Codzienność

Na górze jest półka

Na półce, w doniczce pysznią się róże. Delikatne, kremowe.. plastikowe. Wiadomo przecież, że żadne inne nie uchowają się w naszym gospodarstwie domowym. Wzrokiem ślizgam się po bladych pąkach, a potem dalej po sąsiednich półkach, po bibelotach różnych i po całym pomieszczeniu. Nie mogę wstać, leżę więc nieruchomo, pozwalając samym gałkom ocznym na wytężoną pracę.

Obrazek w ramce ma niebieskie tło. Anioł czuwa nad małą dziewczynką, przykrytą pięknym patchworkowym kocem, który kontrast robi tym błękitom. Łoś na biegunach buja się tuż obok. Książki – liczę je z lekkim znudzeniem. Kubusie Puchatki, Poczytaj mi mamo, jakieś baśnie i legendy..

Na jednej z półek porozwalane lisy, całe stado, doprawdy, bez żadnego porządku się tam rozpanoszyło! Albo ta plastikowa wanienka dla lalki, do środka poupychane ubranka, koc w gwiazdki byle jak rzucony. Złota korona i plastikowy kieliszek na wysokiej nóżce. Siedzą lalki. Szmaciane, w kolorowych sukienkach, jedna konspiracyjnie nachyla się nad drugą, jakby zdradzała właśnie jakiś wielki sekret. Ich uśmiechy zadowolone z siebie potęgują wrażenie, że te lalki obrabiają nam tyłki, obserwując nasze codzienne zmagania z życiem.

IMGP5280 IMGP5283

Myślę o praniu, które właśnie rzuciłam na suszarkę, ale nie zdążyłam rozwiesić. O wywiadzie ze znanym ekonomistą, który przerwałam w trakcie czytania. O prysznicu, który dopiero miałam w planach. Leżę teraz na wielkiej pluszowej biedronce, która już niejedno widziała w tym domu i obejmuję małą dziewczynkę. Dziewczynka obudziła się z krzykiem w samym środku lipcowej nocy. Teraz to małe stworzenie przylepia się z mocą, kurczowo łapie moją rękę i tak trwa z oczami na oścież, niepomna tego, że przecież jest noc, że powinna sprawiać choć trochę senne wrażenie.

Za oknem wichura, burza straszna, grzmoty, piorunami ciska czarne, nocne niebo. Zasuwam rolety, które nie przepuszczają światła, ale i tak ten wiatr i odgłosy burzy miotają naszym poddaszem na wszystkie strony odbierając nawet dorosłemu człowiekowi poczucie bezpieczeństwa. „To tylko burza kochanie, nic nam nie zrobi” – mówię głaszcząc ją po policzku. – „Przejdzie sobie bokiem”.

IMGP5286

Mała dziewczynka spogląda na mnie wielkimi oczami. Kiwa głową, tak jakby moje słowa miały sprawczą moc. Jakby ta burza faktycznie miała przejść bokiem i nie zrobić nam krzywdy.. tylko dlatego, że byłam obok, że powiedziałam to, co powiedziałam, chociaż tak naprawdę bez większego przekonania.

Dziewczynka uspokaja się. Z ufnością zasypia z moją ręką w swoich małych rączkach.

Takie noce, gdy jestem sama z trójką dzieci, to noce pełne odpowiedzialności. Gdy wsłuchuję się w oddechy, dotykam delikatnie małego brzuszka w kołysce, bo nie oddycha dość głośno. Gdy chowam chude nogi Starszaka, wystające z turkusowego łoża. I wreszcie, gdy tulę przerażoną dziewczynkę, która od jakiegoś czasu boi się spać sama i szuka schronienia w łóżku rodziców lub do starszego brata wędruje z poduszką. On jej czasem robi miejsce w nogach swojego łóżka i jest to najsłodszy widok na świecie, gdy czasem wieczorem ustalają „Kjopko, będziesz dzisiaj u mnie spała? Tu masz miejsce, tylko nie jozkopuj się za bajdzo. To jest moja połowa, a to twoja!”.

Nawet, gdy po przebudzeniu już nie jest tak pogodny ten brat i wtem wrzask rozdziera poranne zorze, bo tak się złożyło, że czyjś komplet uzębienia nieopatrznie odznaczył się nader wyraźnie na czyjejś łydce. Ale to nic, miłość i tak jest wielka, a wielka miłość czasem boli.

Taka noc. Gdy jestem ja sama i cała trójka ich. Słyszę te małe oddechy. Słyszę burzę, krople jak opętane walą o dach. Wszystkie dzieci śpią, utulone ich dźwiękiem, tylko ja nie śpię, tak czasem przytłacza ta odpowiedzialność, to bycie starszym i teoretycznie mądrzejszym. Tym człowiekiem, który ma wiedzieć co robić w razie niebezpieczeństwa lub pustego brzuszka. Tym, który rozprawi się z nocną gorączką i koszmarem sennym. A to przecież błahostki! Gdzieś tam, daleko za naszą wiejską burzą są smutne domy, są rodzice, którzy mówią, że będzie dobrze, chociaż wiedzą, że nigdy dobrze nie będzie. To łamie serce na kawałki. I czasem jest mi zwyczajnie wstyd za te moje problemy, które nie są problemami.
IMGP5292 IMGP5295 IMGP5299 IMGP5300

1

poprzedni wpis następny wpis

Przeczytaj koniecznie

15 komentarzy

  • Reply Mamuszka 20/07/2016 at 13:04

    Masz dar zwracania uwagi na to, czego nie chcę dostrzegać. Albo nie umiem sobie poradzić, wiec walczę by nie dostrzegać. Och Agata.
    Fajne fajne mamy życie. I Ty i ja. Tylko się cieszyć i celebrować każdą chwilę :)

    • Reply Agata / Ruby Times 20/07/2016 at 15:45

      Tak – a czasem znaleźć chwilę, by celebrować razem!

  • Reply Kinga M. 20/07/2016 at 13:41

    Oh Dear.. Tyle mam do powiedzenia.. Piękny wpis.. A wiesz, ta odpowiedzialność spadła na mnie już w szpitalu po porodzie i pamiętam to przedziwne uczucie do dziś..
    A kiedy mój dwulatek gdzieś krąży lub śpi – wpatruję się w niego i myślę: nie do wiary! on jest, ten cud istnieje i to ja kształtuję, wychowuję, dbam… Przeraża mnie ten ogrom odpowiedzialności, a jednocześnie to sens mojego życia, cokolwiek bym w tym życiu nie robiła, jak bardzo odpowiedzialnej pracy bym nie miała, jak bardzo była czemuś poświęcona – on będzie najważniejszy. Przeraża mnie też moja bezsilność. Bo nie mogę mu dać gwarancji na szczęście. Dlatego właśnie teraz, każdego dnia od jego urodzin daję mu zawsze dużo miłości, czułości, zapewnienia o jego wyjątkowości i sile.. I kiedy wieczorem szepczę mu różne rzeczy, tak, żeby po prostu o nich wiedział, widzę oczy wpatrujące się we mnie i usta również szepczące „aha mamusiu”…

    • Reply Agata / Ruby Times 20/07/2016 at 15:45

      Też lubię szeptać wieczorem. Nawet jak za dnia ciskam gromy i się wkurzam, to wieczorem zapewniam o miłości, o tym, że są najwspanialsi na całym świecie!

  • Reply kasia od Blizniakow 20/07/2016 at 14:51

    Ojeju jeju jakie znów problemy Agatko? Taki smutny i chwytający za serce ten wpis. I taki… zmuszajacy znow do docenienia tego co sie ma:) tak samotne noce z dziecmi sa pelne odpowiedzialnosci i najczesciej nieprzespane przez opiekuna. Ale sluchanie tych oddechow i patrzenie na te najdrogocenniejsze twarzyczki to cos czego sie nigdy nie zapomni. Sciskam. Kasia.

    • Reply Agata / Ruby Times 20/07/2016 at 15:43

      Nie, u nas właśnie nie ma tych większych problemów. Ale wiesz.. słucham radia, czytam prasę. Po prostu czasem dociera do mnie, że ci ludzie ze zdjęć uciekający przed czymś lub kimś, że to nie papierowa fikcja, tylko czyjeś prawdziwe życie.
      U nas jest okej, naprawdę, dzięki za troskę :*

  • Reply kasia od Blizniakow 20/07/2016 at 20:56

    :)

  • Reply Pola - Odpoczywalnia 20/07/2016 at 22:26

    Ach, te nocne rozmyslania takie są właśnie… Jakieś intensywne i doniosłe i jakieś bliżej sedna.
    Też mnie czasem zdumiewa że to ja jestem teraz Odpowiedzialna. ” I choć jestem duży, czasem robię się mały, Choć dzieci się jeszcze nie zorientowały”.

    A tę noc burzową, my spędziliśmy pod namiotem;) Szczęśliwie maluchy spały jak zabite:)

    • Reply Agata / Ruby Times 21/07/2016 at 23:37

      Pod namiotem!! Klimat musiał być!

  • Reply Magda Z. 21/07/2016 at 14:08

    Ponoć jest tak, że gdy jakiś zmysł zawodzi, inny się wyostrza. Pewnie z tego właśnie powodu (jako że pod płaszczem ciemności oczy widzą mniej), pole do popisu zyskują myśli, które niekiedy niemal cwałują po głowie. Najlepiej wiedzą o tym mamy czuwające w nocy przy łóżku chorego dziecka. Oj, można się wówczas nieźle nakręcić… A rano, wraz ze wschodem słońca wraca człowiekowi optymizm i nocne problemy zdają się tylko złym snem.
    Odpowiedzialność – to słowo, które tak często pada z ust świadomych rodziców i jest przez nich odmieniana przez wszystkie przypadki. Niekiedy jest aż przytłaczająca. Ale z drugiej strony dostajemy w pakiecie z nią coś niesamowitego i jednocześnie pięknego: dziecięcą, bezgraniczną ufność; taką, jaką już chyba nigdy nikt nas nie obdarzy…

    • Reply Agata / Ruby Times 21/07/2016 at 23:37

      Coś jest z tym wyostrzaniem. W nocy wszystko jest bardziej intensywne, a zwłaszcza strach przy chorym dziecku, ileż razy zwalczałam chęć wezwania pogotowia do dzieci, tłumacząc sobie, że powód zbyt błahy!

  • Reply Indicativusitd. 21/07/2016 at 14:30

    Ja przepadłam w szpitalu. Kiedy byłam w ciąży wszystko było takie nienamacalne, hipotetyczne. Nawet te bolesne kopniaki od środka. Aż w końcu wyjęli ze mnie moją córkę i była. Jak tylko mogłam się ruszyć usiadłam z podkulonymi nogami na paskudnie niewygodnym szpitalnym łóżku i wyjęłam to moje nowiuteńkie dziecko z przezroczystego korytka. Położyłam sobie na kolanach i tak siedziałam oparta o poduszkę patrząc i myśląc: „O kurczę. To Ty! Jesteś. Jakoś sobie damy radę, co?”. A mała opuchnięta buzia i te łapki małe po prostu były. I już wiedziałam, że zawsze będę się martwić o wszystko. Że będę się bardzo starać i bardzo bać.
    A teraz te chwile kiedy małe rączki wokół mojej szyi i zapłakana buzia, która szuka u mnie pocieszenia i siły. I ja wiem, że siłę mam. Nie wiem nawet skąd. A jeszcze więcej mam w sobie wdzięczności, że spokojny mamy dom i, że obiad jest i bałagan w zabawkach. Psie futro fruwające po kątach, bo czasem zamiast odkurzacz wyciągać lepiej iśc na spacer.

    • Reply Agata / Ruby Times 21/07/2016 at 23:35

      Do mnie też w szpitalu to dotarło.. a raczej docierało. Za każdym razem. A czym ich więcej, tym większy strach, tym trudniej mieć kontrolę nad wszystkim!

  • Reply e-milka 22/07/2016 at 14:50

    Tak, wdziecznosci trzeba, za to co mamy, a nie deficytowo myslec o tym, czego nie mamy i czego pewnie wcale do szczescia nie potrzebujemy. U nas takich nocy jest wiele, przyzwyczailam sie, ale tez lapie sie, ze wieczorem odliczam oboje, choc tylko dwoje ich mam. Uff, sa, cali i zdrowi, jak dobrze. I nagle, krotko przed zasnieciem, kiedy wydaje mi sie czasem ze spadam, to i moja dusza spada i nagle widze ciag dalszy, co by bylo gdyby: on sie jednak nie zatrzymal na tym rozpedzonym rowerku przed jezdnia, to jej autokar mial wypadek, to drzewo po burzy przewrocilyby pol godziny wczesniej i ten straszny lek sie pojawia. Sa wszystkim, co mam. Nawet jesli ze zmeczenia i pogoni za „godziwym zyciem” czasem trace to z oczu.

    • Reply Agata / Ruby Times 25/07/2016 at 15:34

      Wiem, ja też się strasznie boję o każde z moich maluchów. To takie paraliżujące uczucie, pojawiające się wiele razy dziennie :(

    Napisz, co o tym sądzisz