Śląskie - miejsca

Na Nikiszu

Trzypasmówka zatłoczona do granic możliwości. Pędzą te auta we wszystkich kierunkach. Markety jakieś dookoła, castoramy, ikee, salony samochodowe, poupychane po obu stronach trasy bezładnie niczym klocki rozrzucone przez moje dzieci. Bary szybkiej obsługi, stacje benzynowe, skrzyżowania, światła, bloki. Pobocza zawalone tandetnymi reklamami. Jedziesz i jedziesz, rozglądasz się, ale ciężko znaleźć cokolwiek, na czym esteta mógłby oko zawiesić bezboleśnie. Aż w końcu jeden migacz, jeden zakręt, jeden parking przenoszą cię w zupełnie inny świat.

W świat jednolity, spójny i konsekwentny. Surowy i w pewien sposób ładny, chociaż nie jest to taka oczywista i typowa „ładność”.

Bo oto trafiłeś na Nikiszowiec – specyficzne górnicze osiedle, wybudowane w początkach dwudziestego stulecia. Jak okiem sięgnąć czerwona cegła, prosta, schematyczna zabudowa, czerwone obramowania okien. Równe bloki mieszkalne, z bramami i zielonymi dziedzińcami, zaplanowany układ przestrzenny, który naprawdę cieszy oko, bo to taka odmiana po całodziennym wpatrywaniu się w irytującą współczesną przypadkowość architektoniczną.

IMGP2860 IMGP2863 IMGP2864 IMGP2865 IMGP2867 IMGP2871 IMGP2877 IMGP2878

Ciężko się spaceruje, gdy stoliki kawiarni wysypują się przed lokal niczym obietnica smacznego poczęstunku.

Szybko ustalamy więc kolejność „zwiedzania”, priorytetowo traktując burczenie w brzuchach, a podziwianie architektury zostawiając sobie na deser. W „Byfyju” jak zawsze wita nas przytulna domowa atmosfera. To ten styl lokalu, gdzie białe kredensy, koronkowe zasłony, obrusy w kwiaty i urocze detale dekoracyjne budują odpowiedni klimat. Chociaż moim zdaniem najlepiej klimat buduje widok z wielkich, zaokrąglonych u góry okien, przez które spoglądają na nas niemal stuletnie, robotnicze domy.

„Byfyj” to kawiarnia, czy też restauracja, w której nie ma typowego menu. Obiady każdego dnia są inne. Codziennie kelnerki wypisują na czarnej tablicy to, co akurat się ugotowało. Jak się skończy zostanie wymazane, zastąpione czymś innym, świeżutkim. Nie ma mrożonek, garmażerki, codziennie jak u mamy od rana pyrka jakiś garnek z zupą, codziennie w kuchni gotują się smakowitości. Roladę tam ostatnio jadłam z kluskami i modrą kapustą. Naprawdę zacna rolada, konkretna, domowa. Tylko klusek dorzuciłabym trochę więcej na talerz, ale to ja – lubię sobie podjeść.

Największą specjalnością lokalu są wypieki. I oczopląsu można dostać na ich widok, ciężko się czasem zdecydować, czy zadowoli nas tradycyjne kruche ze śliwką, sernik, czy tort bezowy. Popijając kawę zerkam na dzieciaki bawiące się drewnianymi zabawkami, przynoszące coraz to nowe kolorowanki do stolika.

IMGP2873 IMGP2883 IMGP2903 IMGP2904 IMGP2900 IMGP2899 IMGP2898

Mam swoje zasady i zwykle nie publikuję zdjęć z takich miejsc, ale tym razem naprawdę musiałam zrobić wyjątek. Nie widziałam, nigdy w życiu tak wysokiego standardu łazienkowego wypasu. Kilka rodzajów mydełek, kremików do rąk, mleczka do demakijażu, waciki, w małych koszyczkach podpaski, tampony, przewijak dla dzieciaków, ściereczki nawilżone i pieluchy. Wszystko czyściutkie i schludne, zawsze świeże kwiaty. Tak – w publicznej łazience w lokalu!

IMGP2895 IMGP2896

Posileni dobrą strawą udajemy się na spacer uliczkami dzielnicy.

Dzieciakom podobają się bramy, chociaż moim zdaniem aromaty z nich płyną podejrzane. W dawnych czasach na dziedzińcach budynków znajdowały się pomieszczenia gospodarcze, chlewiki dla świń oraz piece do wypiekania chleba. Pewnie to właśnie tam toczyło się życie osiedla i przesiadywali ludzie. Próbuję to sobie wyobrazić, chociaż dziś jest raczej pusto, grupki młodzieży przemykają gdzieniegdzie, wszystko zastawione jest samochodami, które nieco psują harmonię wizualną.

IMGP2915 IMGP2918 IMGP2930 IMGP2927 IMGP2929

Na centralnym placu Nikiszowca znajdziemy najbardziej efektowne budynki, między innymi Kościół Świętej Anny, który – sama nie wiem czemu – bryłą przypomina mi kościoły Nowego Świata.

Gdyby tylko machnąć fasadę na biało, to naprawdę jakby się urwał z Meksyku! Jest też dawny budynek gospody z piękną mozaiką przedstawiającą róże. Włóczymy się, zaglądamy w różne kąty, robimy zdjęcia. Pamiętajcie, że to nie jest duża dzielnica – bardziej miejsce na spacer z zadartą głową, niż obszar do całodziennego zwiedzania. Jeśli Wam mało polecam zajrzeć do Muzeum (jest tam Dział Etnologii Miasta, a w nim mieszkalne wnętrza górnicze sprzed stulecia) lub pobliskiej Galerii Szyb Wilson.

Ale gdy trafi się Wam przyjemny jesienny dzień i będziecie w okolicy wierzcie mi – warto przenieść się w czasie, warto wsiąknąć w klimat i przespacerować się uliczkami tej niezwykłej robotniczej dzielicy.

IMGP2914 IMGP2909 IMGP2921 IMGP2922 IMGP2924 IMGP2931 IMGP2933 IMGP2935 IMGP2936

Wpis pochodzi z cyklu „Śląskie – Miejsca”, więcej interesujących miejsc z regionu znajdziecie w górnej zakładce menu.

1

poprzedni wpis następny wpis

Przeczytaj koniecznie

10 komentarzy

  • Reply Marta 27/10/2015 at 21:27

    Nigdy nie bylam na Slasku – no bo i po co ;)- stereotypowo myslalam ze nie ma nic do ogladania a tu prosze jest i co poogladac i co zjesc, chociaz o slaskim jedzeniu to juz troche wiedzialam tylko nie bylo okazji sprobowac. Moze tak sie jeszcze zlozy ze zawitam w Wasze okolice …. czekam na wiecej takich wycieczek ;). Pozdrawiam M

    • Reply Agata / Ruby Times 27/10/2015 at 21:28

      Chyba nie muszę dodawać, że macie u nas noclegi z wyżywieniem? :) Zwiedzanie też się jakieś zorganizuje!

  • Reply Helen 28/10/2015 at 13:56

    Zazdroszczę tak spędzonego dnia. Piękna okolica, fajny lokal. Super. Gdy wyglądało na to, że blog będzie mniej traktował o dzieciach, to ja (matka w domu na rodzicielskim) trochę się obawiałam zmian, ale widzę, że nadal jest co czytać, jest życiowo, fajnie. Pozdrawiam i powodzenia w pracy!

    • Reply Agata / Ruby Times 28/10/2015 at 13:58

      O dzieciach zawsze będzie! Nie ma szans, by o nich nie było, wszak wypełniają mi życie aż po brzegi :)
      Pozdrawiam, dzięki :)

  • Reply Pola - Odpoczywalnia 29/10/2015 at 10:15

    To dzielnica Katowic jest? Podoba mi się, zupełnie inny klimat niż na moim pięknym wschodzie:) I ta knajpeczka wydaje się przesympatyczna. Przyjemny spacerek mieliście, ach jak mi brakuje takich sytuacji w obecnym chaosie.
    JAK TYLKO się ogarniemy z przeprowadzką i życiem;D to chcemy się wybrać na Śląsk do rodziny, mam nadzieję że się uda przed wielkimi mrozami, może uda nam się spotkać wtedy, bardzo bym chciała:)

    • Reply Agata / Ruby Times 29/10/2015 at 11:05

      Tak, tak! Czekam na ten moment! Bardzo chętnie oprowadzę Was tu i tam :)
      Czekam JAK TYLKO skończycie remont :)

  • Reply Sylwia 29/10/2015 at 11:01

    Świetny tekst i piękne zdjęcia – bardzo soczyste kolory i ładne kadry, zwłaszcza zdjęcie tytułowe. Nigdy nie byłam w Katowicach, po tekście zaczęłam się zastanawiać, jak i kiedy zorganizować wyjazd ;) To chyba dobra rekomendacja :)

    • Reply Agata / Ruby Times 29/10/2015 at 11:05

      No to trzeba organizować :) Pozdrawiam!

  • Reply Justyna 29/10/2015 at 12:21

    Uwielbiam to, jak ubierasz swoje Stwory! Są bajecznie kolorowe i bardzo dziecięce w swoich outfitach. Potwierdzasz moje przypuszczenia, że dziewczynka nie musi być różową księżniczką a chłopiec mieć aplikacje traktorów i samolocików od majtek aż po czapkę. Da się inaczej :) Pozdrawiam, mama Ignasia.

    • Reply Agata / Ruby Times 29/10/2015 at 13:08

      Dzięki :) Staram się, mimo dość ograniczonego budżetu. Większość ich ciuchów to tak naprawdę Lidl i H&M, sporadycznie TK Maxx.

    Napisz, co o tym sądzisz