Śląskie - miejsca

Muzeum Śląskie dla dzieci

To była wyjątkowo mroźna niedziela. Mieliśmy wyjechać tuż po śniadaniu, by dzieciaki miały dużo energii i nie były głodne po pierwszym kwadransie zwiedzania. Mąż poszedł odpalić auto, bo z tymi dieslami na mrozie nigdy nic nie wiadomo. Ja zajęłam się szykowaniem licznych warstw odzieży dla całej rodziny.

IMGP5741 IMGP5742

Rajtuzki, skarpetki do założenia na rajtuzki, ocieplane legginsy (też na rajtuzki) i wełniana spódniczka, podkoszulki, kalesonki, ciepłe gacie, swetry, apaszki, szaliki, krem na mrozy..

Gromadziłam wszystkie te dobra, by chociaż raz być uważną matką i niczego nie zapomnieć. Wyjrzałam przez okno, gdzie mąż walczył z zaspanym akumulatorem. Zaczęłam mozolne ubieranie dzieci. Stopniowo, by się nie zgrzały, bo najwidoczniej do wyjścia z domu mieliśmy jeszcze sporo czasu. Po jakimś czasie za oknem ujrzałam męża z zaciętą miną i zestawem kabli, a tymczasem Stwory latały już po domu w ciepłych rajtuzach i podkoszulkach, z błyszczącymi od kremu buziami.

IMGP5753 IMGP5760 IMGP5764 IMGP5769 IMGP5771

Gdy Pan i Władca wreszcie wkroczył do domu oznajmiając tryumfalnie, że auto odpaliło wszyscy byliśmy już dość zmęczeni, a zwłaszcza dzieci, które przez ostatnią godzinę biegały, wrzeszczały i wymyślały wspaniałe zabawy przy użyciu czapek i rękawiczek (na przykład prowadzenie się wzajemnie na sznurku od rękawic – ubaw po pachy!). Może lepiej nie jechać w takie zimno – pomyślałam sobie, sprawdzając czy w aucie jest awaryjny koc, na wypadek, gdyby akumulator padł nam gdzieś na odludziu.

Zganiłam siebie po chwili za takie myślenie – cholera, przecież nie jedziemy w Tatry, tylko do Katowic. Jakieś 20 kilometrów z domu!

Niestety, poza mrozem i akumulatorem, los postanowił rzucić nam nowe kłody pod nogi. W postaci naszych własnych Stworów, które.. najzwyczajniej w świecie usnęły podczas jazdy. Mróz siarczysty dobudził je wprawdzie dość szybko na parkingu, a rodzice byli bezwzględni – wyciągnęli takie zaspane maluchy z auta i kazali maszerować na własnych nóżkach. Już siedząc na pufach przy szatni Młody rzucił nieśmiałą sugestię, że tak naprawdę to on jest głodny… i może byśmy poszli do tego fajnego bistro? Spojrzeliśmy z mężem po sobie. No cóż. Może faktycznie lepiej, by coś zjadły, Stwory jedne, odpoczną sobie na kanapie, by potem z nową energią rzucić się w wir muzealnych ekspozycji. I tak też zrobiliśmy.

IMGP5776 IMGP5780 IMGP5795 IMGP5796 IMGP5804 IMGP5811 IMGP5813 IMGP5814 IMGP5817

Wstyd się przyznać, ale w gmachu nowego Muzeum Śląskiego byliśmy już wiele razy, ale za każdym razem wizyta kończyła się na Moodro Bistro & Cafe. Wiemy jak smakują tamtejsze naleśniki i wyciskane soki, znamy obiadowe zestawy i smaczne burgery, obczailiśmy też sałatki i gigantyczne kawałki tortów bezowych. Słowem – bardzo dobrze ogarniamy muzeum od strony kulinarnej, ale tym razem postanowiliśmy podejść do sprawy ambitniej – kupić bilet, iść na wystawę i faktycznie zwiedzić cokolwiek.

IMGP5823 IMGP5831 IMGP5836 IMGP5849

Po godzinie spędzonej nader przyjemnie na rodzinnym konsumowaniu wreszcie ruszyliśmy zaznać nieco kultury i ogłady.

Znając możliwości naszych dzieci postanowiliśmy skoncentrować się na jednym wycinku z atrakcyjnej oferty placówki. Wybraliśmy wystawę „Światło historii. Górny Śląsk na przestrzeni dziejów”, głównie ze względu na jej interesującą formę wizualną i świetnie, nowocześnie zorganizowaną ekspozycję. Znajdziecie tam wszystko – od makiety cieszyńskiej rotundy – i to w całkiem sporym rozmiarze – po wnętrza kopalni, piec hutniczy, dziewiętnastowieczną kawiarnię i blok z wielkiej płyty. Jest nawet Fiat 126p z kontrabandą w środku! Do tego efekty dźwiękowe, tablice interaktywne (których nawet nie tknęliśmy, bo przecież musieliśmy biegać za dziećmi) i stare filmy propagandowe. Naprawdę interesujące rzeczy, nawet niespełna dwulatka i niespełna czterolatek byli zafascynowani.

IMGP5859 IMGP5871 IMGP5873 IMGP5894 IMGP5902 IMGP5910 IMGP5921 IMGP5925 IMGP5928 IMGP5930 IMGP5933 IMGP5936 IMGP5937 IMGP5943 IMGP5951 IMGP5956 IMGP5957 IMGP5970 IMGP5972 IMGP5974

Byłam pozytywnie zaskoczona światowym poziomem tej wystawy, ale przede wszystkim byłam zachwycona własnymi dziećmi. Tym, jakimi potrafią być wspaniałymi kompanami podczas takiej wycieczki!

Na własnych niewielkich nóżkach zwiedzili całą wystawę, zadając wiele pytań i interesując się dosłownie wszystkim. Spoglądając z zachwytem na eksponaty i chłonąc niczym dwie małe gąbki nową wiedzę, by potem błyskawicznie wykorzystać świeże pomysły podczas zabaw w domu. Na przykład.. zamieniając grupę lalek w niemieckich żołnierzy w hełmach. Bo przecież hełmy są takie fajne :).

IMGP5980

Więcej wpisów o interesujących miejscach na Śląsku znajdziecie w górnym menu, w zakładce Śląskie – miejsca. Serdecznie polecam.

1

poprzedni wpis następny wpis

Przeczytaj koniecznie

7 komentarzy

  • Reply edukatorek 12/01/2016 at 00:00

    Dla nas punkt obowiązkowy – w marcu/kwietniu będziemy na 200% :)

    • Reply Agata / Ruby Times 12/01/2016 at 00:06

      Ooo, może udałoby się nam jakoś spotkać! (jeśli nie urodzę w międzyczasie:)

  • Reply edukatorek 12/01/2016 at 00:40

    To jest myśl! Po porodzie tym lepiej – toż to byłby prawdziwy zlot patologicznych rodzin ;)

    • Reply Agata / Ruby Times 12/01/2016 at 00:49

      Taak, byłoby super! :)

  • Reply Pola - Odpoczywalnia 12/01/2016 at 10:01

    Ale fajne miejsce!
    Brakuje mi takiego zwiedzania, w lubelskich muzeach szału nie ma;) i tęskni mi się za Francją pod tym względem.
    Super, że daliście radę i zwalczyliście wszystkie przeciwności losu:) I te inspiracja dla dzieci:D

  • Reply kejt 12/01/2016 at 13:43

    O, nasz łódzki Semafor! Świetne zdjęcia, tak mało jest miejsc dla maluchów, gdzie można wszystkiego dotykać i hasać w miarę wolno. Ostatnio w Muzeum Sztuki, kustosz kazał nam trzymać Hankę za rękę :(

  • Reply Magda 21/01/2016 at 22:04

    Super, już kilka razy się tam wybieraliśmy ale po Twoim opisie jestem pewna że i moje dzieciaki dadzą radę :) Bardzo interesujące zdjęcia no i brawa dla dzielnych maluchów !

  • Napisz, co o tym sądzisz