej spływały po obojętnych dzieciach, aż w końcu usłyszałam swoje własne słowa wydobywające się z ich niewielkich gardełek: „Kjopko, oddawaj to” „Siadaj natychmiast!”, „Nie mozes!” itp. Nieco się zawstydziłam, bo doskonale wiedziałam skąd się wzięły pyskówki i nieprzyjemne odzywki między maluchami – dzieci po prostu kopiowały nasz sposób komunikowania się z nimi.

IMGP6576 IMGP6578

Człowiek rzuca ostrzejszym tekstem, bo myśli, że w ten sposób będzie traktowany poważniej, lecz wreszcie zaczyna mu świtać myśl.. że tryb rozkazujący nic nie daje. Nic nie zmienia.

Dzieci nie przeistoczą się dzięki niemu w grzeczne i miłe słodziaki, nie będą nas też bardziej słuchać, a wręcz przeciwnie – bo rozkazy powszednieją i dziecko zaczyna uważać je za kulturową normę. Przypuszczam, że jeśli zaczniemy rzucać wulgaryzmami i się wydzierać to również spowszednieje, nawet jeśli rodzic chce w ten sposób przekazać, że potomstwo porządnie przegięło. Potomstwo zamiast zachowywać się poprawnie zacznie nas naśladować i stosować nasze niezbyt fortunne metody w swoich kontaktach z otoczeniem.

Postanowiliśmy nad sobą pracować, używać więcej magicznych słów, których przecież nauczyliśmy się ponad trzydzieści lat temu w przedszkolu.

To przecież obłuda stosować je wobec dorosłych, a w sytuacjach stresu i pośpiechu zapominać, że należą się też naszym dzieciom. Tak niewiele:  „proszę”, „dziękuję” czy „przepraszam”. Jeśli chodzi o nas to przyznam, że ton dalej miewamy ostry, ale „usiądź proszę na krzesełku, bo zaraz spadniesz!”, „oddaj to proszę, to nie jest Twoje, nie pozwoliłem Ci tego ruszać” lub: „czy mógłbyś tutaj przyjść?” brzmi o wiele lepiej niż autorytaryzm i rozkazy. Dla małego człowieka to jest ten sam komunikat. Posłucha, albo nie – to już inna kwestia, ale przekaz jest tak samo zrozumiały. I co najlepsze powoduje, że dzieci z automatu przyjmują kulturę jako normę i zaczynają naśladować pozytywne zachowania w naturalny, niewymuszony sposób.

IMGP6580 IMGP6581 IMGP6582 IMGP6585

Każdy młody człowiek, nawet wychowany w kulturalnych warunkach zacznie kiedyś rzucać mięchem. Wszak to najprostszy sposób na zyskanie aprobaty w grupie rówieśniczej.

Przy mniejszych dzieciach dochodzi jeszcze komiczny aspekt użycia słów zasłyszanych od kolegów, a nie do końca zrozumiałych. Dam głowę, że każdy rodzic kilkulatka przeżył kiedyś publiczne „żenua” spowodowane niewyparzonym językiem swojego potomka. Z własnego archiwum wspomnień mogę przytoczyć piękną scenę, w której dziewczynka w białej sukience wraca właśnie z kościoła po pierwszej komunii świętej. Idzie obok dumnej mamy i nagle komentuje wspinające się po kiosku „Ruchu” dzieci tymi słowy: „Zobacz mamo, ale te dzieci są pojebane!”. W moim domu nie używano tego słowa, więc mama naprawdę długo przeżywała scenę i wypowiedź (myślę, że głównie przez kontrast z białą sukienką i podniosłym nastrojem chwili :). A ja  – czyli dziewczynka w białej sukience – dopiero post factum przyswoiłam sobie wiedzę, że użyty przede mnie przymiotnik niekoniecznie ma taki sam wydźwięk jak „niemądre” lub „nierozsądne”.  Podobnie jak moja koleżanka, która przy swej mamie nauczycielce użyła kiedyś wołacza: „O kurwa, ale duży żuk!”. Ona również mogła być zdziwiona reakcją rodzicielki, wydawało się, że rozmiar żuka wymaga odpowiedniej aprobaty, a dzieci na koloniach wyrażały ją właśnie w ten sposób.

IMGP6594 IMGP6597

Najważniejsze jest to, by dla dziecka uprzejmość była normą, a nie jakąś pokazówą „przy ludziach”, by kultura zaczynała się w najnaturalniejszy sposób – w domu. Począwszy od tego jak tata odnosi się do mamy, mama do taty, a rodzice do dzieci. Wiadomo: jesteśmy zagonieni, mamy kierat, nerwy nam puszczają, a czasu wiecznie za mało. Bardzo łatwo usprawiedliwić ostrzejszy język i ton, ale nie warto, bo dzieciaki nie nauczą się być uprzejme, gdy będziemy traktować je dwutorowo – wymagać kultury, ale sami nie stosować się do jej wymogów.

Moje serce rośnie, gdy słysze rozmowy Młodego i Kropki.

„Ja chcem łuntentę!” – mówi Kropka dramatycznie, zauważając, że akurat dzisiaj nie ma na sobie sukienki.

„Chces sukienkę?” – odpowiada Młody. – „To ja ci ją psyniosę z twojej safy. Pocekaj tu” – i idzie do szafy siostry.

„Znalazłem twoją łuntentę w śniezynki” – stwierdza po chwili. „Prosę, mas” i podaje siostrze.

„Dziętuję” – odpowiada Kropka.

I znów. Prosta rozmowa, bez fajerwerków, bez puenty i żartów, że aż boki zrywać.

Ale.. coś we mnie pozytywnego rośnie. Przekonanie, że w taki najbardziej naturalny sposób jesteśmy w stanie zmienić nasze otoczenie na o wiele przyjemniejsze. I wtedy nie musimy rzucać spłoszonych spojrzeń, gdy w miejscu publicznym ktoś przypadkiem usłyszy naszą typową prywatną rozmowę. Bo nie ma się czego wstydzić! A wręcz stajemy się jakimś kuriozum niczym Kropka i jej Tata w tej poczekalni, gdzie ich naturalna i zupełnie niewymuszona grzeczność przywitana została opadniętymi szczękami.

Tak. Nigdy nie jest za wcześnie, by uczyć kultury. Nawet, gdy podajesz niemowlakowi grzechotkę, też możesz mu powiedzieć „proszę”. Kiedyś wreszcie Ci odpowie „dziętuję” :)

IMGP6751 IMGP6760 IMGP6764

P.S. Zdjęcia pochodzą sprzed dwóch tygodni, były takie szalone trzy dni ze śniegiem i bałwanem, błyskawiczna zima 2016. Teraz już marzymy o wiośnie.

1

poprzedni wpis następny wpis

Przeczytaj koniecznie

7 komentarzy

  • Reply Sylwia 07/02/2016 at 21:22

    Lubię Twoje teksty o wychowaniu, chyba dlatego, że są po prostu dobre :) Też staramy się wcielać w życie takie właśnie podejście. Nie zawsze jest łatwe, ale, mam wrażenie, mimo wszystko najbardziej naturalne, bo dalekie od tresury, w którą wychowanie łatwo zamienić. Mam też poczucie, że nie ma lepszej szkoły samowychowania niż wychowywanie dzieci – potrzeba dużo ćwiczenia samokontroli, konsekwencji, cierpliwości, wyrozumiałości i bezwarunkowej miłości. A dzieci są tak czujne i uważne, że zaniedbania od razu widać.

    • Reply Agata / Ruby Times 08/02/2016 at 01:21

      Taaak – „samowychowywanie” to bardzo dobre określenie. Człowiek stale się uczy, a jego cierpliwość i samokontrola są poddawane próbom setki razy dziennie. Nie zawsze jestem dumna z moich/naszych reakcji, ale grunt to pracować nad sobą.

  • Reply Pola - Odpoczywalnia 07/02/2016 at 22:29

    Jestem pod wrażeniem wymowności Kropki!! Wow! (nasza córa, z magicznych słów używa „daj” :D i „kuje”, czyli jakieś nadzieje są;)

    Generalnie popieram i bardzo się zgadzam, dzieci uczą się przez przykład, kultura jest ważna i nigdy nie jest za wcześnie na naukę.

    Osobiście mam tylko wrażenie, że dzisiejsi rodzice ( w tym ja), nie potrafią znaleźć złotego środka, między proszeniem / pytaniem tonem pokornego suplikanta, a wyprowadzonym z równowagi krzykiem. Ja ciągle mocno pracuję nad spokojnym, miłym, lecz stanowczym tonem, który będzie stawiał granice (nie wolno wybiegać na ulicę), organizował codzienność ( idziemy na dwór, proszę założyć buty) i chronił mnie przed obłędem ;)(nie ma uciekania przy ubieraniu). W końcu to rodzic powinien wiedzieć co i jak.

    • Reply Agata / Ruby Times 08/02/2016 at 01:27

      Też miewam problem z zachowaniem równowagi. Wszystko gra, gdy jestem w miarę wyspana i „na chodzie” i nigdzie się nie spieszymy, wówczas potrafię być naprawdę zrównoważoną i cierpliwą mamą, która w miarę stanowczo, ale łagodnie egzekwuje od dzieci różne rzeczy. Gorzej, gdy jesteśmy spóźnieni, albo gdy ledwo trzymam się na nogach po całym dniu, wtedy bywa różnie.
      A Kropka.. no cóż, codziennie mnie zaskakuje swoim mówieniem. Ostatnio zaskoczyła rodzinę zwrotem: „a ja myślałam..” oraz „fantastytnie”. Opowiedziała mi też bajkę o złym wilku który miał „pastudne oczy i był niedobji” a od kilku dni mówi na siebie: „Calineczta” :D
      Jakiś ewenement wśród dwulatek, Einstein w sukience, to znaczy w „łuntencie” :D

  • Reply Kinga 08/02/2016 at 07:57

    I znowu otworzyłaś mi oczy na pewne kwestie! Bo człowiek naprawdę nie zdaje sobie sprawy z tego dopóki ktoś (Ty) lub coś (sytuacja) nie ukaże tego wprost.
    Mój 21 miesięczny synek jeszcze nie mówi tak biegle jak Kropka :-) ale czas zwracać uwagę co i w jaki sposób do niego mówię. Tak na co dzień, w prozaicznych sytuacjach. Bo może kiedyś odpowie mi „dziękuję” :-)

    Pozdrawiam ciepło (również czekam na wiosnę…)

    • Reply Kinga 08/02/2016 at 08:51

      A co do obserwacji to jej moc jest niezwykła! Kiedy wchodzimy razem do domu ja szybko się rozbieram, rzucam płaszcz i buty, żeby pomóc Mieszkowi, który w zasadzie potrafi rozebrać się sam i co widzę: kurtka, czapka, szalik – sru lecą gdzie popadnie, a buty lotem błyskawicy lecą z hukiem w kąt! No i co mam powiedzieć?? :-) Poprawiam się szybko i mówię spokojnie: popatrz synku, jak mamusia ładnie ułożyła swoje buty i powiesiła kurteczkę. Może położysz swoje butki ładnie a mamusi podasz swoją kurteczkę?? :-)

      Shame…

      PS. o tak ma być, coś się poknociło :-)

    • Reply Agata / Ruby Times 08/02/2016 at 22:16

      Z pewnością kiedyś odpowie!
      Również pozdrawiam!

    Napisz, co o tym sądzisz